piątek, 7 kwietnia 2017

Rozdział 1

Październik

Jenny
Boże, spóźnię się dzisiaj! Wczoraj zapomniałam nastawić budzik, a teraz jeszcze odkryłam, bateria w telefonie jest równa zero. Cholera! W pół do ósmej, a ja po drugiej stronie Paryża i w dodatku jeszcze w piżamie! Nie zdążę, za Chiny nie zdążę! Wpadłam do łazienki, capnęłam grzebień i wrzuciłam go do mojej torby razem z książkami. Szybko zdjęłam spodenki, które służyły mi za dolną część piżamy i na nogi naciągnęłam czarne leginsy. Na czarną podkoszulkę od piżamy, którą na sobie zostawiłam, nałożyłam czarny wełniany sweter z głową pandy i pognałam na dół. I wtedy przypomniałam sobie o czymś ważnym... Torba! Wbiegłam z powrotem na górę, chwyciłam to, co miałam zabrać i ponownie zbiegłam na dół. Tata od szóstej był w pracy, a co za tym idzie, Johan również, więc musiałam odpalić stojący w garażu granatowy skuter. Szybkim ruchem wsiadłam na pojazd, odpaliłam go, zapięłam kask i opuściłam garaż przy okazji zatrzymując się na podjeździe i zamykając drzwi garażowe. Te frontowe były zamknięte tylko na górę, ponieważ tata zawsze zamykał drzwi kiedy wychodził i miałam nadzieję, że i dzisiaj tak zrobił. Mknęłam skuterem przez zatłoczone centrum Paryża i starałam się w nikogo nie uderzyć, ani nie porysować skutera, gdyż należał on do mnie i był prezentem od taty na moje osiemnaste urodziny. Do szkoły dotarłam kilka minut po ósmej, ale na szczęście wykład jeszcze nie zaczął się na dobre. Jak się okazało nauczycielka nie mogła znaleźć klucza od sali, więc troche im zleciało. Kiedy wszyscy wyjmowali książki i zeszyty, ja czesałam włosy:
-Miss Hunter.- Dosłyszałam głos nauczycielki, w którym pobrzmiewał angielski akcent
-Yes?- Zapytałam chowając do plecaka grzebień
-What are you doing? It's not a hair salon.- Na szczęście nauczycielka miała poczucie humoru, więc nie oberwało mi się za tą wpadkę.
Ema wyjęła moje książki i pożyczyła mi swój długopis, ponieważ w pośpiechu zapomniałam piórnika. W ogóle dzisiejszy dzień był strasznie zabiegany, co mi się nie podobało. Prócz spóźnienia się na zajęcia w opłakanym stanie i zapomnienia piórnika zdążyłam na wuefie złamać trzy paznokcie i prawie złamać rękę. Nie, wolę nawet nie mówić jak to sie stało... Później nauczycielka zapytała mnie z ostatniej lekcji, a ja oczywiście niczego nie wiedziałam i dodatkowo, kiedy opuściłam szkołę zauważyłam, że ktoś pomazał czarnym markerem mój skuter. Gdyby nie Ema rozpłakałabym się. Jeszcze na domiar złego podszedł do nas Noah, chłopak, który był obiektem westchnień mojej znajomej:
-Hej, stało się coś?- Zapytał, gdy tylko zobaczył moją minę; Noah jest średniej wysokości Szwedem o blond włosach i również blond koziej bródce. Doszedł do naszej klasy tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego. Z natury jest dosyć cichy i spokojny. Aż trudno uwierzyć, że gra na gitarze w kapeli rock'owej.
-Tak, ktoś pomazał skuter Jenn.- Poskarżyła się Ema
-Może da się to jakoś zmyć?- Wsadził palec do buzi, po czym wyjął go i próbował zmyć marker, który ku mojemu zdziwieniu zadziwiająco szybko schodził
-Ty, co ty masz w tej ślinie?- Zaciekawiła sie Ema, która spróbowała zrobić to samo co Noah, ale jej nie wychodziło
-Nic.- Odparł zbity z tropu i ścierał dalej
-Ej, dobra, już zostawcie. Jak wrócę do domu to postaram się to jakoś pościerać. Dzięki.- Uścisnęłam ich oboje, po czym odpaliłam skuter, założyłam kask i odjechałam. Chyba nie muszę dodawać, że ludzie lampili się na mnie jak na idiotkę i wandala.
Postanowiłam od razu pojechać do domu. Nie chciałam martwić tatę i Johana, bo zaraz by zaczęli panikować i dochodzić kto pomazał mi skuter. Gdy tylko znalazłam się na podjeździe podbiegła do mnie Greta, młodsza siostra Johana:
-Jenn!- W jej głosie było słychać zakłopotanie i rozpacz
-Tak?- Rzuciłam zdejmując kask
-Ojej, co ci się stało ze skuterem?- Zainteresowała się
-Nic.- Warknęłam i poczułam wyrzuty sumienia; przecież Greta nie była winna tego, że mam zły dzień- Co chciałaś?- Wysiliłam się na bardziej uprzejmy ton
-Ah, no bo wiesz, pokłóciłam się ze swoim chłopakiem i...- Myślałam, że się załame, nie dość, że miałam własne problemy, to musiałam jeszcze wysłuchiwać młodzieńcze zawirowania młodszej siostry mojego chłopaka
-No i co?- Udawałam zainteresowanie
-No i nie wiem jak się z nim pogodzić, bo pokłóciliśmy się z mojej winy.- Westchnęła
-Poczekaj chwilę, tylko otworzę garaż.- Odparłam otwierając drzwi wejściowe i na chwile znikając w domu. Po chwili otworzyłam również drzwi garażowe i zaopatrzona w wiadro z wodą i płynem do naczyń oraz gąbką zaczęłam szorować skuter- Możesz już kontynuować.- Zwróciłam sie do Grety- O co się pokłóciliście?
-Bo chciałam, żeby się dzisiaj ze mną spotkał, ale powiedział, że nie może, bo ma dodatkowe zajęcia i się nie wyrobi. No i nawyrzucałam mu, że mnie unika i woli jakieś zajęcia ode mnie.- Jej blada twarz lekko się zarumieniła.
-Wiesz co?- Odezwałam się kończąc szorować jeden bok- Ja bym poczekała dzień, może nawet dwa, a później przeprosiła.- Odparłam jakby to była najprostsza rzecz na świecie
-Jak to?- Zdziwiła się
-No, normalnie. Miałby czas na przemyślenie twoich słów i uświadomienie sobie, że faktycznie cie zaniedbuje. Jeżeli się do wieczora nie odezwie to poczekaj do rana, a jak rano się nie odezwie, to przeczekaj cały dzień i pod wieczór go przeproś. Nie będzie cię atakował, a przy odrobinie szczęścia przyzna ci racje.- Skończyłam szorowanie, zostało już tylko płukanie
-Mówisz tak, bo to już przerabiałaś z moim bratem?- W jej głosie wyczułam rozbawienie
-Dokładnie.- Potwierdziłam targając wąż ogrodowy- Uważaj, bo może pryskać.- Ostrzegłam, a ona się odsunęła. Po spłukaniu mój skuter wyglądał jakby był prosto z salonu.
-Dzięki!- Usłyszałam jej uradowany głos i jedyne co zobaczyłam, to zamykające się drzwi domu sąsiadów
-Nie ma za co.- Odparłam sama do siebie; stałam i otępiale patrzyłam się w skuter przy okazji przypominając sobie co tak dokładniej jej powiedziałam, ale machnęłam na to ręką i wprowadziłam pojazd do garażu.
Gdy w końcu pojawiłam się w swoim pokoju przypomniałam sobie o złamanych paznokciach i bolącej ręce. Przeszłam do łazienki, gdzie pilnikiem wyrównałam złamane paznokcie, a bolącą rękę zaczęłam uważnie oglądać. Nie wyglądała tak źle, ale co było niezaprzeczalnym faktem- bolała. Szczęście, że to była akurat lewa, a nie prawa. Cóż, pomimo wyraźnie widocznego i odczuwalnego dzisiaj pecha, zdarzyło mi się kilka dosyć dobrych rzeczy: nie spóźniłam się na lekcje, nie porysowałam skutera (co prawda został pomazany, ale na szczęście udało mi się to zmyć), jakoś udało mi się zrobić notatki pomimo braku własnego długopisu. Na wuefie niczego, prócz paznokci, nie złamałam, ale to szybko dało się naprawić, a boląca ręka okazała sie być tą lewą i w dodatku podczas drogi powrotnej i wykładów nie dawała sie we znaki. Miałam dzisiaj wręcz bogaty we wrażenia dzień. Ale na tym nie koniec.
Tata wrócił do domu koło dwudziestej i przyprowadził ze sobą Johana. Zeszłam powoli po schodach, gdyż nie chciałam zakończyć tego dnia swoją śmiercią lub połamanymi nogami, po czym przywitałam się najpierw se swoim tatą, a później z Johanem. Nie wiem co jest gorsze: kiedy twój tata nienawidzi twojego chłopaka, czy kiedy traktuje go jak przyjaciela. Stanowczo Johan za często przebywał w naszym domu, może nawet częściej niż w swoim własnym. Miał u nas swój własny prywatny pokoik na górze, zwany potocznie strychem, ale jemu to nie przeszkadzało, bo i tak w nocy przyłaził do mnie. Coś czułam, że i dzisiaj u nas zostanie. Nie żeby mi się nie podobało spanie z nim, bo wiedziałam, że się nie posunie dalej niż mu na to pozwolę. Po prostu czasami, tak jak akurat dzisiaj, chciałam pospać SAMA. No, ale co miałam zrobić? Wygonić go do mojego ojca? W sumie całkiem ciekawy pomysł, ale boję się, że jeszcze mi jutro oznajmią, że Johan zostanie moją macochą, a tego nie chciałam.
No i ostatecznie stało się tak, jak przewidywałam. Kiedy już prawie spałam dosłyszałam ciche pukanie do drzwi. Równie dobrze mogłam je zignorować, ale że już ledwo kontaktowałam i chciałam iść spać, wiec wysiliłam się na wysapanie ,,Wejść" i kilka sekund później Johan leżał obok mnie:
-Jak ci miną dzień?- Właśnie dlatego nie cierpiałam z nim spać w takie dni jak ten
-Może być.- Chciałam go jakoś zbyć
-Nie kłam. Słyszę to po twoim tonie.- Już całkiem nieźle mnie znał
-Jeżeli informacja, że zaspałam do szkoły cię zadowoli...- Zatkał mi usta swoją dużą łapą
-Cicho, już się nie nakręcaj. Ta informacja mi wystarczy. I to dlatego jesteś nadąsana?- Zapytał próbując w ciemności patrzeć mi w oczy
-Połamałam paznokcie.- Poskarżyłam się; za nic mu nie powiem o skuterze
-Mhm, to wszystko wyjaśnia.- Przesłuchanie oficjalnie uważam za zamknięte, przemknęło mi przez głowę; w międzyczasie objął mnie jedną ręką w pasie i przyciągnął do siebie, a później drugą umocnił swój uścisk. Miałam ochotę kopnąć go i wyrwać się, ale zwalczyłam tą chęć i posłusznie leżałam w jego ramionach. On już tak miał. W dzień groźny tygrys, w nocy bezbronny kotek łaknący miłości i przytulenia. Cały Johan. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam...


Carrie 
Mój budzik zadzwonił punkt siódma i miałam półtorej godziny na wyszykowanie się na zajęcia. Nie słyszałam ażeby ktoś się krzątał po domu, więc byłam sama. Postanowiłam, że zrobię sobie poranną kawę i śniadanie, a potem się zastanowię nad środkiem lokomocji. 
Zeszłam na dół po chodach jeszcze w piżamie i wstawiłam wodę na moją kawusię. Krzątając się wśród szafek zauważyłam karteczkę leżącą na stole. Jej treść mówiła o tym, że mogę wziąć kabriolet należący do Ericka, bo sam pojechał motorem do pracy. Tak, ma motor, gdyż dostał go na swoją osiemnastkę. Ja też dostałam, ale nie mogłam go wziąć ze sobą do Wenecji, no bo jak. 
W godzinę byłam wyszykowana i w pełni gotowa do wyjścia na zajęcia. Na szczęście dobrze się orientowałam w terenie w Wenecji, co nie tyczyło się Paryża, bo tam mogłam się zgubić w samym centrum handlowym. Ale czy to ważne...
Nim zaszłam na zajęcia zdążyłam poznać bardzo miłego chłopaka o imieniu Gideon. Studiował kompozycję, czyli obracaliśmy się w podobnych kręgach. Nawet mi zaśpiewał, bo chciał mi wynagrodzić fakt, że mnie stratował, choć wcale mi to nie przeszkadzało, gdyż sama jestem fajtłapą jak się patrzy. Ale mówi się trudno. 
Zajęcia minęły mi całkiem szybko i bez większych wrażeń. Nauczanie odbywało się w moim ojczystym języku, więc nie miałam problemów ze zrozumieniem słów wykładowcy. W ekspresowym tempie dotarłam także do domu, gdzie już chłopacy wrócili z pracy, a było to koło 16-tej. Eric właśnie szedł do lodówki po zimne piwo, a tym razem to Alan siedział w kuchni przy garach, oczywiście bez koszulki...
- Alan, nie masz w zanadrzu żadnej koszulki do pożyczenia? 
- Mam jedn... - Uciął, gdy spojrzał mnie. - Carrie, wróciłaś. - Spostrzegł.
- A miałam nie wracać? 
- Myśleliśmy, że będziesz poznawać nowych ludzi i takie tam.
- Nie miałam na dziś tego w planie. 
- A co ty na to żeby zmienić plany? 
- Co proponujesz? 
- Wyskoczyć do jakiegoś klubu i się rozerwać trochę. 
- Oki. To kiedy konkretnie chcecie iść? 
- Wybierzesz się na za dwie godziny? 
- Myślę, że tak, ale nie brałam żadnej dyskotekowej sukienki ani nic.
- Nie szkodzi. Annie ci coś pożyczy, bo zaraz do niej jedziemy. 
- Dłuższe zaraz czy te krótsze? 
- Raczej te krótsze, bo musimy wypić piwo i się w chwile ogarnąć.
- Ok. To ja idę wziąć prysznic, póki mam okazję.
- Idź się szykuj.
Tak więc poszłam szybko na górę i zgarnęłam wszystkie najpotrzebniejsze przybory. W podskokach poleciałam do łazienki pod prysznic i zabrałam się do roboty.
Po trzydziestu minutach byłam gotowa, częściowo. W każdym razie miałam wyszorowane i wypachnione ciało a włosy umyte i wysuszone, które bardzo ładnie się układały.
- Mała, zaaaraaaz poooojeeedzieeemy beeez cieeebieee! - Krzyknął mój kuzynek.
- Już idę! - Odkrzyknęłam. 
Kiedy zeszłam na dół, chłopacy ubierali się w bluzy i poprawiali włosy. Alan jeszcze w między czasie grzebał po kieszeniach w poszukiwaniu kluczyków od range'a. 
- Ja prowadzę. 
- Nie wydaje mi się.
- A mi się wydaje, że tak. Ja tu jako jedyna jestem trzeźwa, więc ta kwestia nie podlega według mnie dyskusji.
- Daj spokój, toż wypiliśmy tylko po jednym piwko. Co się niby może stać? 
- Wypadek, potem  i takie tam. 
- Ona prowadzi.
- I ty Brutusie przeciwko mnie?!
- Daj jej kluczyki. - Nakazał mój kuzyn. 
- Aaaa - Naburmuszył się Alan, ale rzucił mi kluczyki. - No dobra. Jedźmy już, bo nigdy nie dojdziemy do klubu.
Jak powiedział tak się stało, ale za to szybko dotarliśmy do domu Annie, która zaoferowała pożyczenie swoich ciuszków dla mnie. Normalnie dziewczyna anioł. Nie dziwie się, że Eric na nią leci. Pewnie sama bym na nią poleciała, gdybym była facetem, albo bym poleciała na damską wersję Aidena.  O ile by taka istniała. 
- Może ten komplet będzie pasował. - Wyjęła z szafy czarny top sięgający do połowy brzucha, ciemnoszare szorty i ramoneskę, która idealnie komponowała się z resztą stroju. - W łazience możesz zmierzyć. Jak wyjdziesz to pierwsze drzwi po lewej. 
- Dobra, dzięki. - Wzięłam od niej wybrany komplet i poszłam go przymierzyć. Pasował jak ulał i musiałam przyznać, że wyglądałam w nim seksownie.
Wyszłam z łazienki i pokazałam się Annie, która zobaczywszy mnie, obdarzyła mnie twierdzącym spojrzeniem. 
- Jeszcze makijaż! - Krzyknęła podekscytowana i wyjęła z szafy kuferek pełny kosmetyków. Rozkazała mi usiąść i cierpliwie czekać na efekty jej przyszłej pracy. 
Mijały minuty, a ja cierpliwie czekałam na to, żeby zobaczyć to, co mam na twarzy. No i wreszcie się doczekałam. Makijaż był perfekcyjny. W ciemnych kolorach cienie oraz eyeliner dopasowywały się do krwistoczerwonej szminki, którą dzierżyły me usta. Wyglądałam po prostu rewelacyjnie, i nie tylko ja tak twierdziłam... Chłopacy od razu obdarowali mnie aprobującymi spojrzeniami, co znaczyło, że możemy iść już na dyskotekę. 
- Dobra moje panie, jedziemy. 
- Taksówką, moi panowie. - Odrzekła Annie.
- Kolejna się uparła. - Powiedział zażenowany Alan.
- I wiecie, że mamy rację. - Odpowiedziałam z założonymi rękoma.
- Wywalanie kasy w błoto. - Próbował kontratakować.
- Lepiej żebyśmy się rozbili albo auto było skasowane... - Dawała przykłady Annie.
- Wygrałyście. - Poddali się, a my przybiłyśmy sobie piątkę.
Eric zadzwonił po taksówkę i po kwadransie byliśmy w klubie o nazwie Pandemonium. Całkiem ciekawie. Klub też nie był najgorszy. Prawdę mówiąc to jak dla mnie to dla bogaczy. Sala za to była dobrze oświetlona za pomocą czerwonych i niebieskich reflektorów. Muzyka obijała się o ściany, a barman wciąż podawał drinki zza lady, a ja stałam w wejściu, gdy do budynku wlewały się tłumy ludzi. Gdy w końcu ruszyliśmy się z miejsca, udaliśmy się do wolnego stolika. Ja usiadłam między Eric'iem a Alanem, a Annie obok swego chłopaka. Po chwili mój kuzyn zaproponował:
- Przynieść dla was coś do picia?
- Whisky - Odrzekł Alan.
- Margaritę. - Odezwała się Annie.
- A co dla ciebie? - Zostałam zapytana.
- Jak byś mógł, to weź mi martini i będzie ok.
- Nie ma sprawy. - Powiedział i podszedł do lady, by zamówić nam nasze drinki.
Gdy tylko mój kuzyn wrócił, upiłam łyka swego napoju i zostałam wyciągnięta na parkiet przez przystojnego blondyna o niebieskich oczach. Mogłam się założyć, że to Norweg. Nie zostałam obdarzona przez niego tylko pięknym uśmiechem, ale także znakomitym tańcem. Był świetnym partnerem do tańca, a raczej osobą, którą się tańcem uwodziło. Nie moja wina, że na parkiecie czuję się jak gdybym rysowała linie na papierze i uzupełniała kontury barwami. Może jakoś specjalnie cudowna tancerką nie byłam, ale radziłam sobie całkiem nieźle. W sumie to całkiem nieźle to mało powiedziane. Radziłam sobie doskonale jak na osobę z tak małym doświadczeniem.  Ale co tu dużo gadać, taniec jak taniec, a ja znów mogłam poczuć na sobie aprobujący wzrok.
Przetańczyłam z blondaskiem dwie piosenki, a wkrótce o tym poszłam do stolika by łyknąć napoju i wypatrzeć znajomych. Oczywiście Eric wraz ze swoją dziewczyną się obmacywali na środku parkietu, a Alan chyba szukał zwierzyny na podryw o ile jeszcze jej  nie znalazł. Ja zajęłam się natomiast sączeniem alkoholu i obserwowaniem zgromadzonych tutaj ludzi. Większość z nich tańczyła, a nieliczne jednostki, takie jak ja, siedziały przy ladzie czy też w boksach. Wiele ludzi było już po kilku drinkach, a jak nie, to zamierzali do tego doprowadzić. Nie dziwię im się, przecież koniec tygodnia i te sprawy...
- Co ty tu tak siedzisz? - Usłyszałam głos Alana, który wyrwał mnie z moich rozmyśleń.
- Mówiłeś coś? - Zapytałam, bo naprawdę nie wiedziałam, co do mnie powiedział.
- Nie przejmuj się, to nie było nic ważnego. Nad czym tak rozmyślasz?
- Nad tym, jak zapomnieć. - Odpowiedziałam bez zastanowienia i od razu tego pożałowałam.
- A co chcesz zapomnieć?
- Coś czego ci nie powiem, bo wtedy sobie przypomnę. - Odparłam zdecydowanie, próbując go lekko spławić.
- Niech będzie. Ale skoro nie chcesz ze mną gadać, to musisz ze mną zatańczyć.
- Mogę wszystko, nic nie muszę.
- Coś w ten deseń, ale teraz chodź tańczyć, jak już skończyłaś swój wewnętrzny monolog i ie zaczęłaś kolejnego.  Powiedziawszy to, chwycił mą dłoń i pociągnął mnie na parkiet, a po chwili kołysaliśmy się w rytm muzyki.
Reszta wieczoru minęła mi na tańcu z Alanie oraz kilkoma innymi młodymi a także przystojnymi włochami  oraz piciu alkoholu, który wchodził we mnie w ekspresowym tempie. Nie można powiedzieć, że byłam pijana ani tego, że byłam trzeźwa. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się wyszalałam za wszystkie czasy, choć nie mogło przebić to mojej osiemnastki, którą spędziłam z Jenn, Johanem i Aidenem w klubie. Oczywiście mój zazdrośnik nie odstępował mnie na krok, podobnie Johan reagował, gdy tylko jakiś chłopak zbliżał się do mojej przyjaciółki. Ale nie można było się mu dziwić, był w niej zakochany po uszy. Ich miłość przetrwała do dnia dzisiejszego, choć Jenn wciąż bywa oporna na jego wyrazy miłości. No ale Jenn to Jenn, ona się nigdy nie zmieni, po prostu taka jest i nikt jej nie przekabaci, nawet ja a tym bardziej jej chłopak.
Gdy w końcu wróciliśmy taksówką do domu, Annie i Eric wylądowali w jednym łóżku, ja pod prysznicem, a Alan jeszcze szalał z jakąś rudą u siebie. Gdybym nie była napita musiałabym wysłuchiwać ich orgii, ale na szczęście szybko mnie zmuliło i spałam jak trup. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz