Obudziłam się na podłodze. Skłamałabym mówiąc, że nie mam bladego pojęcia jak się na niej znalazłam, lecz prawda jest taka, że moje łóżko zajmował prawie dwumetrowy owczarek niemiecki. Leniwie wstałam i spojrzałam w kalendarz. Sobota. Boże! Nawet nie zauważyłam jak szybko zleciał mi ten tydzień. Byłam wdzięczna Bogu, że w końcu mogę odpocząć. Zapominając o śpiącym Johanie walnęłam się na łóżko, prosto na niego. Jego reakcja była równie bezbłędna jak i natychmiastowa. Zerwał się z łóżka jak poparzony i patrzył na mnie niczym na wariatkę:
-Co ty robisz?- Zapytał zaspany ciężko oddychając
-Idę spać.- Odparłam nakrywając się
-Ej, a co ze mną?
-Teraz twoja kolej spania na podłodze.- Burknęłam
-No nie mów, że znowu spadłaś z łóżka?- Prawie parsknął śmiechem
-Nie spadłam, tylko ty mnie z niego zepchnąłeś.- Udawałam obrażoną
-Oj Jenn.- Jego usta znalazły się tuż przy moim uchu; odruchowo nałożyłam kołdrę aż na głowę, ale on odkrył mnie i rozpoczęła się wielka bitwa na łaskotki. Nie mogłam przestać się śmiać. Może i miał duże ręce, ale za to zgrabne palce, które w skuteczny sposób powodowały u mnie salwy śmiechu:
-No dobra, już starszy!- Udało mi się wydusić po pięciu minutach łaskotek, bo już bolał mnie brzuch
-A dostane całusa?- Wyszczerzył się w głupkowatym uśmiechu
-Dostaniesz, tylko już przestań.- Całe moje oczy zaszły łzami i jedyne co widziałam to rozmyty obraz. Zgodnie z naszą umową przestał mnie łaskotać, a ja wytarłam oczy:
-Za mocno cię łaskotałem?- Wystraszył się; czasami zapominał o delikatności i nasza niewinna zabawa przeradzała się dla mnie w torturę. Co prawda, w tych momentach, nadal się śmiałam, ale jego palce zbyt mocno wbijały mi się w żebra, co powodowało całkiem znośny ból
-Nie, wszystko w porządku.- Przestałam trzeć oczy- Nie pracujesz dzisiaj?- Starałam się zmienić temat
-Nie.- Uśmiechnął się szeroko- Akurat dzisiaj mam wolne. I zamierzam ten dzień spędzić z tobą.- Oznajmił wstając z podłogi, gdyż kiedy mnie łaskotał, znajdował się na kolanach
-Doprawdy?- Zapytałam kpiącym głosem unosząc jedną brew- Ja akurat miałam w planach wyspać się.- Ponownie się położyłam i przymknęłam oczy
-Jenn, śpiochu, wstawaaaaj.- Położył się na mnie, a ja wydałam z siebie bliżej nieokreślony dźwięk
-Złaś ze mnie. Jesteś ciężki jak cholera.- Wydusiłam
-Wiesz, że zalegasz mi z pocałunkiem?- Zarechotał
-Jak zaraz ze mnie nie zleziesz, to szybciej znajdziesz się w swoim domu niż się tego spodziewasz.- Zagroziłam
-Chciałbym to zobaczyć.- Nie dowierzał; już chciałam go walnąć, ale okazało się, że przygniata wszystkie moje części ciała, przez co nie miałam jak go uderzyć.- Poddajesz się?- Wyraźnie wyczuł, że próbuję go zaatakować
-Nigdy!- Odparłam wojowniczym tonem i zaczęłam w jakiś sposób wyczołgiwać się spod niego
-Dobra taktyka kochanie, ale tak mnie nie pokonasz.- Na jego ustach pojawił się chytry uśmieszek
-Czyżby?- Zakpiłam i szybkim ruchem napięłam mięśnie brzucha, po czym podniosłam się jak do brzuszka i na chwilę nasze wargi się zetknęły, co zbiło go z tropu, a ja miałam czas na wydostanie się spod niego- Pokonany.- Skrzyżowałam ręce na piersi stojąc obok łóżka- Jesteś łatwy do rozpracowania.- Rzuciłam przechodząc do łazienki, gdzie poczesałam swoje blond włosy i przemyłam twarz chłodną wodą
-Co chcesz na śniadanie?- Udało mi się dosłyszeć jego głos
-Herbatę.- Odparłam, robiąc koński ogon ze swoich włosów.
Kiedy znalazłam się na dole, nikogo prócz Johana nie było:
-A gdzie tata?- Zapytałam
-W pracy.- Pokazał ruchem głowy na lodówkę, na której doczepiona była karteczka z dopiskiem ,,Musiałem wyjść do pracy. Zaopiekuj się Johanem. Tata". Myślałam, że wyrzucę całą lodówkę przez okno... Ja mam się niby nim opiekować??? Po pierwsze: Johan nie ma czterech lat, a po drugie: jest ode mnie starszy i większy + potrafi (w przeciwieństwie do mnie) gotować. Brawo tato... Westchnęłam przeciągle i ściągnęłam karteczkę z lodówki:
-Czyli jestem na ciebie skazana.- Otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia i nagle poczułam jakby coś oplatało mój brzuch oraz coś ciepłego na plecach- Odwal się.- Ostrzegłam go
-Bo co?- Położył swój podbródek na moim lewym ramieniu i próbował spojrzeć mi w oczy
-Bo ci nie dam niczego do jedzenia.- Fuknęłam biorąc z lodówki bitą śmietanę- Albo ewentualnie cię przekarmię.- Dodałam po kilku sekundach pokazując mu moją zdobycz
-Czyli na śniadanie gofry. Już się robi.- Puścił mnie i wyszedł z domu. Nie, nie przeraził się mnie, po prostu poszedł do siebie po gofrownice... Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak Johan może ze mną wytrzymywać. Ciągle go obrażam albo odpycham, ale najwyraźniej on nie bierze tego tak do siebie. I co najważniejsze nie irytuje go to, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej się nakręca. Spotkałam wiele osobników płci męskiej, których taka postawa kobiety zniechęca, ale jeszcze nigdy takiego, który by to lubił... Najwyraźniej albo Johan był uszkodzony, albo ja natrafiałam na uszkodzonych typów. A może to ja jestem uszkodzona? Ledwie zdołałam dokończyć swoją myśl, a do kuchni wszedł owy osobnik z gofrownicą w dłoniach:
-Ej, Jenn, co ty?- Popatrzył na mnie, a ja zauważyłam, że wpatrywałam się w okno i nieświadomie pukałam w blat palcami
-Nic.- Szybko się otrząsnęłam- Masz gofrownicę?- Zapytałam, pomimo iż widziałam ją już w jego dłoniach
-Jasne.- Pomachał nią- Masz wszystkie składniki?
-Lodówka jest do twojej dyspozycji.- Przeszłam do salonu zostawiając go samego w kuchni. Może się nie potnie nożem, prawda? Włączyłam telewizor i w tym samym czasie weszłam na Messenger'a. Pierwszy raz od kilku dni Carrie była dostępna. Nie namyślając się napisałam do niej:
-,,Carrie <3"
,,Jenn <3"- Niebawem dostałam od niej odpowiedź
-,,Co tam?''- Zapytałam
,,Walczę z Kacem Zabójcą
a tam?"
-,,Czyżby znowu jakaś imprezka? Nie spodziewałabym się tego po tobie. W Paryżu taka szara myszka, a w Wenecji się rozszalałaś XD*"-Co ty robisz?- Zapytał zaspany ciężko oddychając
-Idę spać.- Odparłam nakrywając się
-Ej, a co ze mną?
-Teraz twoja kolej spania na podłodze.- Burknęłam
-No nie mów, że znowu spadłaś z łóżka?- Prawie parsknął śmiechem
-Nie spadłam, tylko ty mnie z niego zepchnąłeś.- Udawałam obrażoną
-Oj Jenn.- Jego usta znalazły się tuż przy moim uchu; odruchowo nałożyłam kołdrę aż na głowę, ale on odkrył mnie i rozpoczęła się wielka bitwa na łaskotki. Nie mogłam przestać się śmiać. Może i miał duże ręce, ale za to zgrabne palce, które w skuteczny sposób powodowały u mnie salwy śmiechu:
-No dobra, już starszy!- Udało mi się wydusić po pięciu minutach łaskotek, bo już bolał mnie brzuch
-A dostane całusa?- Wyszczerzył się w głupkowatym uśmiechu
-Dostaniesz, tylko już przestań.- Całe moje oczy zaszły łzami i jedyne co widziałam to rozmyty obraz. Zgodnie z naszą umową przestał mnie łaskotać, a ja wytarłam oczy:
-Za mocno cię łaskotałem?- Wystraszył się; czasami zapominał o delikatności i nasza niewinna zabawa przeradzała się dla mnie w torturę. Co prawda, w tych momentach, nadal się śmiałam, ale jego palce zbyt mocno wbijały mi się w żebra, co powodowało całkiem znośny ból
-Nie, wszystko w porządku.- Przestałam trzeć oczy- Nie pracujesz dzisiaj?- Starałam się zmienić temat
-Nie.- Uśmiechnął się szeroko- Akurat dzisiaj mam wolne. I zamierzam ten dzień spędzić z tobą.- Oznajmił wstając z podłogi, gdyż kiedy mnie łaskotał, znajdował się na kolanach
-Doprawdy?- Zapytałam kpiącym głosem unosząc jedną brew- Ja akurat miałam w planach wyspać się.- Ponownie się położyłam i przymknęłam oczy
-Jenn, śpiochu, wstawaaaaj.- Położył się na mnie, a ja wydałam z siebie bliżej nieokreślony dźwięk
-Złaś ze mnie. Jesteś ciężki jak cholera.- Wydusiłam
-Wiesz, że zalegasz mi z pocałunkiem?- Zarechotał
-Jak zaraz ze mnie nie zleziesz, to szybciej znajdziesz się w swoim domu niż się tego spodziewasz.- Zagroziłam
-Chciałbym to zobaczyć.- Nie dowierzał; już chciałam go walnąć, ale okazało się, że przygniata wszystkie moje części ciała, przez co nie miałam jak go uderzyć.- Poddajesz się?- Wyraźnie wyczuł, że próbuję go zaatakować
-Nigdy!- Odparłam wojowniczym tonem i zaczęłam w jakiś sposób wyczołgiwać się spod niego
-Dobra taktyka kochanie, ale tak mnie nie pokonasz.- Na jego ustach pojawił się chytry uśmieszek
-Czyżby?- Zakpiłam i szybkim ruchem napięłam mięśnie brzucha, po czym podniosłam się jak do brzuszka i na chwilę nasze wargi się zetknęły, co zbiło go z tropu, a ja miałam czas na wydostanie się spod niego- Pokonany.- Skrzyżowałam ręce na piersi stojąc obok łóżka- Jesteś łatwy do rozpracowania.- Rzuciłam przechodząc do łazienki, gdzie poczesałam swoje blond włosy i przemyłam twarz chłodną wodą
-Co chcesz na śniadanie?- Udało mi się dosłyszeć jego głos
-Herbatę.- Odparłam, robiąc koński ogon ze swoich włosów.
Kiedy znalazłam się na dole, nikogo prócz Johana nie było:
-A gdzie tata?- Zapytałam
-W pracy.- Pokazał ruchem głowy na lodówkę, na której doczepiona była karteczka z dopiskiem ,,Musiałem wyjść do pracy. Zaopiekuj się Johanem. Tata". Myślałam, że wyrzucę całą lodówkę przez okno... Ja mam się niby nim opiekować??? Po pierwsze: Johan nie ma czterech lat, a po drugie: jest ode mnie starszy i większy + potrafi (w przeciwieństwie do mnie) gotować. Brawo tato... Westchnęłam przeciągle i ściągnęłam karteczkę z lodówki:
-Czyli jestem na ciebie skazana.- Otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia i nagle poczułam jakby coś oplatało mój brzuch oraz coś ciepłego na plecach- Odwal się.- Ostrzegłam go
-Bo co?- Położył swój podbródek na moim lewym ramieniu i próbował spojrzeć mi w oczy
-Bo ci nie dam niczego do jedzenia.- Fuknęłam biorąc z lodówki bitą śmietanę- Albo ewentualnie cię przekarmię.- Dodałam po kilku sekundach pokazując mu moją zdobycz
-Czyli na śniadanie gofry. Już się robi.- Puścił mnie i wyszedł z domu. Nie, nie przeraził się mnie, po prostu poszedł do siebie po gofrownice... Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak Johan może ze mną wytrzymywać. Ciągle go obrażam albo odpycham, ale najwyraźniej on nie bierze tego tak do siebie. I co najważniejsze nie irytuje go to, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej się nakręca. Spotkałam wiele osobników płci męskiej, których taka postawa kobiety zniechęca, ale jeszcze nigdy takiego, który by to lubił... Najwyraźniej albo Johan był uszkodzony, albo ja natrafiałam na uszkodzonych typów. A może to ja jestem uszkodzona? Ledwie zdołałam dokończyć swoją myśl, a do kuchni wszedł owy osobnik z gofrownicą w dłoniach:
-Ej, Jenn, co ty?- Popatrzył na mnie, a ja zauważyłam, że wpatrywałam się w okno i nieświadomie pukałam w blat palcami
-Nic.- Szybko się otrząsnęłam- Masz gofrownicę?- Zapytałam, pomimo iż widziałam ją już w jego dłoniach
-Jasne.- Pomachał nią- Masz wszystkie składniki?
-Lodówka jest do twojej dyspozycji.- Przeszłam do salonu zostawiając go samego w kuchni. Może się nie potnie nożem, prawda? Włączyłam telewizor i w tym samym czasie weszłam na Messenger'a. Pierwszy raz od kilku dni Carrie była dostępna. Nie namyślając się napisałam do niej:
-,,Carrie <3"
,,Jenn <3"- Niebawem dostałam od niej odpowiedź
-,,Co tam?''- Zapytałam
,,Walczę z Kacem Zabójcą
a tam?"
,,Moi współlokatorzy uznali, że nie mogę się marnować w domu, więc za bardzo nie miałam wyboru. Ale za to spotkałam przystojnego Norwega :3"
-,,Oooo Norwega powiadasz??? Aż mi oczka rozbłysły, a Johan zapytał się czy wszystko ze mną w porządku XD"
,,Świetny z niego tancerz, a poza tym mega hot -,,Oooo Norwega powiadasz??? Aż mi oczka rozbłysły, a Johan zapytał się czy wszystko ze mną w porządku XD"





"
-,,Uuuu czyżby coś się kroiło?? :3"
,,Niestety nie, ale był dobry na jedno nocne towarzystwo xP*"
-,,Hehe, ale zawsze można zdobyć od niego numer? XP"
,,On powinien sie starać o nr a nie ja xP"
- ,,Racja! A propos starań, chcesz gofra? Mój owczarek grasuje w kuchni i robi mi śniadanko"
,,Bardzo chętnie
nic nie jadłam od wczoraj, normalnie umieram z głodu. Ps. ucałuj ode mnie Johana"
-,,Nie obrazisz się, jak tylko go pozdrowię? Na dzisiaj ma wyczerpany limit całusów XD Okrutna ja :3"
,,Dbaj o niego
I się nie obrażę xP"
-,,No i kolejna z dbaniem... Czek, przyślę zdjęcie"- Szybko wstałam z kanapy i zrobiłam zdjęcie karteczki od taty
,,Haha xD i ma racje xP"
-,,Taaa... A kto zadba o mnie??? Ty w Wenecji, tata w pracy..."
,,Owczarek o ciebie zadba. Od tego jest xP"
,,On powinien sie starać o nr a nie ja xP"
- ,,Racja! A propos starań, chcesz gofra? Mój owczarek grasuje w kuchni i robi mi śniadanko"
,,Bardzo chętnie
nic nie jadłam od wczoraj, normalnie umieram z głodu. Ps. ucałuj ode mnie Johana"-,,Nie obrazisz się, jak tylko go pozdrowię? Na dzisiaj ma wyczerpany limit całusów XD Okrutna ja :3"
,,Dbaj o niego
I się nie obrażę xP"-,,No i kolejna z dbaniem... Czek, przyślę zdjęcie"- Szybko wstałam z kanapy i zrobiłam zdjęcie karteczki od taty
,,Haha xD i ma racje xP"
-,,Taaa... A kto zadba o mnie??? Ty w Wenecji, tata w pracy..."
,,Owczarek o ciebie zadba. Od tego jest xP"
-,,On jest od wnerwiania mnie XP Dzisiaj odkryłam, że to sprawia mu radość..."
,,Mi też sprawia radość irytowanie innych xP"
-,, Bo ty jesteś wyjątkowa :3"
,,A dziękuje :3 no ale kto inny ma ze mną wytrzymywać jak nie moja BFF"
-,, Oooh
Opowiadaj jak w szkole! + Coś ostatnio szkicowałaś?"
,,W szkole to co zawsze a ze szkicowania to narysowałam kilka rysunków xd* Najlepiej wyszedł mi gotujący Alan bez koszulki
Opowiadaj jak w szkole! + Coś ostatnio szkicowałaś?"
"- Wysłała mi zdjęcie ukazujące jej szkic- Oczywiście sie nie zjarzył że go rysowałam xP"
-,,O człowieku
Weź, bo się zakocham XD A wtedy będziesz miała na karku Johana XP"
Weź, bo się zakocham XD A wtedy będziesz miała na karku Johana XP"
,,Patrz bo jeszcze zazdrośnik zauwazy xp a poza tym Alan zaklepany xd"
-,,He he, w sumie nie dziwie sie XP w końcu jest przystojny. Dobra, lecę, bo Johan już czwarty raz mnie woła XP Uwierz, nie chciałabyś wiedzieć co się dzieje, po piątym razie... Chociaż w sumie tobie by to nie przeszkadzało XP"
,,A co sie dzieje??? Ja chceee wiedzieć xD"-,,Haha napiszę po śniadaniu
Bądź cierpliwa, do później
"- I właśnie w taki sposób zakończyła się nasza rozmowa. No i oczywiście Johan przyszedł po mnie. Mówiąc ,,przyszedł'', mam na myśli to, że wziął mnie pod pachy od tyłu i uniósł do góry, po czym przeniósł nad oparciem kanapy i postawił obok siebie za kanapą:
-No ile można cię wołać?- Uniósł jedną brew
-Prowadziłam ożywioną dyskusję.- Odparłam krzyżując ręce na piersi i przechodząc do kuchni, gdzie gościł już zapach gofrów
-Jaką dyskusję? Z kim?- Był okropnie ciekawy
-Z kochankiem.- Rzekłam wyzywająco
-Dawaj telefon!- Prawie rzucił się na mnie
-Odwal się. Z Carrie.- Szybko sprostowałam- Carrie to mój kochanek.- Wytłumaczyłam; nawet mój tata o tym wiedział...
-Aaa, no tak.- Zaśmiał się drapiąc po głowie, co oznaczało, że jest zakłopotany- Czekaj, skoro ona jest twoim kochankiem, to ja kim jestem?
-Nie wkraczajmy już na wyższy stopień filozofii.- Usiadłam przy stole i potrząsałam bitą śmietaną, którą po chwili ozdobiłam swojego ciepłego goferka
-No weeeeź.- Przytulił się do mnie od tyłu, bo to lubił najbardziej, noo i w sumie ja też lubiłam, ale nigdy się do tego nie przyznałam.
-Moją macochą.- Powiedziałam przeżuwając
-Kim?- Aż mnie puścił
-Macochą.- Zachichotałam wycierając z ust bitą śmietanę- Przypalasz gofra.- Zwróciłam mu uwagę, a on podszedł do gofrownicy i wyją czarnego gofra:
-Będziesz go jadła?- Zapytał z rozbawieniem
-Nie, możesz się częstować.- Odparłam i oboje się roześmialiśmy- Wracając do macochy. To dlatego, że dbasz o mnie, robisz mi jedzenie, a poza tym masz dobre stosunki z moim tatą.- Wytłumaczyłam
-A czy macocha śpi ze swoją pasierbicą i się z nią całuje?- Uśmiechnął się chytrze uzupełniając gofrownicę
-Hmm. Nie, ale to by tylko tłumaczyło dlaczego nie lubię się z tobą całować.- Udałam, że się zamyślam
-Nie lubisz?- Mina mu zrzedła- Jenn...- Zaczął do mnie podchodzić
-Jezu, tylko żartowałam.- Prychnęłam- Co sie z tobą dzieje? A i masz pozdrowienia od Carrie.- Powoli już zaczynał mnie irytować. Odkąd Noah doszedł do mojej klasy, Johan zaczął być bardziej emocjonalny niż nie jedna dziewczyna podczas okresu. Ciągle brał do siebie wszystkie te słowa, które kiedyś zazwyczaj go w jakiś sposób nie urażały tak jak teraz. Siedziałam zapatrzona w okno. W sumie nawet nie wiedziałam, czemu mój wzrok pada akurat na nie... Wtem przed moim nosem wylądował talerz z kolejnym gofrem, tym razem normalnym.
Carrie
Po tym jak wysłałam ostatnią wiadomość do przyjaciólki, której nie odczytała, poszłam na dół, aby zaspokoić głód mego żołądka. Zastałam przy kuchennym blacie Alana, który, zdaje sie, robił kanapki z nutellą. Zrobił mi wielkiego smaka.
- Zrobisz mi też? - Poprosiłam na wpół nagiego współlokatora.
- A co z tego będę miał? - Zapytał się. Chyba już jego koleżanki nie było.
- Kopa w tyłek. - Zażartowałan, na co chłopak się uśmiechnął i wskazał na swój policzek mówiąc:
- Buziaka poproszę. - Wytargowywał swoją nagrodę.
- Okej, ale poproszę jeszcze kawę.
- Kawa rozpuszczalna z mlekiem raz. - Zawtórował i wsawił wodę na mój napój.
- Dzięki.
- A teraz poproszę o swoją zapłatę.
- Niech ci będzie. - Odparłam. Ten się schylił, a ja obdarzyłam Alana całusem. W tym samym momencie weszła do kuchni Annie, która nie wyglądała na zbyt przejętą tym, co widzi.
- Jest cos na ból głowy?
- Znajdziesz w apteczce w łazience na górze. - Odrzekł mój nowy przyjaciel, choć już nie taki nowy.
Gdy tylko Annie usłyszała tę wiadomość, udała się z powrotem na górę.
- Chyba możemy dokończyć to co zaczęliśmy.
- Chyba już skończyliśmy.
- Wydaje mi się, że jednak nie.
- Doprawdy?
- Mhmm.
- A co twoim zdaniem nie dokończyliśmy?
- Wydaje mi się, że nawet nie zaczęliśmy. Domagam się pocałunku. Prawdziwego. - W jego krwi płynął chyba jeszcze alkohol, bo an trzeźwo tak się nie zachowywał. Wręcz odwrotnie, próbował zachować dystans, a teraz sam go zmniejszał.
- Co ci wczoraj powiedział? - Dopytywałam się, bo wiedziałam, że mój kuzyn musiał mu coś wygadać, tylko jeszcze nie wiem, ile mu wygadał.
- O co ci chodzi?
- Ile ci powiedział Eric? Wczoraj miałeś całkowicie inne nastawienie, a dzisiaj zachowujesz się zupełnie inaczej.
- Może po prostu ta noc mnie zmieniła, tak jak twój seksi wygląd w stroju Annie zmienił moje zdanie o tobie.
- No więc... - Podeszłam do niego i wspiełam się na palce by być bliżej jego ust, a on się lekko pochylił. Zanim nasze usta się spotkały, rzekłam: - co ci powiedział?
- A jak powiem, dostane pocałunek?
- Może...
- Mówił, co się stało z twoim eks i w ogóle.
- No i wszystko jasne.. - Powiedziałam zawiedziona.
- Nie jego wina. Dzięki temu, wiem czemu jesteś taka zaborcza, gdy któryś z nas chce jechać po wypiciu jednego piwa.
- I wiesz coś, o czym chciałam zapomnieć. Nie chciałam, żeby ktokolwiek o tym wiedział poza tymi, co musieli.
- Nic się nie stało chyba przez to, że wiem. I mam nadzieję, że dostanę szansę.
- A chcesz?
- Inaczej bym o nią nie prosił. - Zaśmiał się i położył dłonie na mojej talii.
- No tak. - Uśmiechnęłam się do niego. - Możemy spróbować, ale niczego nie obiecuję. Jestem wciąż w kawałkach i muszę się pozbierać.
- I ja ci w tym pomogę.
- Rozważę twą propozycję. - Odpowiedziałam i cmoknęłam go w usta.
- Na początek może być. - Stwierdził wrócił do robienia nam śniadania.
Jako że była sobota, zrezygnowałam z wczesnego ubierania się i rozgościłam się na kanapje, gdzie rozłożyłam się niczym angielska królowa pod milusim kocykiem. Odpaliłam telewizor i zaczęłam skakać po programach. Ostatecznie memu gustowi przypadli "Zaplątani", czyli historia o Roszpunce i Flynnu, a jak się później okazuje, Julianie. Uwielbiałam tę bajkę i nie zamierzałam jej przełączać, a na szczęście mój towarzysz nie wybrzydzał i oglądał razem ze mną przy kanapkach oraz kawie. Trochę czasu minęło, czyli około kilku godzin, nim Annie i mój kuzyn zaszczycili nas swoją obecnością. Jak zawsze się miziali i wyglądali na uroczą parę. Czasem na ich widok chciało mi się ryczeć, bo strasznie tęskniłam za moim Buntownikiem, którego aktualnie muszę posłać w niepamięć, choć pewnych rzeczy nie da się zapomnieć. Na przykład jego...
W okolicach południa postanowiliśmy wyruszyć na małą wycieczkę na prowincję Wenecji, gdzie zawsze uwielbiałam przebywać ze względu na ciszę i spokój. Była to piękna okolica, mimo panującego zaduchu dało się wczuć w obecnego ducha natury. Miałam tam swój ulubiony hamak, gdzie lubiłam kłaść się i wędrować do świata marzeń i niespełnionych próśb, gdzie wszystko układało się jak należy, a ja miałam swoje szczęście z tym, który mi je dawał. Z tym, którego cząstka na zawsze pozostanie we mnie, bo jego miłość była ogromna a usta nieziemskie... Ale nie mogę o nim myśleć. Ten temat jest Prohibidado. Jeśli znowu zacznę o nim dumać to wsiądę w pierwszy lepszy samolot i zacznę go stalkować, czyli nic dobrego. No bo co dobrego może wyjść z przyglądania się życiu swojego byłego? No właśnie. Raczej nic, a raczej wyjdzie coś bardzo bardzo niedobrego. Na przykład można trafić za kratki.
Przez połowę dnia panowała istna sielanka, ale później się zepsuło i zaczęło padać. Nie była to za miła ulewa, chociażby dla tego, że moje całe ubranie było przesiąknięte wodą a z włosów miałam strączki. Szybko zawinęliśmy się z miejsca naszego pobytu i udaliśmy się do domu, gdzie Annie od razu zrobiła wszystkim gorącą czekoladę. Ostatecznie zasiedliśmy na wielkiej kanapie, przebrani już w suche ciuchy i po prysznicu, i zaczęliśmy seans Piratów z Karaibów, jednej z moich ulubionych serii. Annie i Eric siedzieli do siebie przytuleni, a moja głowa czasem spoczywała na ramieniu Alana...
Nim minął cały wieczór zdążyłam zgłodnieć i niestety musiałam wziąć się za robienie nam wszystkim pokarmu. Oczywiście Alan zaoferował swoją pomoc, jednakże ją odrzuciłam, bo wolałam sama przyrządzić tę kolację. W ten sposób ugotowałam pyszne spaghetti bolonese, które wszystkim smakowało, bez wyjątków.
- Jest zasada, kto gotował, ten nie zmywa. - Odezwał się głos za mną.
- Nic nie szkodzi. Mogę pozmywać.
- Ależ szkodzi. Pozwól. - Odparł Alan i zajął moje miejsce na zmywaku.
- Niech będzie, ale ja wycieram.
- Okej, uparciuchu. - Rzucił mi szmatkę, a ja złapałam ją w locie.
Kiedy mój towarzysz zaczął zmywać, ja szykowałam się do wycierania. Ta część dnia minęła nam bardzo szybko bo tak naprawdę zajęła 10 minut, ale było to bardzo mile z jego strony i w ogóle fajnie było mieć kogoś, kto pomoże w najmniejszych rzeczach i cię wyręczy z własnej dobrej nieprzymuszonej woli. Tak własnie było z Alanem. Był dla mnie dobry, może nawet aż nazbyt, ale nie przeszkadzało mi to. Raczej fakt, że go na pewno skrzywdzę i że na marne się stara, ale chcę mu dać szansę i spróbować czegoś nowego, bo tylko to mi pozostało poza nauką i zapomnieniem.
Nim minął cały wieczór zdążyłam zgłodnieć i niestety musiałam wziąć się za robienie nam wszystkim pokarmu. Oczywiście Alan zaoferował swoją pomoc, jednakże ją odrzuciłam, bo wolałam sama przyrządzić tę kolację. W ten sposób ugotowałam pyszne spaghetti bolonese, które wszystkim smakowało, bez wyjątków.
- Jest zasada, kto gotował, ten nie zmywa. - Odezwał się głos za mną.
- Nic nie szkodzi. Mogę pozmywać.
- Ależ szkodzi. Pozwól. - Odparł Alan i zajął moje miejsce na zmywaku.
- Niech będzie, ale ja wycieram.
- Okej, uparciuchu. - Rzucił mi szmatkę, a ja złapałam ją w locie.
Kiedy mój towarzysz zaczął zmywać, ja szykowałam się do wycierania. Ta część dnia minęła nam bardzo szybko bo tak naprawdę zajęła 10 minut, ale było to bardzo mile z jego strony i w ogóle fajnie było mieć kogoś, kto pomoże w najmniejszych rzeczach i cię wyręczy z własnej dobrej nieprzymuszonej woli. Tak własnie było z Alanem. Był dla mnie dobry, może nawet aż nazbyt, ale nie przeszkadzało mi to. Raczej fakt, że go na pewno skrzywdzę i że na marne się stara, ale chcę mu dać szansę i spróbować czegoś nowego, bo tylko to mi pozostało poza nauką i zapomnieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz