sobota, 15 kwietnia 2017

Rozdział 6

Kwiecień

Carrie
Nadszedł czas ferii wiosennych, za co byłam wdzięczna niebiosom. Na studiach aż tak strasznie nie było, ale przyda mi się chwila, żeby odsapnąć no i odwiedzić Paryż. Tęsknię za Jenn, za rodzicami, za moimi znajomymi, za miejscami, no i... Nieważne. W każdym razie cieszę się, że czas świętego spokoju wreszcie nadszedł.
Obudziłam się na moim chłopaku, który wyglądał  niemal jak młody heros. Wstałam cichaczem i szybko pognałam do łazienki, aby nie spóźnić się na samolot, który odlatywał o ósmej nad ranem. Odbyłam poranną toaletę i spakowałam kosmetyki do kosmetyczki. Szybko ją zgarnęłam i upchałam ją do walizki, która była wypełniona ciuchami i upominkami dla moich bliskich. Niewiele czasu zostało mi na pożegnanie się z chłopakami, niestety. Zeszłam sprintem na dół, gdzie czekała mnie bardzo miła niespodzianka. Alan niemal nagi poruszał się po kuchni tak samo, jak po warsztacie i i pichcił mi właśnie omlet. Do tego zrobił mi kawę i oczywiście mały deser, bez którego by się nie obeszło.
- Wcześnie wstałaś, Słońce. - Zauważył przy czym pocałował mnie delikatnie w usta.
- Ja to ja, ale ty, Wielkoludzie. - Przytuliłam, a następnie usiadłam przy wyspie z nogą podłożoną pod drugą.
- Oto twoje śniadanie, księżniczko. - Zasalutował wraz z jedzeniem .
- Dziękuję, mój książę. - Podziękowałam z szerokim uśmiechem na ustach.
- Masz jeszcze pół godziny do wyjścia, więc wcinaj ile wlezie, abyś miała na później siły, skarbie.
- Dziękuję, że się o mnie tak martwisz, ale wpierw sam zjedz, żebyś mi nie padł potem.
- Ja już jadłem, jak się szykowałaś.
- Nie wkręcaj mnie, bo wiesz jak skończysz. - Zagroziłam żartobliwie.
- Już się ciebie boje, Maleństwo.
- A powinieneś. - Ostrzegłam i usiadłam na jego kolanach, aby go obdarzyć pełnym namiętności pocałunkiem.
- Wciąż mnie zadziwiasz. - Wypowiedział te słowa w me usta i obdarował mnie swymi wargami, które teraz wyznaczały drogę na mojej szyi...

Jenny
Ciągle nawiedza mnie to w snach. Moment wyjazdu Johana na front był dla mnie dosłownie szokiem. Teraz jakoś próbuję żyć ze świadomością, że nie ma go obok mnie. Na szczęści utrzymujemy kontakt poprzez korespondencję, ponieważ zabronili mu zabierać ze sobą telefon. Szczerze to podoba mi się to całe pisanie listów. Jest tylko jedna wada: czasami listonosz się spóźnia, a to przyprawia mnie wariacje i przeróżne spekulacje, a to dla mnie niezdrowe. Tak, jestem w szóstym miesiącu ciąży i jestem dumna ze swojej decyzji. Co prawda tata na początku odnosił się do tego sceptycznie, ale ostatecznie ucieszył się na wiadomość, że zostanie dziadkiem, tak samo jak nasi sąsiedzi, czyli rodzina Johana. Carrie była na początku zdziwiona, ale ostatecznie cieszyła się razem ze mną i moją rodziną. Jednak największym problemem okazało się chodzenie na uczelnie. Przez jakiś czas ludzie wytykali mnie palcami, że się puściłam i wpadłam, ale to nieprawda. Nauczyciele oraz moi najbliżsi znajomi znają okoliczności, które towarzyszyły podjętej przeze mnie decyzji. Reszta uczelni mnie nie obchodzi, niech sobie mówią o mnie co chcą. Co miesiąc chodzę z Małą na wizyty kontrolne i jak na razie jest wszystko w porządku.
Jeszcze nie mówiłam Johanowi o ciąży. Zawsze kiedy piszę do niego list, nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, które opisałyby moje szczęście i w ogóle całą radość. Jeszcze nie wiedziałam jakie imię jej nadamy, ale gdzieś w głębi siebie miałam nadzieję, że Johan wróci i będziemy mogli oboje razem coś wymyślić. Jak na razie razem z tatą i z delikatną pomocą finansową oraz fizyczną ze strony Jeagerów udało nam się kupić i złożyć łóżeczko dla Małej, które teraz stoi w moim pokoju. Allie zadbała o zakup butelek do picia i smoczków, a Greta pomagała mi w wyborze śpioszków i ubranek. To był dopiero szósty miesiąc, a ja byłam zaopatrzona we wszystko, co było mi potrzebne. Tylko brakowało ojca dziecka...
Mała co raz to żwawiej poruszała się w moim brzuchu, który niemiłosiernie urósł i stał się bardziej okrągły. Osobiście przyznaję: pierwsze dwa miesiące były najgorsze. Co kilka godzin biegałam do łazienki, z lodówką nie rozstawałam się ani na sekundę, a moje wymagania kulinarne stawały się dosłownie nie do pomyślenia, aż sama sobie się dziwiłam. Mniej więcej w czwartym miesiącu doszedł ból pleców, ale i poczułam jej pierwszy ruch. Doprawdy, ciąża jest czymś niezwykłym w życiu kobiety. Od niedawna zaczęłam sprawdzać jaki gatunek muzyczny pasuje mojej Malutkiej. Z moich badań wynika, że nie lubi jazu, popu i muzyki klasycznej, a wręcz uwielbia Nickelback- ulubiony zespół Johana. Zawsze przy dźwiękach tej rockowej kapeli delikatnie się porusza w rytm muzyki, co czasami sprawia mi łaskotki.
Moi wykładowcy powiedzieli, żebym w dziewiątym miesiącu już nie przychodziła na uczelnię, tylko przygotowywała się do porodu. W wakacje obiecali, że nadrobią ze mną materiał.
No, ale już mniejsza o mnie. Jest jeszcze jeden powód, który sprawia, że potrafię skakać po pokoju jak mała dziewczynka: Carrie wraca do Paryża na Wielkanoc, a co za tym idzie, będę mogła się z nią w końcu spotkać. Okropnie długo się nie widziałyśmy. Co prawda, gadałyśmy co jakiś czas przez skype'a albo pisałyśmy na fb, ale to nie to samo, co się spotkać i razem powygłupiać, jak w czasach liceum lub gimnazjum. Mamy wiele sobie do opowiadania. Najbardziej jestem ciekawa tego, co mi opowie nowego o swoim chłopaku- Alanie. Z jej opisu wynika, że jest bardzo wysoki i przystojny, ale osobiście uważam, że jest mało osób, które byłyby wyższe lub na równi wzrostem z Johanem. Mówiła, że jest spełnieniem jej marzeń: dba o nią, całuje, przytula, gotuje, podwozi na uczelnie. Jednym słowem ideał. Cieszyłam się, że w końcu zapomniała o kimś, kto zapomniał o niej, i wreszcie znalazła sobie odpowiedniego faceta...

Carrie 
Leciałam do domu dobre sześć godzin, a w tym czasie zdążyłam się wyspać, zjeść i jeszcze poczytać książkę w pakiecie ze słuchaniem muzyki. Ciężko było mi usiedzieć w miejscu, bo już nie mogłam doczekać się, aby zobaczyć bliskich, a szczególnie Jenn z brzuszkiem, którego będę chrzestną matką. Wieść o ciąży przyjaciółki na początku mnie zmartwiła, bo przecież jest bardzo młoda a Johana nie ma, ale nie mam wątpliwości, że będzie świetną matką, byle tej kruszynki nie za mocno rozpieszczała, gdy się urodzi. Co prawda zostały jej trzy miesiące do porodu, ale powinna nadal na siebie bardzo uważać i najlepiej w ogóle się nie stresować, no ale jak ma się nie martwić, gdy jej ukochany a zarazem ojciec dziecka jest na misji. 
Moi rodzice nic nie wiedzieli o moim tygodniowym powrocie, gdyż postanowiłam ich zaskoczyć i zrobić niespodziankę, z której, mam nadzieje się ucieszą. Trzymam kciuki za tym, aby nigdzie nie wyjeżdżali, chociaż najprawdopodobniej bym o tym wiedziała pierwsza. 
Podróż taksówką nie trwała więcej niż pół godziny, więc byłam pod domem wpół do piętnastej. Samochody stały na podjeździe, więc miałam duże szanse na to, że na nich trafię. Drzwi były otwarte, co świadczyło o obecności moich rodzicieli w ich opactwie. Zostałam niezauważona do chwili, gdy po cichaczu przytuliłam się do rodziców, którzy akurat oglądali telewizję. 
- Niespodzianka! - Odparłam i ucałowałam oboje w policzki. 
- Carrie! - Wyglądali na szczęśliwych z powodu mego powrotu. - Jak miło, że nas odwiedziłaś, myszko. - Wzruszyła się mama. 
- Aniołku, jak cudownie, że z nami jesteś, mama zaczynała powoli wariować. - Poskarżył się tata z nutą żartu w głosie. 
- Nie prawda! - Oburzyła się mama i pacnęła tatę w bicka, który powrócił do niego po latach. 
- Pójdę na trochę do siebie, a potem do was zejdę. Dobrze? - Zaproponowałam na co rodzice przystali. 
- Idź się rozpakuj i odśwież, na pewno jesteś zmęczona podróżą. 
Tata wciągnął moją ciężką walizę na górę, a następnie przytulił mnie i odszedł na dół, za to ja rozglądałam się po moim pokoju, w którym nie byłam od czasów wakacji. Nic się tu nie zmieniło, wszystko było po staremu poza faktem, że ja tu się zmieniłam. Nie jestem taka jak dawniej i moje życie nie jest takie jakie było zanim doszło do nieszczęsnego wypadku Aidena i naszego zerwania, o którym się dowiedziałam od swojej następczyni, nowej narzeczonej mego ukochanego. Może teraz są małżeństwem, nie wiem. Jestem świadoma tego, że nie powinnam w ogóle o tym myśleć, gdy mam tak wspaniałego i kochającego chłopaka jak Alan. 
Rozpakowałam soje graty i wykończona położyłam się na łóżko. Cudownie było wrócić tam, gdzie się zaczynało, a szczególnie wspaniale było wrócić do tego łóżka, które kochałam nad życie. Tęskniłam za nim i za tą miękkością oraz wygodą w trakcie spania. Powinnam jeszcze zadzwonić do Jenn, aby jeszcze i o mnie się nie martwiła, ale jak na razie nie miałam siły i chciałam posiedzieć sama w swojej samotni, mimo że na dole siedzą moi rodzice i najprawdopodobniej się teraz miziają. Zdobyłam się jednakże na wystukanie SMS-a, gdzie zwarłam fakt że już jestem w domu i że zadzwonię do niej później.
Obudziłam się koło szóstej po południu, gdy poczułam zapach jakiegoś smakowitego jedzenia, które przyrządzała moja mama. Z dołu mogłam usłyszeć różne glosy, które nie tylko należą do moich rodziców. Rozpoznałam głos Jenn oraz kilku innych moich znajomych. W gronie gości był też na pewno pan Julian oraz jego małżonka, z którą chyba się zszedł, bo wyłapałam słowo na "k" i to na pewno nie te wulgarne, a romantyczne. Nie pochodziło ono z ust ani mych rodziców ani mych znajomych, więc pozostawała tylko jedna opcja. 
Ogarnęłam trochę swój wygląd i truchtem zeszłam na dół, gdzie wszyscy krzątali się po kuchni i pomagali mojej mamie w robieniu jedzenia, nawet Jenn, która za Chiny nie umie gotować. Zawsze albo coś spali albo coś nie dogotuje, w przeciwieństwie do jej chłopaka.

Jenny
Po dowiedzeniu się, że Carrie już wylądowała, postanowiłam złożyć jej małą wizytę. No dobra, my, bo jeszcze moje Maleństwo. Gdy przybyłam na miejsce, drzwi wejściowe otworzyła mi mama Carrie, mówiąc, że przybyłam jako pierwsza. Postanowiłam odrobinę jej pomóc w niektórych pracach. Niebawem dołączyli do nas inni znajomi Carrie, których większość znałam. Kiedy nasza gwiazda wieczoru w końcu zeszła na dół, powitaliśmy ją radośnie, a następnie przystąpiliśmy do jedzenia obiado-kolacji. Wszystko zjadłam, a pani Swan jeszcze wciskała mi dokładkę mówiąc, że to ,,dla dziecka", ale nie dałam się namówić. Kiedy zakończyła się oficjalna część wieczoru, większość ludzi się ulotniło, lecz ja pozostałam, aby z nią chociaż przez chwilę pogadać na osobności. Miałam jej tyle rzeczy do powiedzenia, że już dłużej nie potrafiłam wytrzymać. Na deser podano ciasto czekoladowe, które o dziwo nie smakowało mi... Moje ulubione ciasto pierwszy raz w życiu mi nie smakowało... Tak, to się nazywają uroki ciąży. Zdarza się, że czasami jem coś, co przenigdy w życiu bym nie zjadła, a czasami sama myśl o np. pizzy sprawia, że mam ochotę zwymiotować.
W końcu wszyscy porozchodzili się do swoich domów, tylko ja zostałam. Carrie sprawiała wrażenie jeszcze bardziej zmęczonej niż po przylocie. Gdybym jej nie znała, powiedziałabym, że po prostu źle się czuje, ale wiedziałam, że tak na prawdę nie znosiła zbyt tłumnych i oficjalnych spotkań towarzyskich. Prócz dyskotek i potańcówek szkolnych oczywiście.
Nareszcie miałyśmy chwilkę dla siebie:
-No to opowiadaj, jak było we Włoszech?- Zapytałam ciężko siadając na łóżku mej przyjaciółki
- No a co tu dużo gadać. Sama wiesz... - Odpowiedziała siadając obok mnie.
-Już ty dobrze wiesz co.- Zaśmiałam się- Jak tam u pana idealnego?
- Wciąż jest idealny. Czasem aż za bardzo. Myślę, że on nie ma żadnych wad, co jest przerażające chwilami.
- Na pewno ma jakieś wady.- Upierałam się.- Tylko je dobrze ukrywa.
-Wydaje mi się, że to niemożliwe. Jest po prostu idealny w każdym calu. Jakbyś go spotkała, pewnie byś go nie rozgryzła.- Odparła
-Możliwe. Ale nie wierzę, że po pijaku zachowuje się jak aniołek.- Wyszczerzyłam się w głupkowatym uśmiechu
-Zdziwiłabyś się. No, ale już mniej o nim. Jak tam moja chrześnica?
-Wszystko u niej dobrze.- Pogłaskałam się po brzuszku- Od czasu do czasu kopie, co oznacza, że aż ją świerzbią nóżki, żeby wyjść i pobiegać.
-A ty byś biegła za nią.- Zaśmiała sie, a ja razem z nią.
-Prawda.- Zgodziłam się- A ty byś za swoim dzieckiem nie biegała?- Odparłam
-Ja nie będę miała dzieci.- Odpowiedziała niemal mechanicznie
-Akurat! Prędzej czy później będziesz miała dzieci.
-Albo dziecko. Ale to mało prawdopodobne.- Nadal się broniła
-Nie rozumiem cię.- Skrzyżowałam ręce na piersi
-Bo jesteś w ciąży. A ciąża to stan umysłu i ty już dobrze o tym wiesz.- Wybuchnęłyśmy obie śmiechem.
Jeszcze przez chwilę pogadałyśmy o mojej ciąży, życiu i odrobinę się pośmiałyśmy. Tata Carrie zaproponował, że mnie odwiezie do domu, z racji na to, że jestem brzemienna, a cały ród Swan nie chce mieć na sumieniu martwej przyjaciółki oraz jej nienarodzonej córki.
Wróciłam do pustego domu, ponieważ tata nadal siedział w warsztacie i dorabiał. Odkąd Johan wyjechał, ja straciłam osobę, którą kocham, a mój tata swojego pomocnika. Teraz miał więcej na głowie, przez co dłużej pracował. Zamknęłam drzwi wejściowe na klucz i zaszyłam się w swoim pokoju. Pomimo zaproszeń rodziców Johana, nadal pozostawałam u siebie w domu. Jakoś nie miałam ani ochoty, ani siły na odwiedziny. Wolałam sama poleżeć w swojej samotni i zastanowić się nad swoim życiem.  Nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam, a śnił mi się ON.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz