Carrie
Nastał kolejny dzień, który miałam niemal zapakowany różnego typu zajęciami. Nie było tak strasznie, ale najlepiej też nie było, ale wciąż miałam zapał i energię z wczorajszego dnia. Czułam się wspaniale i mimo, że późno miałam wrócić, nie załamywałam się tym, bo pocieszała mnie myśl, że jak wrócę, spędzę wspaniale czas z chłopakiem, któremu na mnie zależy, i który o mnie dba. Jednym słowem: chłopak ideał. Lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć.
W sumie każda by takiego chciała, z którym może o wszystkim pogadać i swobodnie się przy nim czuć. On jest wspaniały, a ja na niego nie zasługuję, ale jestem wdzięczna losowi za to, że go poznałam .
Szybko wyrobiłam się do wyjścia i postanowiłam zrezygnować ze środka transportu. Miałam jeszcze godzinę do zajęć, więc bez problemu mogłam się wyrobić pieszo i to jeszcze spacerkiem. Wsadziłam słuchawki do uszu i włączyłam najnowszą piosenkę Ed'a pod tytułem Shape Of You i ustawiłam zaokrąglanie.
Na swojej drodze napotkałam mego przyjaciela, który był cały w skowronkach.
- Hej, Szopenie. Jak wczorajsze ran de wu? - Zapytałam się.
- Hej, Picasso. Powiem ci, że było całkiem nieźle.
- Nie owijaj w bawełne.
- No a co ja będę ci mówił, skoro ty i tak już wiesz.
- Ja wiem swoje, ale chcę wiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło.
- Kobieto, wydarzyło się to, co sądzisz, że się wydarzyło.
- A ić ty. Nie ma z tobą zabawy. - Stwierdziłam i się zaśmiałam.
Maszerowaliśmy resztę drogi wspólnie i gadaliśmy o przeróżnych głupotach. Gdy doszliśmy na miejsce, pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoje strony.
Nastał kolejny dzień, który miałam niemal zapakowany różnego typu zajęciami. Nie było tak strasznie, ale najlepiej też nie było, ale wciąż miałam zapał i energię z wczorajszego dnia. Czułam się wspaniale i mimo, że późno miałam wrócić, nie załamywałam się tym, bo pocieszała mnie myśl, że jak wrócę, spędzę wspaniale czas z chłopakiem, któremu na mnie zależy, i który o mnie dba. Jednym słowem: chłopak ideał. Lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć.
W sumie każda by takiego chciała, z którym może o wszystkim pogadać i swobodnie się przy nim czuć. On jest wspaniały, a ja na niego nie zasługuję, ale jestem wdzięczna losowi za to, że go poznałam .
Szybko wyrobiłam się do wyjścia i postanowiłam zrezygnować ze środka transportu. Miałam jeszcze godzinę do zajęć, więc bez problemu mogłam się wyrobić pieszo i to jeszcze spacerkiem. Wsadziłam słuchawki do uszu i włączyłam najnowszą piosenkę Ed'a pod tytułem Shape Of You i ustawiłam zaokrąglanie.
Na swojej drodze napotkałam mego przyjaciela, który był cały w skowronkach.
- Hej, Szopenie. Jak wczorajsze ran de wu? - Zapytałam się.
- Hej, Picasso. Powiem ci, że było całkiem nieźle.
- Nie owijaj w bawełne.
- No a co ja będę ci mówił, skoro ty i tak już wiesz.
- Ja wiem swoje, ale chcę wiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło.
- Kobieto, wydarzyło się to, co sądzisz, że się wydarzyło.
- A ić ty. Nie ma z tobą zabawy. - Stwierdziłam i się zaśmiałam.
Maszerowaliśmy resztę drogi wspólnie i gadaliśmy o przeróżnych głupotach. Gdy doszliśmy na miejsce, pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoje strony.
Jenny
Rano zaspałam na wykład, a na domiar złego Johan okropnie się czuł i od rana, zrezygnowawszy z pójścia do szkoły, skakałam nad nim, aby mu pomóc we wszelkich czynnościach. Miał podwyższoną temperaturę i był strasznie rozpalony. Robiłam mu chłodne okłady, a nawet pobiegłam do apteki po leki. Pominę już fakt, że wydałam na nie fortunę... Mój chłopak leżał u mnie w łóżku i mamrotał coś pod nosem. Oczywiście tata miał niemałe obawy przed zostawieniem nas samych, ale zapewniłam go, że wszystko będzie w porządku, a poza tym jesteśmy dorośli:
-Jenn.- Zawołał mnie Johan
-Słucham?
-Gorąco.- Mruknął i kopnął kołdrę, która spadła na podłogę; zrezygnowana podniosłam ją z ziemi i rzuciłam obok niego na łóżko
-I co ja mam z tobą teraz zrobić?- Zapytałam załamującym się głosem; próbowałam niemalże wszystkiego, aby zbić temperaturę, ale nic z tego. Padałam z nóg. Była już dwunasta, a ja teoretycznie nie zrobiłam niczego pożytecznego. Pozostało mi jedynie liczyć na ostateczność. Wyjęłam z kiszeni spodni telefon i wybrałam numer:
-Halo?- Odpowiedział mi głos po drugiej stronie
-Cześć Allie, masz chwilkę?
-Och, Jenn. Oczywiście, coś się stało?
-Johan źle się czuje i nie wiem co mam z nim zrobić.- Poskarżyłam się matce Johana
-Poczekaj na mnie. Za kilka minut będę.
-Drzwi są otwarte i dziękuję.- Odparłam.
I faktycznie po kilku chwilach Allie, we własnej nieustraszonej osobie, stała obok mnie i z politowaniem patrzyła na starszego syna:
-Aj, Johan. Es sieht nicht gut.- Powiedziała kręcąc głową- I mówisz, że wypił butelkę wódki?- Zwróciła się do mnie
-Noo, nie jestem pewna, ale jedną to na pewno wypił.- Zapewniłam i w tym samym czasie zabrzmiał dzwonek do drzwi- Otworzę.- Odparłam i ruszyłam na dół.
Ktoś starał sie jak najszybciej dostać do drzwi, ponieważ tak rozpaczliwie walił, aż myślałam, że moje drzwi tego nie wytrzymają:
Ktoś starał sie jak najszybciej dostać do drzwi, ponieważ tak rozpaczliwie walił, aż myślałam, że moje drzwi tego nie wytrzymają:
-Tak?- Otworzyłam je, a wtedy na moją szyję rzuciła się Ema
-Dziękuję!!!- Krzyczała
-Eem, za co?- Zapytałam lekko zbita z tropu
-Noah...- Zaczęła-... I ja... Jesteśmy ze sobą.- Wykrztusiła tuląc się do mnie
-Wow, to fajnie.- Odparłam nie wiedząc co robić. Nagle w drzwiach pojawił się zupełnie obcy mi mężczyzna. Zamarłam. Był on ubrany w mundur wojskowy, a w dłoniach trzymał list...:
-Ekhem.- Chrząknął, a Ema odskoczyła ode mnie
-Słucham.- Zebrałam się w sobie i odezwałam się
-Czy zastałem Dżohana Dżagera?- Miał problemy z przeczytaniem imienia i nazwiska mojego chłopaka; poczułam, że moje obawy zaczynają być rzeczywiste. Chłopak, który stał przede mną mógł mieć około dwudziestu pięciu lat. Jego jasne włosy były krótko ostrzyżone, a w błękitnych oczach widziałam zmieszanie. Już chciałam odpowiedzieć, że nie, ale moja wewnętrzna uczciwość nie pozwoliła mi na to:
-Tak, ale nie czuje się dobrze.- Odpowiedziałam uprzejmie
-W takim razie mogłabyś mu to przekazać?- Zapytał podając mi kopertę- Byłem w domu na przeciwko, ale odprawiono mnie tutaj.
-Rozumiem.- Spojrzałam na to, co trzymałam w dłoniach, a moja twarz sposępniała
-Nie martw się.- Pocieszył mnie chłopak- Na pewno do ciebie wróci.- Posłał mi ciepły uśmiech i zniknął...
-Wow, to fajnie.- Odparłam nie wiedząc co robić. Nagle w drzwiach pojawił się zupełnie obcy mi mężczyzna. Zamarłam. Był on ubrany w mundur wojskowy, a w dłoniach trzymał list...:
-Ekhem.- Chrząknął, a Ema odskoczyła ode mnie
-Słucham.- Zebrałam się w sobie i odezwałam się
-Czy zastałem Dżohana Dżagera?- Miał problemy z przeczytaniem imienia i nazwiska mojego chłopaka; poczułam, że moje obawy zaczynają być rzeczywiste. Chłopak, który stał przede mną mógł mieć około dwudziestu pięciu lat. Jego jasne włosy były krótko ostrzyżone, a w błękitnych oczach widziałam zmieszanie. Już chciałam odpowiedzieć, że nie, ale moja wewnętrzna uczciwość nie pozwoliła mi na to:
-Tak, ale nie czuje się dobrze.- Odpowiedziałam uprzejmie
-W takim razie mogłabyś mu to przekazać?- Zapytał podając mi kopertę- Byłem w domu na przeciwko, ale odprawiono mnie tutaj.
-Rozumiem.- Spojrzałam na to, co trzymałam w dłoniach, a moja twarz sposępniała
-Nie martw się.- Pocieszył mnie chłopak- Na pewno do ciebie wróci.- Posłał mi ciepły uśmiech i zniknął...
Carrie
Zajęcia zakończyłam dosyć późno, więc postanowiłam zamówić sobie taksówkę. Nie uśmiechalo mi się iście pieszo o takiej porze, mimo że Wenecja to piękne i wspaniałe miasto. Nie wiadomo jakie niebezpieczeństwa czekają na ulicy samotną dziewczynę. W każdym razie miałam już w głowie przestrogi taty i mamy. O świętości, jak ja za nimi tęskniłam. Za jedzeniem przyrządzanym przez mamę, za niezdarnością taty i tych ich mizianiach na kanapie i nie tylko. Czasem żałuję, że ich opuściłam wyjeżdżając na studia, ale wiem, że dobrze zrobiłam. Teraz, mimo że nie widuję ich codziennie, mogę z nimi rozmawiać przez skype'a oraz telefon, no i zawsze będę mogła ich odwiedzić we Francji.
Kiedy dojechałam na miejsce, mogłam usłyszeć muzykę oraz tłum ludzi w gratisie ze światłami. Ktoś tu miał dobrą zabawę, no nie powiem, że nie. Jak tylko weszłam, poczułam zapach alkoholu i skrętów. Cała masa ludzi tańczyła, a jakaś część całej zbiorowości obściskiwała się pod ścianami i najprawdopodobniej w pokojach.
- Wróciłaś, Malutka. - Poczułam dłonie na swoim brzuchu i szmer powietrza wypuszczanego przy moim uchu.
- Wróciłam, Wielkoludzie. - Odwróciłam się i ucałowałam usta chłopaka.
- Jak widzisz mamy tu małą imprezę i może chciałabyś się przyłączyć do nas? - Zaproponował swoim seksownym głosem przygryzając lekko płatek mego prawego ucha.
- Mmm, zastanowię się. - Odpowiedziałam, na co dostałam odpowiedź nie do odrzucenia, gdyż zostałam obdarzona namiętnym pocałunkiem. - Zastanowiłam się i się zgadzam.
- No to miodzio.- Powiedział i pociągnął mnie za sobą w wir roztańczonych par i ocierających się o siebie studentów.
Zajęcia zakończyłam dosyć późno, więc postanowiłam zamówić sobie taksówkę. Nie uśmiechalo mi się iście pieszo o takiej porze, mimo że Wenecja to piękne i wspaniałe miasto. Nie wiadomo jakie niebezpieczeństwa czekają na ulicy samotną dziewczynę. W każdym razie miałam już w głowie przestrogi taty i mamy. O świętości, jak ja za nimi tęskniłam. Za jedzeniem przyrządzanym przez mamę, za niezdarnością taty i tych ich mizianiach na kanapie i nie tylko. Czasem żałuję, że ich opuściłam wyjeżdżając na studia, ale wiem, że dobrze zrobiłam. Teraz, mimo że nie widuję ich codziennie, mogę z nimi rozmawiać przez skype'a oraz telefon, no i zawsze będę mogła ich odwiedzić we Francji.
Kiedy dojechałam na miejsce, mogłam usłyszeć muzykę oraz tłum ludzi w gratisie ze światłami. Ktoś tu miał dobrą zabawę, no nie powiem, że nie. Jak tylko weszłam, poczułam zapach alkoholu i skrętów. Cała masa ludzi tańczyła, a jakaś część całej zbiorowości obściskiwała się pod ścianami i najprawdopodobniej w pokojach.
- Wróciłaś, Malutka. - Poczułam dłonie na swoim brzuchu i szmer powietrza wypuszczanego przy moim uchu.
- Wróciłam, Wielkoludzie. - Odwróciłam się i ucałowałam usta chłopaka.
- Jak widzisz mamy tu małą imprezę i może chciałabyś się przyłączyć do nas? - Zaproponował swoim seksownym głosem przygryzając lekko płatek mego prawego ucha.
- Mmm, zastanowię się. - Odpowiedziałam, na co dostałam odpowiedź nie do odrzucenia, gdyż zostałam obdarzona namiętnym pocałunkiem. - Zastanowiłam się i się zgadzam.
- No to miodzio.- Powiedział i pociągnął mnie za sobą w wir roztańczonych par i ocierających się o siebie studentów.
Tańczyłam z nim do upadłego, piłam alkohol, ale nie paliłam, a mimo to zabawa była świetna. Od dawna tak wspaniale się nie czułam z chłopakiem. Potrafił mnie rozśmieszyć i wzruszyć,ale mam nadzieję, że nie potrafi mnie doprowadzić do łez, bo już zbyt wiele wylałam ich z powodu chłopaka. Aż nazbyt wiele. Ciekawa jestem ilu chłopaków płakało kiedykolwiek z powodu dziewczyn...
Jenny
Kiedy chłopak zniknął, osunęłam się na podłogę i gniotąc list zaczęłam płakać. Johan miał wezwanie do wojska i to stało się faktem. Francja, co jest bardzo dziwne, wspiera armię USA w Afganistanie i teraz brakuje im zdolnych fizycznie mężczyzn. Łzy leciały mi strumieniami. Ema nie wiedziała co ze mną zrobić, w ogóle nie rozumiała co się przed chwilą stało i mogła tylko stać nade mną. Po kilku sekundach Allie zawitała na dole:
-Boże, Jenny. Was ist passiert?- Zapytała przytulając mnie do siebie
-Oni chcą go zabrać.- Z mojego gardła potrafiłam wydobyć jedynie ochrypły szept
-Kto chce kogo zabrać?- Padło kolejne pytanie
-Johan...- Słowa same więzły mi w gardle- Johan idzie na front.- Jeszcze bardziej się rozpłakałam, a ona dostrzegła w moich dłoniach pogniecioną kopertę. Ze spokojem ją otworzyła i przeczytała zawartość. Miałam rację. Francuskie wojska potrzebują wsparcia i wzywają Johana Jeagera do obowiązkowej służby wojskowej w Afganistanie. Po twarzy Allie pociekły łzy, a ja jak przez mgłę zauważyłam, że Ema zniknęła. W sumie cieszyłam się z tego, że poszła. Nie potrafiłam cieszyć się jej szczęściem, kiedy moje szczęście właśnie otrzymało darmowy bilet w jedną stronę...
Po jakichś kilku godzinach rozmowy ze sobą, wdrapałyśmy się z mamą Johana na samą górę i zajrzałyśmy do niego. Spał. Allie szepnęła do mnie, że udało jej się zbić temperaturę i teraz powinien się lepiej czuć. Miałam taką nadzieję, ponieważ bolało mnie samo patrzenie jak się z tym męczył. Położyłam się obok Johana i się do niego przytuliłam. Było mi okropnie smutno. Nie wiedziałam, że on może dla mnie AŻ tyle znaczyć. Był całym moim życiem, jedynym powodem, dla którego miałam ochotę wstać z łóżka lub wrócić do domu. Teraz mogłam ten powód stracić, a właściwie to już straciłam. Co prawda chłopak dający mi wezwanie był dosyć przekonujący, ale ja wiedziałam, że to jest jedynie pusta obietnica, coś co chciałabym, by było rzeczywistością. Leżałam wpatrując się w jego spokojną twarz. Była piękna. Wszystko w niej było idealne. Usta, nos, brwi, rozmieszczenie oczu, jego ciemne rzęsy. Pogłaskałam dłonią jego policzek. Był ciepły, ale nie rozpalony, i przyjemny w dotyku. Zapragnęłam mieć go na wieki. Aby na zawsze był ze mną i tylko ze mną. Może i jest to samolubne z mojej strony, ale zbyt bardzo go kocham, aby pozwolić mu tak po prostu odejść. Tak, kocham go i się tego nie wstydzę.
Nagle Johan otworzył swoje niebieskie oczy, którym mogłam się dokładnie przyjrzeć z bliska. Zazwyczaj tego nie robię, bo po prostu jestem za niska i jestem jedynie w stanie dojrzeć, w która stronę spogląda:
-Coś się stało?- Zapytał sennym głosem i mnie objął
-Nie, nic. Śpij.- Znów pogłaskałam jego policzek
-Płaczesz.- Stwierdził, a ja odwróciłam wzrok- Jenn, powiedz mi, co się dzieje?
-Powiedziałam, że to nic.- Wytarłam łzy- Przepraszam, że cię obudziłam.
-Nic się nie stało. A teraz mówię poważnie: Jennifer, masz mi powiedzieć, dlaczego płaczesz.- Nakazał podnosząc się do pozycji siedzącej
-Zejdź na dół.- W moich oczach znów pojawiły się łzy, a Johan zerwał się z łóżka i ruszył na dół po schodach.
Po kilku chwilach również schodziłam po schodach mało co z nich nie spadając. Całe pole widzenia miałam rozmazane, a oczy piekły mnie niemiłosiernie. Zajrzałam do kuchni. Allie siedziała przy stole, a Johan opierał się o blat kuchenny, na którym spoczywało wezwanie. Oparłam się o ścianę i patrzyłam na niego. Jaka będzie jego reakcja? Co zrobi? Nie spodziewałam się tego ani ja, ani Allie. Johan po prostu wyprostował się i opatrzył na nas obie. Spojrzał każdej z nas w oczy i na swój sposób powiedział ,,będzie dobrze, nie musicie się o mnie martwić". Ale ja wiedziałam, że będę umierać nie tyle z tęsknoty, co ze strachu przed jego utratą.
Najpierw podszedł do Allie i ją przytulił. Wymienili między sobą szepty, a ona wspięła się na palce i ucałowała jego czoło:
-Przyjdź jutro do domu.- Poprosiła odchodząc
-Przyjdę.- Obiecał z delikatnym uśmiechem, który miał podnieść ją na duchu.
Gdy zostaliśmy sami w domu, Johan nie wytrzymał i niemalże podbiegł do mnie i pochwycił w swoje ramiona, jakby to mnie wysyłali na front, a nie jego. Objęłam go najmocniej jak tylko potrafiłam i zaczęłam szlochać. Głaskał moje plecy i całował po szyi, aby mnie uspokoić. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się w moim pokoju, a ja leżałam na łóżku. On stał nade mną i wpatrywał się we mnie nie wiedząc, co ma zrobić. Pociągnęłam nosem, a następnie pozbyłam się bluzki, potem spodni, aż w końcu zostałam z bieliźnie. Spojrzałam na niego błagalnie, a on już wiedział o co mi chodzi. Również się rozebrał i położył obok mnie. Wpatrywaliśmy się w siebie tak długo, że nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się całować. Były to namiętne i głębokie pocałunki, które sprawiły, że z każdą sekundą byliśmy co raz bardziej rozpaleni. Poczułam, że jestem gotowa to zrobić, więc obdarowałam go delikatnym pocałunkiem, a on przeszedł do działania. Robił to powoli, ostrożnie, tak, żeby mnie nie bolało. Bardzo się starał, czułam to. Oboje oddychaliśmy ciężko, niepewni, czy to co robimy, jest słuszne, ale ja wiedziałam, że pewnej części jego nie mogę stracić. Po prostu nie potrafię...
Jenny
Kiedy chłopak zniknął, osunęłam się na podłogę i gniotąc list zaczęłam płakać. Johan miał wezwanie do wojska i to stało się faktem. Francja, co jest bardzo dziwne, wspiera armię USA w Afganistanie i teraz brakuje im zdolnych fizycznie mężczyzn. Łzy leciały mi strumieniami. Ema nie wiedziała co ze mną zrobić, w ogóle nie rozumiała co się przed chwilą stało i mogła tylko stać nade mną. Po kilku sekundach Allie zawitała na dole:
-Boże, Jenny. Was ist passiert?- Zapytała przytulając mnie do siebie
-Oni chcą go zabrać.- Z mojego gardła potrafiłam wydobyć jedynie ochrypły szept
-Kto chce kogo zabrać?- Padło kolejne pytanie
-Johan...- Słowa same więzły mi w gardle- Johan idzie na front.- Jeszcze bardziej się rozpłakałam, a ona dostrzegła w moich dłoniach pogniecioną kopertę. Ze spokojem ją otworzyła i przeczytała zawartość. Miałam rację. Francuskie wojska potrzebują wsparcia i wzywają Johana Jeagera do obowiązkowej służby wojskowej w Afganistanie. Po twarzy Allie pociekły łzy, a ja jak przez mgłę zauważyłam, że Ema zniknęła. W sumie cieszyłam się z tego, że poszła. Nie potrafiłam cieszyć się jej szczęściem, kiedy moje szczęście właśnie otrzymało darmowy bilet w jedną stronę...
Po jakichś kilku godzinach rozmowy ze sobą, wdrapałyśmy się z mamą Johana na samą górę i zajrzałyśmy do niego. Spał. Allie szepnęła do mnie, że udało jej się zbić temperaturę i teraz powinien się lepiej czuć. Miałam taką nadzieję, ponieważ bolało mnie samo patrzenie jak się z tym męczył. Położyłam się obok Johana i się do niego przytuliłam. Było mi okropnie smutno. Nie wiedziałam, że on może dla mnie AŻ tyle znaczyć. Był całym moim życiem, jedynym powodem, dla którego miałam ochotę wstać z łóżka lub wrócić do domu. Teraz mogłam ten powód stracić, a właściwie to już straciłam. Co prawda chłopak dający mi wezwanie był dosyć przekonujący, ale ja wiedziałam, że to jest jedynie pusta obietnica, coś co chciałabym, by było rzeczywistością. Leżałam wpatrując się w jego spokojną twarz. Była piękna. Wszystko w niej było idealne. Usta, nos, brwi, rozmieszczenie oczu, jego ciemne rzęsy. Pogłaskałam dłonią jego policzek. Był ciepły, ale nie rozpalony, i przyjemny w dotyku. Zapragnęłam mieć go na wieki. Aby na zawsze był ze mną i tylko ze mną. Może i jest to samolubne z mojej strony, ale zbyt bardzo go kocham, aby pozwolić mu tak po prostu odejść. Tak, kocham go i się tego nie wstydzę.
Nagle Johan otworzył swoje niebieskie oczy, którym mogłam się dokładnie przyjrzeć z bliska. Zazwyczaj tego nie robię, bo po prostu jestem za niska i jestem jedynie w stanie dojrzeć, w która stronę spogląda:
-Coś się stało?- Zapytał sennym głosem i mnie objął
-Nie, nic. Śpij.- Znów pogłaskałam jego policzek
-Płaczesz.- Stwierdził, a ja odwróciłam wzrok- Jenn, powiedz mi, co się dzieje?
-Powiedziałam, że to nic.- Wytarłam łzy- Przepraszam, że cię obudziłam.
-Nic się nie stało. A teraz mówię poważnie: Jennifer, masz mi powiedzieć, dlaczego płaczesz.- Nakazał podnosząc się do pozycji siedzącej
-Zejdź na dół.- W moich oczach znów pojawiły się łzy, a Johan zerwał się z łóżka i ruszył na dół po schodach.
Po kilku chwilach również schodziłam po schodach mało co z nich nie spadając. Całe pole widzenia miałam rozmazane, a oczy piekły mnie niemiłosiernie. Zajrzałam do kuchni. Allie siedziała przy stole, a Johan opierał się o blat kuchenny, na którym spoczywało wezwanie. Oparłam się o ścianę i patrzyłam na niego. Jaka będzie jego reakcja? Co zrobi? Nie spodziewałam się tego ani ja, ani Allie. Johan po prostu wyprostował się i opatrzył na nas obie. Spojrzał każdej z nas w oczy i na swój sposób powiedział ,,będzie dobrze, nie musicie się o mnie martwić". Ale ja wiedziałam, że będę umierać nie tyle z tęsknoty, co ze strachu przed jego utratą.
Najpierw podszedł do Allie i ją przytulił. Wymienili między sobą szepty, a ona wspięła się na palce i ucałowała jego czoło:
-Przyjdź jutro do domu.- Poprosiła odchodząc
-Przyjdę.- Obiecał z delikatnym uśmiechem, który miał podnieść ją na duchu.
Gdy zostaliśmy sami w domu, Johan nie wytrzymał i niemalże podbiegł do mnie i pochwycił w swoje ramiona, jakby to mnie wysyłali na front, a nie jego. Objęłam go najmocniej jak tylko potrafiłam i zaczęłam szlochać. Głaskał moje plecy i całował po szyi, aby mnie uspokoić. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się w moim pokoju, a ja leżałam na łóżku. On stał nade mną i wpatrywał się we mnie nie wiedząc, co ma zrobić. Pociągnęłam nosem, a następnie pozbyłam się bluzki, potem spodni, aż w końcu zostałam z bieliźnie. Spojrzałam na niego błagalnie, a on już wiedział o co mi chodzi. Również się rozebrał i położył obok mnie. Wpatrywaliśmy się w siebie tak długo, że nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się całować. Były to namiętne i głębokie pocałunki, które sprawiły, że z każdą sekundą byliśmy co raz bardziej rozpaleni. Poczułam, że jestem gotowa to zrobić, więc obdarowałam go delikatnym pocałunkiem, a on przeszedł do działania. Robił to powoli, ostrożnie, tak, żeby mnie nie bolało. Bardzo się starał, czułam to. Oboje oddychaliśmy ciężko, niepewni, czy to co robimy, jest słuszne, ale ja wiedziałam, że pewnej części jego nie mogę stracić. Po prostu nie potrafię...
Carrie
Zabawa trwała na całego do później nocy, a bynajmniej nikt się nie skarżył na jakieś niedogodności. Prawie nikt, no bo któż mógłby mieć pretensje poza mną, gdy ktoś zalicza numerek w moim pokoju na moim łóżku i wydaje takie odgłosy, jak chóry anielskie podczas orgii. Tak, wiem, że to dziwnie brzmi, ale dla mnie akurat idealnie wpasowuje się w sytuację. Jedyna wolna sypialnia należała do Alana, ponieważ tylko jego była zamknięta na klucz, a klucz był przechowywany u najlepszego strażnika, czyli u niego samego. Byłam zmęczona pobłażliwie mówiąc, bo tak naprawdę padałam na twarz, a głowa mnie tak bolała, że myślałam iż mam bombę zegarową zamiast mózgu, tylko że w formie papki, a nie ciała stałego.
Wyruszyłam na poszukiwania mego chłopaka, bo chyba mogę go tak nazwać zważając na kilka faktów. Po pierwsze, całowaliśmy się, po drugie, powiedział, że mnie pragnie, a po trzecie, spaliśmy ze sobą. I to naprawdę SPALIŚMY, obyło się bez miziania, chociaż i tak pod kołdrą miałam dostęp do jego kaloryfera, który polecam pomacać, bo jest co.
- Alan! - Krzyknęłam do chłopaka, gdy go w końcu znalazłam.
- Coś się stało, Malutka? - Zapytał się zmartwiony patrząc na mą twarz, która już pewnie wyglądała okropnie no i na pewno miałam rozmazany makijaż, co było masakryczne w każdym calu.
- Jestem padnięta, nie mam siły, a w moim pokoju ktoś się pie***y. - Pożaliłam się.
- Jak chcesz to możesz się u mnie dzisiaj przespać. Będę grzeczny. - Obiecał, dając przy tym kuszącą propozycję odpoczynku może i nawet w jego ramionach. - Jak chcesz to mogę się przespać na podłodze. - Kontunuował.
- Nie, nie, nie. Nie będziesz spał mi tu na podłodze. Jak coś to albo ze mną na łóżku, albo wcale.
- Mmm, kusząca propozycja. Czyli się zgadzasz?
- No jasne, przecież po to do ciebie przyszłam, Głuptasie. - Ucałowałam jego usta i odebrawszy od niego klucz, popędziłam do pokoju chłopaka, gdzie zamierzałam się w końcu przespać w jednej z jego ogromnych bluzek.
Impreza trwała jeszcze koło dwóch godzin, a ja w tym czasie usiłowałam zasnąć, ale niestety kiepsko mi to wychodziło. Dopiero jak poczułam gorące ciało Alana, poczułam się bezpiecznie i przytulona do niego odpłynęłam w objęcia Morfeusza...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz