niedziela, 16 kwietnia 2017

Rozdział 7

Carrie
Kiedy ma przyjaciółka mnie opuściła, poszłam pod prysznic, a potem spać. Nie potrudziłam się nawet, aby zadzwonić do mojego chłopaka i powiedzieć, że wszystko gra. Ten dzień był wspaniały, ale męczący. Kochałam rodzinę i znajomych, jednakże nie jestem fanką spotkań grupowych, bo trzeba mieć bardzo podzielną uwagę.
Obudziłam się następnego dnia. Było wcześnie, ale to naprawdę wcześnie, gdyż koło szóstej. Zwykle nie wstawałam o tej porze, ale nie dałam rady po raz drugi zasnąć. Zostało mi jedynie ogarnąć się trochę i rozpocząć z uśmiechem nowy dzień, co mogło być trudne, gdyż z natury jestem pesymistką i nie umiem przyjmować szczęścia i faktu bycia kochaną. 
Zeszłam do kuchni i nasypałam sobie płatków do miski, a następnie wlałam trochę zimnego mleka. Wzięłam łyżkę z szuflady i rozsiadłam się na kanapie przed telewizorem. Włączyłam pierwszy lepszy program z bajkami zabrałam się za jedzenie swojego posiłku. Moi rodzice jeszcze spali, więc prawdę mówiąc nie wiele mogłam zrobić w tym wielkim domu. 
Posiedziałam trochę przed telewizorem, a w między czasie się zdrzemnęłam odrobinę. Koło dziesiątej postanowiłam zrobić coś ze swoim życiem, więc wpierw przebrałam się z piżamy i ogarnęłam swoją twarz, a następnie ubrałam skórę na motor, bo zamierzałam przejechać się na swoim Skarbeńku. Moi rodzice niedawno się obudzili, więc zjadłam jeszcze tosty, a później poinformowałam ich, że wychodzę. Udałam się do garażu i przyjrzałam się mojej maszynie. Wiedziałam, że rodzice zatrudnili kogoś, aby zajął się nią, więc swobodnie mogłam udać się na przejażdżkę. Założyłam kask i pognałam w stronę domu przyjaciółki, która niekoniecznie była rannym ptaszkiem. Gdy dojechałam do miejsca docelowego, ona spała, a ja nie chciałam jej przerywać pięknego snu o jej żołnierzu. Tak więc postanowiłam zajrzeć do warsztatu taty Jenn i być może mu pomóc, o ile się zgodzi. 
- Dzień dobry, panu. 
- Ooo, witaj Carrie. Wróciłaś do domu na święta? 
- Zgadza się. A jak pan sobie radzi? 
- Odkąd nie ma Johana jest ciężko, ale radzę sobie.- Westchnął
- A czy mogłabym panu pomóc, póki tutaj jestem? 
- Byłoby wspaniale. 
- No to się bardzo cieszę. - Pokazałam swoje ząbki. 
- Tam jest łazienka. Możesz się tam przebrać. - Powiedział wręczając mi starą przetartą jeansową koszulę i czarne legginsy
Migiem włożyłam otrzymane ubrania i prawdę mówiąc prezentowałam się całkiem dobrze. Do kompletu związałam włosy w kitkę i byłam gotowa do pracy. 
Gdy tylko wróciłam do pana Hansa, dostałam pierwsze zlecenie. Miałam wymienić świece i podreperować skrzynie biegów wraz z hamulcami, czyli robota na max trzy godziny. Poradziłam sobie z tym zadaniem bezbłędnie, bo wszystko chodziło jak w zegarku.
Dochodziła czternasta, więc przyszedł czas dać znać Jenn, że jestem. W ramach prezentu postanowiłam zrobić u niej gofry, na co pan Hunter zareagował wyśmienicie, gdyż za nimi przepadał. W ten sposób pognałam do łazienki, aby zmienić ubiór na wcześniejszy, a potem podjechałam moim Skarbeńkiem pod dom przyjaciółki. Po drodze wydawało mi się, że widziałam samochód Aidena, no ale na pewno mi się przewidziało, bo nie było możliwości, aby to był on. On sam wszystko robił i naprawiał, więc niepotrzebny był mu mechanik. Wiem co mówię, gdyż sama pomagałam przy tej maszynie nie raz i wiem jaki ma ekstra wyposażony garaż mój eks. 
Jak tylko weszłam do domu, mogłam poznać iż Jenny się obudziła. Dało się poznać, że próbowała zrobić sobie coś do jedzenia, ale ostatecznie się poddała i zgarnęła z lodówki pierwsze lepsze jedzenie, którego kiedyś by nawet palcem nie tknęła. Teraz wylegiwała się na kanapie, a na brzuchu położyła sobie talerz z posiłkiem. W telewizji aktualnie leciał film pod tytułem ,,Szczęściarz", więc dziwiłam się, że ma przyjaciółka jeszcze nie ryczała ze wzruszenia. 
- Tylko mi się nie rozklej, Twardzielko. - W ten sposób powitałam swoją dawną obrończynię, która by stanęła murem za swoimi bliskimi, aby ich ochronić. 
- Carrie! - Wrzasnęła i momentalnie odłożyła talerz na stolik, by do mnie podbiec i przytulić za trzech. - Jak dobrze ciebie widzieć. Dzwoniłam do ciebie, ale miałaś wyłączoną komórkę. Stało się coś? - Zmartwiła się, bidulka. 
- Niee, wszystko w porządku. Po prostu pomagałam twemu tacie w warsztacie i wyłączyłam telefon, żeby się nie rozpraszać. 
- Pomagałaś mojemu tacie? - Zdziwiła się wpierw, ale potem powróciła do pierwotnego stanu niewzruszenia. 
- Mhmm. Byłam u ciebie, ale spałaś, więc pomyślałam, że odciążę trochę twego tatę, bo i tak ma od groma do roboty. 
- Dzięki, kochana, to wiele dla mnie znaczy.
- Tylko mi się tu nie rozklejaj. - Poprosiłam, a ta znów mnie przytuliła. - Może na dokładkę zrobić ci gofry? - Zaproponowałam usiłując znaleźć oddech. 
- Byłoby wspaniale. 
- Ty idź się połóż, a ja się wszystkim zajmę. 
- Dzięki. Dobrze mieć taką przyjaciółkę jak ty. 
- Nie, dobrze mieć taką jak ty. A teraz koniec czułości, bo w kuchni co za wiele to niezdrowo. - Zaśmiałam się.
- Dobrze. - Zgodziła się i usłuchała mego polecenia, na co ja zabrałam się za ciasto gofrowe, które nie wymagało ode mnie zbyt wiele wysiłku. 
Po piętnastu minutach ciasto było gotowe i nadawało się do wlewania na gofrownicę, którą wpierw musiałam nagrzać i posmarować lekko olejem, by nie przystawały gofry. Ostatecznie wyszło mi czternaście gofrów, które w późniejszym czasie należało spożyć z bitą śmietaną lub jakimkolwiek innym dodatkiem.
Zaniosłam talerz z jedzeniem dla Jenn, a chwilę później obie objadałyśmy się goframi i oglądałyśmy banalne komedie.


Jenny
Rano czułam się, jakby ktoś zabił mnie z sześć razy. Ledwo poruszałam się o własnych nogach, a plecy bolały mnie niemiłosiernie. Nienawidziłam spać na plecach, a z racji ciąży, byłam skazana jedynie na tą pozycję. Przeszłam do łazienki, w której przebrałam się w luźne ubrania oraz przemyłam twarz ciepłą wodą. Nim zeszłam na dół, chwyciłam w dłoń swój telefon. Udało mi się nie spaść ze schodów i dotrzeć do kanapy w salonie. Wyłożyłam się na niej i odblokowałam blokadę ekranu. 2 nieodebrane połączenia i 3 nieprzeczytane SMSy od taty. Oczywiście pytał się czy ze mną wszystko w porządku, czy się dobrze czuję i żebym do niego zadzwoniła jak wstanę. Szczerze nie chciało mi się z nikim rozmawiać o poranku, czyli o jedenastej w dzień, więc tylko mu odpisałam, że już wstałam i mam się dobrze oraz by nie dzwonił. W dalszym ciągu wylegiwałam się na kanapie, nawet na chwilę się zdrzemnęłam, czego oczywiście normalnie nie robię. Gdy się przebudziłam, poczułam niemalże wilczy głód. Podeszłam do lodówki i zaczęłam w niej buszować, ale niczego nie znalazłam. Przez głowę przeszedł mi pomysł, by zrobić naleśniki, bo to było jedyne danie, które potrafiłam zrobić bez większego uszczerbku na zdrowiu oraz bałaganu. W połowie procesu gotowania zrezygnowałam, ponieważ w masie ciągle pływały drobinki jajka oraz grudy mąki. Prawie zwymiotowałam. Nienawidziłam widoku surowych jajek, a tym bardziej jedzenia ich. Odkąd miałam lekcje o tym, jak powstają pisklęta, zrezygnowałam ze spożywania jaj...
Na powrót zajrzałam do lodówki, z nadzieją, że może jednak coś w niej znajdę. I znalazłam. Resztki kurczaka z wczoraj, którego również normalnie nie cierpię. Po jakimś czasie do mego lokum zawitała Carrie i ugotowała mi w końcu coś jadalnego. Napchałyśmy się goframi z bitą śmietaną i dokończyłyśmy oglądać film, który zaczęłam, zanim do mnie wpadła. Posiedziałyśmy razem jeszcze kilka godzin, a następnie opuściła mnie. Dobrze jest mieć taką przyjaciółkę jak ona. Najpewniej nie dożyłabym południa, gdyby nie ona. Noo, w ostateczności pewnie doczłapałabym do drugich dziadków mojego dzieciątka. Allie pewnie ucieszyłaby się i nakarmiła mnie do syta. Może jednak małe odwiedziny byłyby dla mnie dobre? Leniwie podniosłam się z kanapy, chwyciłam pierwszą lepszą kurtkę taty i wyszłam zamykając za sobą drzwi na klucz. Była niedziela, więc pewnie u Jagerów była kiełbasa, jak to w tradycyjnym niemieckim domu. Naszła mnie ochota na kiełbasę, kiedy tylko o niej pomyślałam. Zapukałam do ich drzwi, które otworzyły się przede mną otworem:
-Witaj Jenn.- Przywitał się ze mną pan Bruno, ojciec Johana
-Dzień dobry.- Odpowiedziałam na powitanie, a on wpuścił mnie do środka
-Jak na razie Allie jest jeszcze w pracy, a Greta wyszła gdzieś na miasto. Jesteśmy tylko ja i Joachim.- Poinformował mnie; Greta jest młodszą siostrą Johana, w sumie tak samo jak Joachim młodszym bratem.
-W porządku. Trochę nudziło mi się w domu, więc pomyślałam, że przyjdę do was.- Odparłam siadając na ich skórzanej kanapie
-Miło z twojej strony.- Posłał mi delikatny uśmiech i usiadł w fotelu obok kanapy- Jak u Hansa?
-Chyba dobrze. Dużo pracuje i rzadko jest w domu.- Pożaliłam się
-To silny człowiek. Da sobie radę.- Pocieszył mnie- Pamiętasz jak się kiedyś kłóciliśmy?- Zaczął się jeszcze szerzej uśmiechać na samo wspomnienie; ja również się uśmiechałam, bo pamiętałam tamte czasy
-Oczywiście. Jakże mogłoby to umknąć mej uwadze.- Zaśmiałam sie, a on razem ze mną
-A właśnie. Jak u was z polowaniem?
-Krucho. Teraz w ogóle nie polujemy. Ja jestem w tym stanie.- Wskazałam swój brzuch- A tata, jak wspomniałam, nie ma czasu.
-Rozumiem.- Odparł i przejechał dłonią po swojej szczęce, na której niezmiennie od sześciu lat widniał tygodniowy zarost. Ciekawa byłam jak go hodował. Czy po prostu przycinał go, kiedy włosy stawały sie dłuższe, czy może golił sie co jakiś czas i mu odrastały?

Carrie 
Około dwudziestej wyjechałam z domu Jenny. Słońce pięknie zachodziło i wiał lekki wietrzyk, więc wracało się całkiem przyjemnie. Nie chciało mi się wracać do domu. Wcale. Nie do końca wiedziałam, gdzie chcę jechać, ale nie miało to znaczenia. Chciałam cieszyć się chwilą i zapomnieć o wszystkim. O tym co wydarzyło się w tym mieście i o tym co było w Wenecji, nawet jeśli to rzeczy dobre, choć złymi me życie nie gardziło. Po prostu zwyczajnie nie chciałam o czymkolwiek myśleć, pragnęłam spokoju i czystych myśli. Chciałam mieć pustkę w głowie i nie martwić się nikim i niczym. Szczególnie NIM. Już sam widok jego samochodu przywołał bolesne wspomnienia. Nawet fakt, że go kochałam nie pomagał w wytrzymaniu jego widoku. Jestem szczęśliwa, że nie widziałam jego cizi, bo wyrwałabym jej wszystkie włosy z głowy, mimo że on nie jest mój, że nie należy do mnie, że mnie nie kocha, że nie chce mnie znać... 
Minęło już tyle miesięcy, ale ja wciąż nie umiałam zapomnieć, choćbym nie wiem jak się starała, nie potrafię. A może i nie chcę. Nie wiem. Jest zbyt wiele spraw, w których nie rozumiem swego zachowania i podejścia własnego serca. Oczywiście kocham Alana, ale czy wyzbyłam się wszelkich resztek Aidena ze swego serca? Nie jestem tego taka pewna. Już od bardzo dawna nie jestem niczego pewna. Nawet tego czego chcę od życia. Wiem to, co mam w głowie, ale kto powie mi co kryje serce. 
Dojechałam do wieży Eiffla i zaparkowałam swój pojazd. Mimo lęku wysokości wjechałam na najwyższy poziom i podziwiałam widok, który miałam przed sobą. Było niesamowicie. 
Słonce. Miasto. Cisza. To jest to. 
Myślałam, że jestem sama, ale tak nie było...
No i o wilku mowa... Aiden. Robił dokładnie to samo co ja. Patrzył, obserwował, zachwycał się. W sumie nie dziwiłam się mu, bo to piękny widok. Ale dlaczego on?! Nie mógł to być ktoś nieznany albo przeze mnie lubiany, tylko ON. Moja stara miłość, na szczęście bez lafiryndy.
Nie odzywał się. Ja także. Trwaliśmy w ciszy. Nawet nie wiem, czy mnie zauważył, ale jeśli tak to chyba nie zamierzał wywrzeszczeć mi jak to mnie nienawidzi i że to przeze mnie był ten cholerny wypadek. Nie działo się nic, czego mogłabym się spodziewać. NIC. Cisza. Mogłabym być wdzięczna za to niebiosom, ale chyba wolałam żeby się na mnie darł niżeli nic nie mówił. To przerażające, szczególnie gdy chodzi o niego. Tego właśnie Niego, przez którego spać nie mogłam i wylałam litry łez. Tego, który wciąż tkwił w moich wspomnieniach i nie dawał mi spokoju w moich koszmarach sennych, bo wciąż wyobrażałam sobie to, co się mu przytrafiło. 
Długo tak staliśmy i nic się nie wydarzyło. W końcu doszłam do wniosku, że wystarczy tej katorgi i najlepiej będzie, jak wrócę do domu, wezmę prysznic i uspokoję swoje serce, które i mało nie wyrwało mi się z piersi, gdy tak stałam przy Aidenie, który wciąż przypominał tego bad boya z liceum, w którym jakimś cudem się zakochałam. Jednakże to było bez znaczenia, gdyż nie była przeznaczona nam miłość ani nic więcej. Tylko PUSTKA.

Jenny
Jeszcze z nim posiedziałam kilka minut, a później pojawiła się Allie z jedzonkiem. Nie żebym przyszła do nich tylko dla jedzenia... No dobra, tylko dla jedzenia... Ale lubiłam moich sąsiadów! Byli bardzo mili i pomagali nam przy każdej natrafiającej się okazji. Co rok przynosili nam na święta ich tradycyjne potrawy oraz trunki, których oczywiście nie mogłam jak na razie spożywać.
Dochodziła osiemnasta, a ja pomyślałam, że chyba na mnie już czas:
-Ależ zostań! Posiedź jeszcze z nami. Co będziesz robiła tak sama w domu?- Zachęcała mnie Allie
-Hans jeszcze pewnie siedzi w warsztacie i dłubie przy samochodach.- Dołączył się pan Bruno
-Nie, spokojnie. Poradzę sobie.- Zapewniłam ich i opuściłam dom Johana.
Gdy siedziałam już u siebie w swoim pokoju, wyjęłam z szafy pudełko na buty, w którym trzymałam listy od Johana. Wzięłam jeden w swoje dłonie i zaczęłam czytać:
,,Jenn,
W sumie nie mam bladego pojęcia, co mogę ci napisać. Pisanie listu jest o wiele trudniejsze niż SMSa. W każdym razie dojechałem na miejsce i przeszedłem pierwsze szkolenie. Nie było aż tak trudno, jak na początku zakładałem. Byli zdziwieni moimi zdolnościami strzeleckimi, więc dali mnie na pozycję snajpera. Czasami pomagam jako sanitariusz, z uwagi na swoją siłę (nie żebym się przechwalał, chociaż ty dobrze o tym wiesz). To dopiero pierwszy tydzień, a ja okropnie za tobą tęsknię. Ciągle myślę o naszej ostatniej nocy i nie mogę o niej zapomnieć. Zdziwiła mnie twoja postawa, ale nie rozczarowała. Nigdy nie pomyślałbym, że zdołałbym się z tobą przespać przed ślubem. Tylko się nie obrażaj! Bo chyba nie wytrzymam, jeżeli nie dostanę od ciebie odpowiedzi. Jak radzi sobie twój tata beze mnie? Mam nadzieję, że wszystko u niego w porządku (...)"

Przeczytałam cały list i doszłam do wniosku, że przez pół listu pisał o moim tacie. Uśmiechnęłam się. Johan miał dobry kontakt z moim tatą i się nieźle dogadywali. Pamiętam, że w odpowiedzi nawyrzucałam mu, że bardziej zależy mu na moim tacie, niż na mnie. Napisałam również, że u taty wszystko w porządku, tak samo u mnie oraz, że jestem z niego dumna.
I tak wymienialiśmy się co jakiś czas listami, w których pisaliśmy głównie o tym, jak do siebie tęsknimy i jak wygląda nasze życie codzienne. Pewnego razu, gdzieś w okolicy świąt Bożego Narodzenia napisał, że został postrzelony. Przeraziłam się. Na szczęście to nie było nic poważnego, ale blizna miała mu pozostać na całe życie. Tłumaczył, że to przez jego nieuwagę, więcej informacji od niego nie dostałam. Oczywiście w dalszych listach wspominał jak ciężkie jest życie żołnierza i jak okropna może być wojna...
Nagle przypomniało mi się coś. Już minęło półtora miesiąca od ostatniego listu. Po plecach przeszedł mi dreszcz, a serce zaczęło walić niemiłosiernie. Zasłoniłam dłonią usta, by powstrzymać się od gwałtownego oddychania. Starałam się wdychać i wydychać powietrze w miarę rytmicznie, aż w końcu uspokoiłam oddech. Gdyby nie żył, to bym dostała list z kondolencjami, pomyślałam dodając sobie otuchy. Tak, na pewno żyje, tylko nie ma czasu, albo kurier pomylił adresy, albo list się zgubił podczas przewozu. Było milion innych powodów niedotarcia do mnie jego listu, niż sama śmierć Johana.
Postanowiłam oderwać się od myśli na ten temat i spakować się do szkoły. Już od czwartego miesiąca nosiłam tylko zeszyty i długopis. Lekarz radził mi, abym nie przeciążała zbytnio pleców, więc starałam się dostosować do jego rad. Kiedy już wsadziłam do torby wszystkie potrzebne mi zeszyty, położyłam się na swoim łóżku, które zaledwie pół roku temu dzieliłam z Johanem. Było mi okropnie smutno, aż się rozpłakałam. Mała delikatnie mnie kopnęła na znak, żebym się ogarnęła, bo przeze mnie i ona będzie się źle czuła. Starałam się uspokoić, więc założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Aby się rozchmurzyć słuchałam takich utworów jak ,,All star'' Smash Mouth lub ,,Believer" tego samego zespołu. Były to piosenki mojego dzieciństwa, które zawsze sprawiały, że się uśmiechałam i chętnie do nich tańczyłam, kiedy tylko słyszałam je w radiu. Niebawem zasnęłam, nawet nie wiedząc, kiedy nadszedł sen, ale zanim to zasnęłam, udało mi się nastawić budzik na dziewiątą, gdyż o jedenastej miałam wykłady...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz