Carrie
Była trzecia nad ranem, a ja wciąż nie mogłam zasnąć ani przeboleć. Chciało mi się płakać, ale wiedziałam, że muszę być silna. Bo jak nie ja to kto? A poza tym, chciałam uniknąć tych wszystkich współczujących twarzy i słów pocieszenia. Mimo że strata Aidena boli jak cholera, nie mogę pozwolić na to, że przestanę w ogóle istnieć i moja sztuka. Bo przecież lecę do Wenecji, po to by studiować sztukę i znaleźć ukojenie, a nie po to żeby się załamywać i siedzieć cały czas w domu świętej pamięci babci.
Ale co ja gadam, przecież jest trzecia, a za dwie godziny lądujemy. Nie mogłam się doczekać spotkania z Eric'iem, bo tak miał na imię mój kuzyn, u którego nauczyłam się wszystkiego co wiem o samochodach. No, prawie, bo jeszcze był internet, ale co tu dużo gadać, zawdzięczałam mu wiele. Może nawet nazbyt wiele, ale od czego są kuzyni.
Fakt, że nie mogłam zasnąć ani zapomnieć, bo picie alkoholu w dużych ilościach jest na pokładzie samolotu surowo zabronione. Wyjęłam z kieszeni szortów moje różowe słuchawki, które dostałam od Aidena, i telefon, z którego po chwili puściłam piosenkę zespołu Ashes Remain "On my own" i zaczęłam przeglądać galerię. Miałam w niej pełno zdjęć jakichś cytatów, ale nie brakowało w niej zdjęć moich i Aidena, mojej najprawdopodobniej jedynej miłości bez której umrę niechybnie. Tylko te zdjęcia przypominały mi o wspólnie spędzonych chwilach, choć wiele z nich utkwiło w mej pamięci. Nigdy nie zapomnę wieczora, w czasie którego po raz pierwszy się kochaliśmy. Była wtedy wiosna, kwiaty samo co kwitły a ptaki powracały z ciepłych krajów. Wydarzyło się to w wiejskim domku pod Paryżem przy jeziorze. Było magicznie. Nigdy nie zapomnę jego ramion które tuliły mnie i dzięki którym czułam się bezpieczna, ani ust które tak cudownie smakowały i dzięki który zapominałam o wszystkim, nie zapomnę jego oczu które przypominały błękit morza ani słów dzięki którym czułam się naprawdę wyjątkowa. Nie zapomnę... Nie zapomnę tak jak on, choć wiem, że to nie jego wina To wina tego nieszczęsnego wypadku... To przez ten wypadek on nie pamięta naszej miłości, naszego związku, bo zaślepia go złość i niepamięć, ltórą przeklinam. No ale się dowiedziałam, że mnie zdradzał z blond lafiryndą i to ją uważa teraz za swoją dziewczynę, a nie, przepraszam, narzeczoną.
- Proszę zapiąć pasy, wkrótce lądujemy. - Usłyszałam z głośników samolotowych.
Musiałam przysnąć, w końcu. Tak więc zastosowałam się do zaleceń stewardessy i zapięłam pas bezpieczeństwa, a następnie odsłoniłam roletę. Za oknem było widać piękny widok, ale fakt, że lądowaliśmy nie był tak piękny, bo to oznaczało zbliżenie się do ziemi co trochę przypominało mi spadanie, a że mam lęk wysokości, to było masakryczne.
W ostateczności wylądowaliśmy na lotnisku, a ja szybko wzięłam swój bagaż i zaczęłam wypatrywać kuzyna. Ostatecznie wypatrzyłam go w tłumie oczekujących. Miał śniadą karnację i brązowe włosy trochę dłuższe niż przy naszym ostatnim spotkaniu. Wyhodował lekki zrost, który mu niezmiernie pasował. Był ubrany w czarny t-shirt i spodenki w kolorze khaki,a do tego miał dopasowane czarne vansy.
- Carrie! - Krzyknął, by zwrócić na siebie moją uwagę.
- Eric! Jak dobrze cie znowu widzieć. - Skoczyłam na niego i niemal go udusiłam, ja tak się przytulałam. Widziałam masę zazdrosnych spojrzeń ze strony kobiet. Musiały mnie teraz nienawidzić. Szkoda, że nie wiedzą co tak na prawdę między nami jest...
- Nie zaprzeczę Jak miną lot?
- Zwyczajnie, chyba, ale jestem lekko zmęczona, bo przez pawie całą drogę nie mogłam zasnąć.
- Koszmary? - Zapytał się pół żartem pół serio.
- Nie powiedziałabym. Raczej wspomnienia. - Odpowiedziałam mu trochę zakłopotana, bo nie chciałam słyszeć pytań o to co mnie męczy.
- Ach.. no tak, wybacz. Zapomniałem na chwilę, że....
- Proszę, nie wracajmy do tego. To są świeże rany i nie chcę ich rozdrapywać. - Urwałam jego wypowiedź, bo już nie chciałam ani na chwilę wtrącać do tego, co się stało w Anglii.
- Jasne, rozumiem.Czyli zero gadania o Panu Zapominalskim? - Dopytywał się mój kuzynek.
- Dokładnie tak. - Powiedziałam z ulgą głosie.
- Oki, niech ci będzie. Ale wiesz, jak coś, to zawsze możesz ze mną o wszystkim pogadać.
- Zaczynasz mówić jak moja mama. - Stwierdziłam bez ogródek.
- Wiem, taka moja rola. - Wyszczeżył te swoje śnieżnobiałe ząbki przez które tabuny Włoszek chcą wskoczyć mu do łóżka.
Z lotniska pojechaliśmy czerwonym kabrio Erica na jakieś szamanko, które było całkiem niezłe, a potem do domu, w którym aktualnie mieszka Eric i jego współlokator i teraz jeszcze ja. Moja babcia miała całkiem spory dom, więc nie było problemu z pomieszczeniem nas wszystkich. Zostawały nawet wolne pokoje i to z łazienkami. Jak na staruszkę to miała całkiem dobrze wyposażony budynek, w każdym razie nikt nie narzekał i ja także nie zamierzałam.
Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, na parkingu stał czarny range rover, Ciekawa byłam do kogo należał, bo przecież Erica nie było stać na drugi samochód, bo zbierał kasę na pierścionek i wesele. Tak, Eric ma dziewczynę i chce się z nią hajtać przyszłego lata o ile się zgodzi.
- Jest ktoś u ciebie?
- W pewnym sensie... Mam współlokatora i no, to jest mój kumpel i tak do kitu byłoby go wyrzucać.
- Yhyym.
- Może zostać?
- Mhmm.
- Jesteś wielka. - Rzekł i mocno mnie przytulił.
- Wiem, taka moja rola. - Przedrzeźniałam go i zaczęłam się śmiać, a po sekundzie on dołączył do mnie.
I tak sobie chichotaliśmy do chwili, w której przyszło się wyjmować bagaż z bagażnika i tylnych siedzeń samochodu.
- Pomóc? - Zza drzwi frontowych wyłoniła się postać bardzo przystojnego chłopaka o kruczo czarnych włosach i dosyć jasnej cerze. Od razu można było stwierdzić, że nie jest miejscowy. Był bez koszulki, co umożliwiło mi podziwianie bardzo ładngo widoku. Był nieziemsko wyrzeźbiony i zapewne wszystkie laski na niego leciały, a zwłaszcza, że do mojego kuzyna żadna prócz mnie i rodziny nie mogła się zbliżać bardziej niż metr, bo jego dziewczyna wpadała lekko w szał, choć była podobno naprawdę fajna. W każdym razie chłopak był na maksa przystojny i choćby samo patrzenie na niego daje mi kopa do rysowania.
- Jasne. Bierz te z bagażnika, a ja się zajmę tymi z siedzeń.
- Dasz sobie radę?
- Nie żartuj sobie ze mnie.
- Tak tylko się pytam.
- A może chcesz się pochwalić bickiem przed moją kuzynką, co? - Zaczął lekko się śmiać.
- A właśnie. Jestem Alan. - Jakby się trochę speszył, ale po chwili znów zachowywał się jak zanim gdy mu o mnie przypomniano.
- Carrie, miło mi. - Podałam mu dłoń.
Po chwili moje bagaże były wniesione do domu, a dokładniej mówiąc do mojego nowego pokoju, który był równie imponujący jak ten w Paryżu. Jego ściany pokrywała szara i miętowa farba, a łóżko było zasłane miętową pościelą. Przy nim stała szafka nocna, a niedaleko okna i wyjścia na balkon stało biurko. Niedaleko niego półka na książki. W tym pokoju mogłam czuć się jak w domku.
Po chwili w końcu zauważyłam garderobę, gdzie mogłam wsadzić przywiezione ciuszki, choć znając życie i tak jeszcze pójdę na zakupy i coś dokupię do mej pięknej kolekcji. Tak więc rozpakowałam całą swoją należność i poszłam wziąć długą odprężającą kąpiel, a że wanna jest tylko jedna, musiałam zejść na dół. Po drodze zauważyłam jak Eric krząta się po kuchni w fartuszku i coś gotuje. Nie chciałam mu przeszkadzać, więc od razu pognałam do łazienki i odkręciłam gorącą wodę a także wsypałam różane sole do kąpieli. Znalazłam ręcznik i położyłam go u podnóży wanny. Spięłam włosy w kok i weszłam do napełnionej wanny wodą. Woda była ciepła i cudowna w dotyku. Mogłabym siedzieć w tej wannie cały dzień...
Chłodne powietrze? - Pomyślałam.
Obróciłam twarz i zobaczyłam Alana, który gapił się, jakby zobaczył jakieś widmo. Jego oczy lekko wytrzeszczone i kopara opadnięta. W sumie to trochę by mi to pochlebiało, gdyby nie to, że jestem całkowicie naga i ledwo piana zakrywa niektóre części mego ciała.
- Przepraszam. - Wypalił i szybko się obrócił do wyjścia.
- Czekaj. - Poprosiłam. - Rzucisz mi drugi ręcznik?
- Nie ma sprawy. Sorry, jeszcze raz. - Podał mi ręcznik starając się nie patrzeć i wyszedł, choć wiem że jego spojrzenie poleciało tu i ówdzie.
Gdy tylko Alan opuścił łazienkę, wyszłam z wanny i zajęłam się wcieraniem balsamu w ciało,a następnie włożeniem świeżych ubrań. Ubrałam bieliznę, a na nią zwiewny top i czarne szorty. Rozczesałam także włosy i związałam je w dwie luźne kitki. Wyglądałam dobrze, ale bez przesady.
Wyszłam z łazienki i natknęłam się na niesamowity zapach jedzenia... Aaaa, orgazm.
- Co tam pichcicie? - Zapytałam swoich współlokatorów.
- Co tam pichcicie? - Zapytałam swoich współlokatorów.
- Coś dobrego.
- Do tego to ja sama doszłam. - Podeszłam do kuchni indukcyjnej i dziabnłam palcem zawartość patelni.
-Mmm. Pychotaaa.
- Zobaczymy, co powiesz, jak spróbujesz reszty.
- Mam nadzieję, że reszta będzie równie smaczna.
Wkrótce po mej degustacji zjedliśmy posiłek przy włączonym telewizorze. Posiedzieliśmy trochę i pogadaliśmy, ale chłopcy byli umówieni na mieście, a ja nie chciałam wcinać się w ich paczkę, więc zostałam sama w domu z moją playlistą...
Jenny
Poranek był dosyć orzeźwiający. Promienie słońca przebijały się przez zasłony i delikatnie grzały mój policzek. Leniwie się przeciągnęłam w łóżku, po czym podniosłam się do pozycji siedzącej i wyłączyłam budzik w telefonie, do którego miałam jeszcze dwadzieścia minut. Przyzwyczaiłam się do wczesnego wstawania, ale tylko dlatego, że widziałam, iż niebawem Johan wyprzedzi mój budzik o minutę i pierwszy mnie obudzi. Jako, że niczego nie straciłam ze swojej zołzowatości wyciszyłam telefon, ubrałam się w czarną koszulę w czerwoną kratę, czarne rurki oraz czarne trampki do kostek i poszłam do łazienki się ogarnąć. Będąc dziewiętnastolatką już nie potrzebowałam jakoś wymyślnie się stroić, chyba że chodziło o wzbudzenie zazdrości Johana, a czasami po prostu tego potrzebowałam- jego uwagi. Przez te trzy lata zdołałam sie z nim pokłócić, ale tak na poważnie, z dziesięć razy, lecz ostatecznie wracał do mnie z podkulonym ogonem i przepraszał. Wiedział, że nie przeproszę pierwsza, dlatego to ja zawsze czekałam aż zapuka do drzwi mojego domu, po czym przytuli się do mnie i wyszepcze przeprosiny. No, ale mniejsza o kłótnie. Nałożyłam na swe usta cielistą szminkę, a na rzęsy czarny tusz. Kiedy już to zrobiłam spryskałam się perfumami i zeszłam na dół do kuchni. Mój tata już tam siedział i siorbał poranną kawę:
-Ocho, już wstałaś?- Zapytał patrząc na mnie
-Tak.- Westchnęłam; to był mój czwarty dzień studiów, a ja kolejny dzień z rzędu wstałam przed budzikiem
-Chcesz grzankę?- Zaproponował mi podsuwając talerz ze spieczonym chlebem
-Chętnie.- Wzięłam jedną i od razu zjadłam
-Ej, no co ty?- Oburzył się- Tak bez niczego?
-Mhm. Lepiej smakują.- Odparłam biorąc kolejną
-Jenn, weź chociaż dżem z lodówki.- Poprosił
-No dobraa.- Nadal byłam ,,córeczką tatusia", więc się go posłuchałam.
Po zjedzeniu śniadania miałam jeszcze piętnaście minut wolnego. W międzyczasie zaszedł do nas Johan, który od roku był pomocnikiem mojego taty w pracy:
-Dzień dobry.- Przywitał się; jeszcze nie miał odwagi mówić do niego ,,tato"
-Cześć. Jenn jest w salonie.- Poinformował go wpuszczając do domu, a on zakradł się do mnie od tyłu i skradł mi pocałunek
-Czemu nie odbierasz?- Wyszeptał mi prosto do ucha
-Bo mi sie nie chce.- Odparłam zadowolonym głosem tarmosząc mu czarne włosy; uwielbiałam, kiedy całował mnie znienacka
-Zawieźć cie na uczelnie?- Zaproponował
-Możesz, ale później też będziesz musiał mnie odebrać.- Uprzedziłam go
-Z przyjemnością, o ile szef mnie puści.- Spojrzał w stronę mojego taty
-Puści, puści, o ile ją odbierzesz, przewieziesz do domu i wrócisz z powrotem do pracy.- Odparł tata nadal siorbiąc swoją kawę i udając, że to, o czym rozmawiamy zupełnie go nie interesuje
-No i mamy ustalone.- Pocałowałam Johana w policzek; przez trzy lata niewiele się zmienił, tylko jego rysy twarzy sie wyostrzyły, wzrok złagodniał, a mięśnie bardziej napęczniały, co dodawało mu seksapilu i męskości. Nadal ubierał się po wojskowemu, ba, nawet był w wojsku! I muszę się pochwalić, że był jednym z najlepszych kadetów.
Podwiózł mnie na uczelnie swoim czarnym terenowym samochodem i na pożegnanie pocałował w usta:
-Będę tutaj na ciebie czekał punktualnie o trzynastej.- Uprzedził, a ja posłałam mu ciepły uśmiech i trzasnęłam drzwiami terenówki, po czym powlokłam się w stronę ogromnego budynku, gdzie miały się odbyć moje zajęcia i między innymi wykłady. Ledwie zdążyłam dojść pod salę, a przywitała mnie moja nowa znajoma:
-No cześć, laleczko.- Przywitała się ze mną dziewczyna o fioletowych włosach, jasnej karnacji i ciemnych oczach; na głowie zawsze nosiła czarną czapkę. Na imię jej było Ema i pochodziła z Serbii:
-Hej.- Przywitałam się z nią dosyć nieśmiało jak na mnie, w ogóle do kiedy skończyłam liceum stałam się bardziej skryta i spokojna, a mój wyzywający styl przygasł
-Gotowa na kolejną porcję angielskiego?- Zapytała z zapałem w głosie; Ema była pierwszą osobą w klasie, która do mnie podeszła i nawiązała ze mną znajomość, taką zupełnie bezinteresowną rozmową.
-Oczywiście.- Odparłam; wiedziałam, że za tydzień po prostu będę rzygała angielskim
-Całkiem fajnie, że uczy nas Anglik. Lepiej można sie nauczyć, kiedy cały czas mówisz po angielsku, a nie tylko przerabiasz ćwiczenia i tym podobne.- Podzieliła się ze mną swoimi spostrzeżeniami Ema
-Też tak myślę.- Zgodziłam się z nią
-Co dzisiaj robisz po lekcjach?- Zapytała zniecnacka
-W sumie to nic, ale po szkole odbiera mnie Johan.- Odparłam- A co?
-Nic, nic. Myślałam, że może wyszłybyśmy po jakieś repetytoria albo dodatkowe książki do ćwiczeń angielskiego?- Zaproponowała
-Hm. Wiesz, że to dobry pomysł? Poproszę go, aby nas podwiózł do księgarni.- Postanowiłam
-Fajnie. A kim tak właściwie jest ten no... Na J...- Była zakłopotana, że nie zapamiętała imienia Johana
-Johan? To mój chłopak.- Wytłumaczyłam najprościej jak potrafiłam
-Och, masz już chłopaka?- Wydawała się lekko speszona, lecz zaraz zdecydowanie powróciło na jej twarz- Miło mi będzie go poznać.- Uśmiechnęła się, a ja wiedziałam, że Johanowi spodoba się moja koleżanka, stylem bardzo przypominała mnie za czasów liceum, a to przyciągało jego uwagę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz