sobota, 15 kwietnia 2017

Rozdział 6

Kwiecień

Carrie
Nadszedł czas ferii wiosennych, za co byłam wdzięczna niebiosom. Na studiach aż tak strasznie nie było, ale przyda mi się chwila, żeby odsapnąć no i odwiedzić Paryż. Tęsknię za Jenn, za rodzicami, za moimi znajomymi, za miejscami, no i... Nieważne. W każdym razie cieszę się, że czas świętego spokoju wreszcie nadszedł.
Obudziłam się na moim chłopaku, który wyglądał  niemal jak młody heros. Wstałam cichaczem i szybko pognałam do łazienki, aby nie spóźnić się na samolot, który odlatywał o ósmej nad ranem. Odbyłam poranną toaletę i spakowałam kosmetyki do kosmetyczki. Szybko ją zgarnęłam i upchałam ją do walizki, która była wypełniona ciuchami i upominkami dla moich bliskich. Niewiele czasu zostało mi na pożegnanie się z chłopakami, niestety. Zeszłam sprintem na dół, gdzie czekała mnie bardzo miła niespodzianka. Alan niemal nagi poruszał się po kuchni tak samo, jak po warsztacie i i pichcił mi właśnie omlet. Do tego zrobił mi kawę i oczywiście mały deser, bez którego by się nie obeszło.
- Wcześnie wstałaś, Słońce. - Zauważył przy czym pocałował mnie delikatnie w usta.
- Ja to ja, ale ty, Wielkoludzie. - Przytuliłam, a następnie usiadłam przy wyspie z nogą podłożoną pod drugą.
- Oto twoje śniadanie, księżniczko. - Zasalutował wraz z jedzeniem .
- Dziękuję, mój książę. - Podziękowałam z szerokim uśmiechem na ustach.
- Masz jeszcze pół godziny do wyjścia, więc wcinaj ile wlezie, abyś miała na później siły, skarbie.
- Dziękuję, że się o mnie tak martwisz, ale wpierw sam zjedz, żebyś mi nie padł potem.
- Ja już jadłem, jak się szykowałaś.
- Nie wkręcaj mnie, bo wiesz jak skończysz. - Zagroziłam żartobliwie.
- Już się ciebie boje, Maleństwo.
- A powinieneś. - Ostrzegłam i usiadłam na jego kolanach, aby go obdarzyć pełnym namiętności pocałunkiem.
- Wciąż mnie zadziwiasz. - Wypowiedział te słowa w me usta i obdarował mnie swymi wargami, które teraz wyznaczały drogę na mojej szyi...

Jenny
Ciągle nawiedza mnie to w snach. Moment wyjazdu Johana na front był dla mnie dosłownie szokiem. Teraz jakoś próbuję żyć ze świadomością, że nie ma go obok mnie. Na szczęści utrzymujemy kontakt poprzez korespondencję, ponieważ zabronili mu zabierać ze sobą telefon. Szczerze to podoba mi się to całe pisanie listów. Jest tylko jedna wada: czasami listonosz się spóźnia, a to przyprawia mnie wariacje i przeróżne spekulacje, a to dla mnie niezdrowe. Tak, jestem w szóstym miesiącu ciąży i jestem dumna ze swojej decyzji. Co prawda tata na początku odnosił się do tego sceptycznie, ale ostatecznie ucieszył się na wiadomość, że zostanie dziadkiem, tak samo jak nasi sąsiedzi, czyli rodzina Johana. Carrie była na początku zdziwiona, ale ostatecznie cieszyła się razem ze mną i moją rodziną. Jednak największym problemem okazało się chodzenie na uczelnie. Przez jakiś czas ludzie wytykali mnie palcami, że się puściłam i wpadłam, ale to nieprawda. Nauczyciele oraz moi najbliżsi znajomi znają okoliczności, które towarzyszyły podjętej przeze mnie decyzji. Reszta uczelni mnie nie obchodzi, niech sobie mówią o mnie co chcą. Co miesiąc chodzę z Małą na wizyty kontrolne i jak na razie jest wszystko w porządku.
Jeszcze nie mówiłam Johanowi o ciąży. Zawsze kiedy piszę do niego list, nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, które opisałyby moje szczęście i w ogóle całą radość. Jeszcze nie wiedziałam jakie imię jej nadamy, ale gdzieś w głębi siebie miałam nadzieję, że Johan wróci i będziemy mogli oboje razem coś wymyślić. Jak na razie razem z tatą i z delikatną pomocą finansową oraz fizyczną ze strony Jeagerów udało nam się kupić i złożyć łóżeczko dla Małej, które teraz stoi w moim pokoju. Allie zadbała o zakup butelek do picia i smoczków, a Greta pomagała mi w wyborze śpioszków i ubranek. To był dopiero szósty miesiąc, a ja byłam zaopatrzona we wszystko, co było mi potrzebne. Tylko brakowało ojca dziecka...
Mała co raz to żwawiej poruszała się w moim brzuchu, który niemiłosiernie urósł i stał się bardziej okrągły. Osobiście przyznaję: pierwsze dwa miesiące były najgorsze. Co kilka godzin biegałam do łazienki, z lodówką nie rozstawałam się ani na sekundę, a moje wymagania kulinarne stawały się dosłownie nie do pomyślenia, aż sama sobie się dziwiłam. Mniej więcej w czwartym miesiącu doszedł ból pleców, ale i poczułam jej pierwszy ruch. Doprawdy, ciąża jest czymś niezwykłym w życiu kobiety. Od niedawna zaczęłam sprawdzać jaki gatunek muzyczny pasuje mojej Malutkiej. Z moich badań wynika, że nie lubi jazu, popu i muzyki klasycznej, a wręcz uwielbia Nickelback- ulubiony zespół Johana. Zawsze przy dźwiękach tej rockowej kapeli delikatnie się porusza w rytm muzyki, co czasami sprawia mi łaskotki.
Moi wykładowcy powiedzieli, żebym w dziewiątym miesiącu już nie przychodziła na uczelnię, tylko przygotowywała się do porodu. W wakacje obiecali, że nadrobią ze mną materiał.
No, ale już mniejsza o mnie. Jest jeszcze jeden powód, który sprawia, że potrafię skakać po pokoju jak mała dziewczynka: Carrie wraca do Paryża na Wielkanoc, a co za tym idzie, będę mogła się z nią w końcu spotkać. Okropnie długo się nie widziałyśmy. Co prawda, gadałyśmy co jakiś czas przez skype'a albo pisałyśmy na fb, ale to nie to samo, co się spotkać i razem powygłupiać, jak w czasach liceum lub gimnazjum. Mamy wiele sobie do opowiadania. Najbardziej jestem ciekawa tego, co mi opowie nowego o swoim chłopaku- Alanie. Z jej opisu wynika, że jest bardzo wysoki i przystojny, ale osobiście uważam, że jest mało osób, które byłyby wyższe lub na równi wzrostem z Johanem. Mówiła, że jest spełnieniem jej marzeń: dba o nią, całuje, przytula, gotuje, podwozi na uczelnie. Jednym słowem ideał. Cieszyłam się, że w końcu zapomniała o kimś, kto zapomniał o niej, i wreszcie znalazła sobie odpowiedniego faceta...

Carrie 
Leciałam do domu dobre sześć godzin, a w tym czasie zdążyłam się wyspać, zjeść i jeszcze poczytać książkę w pakiecie ze słuchaniem muzyki. Ciężko było mi usiedzieć w miejscu, bo już nie mogłam doczekać się, aby zobaczyć bliskich, a szczególnie Jenn z brzuszkiem, którego będę chrzestną matką. Wieść o ciąży przyjaciółki na początku mnie zmartwiła, bo przecież jest bardzo młoda a Johana nie ma, ale nie mam wątpliwości, że będzie świetną matką, byle tej kruszynki nie za mocno rozpieszczała, gdy się urodzi. Co prawda zostały jej trzy miesiące do porodu, ale powinna nadal na siebie bardzo uważać i najlepiej w ogóle się nie stresować, no ale jak ma się nie martwić, gdy jej ukochany a zarazem ojciec dziecka jest na misji. 
Moi rodzice nic nie wiedzieli o moim tygodniowym powrocie, gdyż postanowiłam ich zaskoczyć i zrobić niespodziankę, z której, mam nadzieje się ucieszą. Trzymam kciuki za tym, aby nigdzie nie wyjeżdżali, chociaż najprawdopodobniej bym o tym wiedziała pierwsza. 
Podróż taksówką nie trwała więcej niż pół godziny, więc byłam pod domem wpół do piętnastej. Samochody stały na podjeździe, więc miałam duże szanse na to, że na nich trafię. Drzwi były otwarte, co świadczyło o obecności moich rodzicieli w ich opactwie. Zostałam niezauważona do chwili, gdy po cichaczu przytuliłam się do rodziców, którzy akurat oglądali telewizję. 
- Niespodzianka! - Odparłam i ucałowałam oboje w policzki. 
- Carrie! - Wyglądali na szczęśliwych z powodu mego powrotu. - Jak miło, że nas odwiedziłaś, myszko. - Wzruszyła się mama. 
- Aniołku, jak cudownie, że z nami jesteś, mama zaczynała powoli wariować. - Poskarżył się tata z nutą żartu w głosie. 
- Nie prawda! - Oburzyła się mama i pacnęła tatę w bicka, który powrócił do niego po latach. 
- Pójdę na trochę do siebie, a potem do was zejdę. Dobrze? - Zaproponowałam na co rodzice przystali. 
- Idź się rozpakuj i odśwież, na pewno jesteś zmęczona podróżą. 
Tata wciągnął moją ciężką walizę na górę, a następnie przytulił mnie i odszedł na dół, za to ja rozglądałam się po moim pokoju, w którym nie byłam od czasów wakacji. Nic się tu nie zmieniło, wszystko było po staremu poza faktem, że ja tu się zmieniłam. Nie jestem taka jak dawniej i moje życie nie jest takie jakie było zanim doszło do nieszczęsnego wypadku Aidena i naszego zerwania, o którym się dowiedziałam od swojej następczyni, nowej narzeczonej mego ukochanego. Może teraz są małżeństwem, nie wiem. Jestem świadoma tego, że nie powinnam w ogóle o tym myśleć, gdy mam tak wspaniałego i kochającego chłopaka jak Alan. 
Rozpakowałam soje graty i wykończona położyłam się na łóżko. Cudownie było wrócić tam, gdzie się zaczynało, a szczególnie wspaniale było wrócić do tego łóżka, które kochałam nad życie. Tęskniłam za nim i za tą miękkością oraz wygodą w trakcie spania. Powinnam jeszcze zadzwonić do Jenn, aby jeszcze i o mnie się nie martwiła, ale jak na razie nie miałam siły i chciałam posiedzieć sama w swojej samotni, mimo że na dole siedzą moi rodzice i najprawdopodobniej się teraz miziają. Zdobyłam się jednakże na wystukanie SMS-a, gdzie zwarłam fakt że już jestem w domu i że zadzwonię do niej później.
Obudziłam się koło szóstej po południu, gdy poczułam zapach jakiegoś smakowitego jedzenia, które przyrządzała moja mama. Z dołu mogłam usłyszeć różne glosy, które nie tylko należą do moich rodziców. Rozpoznałam głos Jenn oraz kilku innych moich znajomych. W gronie gości był też na pewno pan Julian oraz jego małżonka, z którą chyba się zszedł, bo wyłapałam słowo na "k" i to na pewno nie te wulgarne, a romantyczne. Nie pochodziło ono z ust ani mych rodziców ani mych znajomych, więc pozostawała tylko jedna opcja. 
Ogarnęłam trochę swój wygląd i truchtem zeszłam na dół, gdzie wszyscy krzątali się po kuchni i pomagali mojej mamie w robieniu jedzenia, nawet Jenn, która za Chiny nie umie gotować. Zawsze albo coś spali albo coś nie dogotuje, w przeciwieństwie do jej chłopaka.

Jenny
Po dowiedzeniu się, że Carrie już wylądowała, postanowiłam złożyć jej małą wizytę. No dobra, my, bo jeszcze moje Maleństwo. Gdy przybyłam na miejsce, drzwi wejściowe otworzyła mi mama Carrie, mówiąc, że przybyłam jako pierwsza. Postanowiłam odrobinę jej pomóc w niektórych pracach. Niebawem dołączyli do nas inni znajomi Carrie, których większość znałam. Kiedy nasza gwiazda wieczoru w końcu zeszła na dół, powitaliśmy ją radośnie, a następnie przystąpiliśmy do jedzenia obiado-kolacji. Wszystko zjadłam, a pani Swan jeszcze wciskała mi dokładkę mówiąc, że to ,,dla dziecka", ale nie dałam się namówić. Kiedy zakończyła się oficjalna część wieczoru, większość ludzi się ulotniło, lecz ja pozostałam, aby z nią chociaż przez chwilę pogadać na osobności. Miałam jej tyle rzeczy do powiedzenia, że już dłużej nie potrafiłam wytrzymać. Na deser podano ciasto czekoladowe, które o dziwo nie smakowało mi... Moje ulubione ciasto pierwszy raz w życiu mi nie smakowało... Tak, to się nazywają uroki ciąży. Zdarza się, że czasami jem coś, co przenigdy w życiu bym nie zjadła, a czasami sama myśl o np. pizzy sprawia, że mam ochotę zwymiotować.
W końcu wszyscy porozchodzili się do swoich domów, tylko ja zostałam. Carrie sprawiała wrażenie jeszcze bardziej zmęczonej niż po przylocie. Gdybym jej nie znała, powiedziałabym, że po prostu źle się czuje, ale wiedziałam, że tak na prawdę nie znosiła zbyt tłumnych i oficjalnych spotkań towarzyskich. Prócz dyskotek i potańcówek szkolnych oczywiście.
Nareszcie miałyśmy chwilkę dla siebie:
-No to opowiadaj, jak było we Włoszech?- Zapytałam ciężko siadając na łóżku mej przyjaciółki
- No a co tu dużo gadać. Sama wiesz... - Odpowiedziała siadając obok mnie.
-Już ty dobrze wiesz co.- Zaśmiałam się- Jak tam u pana idealnego?
- Wciąż jest idealny. Czasem aż za bardzo. Myślę, że on nie ma żadnych wad, co jest przerażające chwilami.
- Na pewno ma jakieś wady.- Upierałam się.- Tylko je dobrze ukrywa.
-Wydaje mi się, że to niemożliwe. Jest po prostu idealny w każdym calu. Jakbyś go spotkała, pewnie byś go nie rozgryzła.- Odparła
-Możliwe. Ale nie wierzę, że po pijaku zachowuje się jak aniołek.- Wyszczerzyłam się w głupkowatym uśmiechu
-Zdziwiłabyś się. No, ale już mniej o nim. Jak tam moja chrześnica?
-Wszystko u niej dobrze.- Pogłaskałam się po brzuszku- Od czasu do czasu kopie, co oznacza, że aż ją świerzbią nóżki, żeby wyjść i pobiegać.
-A ty byś biegła za nią.- Zaśmiała sie, a ja razem z nią.
-Prawda.- Zgodziłam się- A ty byś za swoim dzieckiem nie biegała?- Odparłam
-Ja nie będę miała dzieci.- Odpowiedziała niemal mechanicznie
-Akurat! Prędzej czy później będziesz miała dzieci.
-Albo dziecko. Ale to mało prawdopodobne.- Nadal się broniła
-Nie rozumiem cię.- Skrzyżowałam ręce na piersi
-Bo jesteś w ciąży. A ciąża to stan umysłu i ty już dobrze o tym wiesz.- Wybuchnęłyśmy obie śmiechem.
Jeszcze przez chwilę pogadałyśmy o mojej ciąży, życiu i odrobinę się pośmiałyśmy. Tata Carrie zaproponował, że mnie odwiezie do domu, z racji na to, że jestem brzemienna, a cały ród Swan nie chce mieć na sumieniu martwej przyjaciółki oraz jej nienarodzonej córki.
Wróciłam do pustego domu, ponieważ tata nadal siedział w warsztacie i dorabiał. Odkąd Johan wyjechał, ja straciłam osobę, którą kocham, a mój tata swojego pomocnika. Teraz miał więcej na głowie, przez co dłużej pracował. Zamknęłam drzwi wejściowe na klucz i zaszyłam się w swoim pokoju. Pomimo zaproszeń rodziców Johana, nadal pozostawałam u siebie w domu. Jakoś nie miałam ani ochoty, ani siły na odwiedziny. Wolałam sama poleżeć w swojej samotni i zastanowić się nad swoim życiem.  Nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam, a śnił mi się ON.

piątek, 14 kwietnia 2017

Rozdział 5

Carrie
Nastał kolejny dzień, który miałam niemal zapakowany różnego typu zajęciami. Nie było tak strasznie, ale najlepiej też nie było, ale wciąż miałam zapał i energię z wczorajszego dnia. Czułam się wspaniale i mimo, że późno miałam wrócić, nie załamywałam się tym, bo pocieszała mnie myśl, że jak wrócę, spędzę wspaniale czas z chłopakiem, któremu na mnie zależy, i który o mnie dba. Jednym słowem: chłopak ideał. Lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć.
W sumie każda by takiego chciała, z którym może o wszystkim pogadać i swobodnie się przy nim czuć. On jest wspaniały, a ja na niego nie zasługuję, ale jestem wdzięczna losowi za to, że go poznałam .
Szybko wyrobiłam się do wyjścia i postanowiłam zrezygnować ze środka transportu. Miałam jeszcze godzinę do zajęć, więc bez problemu mogłam się wyrobić pieszo i to jeszcze spacerkiem. Wsadziłam słuchawki do uszu i włączyłam najnowszą piosenkę Ed'a pod tytułem Shape Of You i ustawiłam zaokrąglanie.
Na swojej drodze napotkałam mego przyjaciela, który był cały w skowronkach.
- Hej, Szopenie. Jak wczorajsze ran de wu? - Zapytałam się.
- Hej, Picasso. Powiem ci, że było całkiem nieźle.
- Nie owijaj w bawełne.
- No a co ja będę ci mówił, skoro ty i tak już wiesz.
- Ja wiem swoje, ale chcę wiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło.
- Kobieto, wydarzyło się to, co sądzisz, że się wydarzyło.
- A ić ty. Nie ma z tobą zabawy. - Stwierdziłam i się zaśmiałam.
Maszerowaliśmy resztę drogi wspólnie i gadaliśmy o przeróżnych głupotach. Gdy doszliśmy na miejsce, pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoje strony.

Jenny
Rano zaspałam na wykład, a na domiar złego Johan okropnie się czuł i od rana, zrezygnowawszy z pójścia do szkoły, skakałam nad nim, aby mu pomóc we wszelkich czynnościach. Miał podwyższoną temperaturę i był strasznie rozpalony. Robiłam mu chłodne okłady, a nawet pobiegłam do apteki po leki. Pominę już fakt, że wydałam na nie fortunę... Mój chłopak leżał u mnie w łóżku i mamrotał coś pod nosem. Oczywiście tata miał niemałe obawy przed zostawieniem nas samych, ale zapewniłam go, że wszystko będzie w porządku, a poza tym jesteśmy dorośli:
-Jenn.- Zawołał mnie Johan
-Słucham?
-Gorąco.- Mruknął i kopnął kołdrę, która spadła na podłogę; zrezygnowana podniosłam ją z ziemi i rzuciłam obok niego na łóżko
-I co ja mam z tobą teraz zrobić?- Zapytałam załamującym się głosem; próbowałam niemalże wszystkiego, aby zbić temperaturę, ale nic z tego. Padałam z nóg. Była już dwunasta, a ja teoretycznie nie zrobiłam niczego pożytecznego. Pozostało mi jedynie liczyć na ostateczność. Wyjęłam z kiszeni spodni telefon i wybrałam numer:
-Halo?- Odpowiedział mi głos po drugiej stronie
-Cześć Allie, masz chwilkę?
-Och, Jenn. Oczywiście, coś się stało?
-Johan źle się czuje i nie wiem co mam z nim zrobić.- Poskarżyłam się matce Johana
-Poczekaj na mnie. Za kilka minut będę.
-Drzwi są otwarte i dziękuję.- Odparłam. 
I faktycznie po kilku chwilach Allie, we własnej nieustraszonej osobie, stała obok mnie i z politowaniem patrzyła na starszego syna:
-Aj, Johan. Es sieht nicht gut.- Powiedziała kręcąc głową- I mówisz, że wypił butelkę wódki?- Zwróciła się do mnie
-Noo, nie jestem pewna, ale jedną to na pewno wypił.- Zapewniłam i w tym samym czasie zabrzmiał dzwonek do drzwi- Otworzę.- Odparłam i ruszyłam na dół.
Ktoś starał sie jak najszybciej dostać do drzwi, ponieważ tak rozpaczliwie walił, aż myślałam, że moje drzwi tego nie wytrzymają:
-Tak?- Otworzyłam je, a wtedy na moją szyję rzuciła się Ema
-Dziękuję!!!- Krzyczała
-Eem, za co?- Zapytałam lekko zbita z tropu
-Noah...- Zaczęła-... I ja... Jesteśmy ze sobą.- Wykrztusiła tuląc się do mnie
-Wow, to fajnie.- Odparłam nie wiedząc co robić. Nagle w drzwiach pojawił się zupełnie obcy mi mężczyzna. Zamarłam. Był on ubrany w mundur wojskowy, a w dłoniach trzymał list...:
-Ekhem.- Chrząknął, a Ema odskoczyła ode mnie
-Słucham.- Zebrałam się w sobie i odezwałam się
-Czy zastałem Dżohana Dżagera?- Miał problemy z przeczytaniem imienia i nazwiska mojego chłopaka; poczułam, że moje obawy zaczynają być rzeczywiste. Chłopak, który stał przede mną mógł mieć około dwudziestu pięciu lat. Jego jasne włosy były krótko ostrzyżone, a w błękitnych oczach widziałam zmieszanie. Już chciałam odpowiedzieć, że nie, ale moja wewnętrzna uczciwość nie pozwoliła mi na to:
-Tak, ale nie czuje się dobrze.- Odpowiedziałam uprzejmie
-W takim razie mogłabyś mu to przekazać?- Zapytał podając mi kopertę- Byłem w domu na przeciwko, ale odprawiono mnie tutaj.
-Rozumiem.- Spojrzałam na to, co trzymałam w dłoniach, a moja twarz sposępniała
-Nie martw się.- Pocieszył mnie chłopak- Na pewno do ciebie wróci.- Posłał mi ciepły uśmiech i zniknął...

Carrie
Zajęcia zakończyłam dosyć późno, więc postanowiłam zamówić sobie taksówkę. Nie uśmiechalo mi się iście pieszo o takiej porze, mimo że Wenecja to piękne i wspaniałe miasto. Nie wiadomo jakie niebezpieczeństwa czekają na ulicy samotną dziewczynę. W każdym razie miałam już w głowie przestrogi taty i mamy. O świętości, jak ja za nimi tęskniłam. Za jedzeniem przyrządzanym przez mamę, za niezdarnością taty i tych ich mizianiach na kanapie i nie tylko. Czasem żałuję, że ich opuściłam wyjeżdżając na studia, ale wiem, że dobrze zrobiłam. Teraz, mimo że nie widuję ich codziennie, mogę z nimi rozmawiać przez skype'a oraz telefon, no i zawsze będę mogła ich odwiedzić we Francji.
Kiedy dojechałam na miejsce, mogłam usłyszeć muzykę oraz tłum ludzi w gratisie ze światłami. Ktoś tu miał dobrą zabawę, no nie powiem, że nie. Jak tylko weszłam, poczułam zapach alkoholu i skrętów. Cała masa ludzi tańczyła,  a jakaś część całej zbiorowości obściskiwała się pod ścianami i najprawdopodobniej w pokojach.
- Wróciłaś, Malutka. - Poczułam dłonie na swoim brzuchu i szmer powietrza wypuszczanego przy moim uchu.
- Wróciłam, Wielkoludzie. - Odwróciłam się i ucałowałam usta chłopaka.
- Jak widzisz mamy tu małą imprezę i może chciałabyś się przyłączyć do nas? - Zaproponował swoim seksownym głosem przygryzając lekko płatek mego prawego ucha.
- Mmm, zastanowię się. - Odpowiedziałam, na co dostałam odpowiedź nie do odrzucenia, gdyż zostałam obdarzona namiętnym pocałunkiem. - Zastanowiłam się i się zgadzam.
- No to miodzio.- Powiedział i pociągnął mnie za sobą w wir roztańczonych par i ocierających się o siebie studentów. 
Tańczyłam z nim do upadłego, piłam alkohol, ale nie paliłam, a mimo to zabawa była świetna. Od dawna tak wspaniale się nie czułam z chłopakiem. Potrafił mnie rozśmieszyć i wzruszyć,ale mam nadzieję, że nie potrafi mnie doprowadzić do łez, bo już zbyt wiele wylałam ich z powodu chłopaka. Aż nazbyt wiele. Ciekawa jestem ilu chłopaków płakało kiedykolwiek z powodu dziewczyn...


Jenny
Kiedy chłopak zniknął, osunęłam się na podłogę i gniotąc list zaczęłam płakać. Johan miał wezwanie do wojska i to stało się faktem. Francja, co jest bardzo dziwne, wspiera armię USA w Afganistanie i teraz brakuje im zdolnych fizycznie mężczyzn. Łzy leciały mi strumieniami. Ema nie wiedziała co ze mną zrobić, w ogóle nie rozumiała co się przed chwilą stało i mogła tylko stać nade mną. Po kilku sekundach Allie zawitała na dole:
-Boże, Jenny. Was ist passiert?- Zapytała przytulając mnie do siebie
-Oni chcą go zabrać.- Z mojego gardła potrafiłam wydobyć jedynie ochrypły szept
-Kto chce kogo zabrać?- Padło kolejne pytanie
-Johan...- Słowa same więzły mi w gardle- Johan idzie na front.- Jeszcze bardziej się rozpłakałam, a ona dostrzegła w moich dłoniach pogniecioną kopertę. Ze spokojem ją otworzyła i przeczytała zawartość. Miałam rację. Francuskie wojska potrzebują wsparcia i wzywają Johana Jeagera do obowiązkowej służby wojskowej w Afganistanie. Po twarzy Allie pociekły łzy, a ja jak przez mgłę zauważyłam, że Ema zniknęła. W sumie cieszyłam się z tego, że poszła. Nie potrafiłam cieszyć się jej szczęściem, kiedy moje szczęście właśnie otrzymało darmowy bilet w jedną stronę...
Po jakichś kilku godzinach rozmowy ze sobą, wdrapałyśmy się z mamą Johana na samą górę i zajrzałyśmy do niego. Spał. Allie szepnęła do mnie, że udało jej się zbić temperaturę i teraz powinien się lepiej czuć. Miałam taką nadzieję, ponieważ bolało mnie samo patrzenie jak się z tym męczył. Położyłam się obok Johana i się do niego przytuliłam. Było mi okropnie smutno. Nie wiedziałam, że on może dla mnie AŻ tyle znaczyć. Był całym moim życiem, jedynym powodem, dla którego miałam ochotę wstać z łóżka lub wrócić do domu. Teraz mogłam ten powód stracić, a właściwie to już straciłam. Co prawda chłopak dający mi wezwanie był dosyć przekonujący, ale ja wiedziałam, że to jest jedynie pusta obietnica, coś co chciałabym, by było rzeczywistością. Leżałam wpatrując się w jego spokojną twarz. Była piękna. Wszystko w niej było idealne. Usta, nos, brwi, rozmieszczenie oczu, jego ciemne rzęsy. Pogłaskałam dłonią jego policzek. Był ciepły, ale nie rozpalony, i przyjemny w dotyku. Zapragnęłam mieć go na wieki. Aby na zawsze był ze mną i tylko ze mną. Może i jest to samolubne z mojej strony, ale zbyt bardzo go kocham, aby pozwolić mu tak po prostu odejść. Tak, kocham go i się tego nie wstydzę.
Nagle Johan otworzył swoje niebieskie oczy, którym mogłam się dokładnie przyjrzeć z bliska. Zazwyczaj tego nie robię, bo po prostu jestem za niska i jestem jedynie w stanie dojrzeć, w która stronę spogląda:
-Coś się stało?- Zapytał sennym głosem i mnie objął
-Nie, nic. Śpij.- Znów pogłaskałam jego policzek
-Płaczesz.- Stwierdził, a ja odwróciłam wzrok- Jenn, powiedz mi, co się dzieje?
-Powiedziałam, że to nic.- Wytarłam łzy- Przepraszam, że cię obudziłam.
-Nic się nie stało. A teraz mówię poważnie: Jennifer, masz mi powiedzieć, dlaczego płaczesz.- Nakazał podnosząc się do pozycji siedzącej
-Zejdź na dół.- W moich oczach znów pojawiły się łzy, a Johan zerwał się z łóżka i ruszył na dół po schodach.
Po kilku chwilach również schodziłam po schodach mało co z nich nie spadając. Całe pole widzenia miałam rozmazane, a oczy piekły mnie niemiłosiernie. Zajrzałam do kuchni. Allie siedziała przy stole, a Johan opierał się o blat kuchenny, na którym spoczywało wezwanie. Oparłam się o ścianę i patrzyłam na niego. Jaka będzie jego reakcja? Co zrobi? Nie spodziewałam się tego ani ja, ani Allie. Johan po prostu wyprostował się i opatrzył na nas obie. Spojrzał każdej z nas w oczy i na swój sposób powiedział ,,będzie dobrze, nie musicie się o mnie martwić". Ale ja wiedziałam, że będę umierać nie tyle z tęsknoty, co ze strachu przed jego utratą.
Najpierw podszedł do Allie i ją przytulił. Wymienili między sobą szepty, a ona wspięła się na palce i ucałowała jego czoło:
-Przyjdź jutro do domu.- Poprosiła odchodząc
-Przyjdę.- Obiecał z delikatnym uśmiechem, który miał podnieść ją na duchu.
Gdy zostaliśmy sami w domu, Johan nie wytrzymał i niemalże podbiegł do mnie i pochwycił w swoje ramiona, jakby to mnie wysyłali na front, a nie jego. Objęłam go najmocniej jak tylko potrafiłam i zaczęłam szlochać. Głaskał moje plecy i całował po szyi, aby mnie uspokoić. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się w moim pokoju, a ja leżałam na łóżku. On stał nade mną i wpatrywał się we mnie nie wiedząc, co ma zrobić. Pociągnęłam nosem, a następnie pozbyłam się bluzki, potem spodni, aż w końcu zostałam z bieliźnie. Spojrzałam na niego błagalnie, a on już wiedział o co mi chodzi. Również się rozebrał i położył obok mnie. Wpatrywaliśmy się w siebie tak długo, że nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się całować. Były to namiętne i głębokie pocałunki, które sprawiły, że z każdą sekundą byliśmy co raz bardziej rozpaleni. Poczułam, że jestem gotowa to zrobić, więc obdarowałam go delikatnym pocałunkiem, a on przeszedł do działania. Robił to powoli, ostrożnie, tak, żeby mnie nie bolało. Bardzo się starał, czułam to. Oboje oddychaliśmy ciężko, niepewni, czy to co robimy, jest słuszne, ale ja wiedziałam, że pewnej części jego nie mogę stracić. Po prostu nie potrafię...

Carrie
Zabawa trwała na całego do później nocy, a bynajmniej nikt się nie skarżył na jakieś niedogodności. Prawie nikt, no bo któż mógłby mieć pretensje poza mną, gdy ktoś zalicza numerek w moim pokoju na moim łóżku i wydaje takie odgłosy, jak chóry anielskie podczas orgii. Tak, wiem, że to dziwnie brzmi, ale dla mnie akurat idealnie wpasowuje się w sytuację. Jedyna wolna sypialnia należała do Alana, ponieważ tylko jego była zamknięta na klucz, a klucz był przechowywany u najlepszego strażnika, czyli u niego samego. Byłam zmęczona pobłażliwie mówiąc, bo tak naprawdę padałam na twarz, a głowa mnie tak bolała, że myślałam iż mam bombę zegarową zamiast mózgu, tylko że w formie papki, a nie ciała stałego. 
Wyruszyłam na poszukiwania mego chłopaka, bo chyba mogę go tak nazwać zważając na kilka faktów. Po pierwsze, całowaliśmy się, po drugie, powiedział, że mnie pragnie, a po trzecie, spaliśmy ze sobą. I to naprawdę SPALIŚMY, obyło się bez miziania, chociaż i tak pod kołdrą miałam dostęp do jego kaloryfera, który polecam pomacać, bo jest co. 
- Alan! - Krzyknęłam do chłopaka, gdy go w końcu znalazłam. 
- Coś się stało, Malutka? - Zapytał się zmartwiony patrząc na mą twarz, która już pewnie wyglądała okropnie no i na pewno miałam rozmazany makijaż, co było masakryczne w każdym calu. 
- Jestem padnięta, nie mam siły, a w moim pokoju ktoś się pie***y. - Pożaliłam się. 
- Jak chcesz to możesz się u mnie dzisiaj przespać. Będę grzeczny. - Obiecał, dając przy tym kuszącą propozycję odpoczynku może i nawet w jego ramionach. - Jak chcesz to mogę się przespać na podłodze. - Kontunuował. 
- Nie, nie, nie. Nie będziesz spał mi tu na podłodze. Jak coś to albo ze mną na łóżku, albo wcale. 
- Mmm, kusząca propozycja. Czyli się zgadzasz? 
- No jasne, przecież po to do ciebie przyszłam, Głuptasie. - Ucałowałam jego usta i odebrawszy od niego klucz, popędziłam do pokoju chłopaka,  gdzie zamierzałam się w końcu przespać w jednej z jego ogromnych bluzek. 
Impreza trwała jeszcze koło dwóch godzin, a ja w tym czasie usiłowałam zasnąć, ale niestety kiepsko mi to wychodziło. Dopiero jak poczułam gorące ciało Alana, poczułam się bezpiecznie i przytulona do niego odpłynęłam w objęcia Morfeusza...

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Rozdział 4

Jenny
Nadszedł poniedziałek, co oznaczało, że wykłady mam dopiero od 11:00. Właśnie się przebudziłam, bo coś, a raczej ktoś przygniatał mnie swoim sadłem do łóżka, tym samym odcinając dostęp do tlenu:
-Johan, grubasie, złaź ze mnie.- Wychrypiałam; cholera, znowu zbliża się jesień, a mój głos w tym czasie przeżywa rewolucję...
-Daj mi jeszcze chwilkę.- Zamruczał; ja leżałam na plecach i w dodatku na samym dole, a on twarzą do mnie i jeszcze do tego był na górze. Cóż, jedyne co mogę powiedzieć to to, że ta sytuacja nie dzieje się po raz pierwszy i już wiem jak sobie z tym radzić:
-Johan, kochanie.- Zagruchałam słodkim głosikiem, może nawet aż za słodkim, a on otworzył oczy i zaczął się we mnie wpatrywać, co oznaczało, że złapał przynętę
-Dobrze się czujesz?- Zapytał patrząc podejrzliwie
-Nie wiem, chyba od braku tlenu troche pomieszało mi się w głowie.- Posłałam mu szeroki uśmiech i się delikatnie uniosłam, aby go pocałować, a on prawie że zeskoczył ze mnie i wylądował na podłodze; zaczęłam się zanosić zaraźliwym śmiechem:
-Zawsze działa.- Śmiałam się dalej, a on w tym czasie znów wrócił na swoje miejsce, lecz tym razem się nie kładł, a oparł się na łokciach tak, że jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej:
-Jesteś okrutna.- Oznajmił z udawanym smutkiem
-Nie aż tak jak ty.- Skrzyżowałam ręce na piersi- Ja ciebie nie przygniatałam do łóżka przez całą noc.- Prychnęłam
-To już wiesz jak ja sie czuję, kiedy ty śpisz na górze.- Wyszczerzył się
-O ty chamie!- Stuknęłam go pięścią w pierś, a on się tylko zaśmiał- Nie ważę tyle ton co ty!
-Ale jesz tyle co ja.- Cmoknął mnie w usta
-Kłamca.- Oddałam mu całusa, chociaż wcale na niego nie zasługiwał
-Moja złośnica.- Wsunął swoją rękę pod moje plecy, po czym podniósł mnie z łóżka, przycisnął do siebie i sam się położył na moim miejscu. W końcu byłam na górze, a on na dole. Co za ulga...
-O wiele lepiej.- Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i wzięłam duży chust powietrza
-Och, Jenn, przygniatasz mnie.- Sparodiował mój głos
-Idiota.- Wysyczałam mu w twarz i spróbowałam się wyrwać
-Ej, ej. Gdzie ty mi tu uciekasz? Poranek się dopiero zaczął.- Wzmocnił swój uścisk
-Odwal się. Nie rozmawiam z tobą.- Udałam obrażoną
-Oj kochaaanie...
-Powtórz to, a więcej tutaj nie wrócisz.- Zagroziłam, a mój głos przybrał bardziej poważny ton
-No nie mów, że nadal cię to irytuje.- Był rozbawiony
-Możliwe.
-Możliwe jest to, że na wakacje zabiorę cię do Niemiec.- Uśmiechnął się tak uroczo, że oddałabym wszystko, żeby mu teraz zrobić zdjęcie i ustawić je sobie na tapecie w telefonie
-Pewnie tęsknisz za Niemcami?- Zgadywałam
-Nie aż tak, jak ty za Norwegią.- Zaśmiał się- Po prostu chciałbym zobaczyć kilka miejsc i odwiedzić paru dawnych znajomych.
-Rozumiem.- Odparłam; na serio wiedziałam co czuje- No, trzeba już wstawać.- Przerwałam ten temat- Założę się o swoje śniadanie, że jest już po jedenastej.
-A co jeżeli nie masz racji?
-Wtedy zjem twoje śniadanie.- Wyszczerzyłam się, a on przycisnął mnie do siebie i zaczął intensywnie całować, przez co spowodował u mnie salwy radosnego krzyku, które zwabiły mojego tatę:
-Ej, dzieciarnia! Ciszej tam!- Zajrzał do pokoju, lecz kiedy żadne z nas nie zareagowało na jego widok, postanowił nie wytrącać się do naszych ,,zabaw"...

Carrie
 Gdy się obudziłam, nie byłam już przykryta kołdrą a męskim ciałem ,które należało do jednego z moich współlokatorów, czy Alana, który nic sobie nie robił z tego, że dzisiaj jest poniedziałek. Miał szczęście, że dopiero zaczynałam o trzynastej a kończyłam półtorej godziny później. Jakoś tak wyszło, że poniedziałek był moim niemal najlżejszym dniem w tygodniu biorąc pod uwagę weekendy, choć teraz dorabiałam czasem jako barmanka w sobotnie wieczory, bo dzięki temu miałam darmowe wejściówki no i oczywiście przybywało trochę kaski na koncie na większe szaleństwa typu nowy laptop, bo aktualny zaczyna mi się strasznie ciąć, co denerwuje mnie jak nie wiem. Oczywiście znalazłoby się parę rzeczy, które chciałabym sobie kupić,ale nie lubię wydawać pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. Nigdy nie wiadomo kiedy pieniądze się przydadzą. Gdybym miała na przykład chłopaka w Anglii to mogłabym mu zrobić niespodziankę i polecieć do niego...
Na samo wspomnienie Aidena łza zakręciła mi się w oku. Strasznie za nim tęskniła. Brakowało mi go cały czas we wszystkim co robię, ciężko jest żyć wiedząc, że miłość twego życia nie chce cię znać i znalazła sobie inną w trakcie tygodniowego wyjazdu za granicę. To straszne, że to teraz ja cierpię, a nie on. To on powinien rozpaczać, że mnie stracił, a ja powinnam się cieszyć, że mogę sobie znaleźć nowego i lepszego chłopaka, który prawdziwie mnie pokocha i nie będzie ze mną tylko dlatego, że będzie chciał mnie przelecieć. Powinnam latać po klubach jak szalona i cieszyć wolnością,a le tak nie jest. To ja cierpię a on jest szczęśliwy, to ja tęsknie, a on ma nową dziewczynę, to ja wypłakuje oczy a on się śmieję, to ja oddałabym życie żeby znowu z nim być, a on...  a on ma to gdzieś.
Obtarłam łzy zanim ktokolwiek mógłby zauważyć, że wypłakuje oczy myśląc o swojej przeszłości, która potrafi dobić człowiek ana cały dzień. Żeby sobie go nie psuć wstałam, związałam włosy w jako taki kok i pomknęłam do łazienki, w której stała wanna, oczywiście wraz z smartfonem, no bo jak tu brać kąpiel bez muzyki. Wzięłam ręcznik z bieliźniarki położyłam go na poręczy wanny tam, gdzie zamierzałam później ułożyć głowę. Nalałam gorącej wody i wsypałam kokosowe sole do kąpieli, po czym mój raj był gotowy...       


Jenny
Dalsza część dnia minęła strasznie szybko. Koło wpół do jedenastej zaczęłam się zbierać, po czym żegnając się z tatą i Johanem ruszyłam na przystanek autobusowy. Kiedy zawitałam na uczelni natknęłam się na Emę i Noah'a. Oboje siedzieli na ławce przed salą i o czymś dyskutowali. Już miałam zejść z ich pola widzenia, lecz Noah mnie dostrzegł:
-Jenn!- Krzyknął rozentuzjazmowany
-Noah!- Udałam, że się cieszę- Jak tam?- Podszedł do mnie
-Wszystko w porządku. Masz może czas po szkole?- Zapytał bez ogródek, a ja niemalże straciłam grunt pod nogami
-Um.. Nie wydaje mi się, wybacz..- Starałam się go w jakiś sposób spławić
-No to jutro.- Nie dawał za wygraną
-Jutro też nie mogę, ale za to Ema pewnie ma czas.- Puściłam do niej oczko, a ona się zarumieniła; Noah spojrzał na moją znajomą i zaczął ją oceniać wzrokiem
-Ema...- Zwrócił sie do niej, lecz urwał i, co mnie zdziwiło, zarumienił się- Masz dzisiaj czas po szkole?
-Ra-raczej tak.- Zająknęła się
-No to fajnie.- Stwierdził, po czym tak po prostu poszedł gdzieś
-Może chociaż ,,dziękuję"?- Zapytałam z rozbawieniem
-Jeszcze nie mam ci za co dziękować.- Odparła jakby z pretensją w głosie i skrzyżowała ręce na piersi
-O co ci chodzi?
-Już ty dobrze wiesz o co!- Naburmuszyła się
-Jeju, to nie moja wina, że...- Przerwała mi
-Że jesteś ode mnie ładniejsza? Że jesteś bardziej inteligentna i w jego typie?!- W jej oczach widziałam rządzę mordu
-Hej, Ema, uspokój się. Przecież was spiknęłam, więc czego ty ode mnie oczekujesz?
-Że mu w końcu powiesz, że masz już chłopaka! Nie wydaje mi się, że Johan będzie szczęśliwy, kiedy dowie się, że flirtujesz ze Szwedem!
-Nie... Chyba ty mu nie powiesz...- Przeraziłam się
-To odpuść go sobie.
-Ja nawet do niego nie zarywam. To tylko mój znajomy...
Dalej było tylko gorzej. Ema unikała mnie jak ognia, a Noah zrobił się jakiś dziwny. Na dodatek, kiedy wróciłam do domu, a miało to miejsce koło dwudziestej, tata oznajmił, że Johan wyszedł ,,do baru na piwo z kolegami":
-Po pierwsze: on nie chodzi do baru. Po drugie: on nie pije piwa. A po trzecie: on nie ma żadnych kolegów, poza mną i tobą.- Tłumaczyłam mojemu tacie
-Jenn, ja tam nie wnikam. Dzisiaj miał ciężki dzień w pracy. Był trudny klient i akurat zaatakował on Johana. Zaatakował słownie.- Sprostował
-Przecież Johan ma twardą psychike.- Odparłam
-Ma, ale gość potraktował go dosłownie jak śmiecia. Aż mi sie żal go zrobiło, więc wypuściłem go wcześniej...
-Boże, tatoo...- Szybko chwyciłam bluzę wiszącą na wieszaku i wyszłam z domu
-A ty gdzie?- Zawołał za mną tata
-Po tą zdradziecką żmije.- Krzyknęłam idąc w miejsce, do którego Johan zawsze chodzi, kiedy ma gorszy dzień i zwalony humor...


Carrie 
 Jak tylko wylazłam z wanny, było wpół do dwunastej, co znaczyło, że muszę powoli szykować się do wyjścia na uczelnię. Był dzisiaj upalny dzień, więc zdecydowałam się na krótkie szare szorty i biały top bez ramiączek, a do tego złoty łańcuszek ze znaczkiem nieskończoności. Był moim prezentem urodzinowym od mojego byłego, le za bardzo go kochałam wisiorek, żeby go wyrzucać a poza tym pasował niemal do wszystkiego. Nie wyrzuca się tak cennych rzeczy, dzięki którym stylizacja jest idealna. Z resztą nienawidziłam wyrzucać rzeczy, które nie są zniszczone, bo to marnotractwo pieniędzy, a ze mnie oszczędna dziewczyna, no chyba że chodzi o wodę do długich kapieli.
Zeszłam na dół, gdzie zastałam kartkę od Ericka, która głosiła, że dzisiaj ja robię obiad i że mam śniadanie w lodówce, które składało się z tortilli i skrzydełek z KFC, które kupił rano. robiłam sobie herbatę i zabrałam się za pałaszowanie mego posiłku. Gdy skończyłam jesć musiałam wychodzić, żeby zdążyć na zajęcia, a wtedy usłyszałam głos:
- Podwieźć cię? - Padło pytanie ze stony Alana.
- A mógłbyś?
- Dla mnie bez różnicy, o i tak będę przejeżdżał obok twej uczelni, ale tobie to raczej zrobi różnicę, więc jeszcze masz trzydzieści minut do wyjścia.
- Dzięki.
- A, miękka jesteś jak na poduszkę. -Odwrócił się do mnie w połowie drogi do łazienki i wypowiedział te słowa.
- To komplement? - Zapytałam się z uśmiechem na ustach.
- Oczywiście, Podusio. - Odrzekł i wszedł do pomieszczenia zwanego potocznie toaletą. 
Poszłam na chwilę do swojego pokoju po torbę i zgarnęłam przy okazji okulary przeciwsłoneczne, które miały uchronić mojej oczy przed promieniowaniem ultrafioletowym i posmarowałam ręce, dekolt i nogi kremem z filtrem, bo nie uśmiechało mi się łazić potem z oparzeniami słonecznymi. Przypomniało mi się jeszcze, że mam spotkanie z kolega z uczelni, więc na rękę było mi branie portfela, bo nieuniknione było to, że będę umierała z głodu, jak tylko skończą się zajęcia.
- Podusio, zaraz jedziemy. - Odezwał się z dołu Alan. 
- Już idę, Wielkoludzie. - Odpowiedziałam schodząc po schodach.
- Jaki ze mnie Wielkolud, kiedy to ty jesteś małym słodkim Krasnoludkiem. - Powiedział robiąc mi puci puci za poliki.
- Bardzo śmieszne. - Z trudem odpowiedziałam, bo ciężko było mówić, gdy ktoś trzyma cię za policzki.
- Ja tylko stwierdzam fakty. - Odparł i zabrał kluczyki z szafki. 
Po dwudziestu minutach byłam na miejscu, czyli że zostało mi koło dziesięciu minut aby dotrzeć do sali i zająć jakieś dobre miejsce nim wszyscy zgarnął co najlepsze.
- Dzięki za podwózkę. Do zobaczenia wieczorem. - Pożegnałam się i pognałam na zajęcia. 
Po drodze spotkałam jeszcze chłopaka, z którym miałam się dzisiaj spotkać i tak akurat wyszło, że zaliczyliśmy zderzenie. Na szczęście obyło się bez zbędnych ofiar, chyba ze ofiarą można nazwać moją torebkę, z której wysypała się połowa zawartości. Szybko ją pozbierałam i ruszyłam w dalszą drogę.  Nie rozmawialiśmy nawet, bo każde z nas śpieszyło się niemiłosiernie. 
Szczęśliwie dotarłam jako trzecia osoba, więc zajęłam bardzo fajne miejsce, które umożliwiało mi dzisiaj efektywną pracę. Mieliśmy dzisiaj szkicować martwą naturę, więc zadanie nie bylo zbyt trudne i nie było na czym się przejechać, przynajmniej dla mnie, chociaż wolałam rysować ludzi niżeli przedmioty, bo one nie mają uczuć i sie nie zmieniają na przestrzeni czasu, a ludzie tak.     

       
Jenny
Szłam, a uliczne latarnie oświetlały mi drogę. Robiło się co raz chłodniej, a ja żałowałam, że chwyciłam akurat letnią bluzę, która nie dawała mi wystarczająco dużo ciepła ile powinna. W końcu doszłam do miejsca, które ludzie zwą potocznie boiskiem do gry w koszykówkę. Johan lubił tu przychodzić, ponieważ lubił grać w kosza, a do tego był wystarczająco wysoki. Jakie było moje zdziwienie, kiedy ujrzałam go na drugim końcu boiska, siedzącego pod siatką, która odgradzała boisko od ulicy, z piłką obok siebie:
-Nie za gorąco ci?- Zapytałam lekko zgryźliwie widząc, że jest tylko w spodenkach i krótkim rękawie
-Nie.- Jego głos wydawał sie lekko przygaszony; podeszłam do niego i zapytałam:
-Wolne?
-Siadaj.- I siedzieliśmy tak w ciszy; w tym czasie zaczął powoli kropić deszcz, ale nas to nie zraziło i dalej tak trwaliśmy.
-Chciałbyś o czymś ze mną poga...- Nie zdążyłam dokończyć zdania, bo on zamknął mnie w swoim uścisku. Jego mięśnie ramion były wręcz ekstremalnie naprężone. Delikatnie pogłaskałam go po głowie i się bardziej wtuliłam. Teraz nie przypominał tego pewnego siebie Johana, któremu nikt nie mógł podskoczyć. Był zwykłym kruchym człowiekiem, takim jak każdy z nas. Takim, który ma swoje słabości, wady, lęki i obawy.
Deszcz moczył nasze ubrania, włosy i wszystko dookoła. Liczyła się teraz tylko ta chwila i nic innego. Jednak coś przykuło moją uwagę... Pewien charakterystyczny zapach, a raczej odór. Johan capił alkoholem i tego nawet deszcz nie dał radę zamaskować. Zaczęłam się wyrywać z jego objęć, lecz na próżno. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby Johan sięgał po alkohol, więc miałam pewne obawy co do tego, jak może sie zachowywać. Jedni są bardziej agresywni, jak mój wujek (tata Jessici), a inni wręcz zataczają się ze śmiechu i są skłonni to żartów, tak jak wujek Mattias. Nie wiedziałam do czego skłonny mógł być Johan. Z jednej strony wiedziałam, że świadomie by mnie nie skrzywdził, jednak teraz, kiedy ledwo mógł mówić wątpiłam w to:
-Puść mnie.- To krótkie zdanie zabrzmiało jak rozkaz, który z ociąganiem wykonał- Chodź, pójdziemy do domu.- Wstałam i podałam mu rękę, aby również wstał, lecz nie przyjął jej i sam się podniósł. Ruszył przed siebie i nie obchodziło go to, że zostawia na boisku mnie i swoją piłkę do gry w kosza. Szybko podniosłam ją z ziemi i dogoniłam Johana:
-Gorszy dzień w pracy?- Zapytałam, nawet nie licząc na odpowiedź; on po prostu szedł i nie zwracał na mnie większej uwagi. Może to jednak dobrze, pomyślałam i dalej mu towarzyszyłam. Po kilku minutach weszliśmy do domu:
-Znalazłaś go?- Tata zajrzał do przedpokoju
-Tak.- Postawiłam piłkę obok drzwi, po czym ściągnęłam z siebie przemoczoną bluzę i rzuciłam tacie- Powieś gdzieś na kaloryfer.- Poleciłam i pokierowałam Johana na górę
-Jesteś pewna, że sobie poradzisz?- Szepnął do mnie tata zatroskanym głosem
-Tak. W razie czego będę krzyczeć.- Zapewniłam go i szybko wdrapałam się na górę. Johan już zamierzał, ku mojemu zdziwieniu, wejść na strych, tam gdzie oficjalnie miał swoje lokum:
-O nie mój drogi, w tej chwili do kąpieli!- Wskazałam palcem łazienkę, a on popatrzył na mnie wzrokiem, który mówił ,,czemu mnie jeszcze męczysz?", ale się posłuchał- Nie mam zamiaru ani prać twojej pościeli, ani się tobą opiekować, kiedy będziesz przeziębiony.- Zagroziłam wchodząc za nim do łazienki- Rozbieraj się.- Nakazałam stojąc w zamkniętych drzwiach ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. Znów posłusznie wykonał polecenie; w jednej chwili zrzucił z siebie spodenki, bluzkę, bokserki i ściągnął skarpety. Przegryzłam dolną wargę i ostro się zarumieniłam. Mój wzrok powędrował gdzieś w bok, lecz znów powrócił do hipnotyzujących pleców chłopaka. Oddychałam głęboko, aby nie zemdleć. W końcu jakoś wszedł do wanny i już w niej tam został:
-Masz pięć minut.- Oznajmiłam i wyszłam. Gdybym zostałam tam kilka minut dłużej, to dostałabym ogromnego krwotoku z nosa. Co prawda widywałam go w samych bokserkach, ale nie BEZ! Serce tłukło się w mojej piersi jak szalone, a ja oparłam się o drzwi, za którymi mój pijany chłopak brał sobie kąpiel...

Carrie
Po zakończonych zajęciach miałam jeszcze chwilę czasu, aby zajść do łazienki się odświeżyć przed czekajácym mnie spotkaniem z młodym muzykiem o niebiańskim głosie. Gideon był bardzo miłym chłopakiem i wspaniałym przyjacielem, który umiał prawdziwie słuchać i poradzić. Gdyby nie on to pewnie bym się nie zdecydowała na danie szansy Alanowi, mimo że gadałam z Gideonem w czasie przerw między lekcjami, jeśli można  tak nazwać czas, który spędzamy na uczelni.
Z mego wew ętrznego monologu wyrwał mnie dźwęk dzwoniącego telefonu. Na wyświetlaczu pojawiło się imię chłopaka, z którym miałam umówione spotkanie. 
- Hej, Carr. - Przywitał się używając tej formy imienia, którą się posługiwał Aiden. 
- No cześć, Gid. Pamiętasz o naszym spotkaniu? - Przypomniałam . 
- No ja dzwonię właśnie apropo tego spotkania... 
- Coś się stało? 
- Wiesz... Dziewczyna, z którą od dawna się chciałem umówić, zaproponowała wyjście na kawę i nie potrafiłem jej odmówić. Czy moglibyśmy przełożyć nasze spotkanie na jakiś inny dzień? 
- Nie ma sprawy. To za tydzień? 
- Za tydzień. 
- No to jesteśmy umówieni. Wiesz, ja muszę kończyć, bo może uda mi się załatwić podwózkę. 
- Jasne. No to na razie. 
- No pa pa. - Pożegnałam się, a następnue rozłączyłam i wybrałam numer mojego potencjalnego kandydata na chłopaka, który po dwóch sygnałach odebrał.
- Hej, Maleńka. Coś się stało?
- Hej, Al. Mógłbyś mnie odebrać spod uczelni? 
- A nie miałaś dzisiaj spotkania z tym od muzyki, jak mu tam, Gideonem? 
- Coś mu wypadło i przełożyliśmy. To jak będzie? 
-  Za dziesięć minut będę. - Odrzekł i zakończył połączenie. 
Jak powiedział, tak się stało. Samochód mego współlokatora stał przed uczelnią punktualnie po dziesięciu minutach. 
- Hejka naklejka. - Przywitałam się wsiadając i zajmując miejsce  pasażera przy kierowcy.
- Hej, maleństwo. Gotowa na  powrót do domu? 
- Gotowa jeśli ty jesteś gotów. - I w ten sposób ruszyliśmy. 
W drodze powrotnej nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Głównie słuchaliśmy muzyki lecącej w radiu i stukaliśmy to ob kierownice to ob drzwi samochodu w rytm. W trakcie jazdy zatrzymaliśmy się w jedym miejscu, a tym miejscem był warsztat samochodowy, w którym pracuje Eric i Alan. Mą uwagę przyciągnęło szczególnie jedno auto. Była to Mazda FD  RX-7. Niesamowite połączenie żółci i czerni pięknie się komponowało. Miękły mi kolana na jej widok. Jeśli uslyszę dźwięk silniku na maksa dostanę orgazmu i to większego niżeli jakikolwiek chłopak mógłby mi dać. 
- Podoba ci się? - Pytał się Alan patrząc na wyraz mej twarzy. 
- Żartujesz sobie ze mnie?! Jest absolutnie przepiękny. 
- Chcesz się przejechać? 
- A czy tak można? 
- Tak się składa, że można, bo istnieje coś takiego jak jazda próbna. - Powiedział i rzucił mi kluczyki. - Prowadzisz. 
- Aaa!!! - Krzyknęłam ze szczęścia i popęd,iłam do samochodu, gdzie usiadłam na miejscu przeznaczonym dla kierowcy. 
- Hahaha. - Aż się zaśmiał. - Jedź tak jak GPS ci wzkazuje. - Pokierował. 
No i jechałam. Jechało się gładko, jak po maśle. Dawno tak cudownie nie jechało mi się samochodem i w dodatku w tak cudowne miejsce. Punktem doeclowym było wyspoko położone  wzgórze z rozłożystym drzewem, a pod nim był rozłożony koc piknikowy. Na kocu stał także duży kosz piknikowy, w którym mogłam dostrzec wino i dwie lampki. Obok kosza stały dwie lampy. Na materiale leżały także poduszki, na których najprawdopodobniej mieliśmy się rozłożyć. 
- Jak tu pięknie. - Stałam niemal onimiała z zachytu. 
- Podoba ci się? 
- Oczywiście. Jest niesamowicie. - Odwróciłam się twarzą do niego i ucałowałam jego wargi. 
Nie musiałam długo czekać na jego reakcję, bo idwzajemnil pocałunek przyprawiając mnie przy tym o zawroty głowy, a później rzekł: 
- Nie śpieszmy się, mamy dużo czasu. Chodź. - Pociągnął mnie za sobą na koc, na którym wygodnie sieę ułożyliśmy i oglądaliśmy zachód słońca, który pochłaniała woda. 
- Dziękuje za wszystko. - Pocałowałam go i mocno się w niego wtuliłam . 
- Nie ma za co, Malutka. - A ten ucałował mnie w czoło i jeszcze mocniej mnie uściskał, że mogłam zapomnieć o całym świecie, bo istniała tylko ta chwila...
Siedzieliśmy tam długo i rozmawialiśmy niemal o wszystkim. Dowiedział się rzeczy, których nie chciałam żeby wiedział, ale i ja poznałam jego sekrety i mimo że znaliśmy się mało su, nie przeszkadzało mi to, bo byłam świadoma tego, iż mogę mu bezinteresownie zaufać. 
Gdy zrobiło się zimno, zostałam okryta bluzą, która jeszcze pachniała perfumami mego towarzysza. Kiedy wróciliśmy do domu, ale atmosfera między nami się nie zmieniła. Wciąż było magicznie i chciałam, żeby tak pozostało.


Jenny
Zgodnie z zapowiedzią, po pięciu minutach zajrzałam do Johana, aby upewnić się, że jeszcze żyje. Żył, a nawet zdołała się umyć i teraz stał przede mną z ręcznikiem owiniętym wokół bioder:
-Jeeeenn.-  Zachrypiał i wyciągnął przed siebie ręce niczym mały chłopiec proszący matkę, aby go wzięła na ręce
-Nie, masz się ubrać.- Zdziwiona byłam stanowczością własnego głosu, w którym nie było ani jednej nuty wahania lub niepewności
-Chyba nie mam w co.- Odparł, a ja zauważyłam, że na serio nie ma niczego na zmianę
-Poczekaj tu. Zaraz ci coś przyniosę.- Szybko pomknęłam do swojego pokoju i pogrzebałam po dnie swojej szafy. Tak, posiadałam tam ubrania, które należały do Johana, a właściwie nieświadomie je kolekcjonowałam. Pożyczałam i już nigdy nie oddawałam, ale teraz nadszedł właśnie ten czas, aby zwrócić pewne części garderoby. Jednak, jednej, jedynej części nie posiadałam, bo w sumie nie była mi potrzebna. Stałam przed otwartą szafą i zastanawiałam się co zrobić: czy pożyczyć gacie od taty, czy może szybko wstąpić do jego domu i stamtąd wziąć kilka rzeczy? A może na strychu coś posiadał? Moje przemyślenia szybko się rozwiały, kiedy poczułam, jak czyjeś silne ręce obejmują mnie całą:
-Johan!- Mój głos załamywał się i już nie był taki pewny, ponieważ za mną stał prawie dwumetrowy dwudziestojednoletni chłopak o sile dwóch rosłych mężczyzn, a w dodatku był dosłownie nagi. Moje serce zaczęło bić tak nienaturalnie szybko, że chyba z wrażenia dostałam arytmii serca. Oddech był urywany i dosyć szybki.
-Kocham cię Jenn.- Wyznał mi, tuląc się do mnie- Wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził, nawet w tym stanie.- Zapewniał, a ja... wierzyłam mu. Na serio. Może i był pijany, ale pokornie wykonywał moje polecenia i bynajmniej nie zamierzał robić mi czegoś, czego bym sobie nie życzyła- Chodźmy spać.- Znowu się odezwał
-Pójdziemy, ale najpierw znajdźmy ci jakąś bieliznę.- Udało mi się w końcu odezwać. Johan przytaknął i mnie puścił- Usiądź na łóżku i poczekaj na mnie, ale tym razem na serio.- Nawet się do niego nie odwracałam tylko poszłam na strych, czyli prowizorycznego pokoju Johana. Jak sie okazało posiadał tam kilka par gaci, więc wzięłam jedne i wrzuciłam do swojego pokoju, nawet tam nie wchodząc:
-Ubierz się.- Poleciłam i po odliczeniu trzydziestu sekund weszłam do pomieszczenia. Leżał na moim łóżku już ubrany, co mnie cieszyło. Nieśmiało podeszłam do niego, aby sprawdzić czy śpi, ale w tym samym czasie delikatnie uchylił powieki i popatrzył na mnie:
-Dziękuję.- Posłał mi delikatny i za razem uroczy uśmiech, który sprawił, że ten wieczór stał się piękniejszy. Szybko przebrałam się w swoją piżamę i dołączyłam do niego. Spaliśmy w swoich objęciach, a ja czułam się bezpieczna w jego ramionach. Już wiedziałam, że nie muszę się go bać w tym stanie. Cieszyłam się, że mam takiego wspaniałego chłopaka jak on.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Rozdział 3

Jenny
Po zjedzeniu śniadania, dostałam wiadomość od kierowniczki kawiarni, w której pracowałam dorywczo, że po południu będę potrzebna. Jak się okazało jedna z pracownic poślizgnęła się i skręciła kostkę, przez co gips utrudniał jej poruszanie się. Cóż, nie miałam innego wyjścia, jak tylko zgodzić się i po południu odwiedzić kawiarnię. Johan oczywiście nie był z tego zadowolony, gdyż planował spędzić jeden dzień ze mną. Co prawda, przez chwilę, zrobiło mi się go szkoda, lecz pewności dodała mi myśl ,,Pieniądze nie rosną na drzewach, a dodatkowa gotówka zawsze się przyda". Przez kilka godzin posiedzieliśmy razem i pooglądaliśmy telewizję. Moja głowa spoczywała na jego umięśnionym ramieniu, lecz z czasem opadła na tors. Nie przeszkadzało mu to zbytnio, a przynajmniej nie narzekał. Co jakiś czas całował mnie w głowę i w ogóle traktował jak małą dziewczynkę. Nienawidziłam tego, chociaż i na swój sposób lubiłam. Taka miłość- nienawiść. W sumie to samo czułam do Johana. Raz potrafi tak mnie zirytować, że gotowa jestem go udusić, a raz aż sama mam ochotę go wycałować.
Kiedy w końcu nadszedł czas, abym opuszczała dom, Johan wstał pierwszy z kanapy i zagrodził mi drzwi:
-Nie wypuszczę cię.- Na początku pomyślałam, że żartuje, ale gdy zobaczyłam jego minę, wiedziałam, że tak łatwo nie uda mi się przejść
-Johan...- Zaczęłam ostrzegawczo i przybrałam pozę mówiącą ,,jeżeli zaraz się nie usuniesz, to może coś ci się stać"
-Powiedziałem, że cię nie puszczę.- Powtórzył, chociaż nawet nie wiem po co
-Jak mnie nie przepuścisz, to więcej się do ciebie nie odezwę!- Zagroziłam
-A tylko spróbuj.- Zbliżył się do mnie, a ja miałam go zgrabnie wyminąć, lecz wyciągnął tą długą łapę i mnie złapał w pasie, po czym przyciągnął do siebie i zamknął w żelaznym uścisku:
-Johan, ty mmmm...- Przycisnął moją twarz do swojej klatki piersiowej i ruszył w odwrotnym kierunku niż drzwi wejściowe; zaczęłam tłuc pięściami oraz kopać nogami gdzie popadnie. Wszedł po schodach, a następnie zawitał w moim pokoju. W końcu rzucił mnie na moje łóżko i zaczął się rozbierać. Moje oczy urosły do rozmiaru talerzy, a twarz spąsowiała, nie tyle ze złości, co z zawstydzenia, chociaż nie pierwszy raz widywałam roznegliżowanego Johana...:
-Do jasnej cholery, uspokój się!- Wrzasnęłam i wstałam z łóżka, lecz zostałam na nie z powrotem powalona- Johan, ogarnij się albo powiem tacie!- Ta groźba podziałała- Posłuchaj. Muszę iść do pracy. Ty masz dzisiaj wolne. Zajmę się tobą jak wrócę. Zrozumiałeś?- Czasami mówiąc do niego jak do przedszkolaka bardziej się opłacało. W każdym razie podziałało. Zrobił krok w tył, po czym podniósł z ziemi swoją koszulkę i popatrzył na mnie wilkiem:
-Ale obiecujesz.- W tym momencie wyglądał jak takie duże obrażone dziecko
-Tak, obiecuję.- Przytaknęłam wychodząc z pokoju, a on za mną. Zeszliśmy na dół, gdzie włożyłam trampki i się z nim pożegnałam. Stał naburmuszony i udawał fochniętego:
-Idę.- Oznajmiłam sięgając po klamkę
-To idź.- Prychnął ze skrzyżowanymi na piersi rękoma
-Oj, no nie gniewaj się.- Podeszłam do niego, stanęłam na palcach, przy okazji pociągając go za koszulkę, aby się schylił i cmoknęłam go w policzek- Czekaj na mnie.- Poprosiłam i przekroczyłam próg.- Kocham cię.- Prawie wyszeptałam i ruszyłam na najbliższy przystanek autobusowy. Już wkładałam do uszu słuchawki, gdy dosłyszałam:
-Ja ciebie też!- Jednak się odfochał; na moich ustach mimowolnie pojawił się lekki uśmiech, a przez słuchawki docierały do mnie już tylko dźwięki coveru ,,Cheap Thrills" po francusku w Nightcore. Rytmicznie stawiałam kroki i delikatnie bujałam biodrami w rytm muzyki. Pomimo, że zanosiło się na deszcz, byłam dosyć optymistycznie nastawiona i w gruncie rzeczy czułam, że nic mi tego humoru nie popsuje. Noo i się trochę przeliczyłam. Gdy tylko weszłam do lokalu, moja szefowa doskoczyła do mnie i niemal natychmiastowo wepchnęła na zaplecze, gdzie kazała się przebrać w mój strój roboczy. I też tak zrobiłam. Kiedy już wróciłam, zauważyłam, że nawet Ema się pojawiła. Ona również pracowała dorywczo w tej kawiarence, pomimo faktu, że jej tata jest piłkarzem reprezentacji Serbii i ma forsy jak lodu. Jak twierdzi Ema: ,,chcę być niezależna od ojca". Cóż, ja nic do tego nie mam... Prócz Emy, w pracy pojawiły się pracujące na pełny etat kelnerki oraz kilka dorabiających studentek, takich jak my. W jakieś trzy godziny uporałyśmy się z nawałem klientów. W międzyczasie zdołałam pogadać z moją szkolną znajomą:
-Ej, Ema, czemu tu tak dużo ludzi?- Zapytałam
-Ah, Noah niedawno grał z zespołem nieopodal.- Machnęła lekceważąco ręką, chociaż czułam, że mało nie wyskoczy z siebie- A później przyszli coś zjeść, a razem z nimi cała horda fanek.- Westchnęła
-To by wszystko wyjaśniało.- Zamyśliłam się- Musiał przede mną wyjść.- Stwierdziłam
-Tak. Minęliście się.- Potwierdziła Ema- Boże, jak on cudownie wygląda w skórze.- Zapiszczała
-Przypominasz mi Carrie.- Uśmiechnęłam się na wspomnienie mojej przyjaciółki- Ona też uwielbia mężczyzn w skórze. I jeszcze mi powiedz, że uwielbiasz motory.
-Oczywiście! Motory! To jest to!- Zapaliła się
-Tak myślałam...- Westchnęłam i wróciłam do obsługi klientów. Oczywiście nie obyłoby się bez ,,Ja tego nie zamawiałem" lub ,,Umówisz się ze mną" albo też ,,Macie serniki?". Trzeba było przez to jakoś przebrnąć i nie narzekać. Zbliżała się dziewiętnasta, a co za tym szło, kawiarnia miała być zamknięta. Już szłam na zaplecze, aby się przebrać, gdy dobiegł mnie czyjś głos:
-Hej, Jenn!- Odwróciłam się na pięcie i zauważyłam w drzwiach mojego kolegę z klasy
-Noah! Hej.- Podeszłam do niego i się przywitałam; faktycznie, w skórze wyglądał perfekcyjnie- Co tutaj robisz? Już zamykamy.- Poinformowałam go
-Wiem, ale nie było cię, kiedy tutaj wpadliśmy.- Zauważył
-Tak, to prawda. Przyszłam dzisiaj trochę później.- Przyznałam- Czegoś ode mnie potrzebujesz?- Zapytałam
-Eem, nie. Po prostu chciałem cię zobaczyć.- Zaśmiał się, a ja zaczęłam rozmyślać nad tym, czy już mu mówiłam, że mam chłopaka
-Zgaduję, że Ema was obsłużyła.- Postanowiłam skierować naszą rozmowę na inny tor
-Tak. Doprawdy, zrobiła to tak fachowo...- Nagle do kawiarenki wpadł chłopak z kapeli, w której grał Noah
-Co tam, stary?- Zagadnął mój kolega
- Gościu, wszędzie cię szukałem. Chodź, zaraz gramy na festiwalu.- Pogonił go
-Wybacz Jenn, ale muszę iść.- Posłał mi przepraszający uśmiech- Do zobaczenia w szkole.- Pożegnał się i wyszedł; patrzyłam w ślad za nim i nie mogłam niczego zrozumieć. Niespodziewanie obok mnie pojawiła się Ema:
-I co mówił? Pytał się o mnie?- Nie wiedziałam czy mam jej robić nadzieje, czy po prostu złamać jej serce mówiąc, że Noah ze mną ,,flirtował"
-Wiesz, zajrzał tutaj tylko na chwilę, bo szukał kostki do gry na gitarze, ale przed chwilą jego kolega mu ją przyniósł i poszli dalej grać.- Nie chciałam, aby mnie znienawidziła oraz by miała popsuty dzień, a nawet młodość; od tamtego momentu obrałam sobie za cel spiknięcie ich...

Carrie
Koło godziny dwudziestej trzeciej postanowiłam sie położyć, więc wskoczyłam w moja skąpą piżamkę i położyłam sie do mojego dwuosobowego łóżka, gdzie bez większego trudu zasnęłam, a w mych uszach bębniła muzyka. Wybrałam playlistę z moim ulubionym piosenkarzem, Andy'm Blackiem a raczej Biersackiem, który jest niesamowity i niesamowicie przystojny.
Koło pierwszej nocy ocknęłam się, bo usłyszałam jak ktoś wchodzi do mojego pokoju. Był to mężczyzna, wnioskując po sylwetce, który przypominał mi w ciemnościach Alana. Nagle łóżko się bardziej ugięło i poczułam gorąco bijące od męskiego ciała. W ekspresowym tempie czyjaś ręka znalazła się na moim ciele, a ja czułam że znam tą dłoń. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam kruczoczarną grzywę, która mogła należeć do tylko jednej osoby. Tak, był to Alan, bez cienia wątpliwości...
Byłam tak zmęczona i uwiedziona dotykiem postury chłopaka, że pozwoliłam mu zostać i sie nie odzywać. Co więcej, przysunęłam się do niego bliżej i wtuliłam się w jego nagi tors, który był idealnie wyrzeźbiony, co mogłam poczuć pod palcami.
- Mmm. - Mruczał, czyli zasnął.
Dzięki niemu nie śniły mi się żadne koszmary. Miałam spokojny sen  i czułam się bezpiecznie. Było cudownie...

sobota, 8 kwietnia 2017

Rozdział 2

Jenny
Obudziłam się na podłodze. Skłamałabym mówiąc, że nie mam bladego pojęcia jak się na niej znalazłam, lecz prawda jest taka, że moje łóżko zajmował prawie dwumetrowy owczarek niemiecki. Leniwie wstałam i spojrzałam w kalendarz. Sobota. Boże! Nawet nie zauważyłam jak szybko zleciał mi ten tydzień. Byłam wdzięczna Bogu, że w końcu mogę odpocząć. Zapominając o śpiącym Johanie walnęłam się na łóżko, prosto na niego. Jego reakcja była równie bezbłędna jak i natychmiastowa. Zerwał się z łóżka jak poparzony i patrzył na mnie niczym na wariatkę:
-Co ty robisz?- Zapytał zaspany ciężko oddychając
-Idę spać.- Odparłam nakrywając się
-Ej, a co ze mną?
-Teraz twoja kolej spania na podłodze.- Burknęłam
-No nie mów, że znowu spadłaś z łóżka?- Prawie parsknął śmiechem
-Nie spadłam, tylko ty mnie z niego zepchnąłeś.- Udawałam obrażoną
-Oj Jenn.- Jego usta znalazły się tuż przy moim uchu; odruchowo nałożyłam kołdrę aż na głowę, ale on odkrył mnie i rozpoczęła się wielka bitwa na łaskotki. Nie mogłam przestać się śmiać. Może i miał duże ręce, ale za to zgrabne palce, które w skuteczny sposób powodowały u mnie salwy śmiechu:
-No dobra, już starszy!- Udało mi się wydusić po pięciu minutach łaskotek, bo już bolał mnie brzuch
-A dostane całusa?- Wyszczerzył się w głupkowatym uśmiechu
-Dostaniesz, tylko już przestań.- Całe moje oczy zaszły łzami i jedyne co widziałam to rozmyty obraz. Zgodnie z naszą umową przestał mnie łaskotać, a ja wytarłam oczy:
-Za mocno cię łaskotałem?- Wystraszył się; czasami zapominał o delikatności i nasza niewinna zabawa przeradzała się dla mnie w torturę. Co prawda, w tych momentach, nadal się śmiałam, ale jego palce zbyt mocno wbijały mi się w żebra, co powodowało całkiem znośny ból
-Nie, wszystko w porządku.- Przestałam trzeć oczy- Nie pracujesz dzisiaj?- Starałam się zmienić temat
-Nie.- Uśmiechnął się szeroko- Akurat dzisiaj mam wolne. I zamierzam ten dzień spędzić z tobą.- Oznajmił wstając z podłogi, gdyż kiedy mnie łaskotał, znajdował się na kolanach
-Doprawdy?- Zapytałam kpiącym głosem unosząc jedną brew- Ja akurat miałam w planach wyspać się.- Ponownie się położyłam i przymknęłam oczy
-Jenn, śpiochu, wstawaaaaj.- Położył się na mnie, a ja wydałam z siebie bliżej nieokreślony dźwięk
-Złaś ze mnie. Jesteś ciężki jak cholera.- Wydusiłam
-Wiesz, że zalegasz mi z pocałunkiem?- Zarechotał
-Jak zaraz ze mnie nie zleziesz, to szybciej znajdziesz się w swoim domu niż się tego spodziewasz.- Zagroziłam
-Chciałbym to zobaczyć.- Nie dowierzał; już chciałam go walnąć, ale okazało się, że przygniata wszystkie moje części ciała, przez co nie miałam jak go uderzyć.- Poddajesz się?- Wyraźnie wyczuł, że próbuję go zaatakować
-Nigdy!- Odparłam wojowniczym tonem i zaczęłam w jakiś sposób wyczołgiwać się spod niego
-Dobra taktyka kochanie, ale tak mnie nie pokonasz.- Na jego ustach pojawił się chytry uśmieszek
-Czyżby?- Zakpiłam i szybkim ruchem napięłam mięśnie brzucha, po czym podniosłam się jak do brzuszka i na chwilę nasze wargi się zetknęły, co zbiło go z tropu, a ja miałam czas na wydostanie się spod niego- Pokonany.- Skrzyżowałam ręce na piersi stojąc obok łóżka- Jesteś łatwy do rozpracowania.- Rzuciłam przechodząc do łazienki, gdzie poczesałam swoje blond włosy i przemyłam twarz chłodną wodą
-Co chcesz na śniadanie?- Udało mi się dosłyszeć jego głos
-Herbatę.- Odparłam, robiąc koński ogon ze swoich włosów.
Kiedy znalazłam się na dole, nikogo prócz Johana nie było:
-A gdzie tata?- Zapytałam
-W pracy.- Pokazał ruchem głowy na lodówkę, na której doczepiona była karteczka z dopiskiem ,,Musiałem wyjść do pracy. Zaopiekuj się Johanem. Tata". Myślałam, że wyrzucę całą lodówkę przez okno... Ja mam się niby nim opiekować??? Po pierwsze: Johan nie ma czterech lat, a po drugie: jest ode mnie starszy i większy + potrafi (w przeciwieństwie do mnie) gotować. Brawo tato... Westchnęłam przeciągle i ściągnęłam karteczkę z lodówki:
-Czyli jestem na ciebie skazana.- Otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia i nagle poczułam jakby coś oplatało mój brzuch oraz coś ciepłego na plecach- Odwal się.- Ostrzegłam go
-Bo co?- Położył swój podbródek na moim lewym ramieniu i próbował spojrzeć mi w oczy
-Bo ci nie dam niczego do jedzenia.- Fuknęłam biorąc z lodówki bitą śmietanę- Albo ewentualnie cię przekarmię.- Dodałam po kilku sekundach pokazując mu moją zdobycz
-Czyli na śniadanie gofry. Już się robi.- Puścił mnie i wyszedł z domu. Nie, nie przeraził się mnie, po prostu poszedł do siebie po gofrownice... Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak Johan może ze mną wytrzymywać. Ciągle go obrażam albo odpycham, ale najwyraźniej on nie bierze tego tak do siebie. I co najważniejsze nie irytuje go to, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej się nakręca. Spotkałam wiele osobników płci męskiej, których taka postawa kobiety zniechęca, ale jeszcze nigdy takiego, który by to lubił... Najwyraźniej albo Johan był uszkodzony, albo ja natrafiałam na uszkodzonych typów. A może to ja jestem uszkodzona? Ledwie zdołałam dokończyć swoją myśl, a do kuchni wszedł owy osobnik z gofrownicą w dłoniach:
-Ej, Jenn, co ty?- Popatrzył na mnie, a ja zauważyłam, że wpatrywałam się w okno i nieświadomie pukałam w blat palcami
-Nic.- Szybko się otrząsnęłam- Masz gofrownicę?- Zapytałam, pomimo iż widziałam ją już w jego dłoniach
-Jasne.- Pomachał nią- Masz wszystkie składniki?
-Lodówka jest do twojej dyspozycji.- Przeszłam do salonu zostawiając go samego w kuchni. Może się nie potnie nożem, prawda? Włączyłam telewizor i w tym samym czasie weszłam na Messenger'a. Pierwszy raz od kilku dni Carrie była dostępna. Nie namyślając się napisałam do niej:
-,,Carrie <3"
,,Jenn <3"- Niebawem dostałam od niej odpowiedź
-,,Co tam?''- Zapytałam
,,Walczę z Kacem Zabójcą a tam?"
-,,Czyżby znowu jakaś imprezka? Nie spodziewałabym się tego po tobie. W Paryżu taka szara myszka, a w Wenecji się rozszalałaś XD*"
,,Moi współlokatorzy uznali, że nie mogę się marnować w domu, więc za bardzo nie miałam wyboru. Ale za to spotkałam przystojnego Norwega :3"
-,,Oooo Norwega powiadasz??? Aż mi oczka rozbłysły, a Johan zapytał się czy wszystko ze mną w porządku XD"
,,Świetny z niego tancerz, a poza tym mega hot "
-,,Uuuu czyżby coś się kroiło?? :3"
,,Niestety nie, ale był dobry na jedno nocne towarzystwo xP*"
-,,Hehe, ale zawsze można zdobyć od niego numer? XP"
,,On powinien sie starać o nr a nie ja xP"
- ,,Racja! A propos starań, chcesz gofra? Mój owczarek grasuje w kuchni i robi mi śniadanko"
,,Bardzo chętnie nic nie jadłam od wczoraj, normalnie umieram z głodu. Ps. ucałuj ode mnie Johana"
-,,Nie obrazisz się, jak tylko go pozdrowię? Na dzisiaj ma wyczerpany limit całusów XD Okrutna ja :3"
,,Dbaj o niego  I się nie obrażę xP"
-,,No i kolejna z dbaniem... Czek, przyślę zdjęcie"-
Szybko wstałam z kanapy i zrobiłam zdjęcie karteczki od taty
,,Haha xD i ma racje xP"
-,,Taaa... A kto zadba o mnie??? Ty w Wenecji, tata w pracy..."
,,Owczarek o ciebie zadba. Od tego jest xP"
-,,On jest od wnerwiania mnie XP Dzisiaj odkryłam, że to sprawia mu radość..."
,,Mi też sprawia radość irytowanie innych xP"
-,, Bo ty jesteś wyjątkowa :3"
,,A dziękuje :3 no ale kto inny ma ze mną wytrzymywać jak nie moja BFF"
-,, Oooh  Opowiadaj jak w szkole! + Coś ostatnio szkicowałaś?"
,,W szkole to co zawsze a ze szkicowania to narysowałam kilka rysunków xd* Najlepiej wyszedł mi gotujący Alan bez koszulki "- Wysłała mi zdjęcie ukazujące jej szkic- Oczywiście sie nie zjarzył że go rysowałam xP"
-,,O człowieku Weź, bo się zakocham XD A wtedy będziesz miała na karku Johana XP"
,,Patrz bo jeszcze zazdrośnik zauwazy xp a poza tym Alan zaklepany xd"
-,,He he, w sumie nie dziwie sie XP w końcu jest przystojny. Dobra, lecę, bo Johan już czwarty raz mnie woła XP Uwierz, nie chciałabyś wiedzieć co się dzieje, po piątym razie... Chociaż w sumie tobie by to nie przeszkadzało XP"
,,A co sie dzieje??? Ja chceee wiedzieć xD"
-,,Haha napiszę po śniadaniu Bądź cierpliwa, do później "-
I właśnie w taki sposób zakończyła się nasza rozmowa. No i oczywiście Johan przyszedł po mnie. Mówiąc ,,przyszedł'', mam na myśli to, że wziął mnie pod pachy od tyłu i uniósł do góry, po czym przeniósł nad oparciem kanapy i postawił obok siebie za kanapą:
-No ile można cię wołać?- Uniósł jedną brew
-Prowadziłam ożywioną dyskusję.- Odparłam krzyżując ręce na piersi i przechodząc do kuchni, gdzie gościł już zapach gofrów
-Jaką dyskusję? Z kim?- Był okropnie ciekawy
-Z kochankiem.- Rzekłam wyzywająco
-Dawaj telefon!- Prawie rzucił się na mnie
-Odwal się. Z Carrie.- Szybko sprostowałam- Carrie to mój kochanek.- Wytłumaczyłam; nawet mój tata o tym wiedział...
-Aaa, no tak.- Zaśmiał się drapiąc po głowie, co oznaczało, że jest zakłopotany- Czekaj, skoro ona jest twoim kochankiem, to ja kim jestem?
-Nie wkraczajmy już na wyższy stopień filozofii.- Usiadłam przy stole i potrząsałam bitą śmietaną, którą po chwili ozdobiłam swojego ciepłego goferka
-No weeeeź.- Przytulił się do mnie od tyłu, bo to lubił najbardziej, noo i w sumie ja też lubiłam, ale nigdy się do tego nie przyznałam.
-Moją macochą.- Powiedziałam przeżuwając
-Kim?- Aż mnie puścił
-Macochą.- Zachichotałam wycierając z ust bitą śmietanę- Przypalasz gofra.- Zwróciłam mu uwagę, a on podszedł do gofrownicy i wyją czarnego gofra:
-Będziesz go jadła?- Zapytał z rozbawieniem
-Nie, możesz się częstować.- Odparłam i oboje się roześmialiśmy- Wracając do macochy. To dlatego, że dbasz o mnie, robisz mi jedzenie, a poza tym masz dobre stosunki z moim tatą.- Wytłumaczyłam
-A czy macocha śpi ze swoją pasierbicą i się z nią całuje?- Uśmiechnął się chytrze uzupełniając gofrownicę
-Hmm. Nie, ale to by tylko tłumaczyło dlaczego nie lubię się z tobą całować.- Udałam, że się zamyślam
-Nie lubisz?- Mina mu zrzedła- Jenn...- Zaczął do mnie podchodzić
-Jezu, tylko żartowałam.- Prychnęłam- Co sie z tobą dzieje? A i masz pozdrowienia od Carrie.- Powoli już zaczynał mnie irytować. Odkąd Noah doszedł do mojej klasy, Johan zaczął być bardziej emocjonalny niż nie jedna dziewczyna podczas okresu. Ciągle brał do siebie wszystkie te słowa, które kiedyś zazwyczaj go w jakiś sposób nie urażały tak jak teraz. Siedziałam zapatrzona w okno. W sumie nawet nie wiedziałam, czemu mój wzrok pada akurat na nie... Wtem przed moim nosem wylądował talerz z kolejnym gofrem, tym razem normalnym.

Carrie
Po tym jak wysłałam ostatnią wiadomość do przyjaciólki, której nie odczytała, poszłam na dół, aby zaspokoić głód mego żołądka. Zastałam przy kuchennym blacie Alana, który, zdaje sie, robił kanapki z nutellą. Zrobił mi wielkiego smaka. 
- Zrobisz mi też? - Poprosiłam na wpół nagiego współlokatora.
- A co z tego będę miał? - Zapytał się. Chyba już jego koleżanki nie było.
- Kopa w tyłek. - Zażartowałan, na co chłopak się uśmiechnął i wskazał na swój policzek mówiąc:
- Buziaka poproszę. - Wytargowywał swoją nagrodę. 
- Okej, ale poproszę jeszcze kawę. 
- Kawa rozpuszczalna z mlekiem raz. - Zawtórował i wsawił wodę na mój napój.
- Dzięki.
- A teraz poproszę o swoją zapłatę. 
- Niech ci będzie. - Odparłam. Ten się schylił, a ja obdarzyłam Alana całusem. W tym samym momencie weszła do kuchni Annie, która nie wyglądała na zbyt przejętą tym, co widzi. 
- Jest cos na ból głowy? 
- Znajdziesz w  apteczce w łazience na górze. - Odrzekł mój nowy przyjaciel, choć już nie taki nowy. 
Gdy tylko Annie usłyszała tę wiadomość, udała się  z powrotem na górę. 
- Chyba możemy dokończyć to co zaczęliśmy. 
- Chyba już skończyliśmy.
- Wydaje mi się, że jednak nie.
- Doprawdy? 
- Mhmm. 
- A co twoim zdaniem nie dokończyliśmy? 
- Wydaje mi się, że nawet nie zaczęliśmy. Domagam się pocałunku. Prawdziwego. - W jego krwi płynął chyba jeszcze alkohol, bo an trzeźwo tak się nie zachowywał. Wręcz odwrotnie, próbował zachować dystans, a teraz sam go zmniejszał. 
- Co ci wczoraj powiedział? - Dopytywałam się, bo wiedziałam, że mój kuzyn musiał mu coś wygadać, tylko jeszcze nie wiem, ile mu wygadał. 
- O co ci chodzi? 
- Ile ci powiedział Eric? Wczoraj miałeś całkowicie inne nastawienie, a dzisiaj zachowujesz się zupełnie inaczej. 
- Może po prostu ta noc mnie zmieniła, tak jak twój seksi wygląd w stroju Annie zmienił moje zdanie o tobie.
- No więc... - Podeszłam do niego i wspiełam się na palce by być bliżej jego ust, a on się lekko pochylił. Zanim nasze usta się spotkały, rzekłam: - co ci powiedział? 
- A jak powiem, dostane pocałunek? 
- Może...
- Mówił, co się stało z twoim eks i w ogóle. 
- No i wszystko jasne..  - Powiedziałam zawiedziona. 
- Nie jego wina. Dzięki temu, wiem czemu jesteś taka zaborcza, gdy któryś z nas chce jechać po wypiciu jednego piwa. 
- I wiesz coś, o czym chciałam zapomnieć. Nie chciałam, żeby ktokolwiek o tym wiedział poza tymi, co musieli. 
- Nic się nie stało chyba przez to, że wiem. I mam nadzieję, że dostanę szansę. 
- A chcesz? 
- Inaczej bym o nią nie prosił. - Zaśmiał się i położył dłonie na mojej talii. 
- No tak. - Uśmiechnęłam się do niego. - Możemy spróbować, ale niczego nie obiecuję. Jestem wciąż w kawałkach i muszę się pozbierać.
- I ja ci w tym pomogę. 
- Rozważę twą propozycję. - Odpowiedziałam i cmoknęłam go w usta. 
- Na początek może być. - Stwierdził wrócił do robienia nam śniadania.
Jako że była sobota, zrezygnowałam z wczesnego ubierania się i rozgościłam się na kanapje, gdzie rozłożyłam się niczym angielska królowa pod milusim kocykiem. Odpaliłam telewizor i zaczęłam skakać po programach. Ostatecznie memu gustowi przypadli "Zaplątani", czyli historia o Roszpunce i Flynnu, a jak się później okazuje, Julianie. Uwielbiałam tę bajkę i nie zamierzałam jej przełączać, a na szczęście  mój towarzysz nie wybrzydzał i oglądał razem ze mną przy kanapkach oraz kawie.  Trochę czasu minęło, czyli około kilku godzin, nim Annie i mój kuzyn zaszczycili nas swoją obecnością. Jak zawsze się miziali i wyglądali na uroczą parę. Czasem na ich widok chciało mi się ryczeć, bo strasznie tęskniłam za moim Buntownikiem, którego aktualnie muszę posłać w niepamięć, choć pewnych rzeczy nie da się zapomnieć. Na przykład jego... 
W okolicach południa postanowiliśmy wyruszyć na małą wycieczkę na prowincję Wenecji, gdzie zawsze uwielbiałam przebywać ze względu na ciszę i spokój. Była to piękna okolica, mimo panującego zaduchu dało się wczuć w obecnego ducha natury. Miałam tam swój ulubiony hamak, gdzie lubiłam kłaść się i wędrować do świata marzeń i niespełnionych próśb, gdzie wszystko układało się jak należy, a ja miałam swoje szczęście z tym, który mi je dawał. Z tym, którego cząstka na zawsze pozostanie we mnie, bo jego miłość była ogromna a usta nieziemskie... Ale nie mogę o nim myśleć. Ten temat jest Prohibidado. Jeśli znowu zacznę o nim dumać to wsiądę w pierwszy lepszy samolot i zacznę go stalkować, czyli nic dobrego. No bo co dobrego może wyjść z przyglądania się życiu swojego byłego? No właśnie. Raczej nic, a raczej wyjdzie coś bardzo bardzo niedobrego. Na przykład można trafić za kratki. 
Przez połowę dnia panowała istna sielanka, ale później się zepsuło i zaczęło padać. Nie była to za miła ulewa, chociażby dla tego, że moje całe ubranie było przesiąknięte wodą a z włosów miałam strączki. Szybko zawinęliśmy się z miejsca naszego pobytu i udaliśmy się do domu, gdzie Annie od razu zrobiła wszystkim gorącą czekoladę. Ostatecznie zasiedliśmy na wielkiej kanapie, przebrani już w suche ciuchy i po prysznicu, i zaczęliśmy seans Piratów z Karaibów, jednej z moich ulubionych serii. Annie i Eric siedzieli do siebie przytuleni, a moja głowa czasem spoczywała na ramieniu Alana...
Nim minął cały wieczór zdążyłam zgłodnieć i niestety musiałam wziąć się za robienie nam wszystkim pokarmu. Oczywiście Alan zaoferował swoją pomoc, jednakże ją odrzuciłam, bo wolałam sama przyrządzić tę kolację. W ten sposób ugotowałam pyszne spaghetti bolonese, które wszystkim smakowało, bez wyjątków.
- Jest zasada, kto gotował, ten nie zmywa. - Odezwał się głos za mną.
- Nic nie szkodzi. Mogę pozmywać.
- Ależ szkodzi. Pozwól. - Odparł Alan i zajął moje miejsce na zmywaku.
- Niech będzie, ale ja wycieram.
- Okej, uparciuchu. - Rzucił mi szmatkę, a ja złapałam ją w locie.
Kiedy mój towarzysz zaczął zmywać, ja szykowałam się do wycierania. Ta część dnia minęła nam bardzo szybko bo tak naprawdę zajęła 10 minut, ale było to bardzo mile z jego strony i w ogóle fajnie było mieć kogoś, kto pomoże w najmniejszych rzeczach i cię wyręczy z własnej dobrej nieprzymuszonej woli. Tak własnie było z Alanem. Był dla mnie dobry, może nawet  aż nazbyt, ale nie przeszkadzało mi to. Raczej fakt, że go na pewno skrzywdzę i że na marne się stara, ale chcę mu dać szansę i spróbować czegoś nowego, bo tylko to mi pozostało poza nauką i zapomnieniem. 

piątek, 7 kwietnia 2017

Rozdział 1

Październik

Jenny
Boże, spóźnię się dzisiaj! Wczoraj zapomniałam nastawić budzik, a teraz jeszcze odkryłam, bateria w telefonie jest równa zero. Cholera! W pół do ósmej, a ja po drugiej stronie Paryża i w dodatku jeszcze w piżamie! Nie zdążę, za Chiny nie zdążę! Wpadłam do łazienki, capnęłam grzebień i wrzuciłam go do mojej torby razem z książkami. Szybko zdjęłam spodenki, które służyły mi za dolną część piżamy i na nogi naciągnęłam czarne leginsy. Na czarną podkoszulkę od piżamy, którą na sobie zostawiłam, nałożyłam czarny wełniany sweter z głową pandy i pognałam na dół. I wtedy przypomniałam sobie o czymś ważnym... Torba! Wbiegłam z powrotem na górę, chwyciłam to, co miałam zabrać i ponownie zbiegłam na dół. Tata od szóstej był w pracy, a co za tym idzie, Johan również, więc musiałam odpalić stojący w garażu granatowy skuter. Szybkim ruchem wsiadłam na pojazd, odpaliłam go, zapięłam kask i opuściłam garaż przy okazji zatrzymując się na podjeździe i zamykając drzwi garażowe. Te frontowe były zamknięte tylko na górę, ponieważ tata zawsze zamykał drzwi kiedy wychodził i miałam nadzieję, że i dzisiaj tak zrobił. Mknęłam skuterem przez zatłoczone centrum Paryża i starałam się w nikogo nie uderzyć, ani nie porysować skutera, gdyż należał on do mnie i był prezentem od taty na moje osiemnaste urodziny. Do szkoły dotarłam kilka minut po ósmej, ale na szczęście wykład jeszcze nie zaczął się na dobre. Jak się okazało nauczycielka nie mogła znaleźć klucza od sali, więc troche im zleciało. Kiedy wszyscy wyjmowali książki i zeszyty, ja czesałam włosy:
-Miss Hunter.- Dosłyszałam głos nauczycielki, w którym pobrzmiewał angielski akcent
-Yes?- Zapytałam chowając do plecaka grzebień
-What are you doing? It's not a hair salon.- Na szczęście nauczycielka miała poczucie humoru, więc nie oberwało mi się za tą wpadkę.
Ema wyjęła moje książki i pożyczyła mi swój długopis, ponieważ w pośpiechu zapomniałam piórnika. W ogóle dzisiejszy dzień był strasznie zabiegany, co mi się nie podobało. Prócz spóźnienia się na zajęcia w opłakanym stanie i zapomnienia piórnika zdążyłam na wuefie złamać trzy paznokcie i prawie złamać rękę. Nie, wolę nawet nie mówić jak to sie stało... Później nauczycielka zapytała mnie z ostatniej lekcji, a ja oczywiście niczego nie wiedziałam i dodatkowo, kiedy opuściłam szkołę zauważyłam, że ktoś pomazał czarnym markerem mój skuter. Gdyby nie Ema rozpłakałabym się. Jeszcze na domiar złego podszedł do nas Noah, chłopak, który był obiektem westchnień mojej znajomej:
-Hej, stało się coś?- Zapytał, gdy tylko zobaczył moją minę; Noah jest średniej wysokości Szwedem o blond włosach i również blond koziej bródce. Doszedł do naszej klasy tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego. Z natury jest dosyć cichy i spokojny. Aż trudno uwierzyć, że gra na gitarze w kapeli rock'owej.
-Tak, ktoś pomazał skuter Jenn.- Poskarżyła się Ema
-Może da się to jakoś zmyć?- Wsadził palec do buzi, po czym wyjął go i próbował zmyć marker, który ku mojemu zdziwieniu zadziwiająco szybko schodził
-Ty, co ty masz w tej ślinie?- Zaciekawiła sie Ema, która spróbowała zrobić to samo co Noah, ale jej nie wychodziło
-Nic.- Odparł zbity z tropu i ścierał dalej
-Ej, dobra, już zostawcie. Jak wrócę do domu to postaram się to jakoś pościerać. Dzięki.- Uścisnęłam ich oboje, po czym odpaliłam skuter, założyłam kask i odjechałam. Chyba nie muszę dodawać, że ludzie lampili się na mnie jak na idiotkę i wandala.
Postanowiłam od razu pojechać do domu. Nie chciałam martwić tatę i Johana, bo zaraz by zaczęli panikować i dochodzić kto pomazał mi skuter. Gdy tylko znalazłam się na podjeździe podbiegła do mnie Greta, młodsza siostra Johana:
-Jenn!- W jej głosie było słychać zakłopotanie i rozpacz
-Tak?- Rzuciłam zdejmując kask
-Ojej, co ci się stało ze skuterem?- Zainteresowała się
-Nic.- Warknęłam i poczułam wyrzuty sumienia; przecież Greta nie była winna tego, że mam zły dzień- Co chciałaś?- Wysiliłam się na bardziej uprzejmy ton
-Ah, no bo wiesz, pokłóciłam się ze swoim chłopakiem i...- Myślałam, że się załame, nie dość, że miałam własne problemy, to musiałam jeszcze wysłuchiwać młodzieńcze zawirowania młodszej siostry mojego chłopaka
-No i co?- Udawałam zainteresowanie
-No i nie wiem jak się z nim pogodzić, bo pokłóciliśmy się z mojej winy.- Westchnęła
-Poczekaj chwilę, tylko otworzę garaż.- Odparłam otwierając drzwi wejściowe i na chwile znikając w domu. Po chwili otworzyłam również drzwi garażowe i zaopatrzona w wiadro z wodą i płynem do naczyń oraz gąbką zaczęłam szorować skuter- Możesz już kontynuować.- Zwróciłam sie do Grety- O co się pokłóciliście?
-Bo chciałam, żeby się dzisiaj ze mną spotkał, ale powiedział, że nie może, bo ma dodatkowe zajęcia i się nie wyrobi. No i nawyrzucałam mu, że mnie unika i woli jakieś zajęcia ode mnie.- Jej blada twarz lekko się zarumieniła.
-Wiesz co?- Odezwałam się kończąc szorować jeden bok- Ja bym poczekała dzień, może nawet dwa, a później przeprosiła.- Odparłam jakby to była najprostsza rzecz na świecie
-Jak to?- Zdziwiła się
-No, normalnie. Miałby czas na przemyślenie twoich słów i uświadomienie sobie, że faktycznie cie zaniedbuje. Jeżeli się do wieczora nie odezwie to poczekaj do rana, a jak rano się nie odezwie, to przeczekaj cały dzień i pod wieczór go przeproś. Nie będzie cię atakował, a przy odrobinie szczęścia przyzna ci racje.- Skończyłam szorowanie, zostało już tylko płukanie
-Mówisz tak, bo to już przerabiałaś z moim bratem?- W jej głosie wyczułam rozbawienie
-Dokładnie.- Potwierdziłam targając wąż ogrodowy- Uważaj, bo może pryskać.- Ostrzegłam, a ona się odsunęła. Po spłukaniu mój skuter wyglądał jakby był prosto z salonu.
-Dzięki!- Usłyszałam jej uradowany głos i jedyne co zobaczyłam, to zamykające się drzwi domu sąsiadów
-Nie ma za co.- Odparłam sama do siebie; stałam i otępiale patrzyłam się w skuter przy okazji przypominając sobie co tak dokładniej jej powiedziałam, ale machnęłam na to ręką i wprowadziłam pojazd do garażu.
Gdy w końcu pojawiłam się w swoim pokoju przypomniałam sobie o złamanych paznokciach i bolącej ręce. Przeszłam do łazienki, gdzie pilnikiem wyrównałam złamane paznokcie, a bolącą rękę zaczęłam uważnie oglądać. Nie wyglądała tak źle, ale co było niezaprzeczalnym faktem- bolała. Szczęście, że to była akurat lewa, a nie prawa. Cóż, pomimo wyraźnie widocznego i odczuwalnego dzisiaj pecha, zdarzyło mi się kilka dosyć dobrych rzeczy: nie spóźniłam się na lekcje, nie porysowałam skutera (co prawda został pomazany, ale na szczęście udało mi się to zmyć), jakoś udało mi się zrobić notatki pomimo braku własnego długopisu. Na wuefie niczego, prócz paznokci, nie złamałam, ale to szybko dało się naprawić, a boląca ręka okazała sie być tą lewą i w dodatku podczas drogi powrotnej i wykładów nie dawała sie we znaki. Miałam dzisiaj wręcz bogaty we wrażenia dzień. Ale na tym nie koniec.
Tata wrócił do domu koło dwudziestej i przyprowadził ze sobą Johana. Zeszłam powoli po schodach, gdyż nie chciałam zakończyć tego dnia swoją śmiercią lub połamanymi nogami, po czym przywitałam się najpierw se swoim tatą, a później z Johanem. Nie wiem co jest gorsze: kiedy twój tata nienawidzi twojego chłopaka, czy kiedy traktuje go jak przyjaciela. Stanowczo Johan za często przebywał w naszym domu, może nawet częściej niż w swoim własnym. Miał u nas swój własny prywatny pokoik na górze, zwany potocznie strychem, ale jemu to nie przeszkadzało, bo i tak w nocy przyłaził do mnie. Coś czułam, że i dzisiaj u nas zostanie. Nie żeby mi się nie podobało spanie z nim, bo wiedziałam, że się nie posunie dalej niż mu na to pozwolę. Po prostu czasami, tak jak akurat dzisiaj, chciałam pospać SAMA. No, ale co miałam zrobić? Wygonić go do mojego ojca? W sumie całkiem ciekawy pomysł, ale boję się, że jeszcze mi jutro oznajmią, że Johan zostanie moją macochą, a tego nie chciałam.
No i ostatecznie stało się tak, jak przewidywałam. Kiedy już prawie spałam dosłyszałam ciche pukanie do drzwi. Równie dobrze mogłam je zignorować, ale że już ledwo kontaktowałam i chciałam iść spać, wiec wysiliłam się na wysapanie ,,Wejść" i kilka sekund później Johan leżał obok mnie:
-Jak ci miną dzień?- Właśnie dlatego nie cierpiałam z nim spać w takie dni jak ten
-Może być.- Chciałam go jakoś zbyć
-Nie kłam. Słyszę to po twoim tonie.- Już całkiem nieźle mnie znał
-Jeżeli informacja, że zaspałam do szkoły cię zadowoli...- Zatkał mi usta swoją dużą łapą
-Cicho, już się nie nakręcaj. Ta informacja mi wystarczy. I to dlatego jesteś nadąsana?- Zapytał próbując w ciemności patrzeć mi w oczy
-Połamałam paznokcie.- Poskarżyłam się; za nic mu nie powiem o skuterze
-Mhm, to wszystko wyjaśnia.- Przesłuchanie oficjalnie uważam za zamknięte, przemknęło mi przez głowę; w międzyczasie objął mnie jedną ręką w pasie i przyciągnął do siebie, a później drugą umocnił swój uścisk. Miałam ochotę kopnąć go i wyrwać się, ale zwalczyłam tą chęć i posłusznie leżałam w jego ramionach. On już tak miał. W dzień groźny tygrys, w nocy bezbronny kotek łaknący miłości i przytulenia. Cały Johan. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam...


Carrie 
Mój budzik zadzwonił punkt siódma i miałam półtorej godziny na wyszykowanie się na zajęcia. Nie słyszałam ażeby ktoś się krzątał po domu, więc byłam sama. Postanowiłam, że zrobię sobie poranną kawę i śniadanie, a potem się zastanowię nad środkiem lokomocji. 
Zeszłam na dół po chodach jeszcze w piżamie i wstawiłam wodę na moją kawusię. Krzątając się wśród szafek zauważyłam karteczkę leżącą na stole. Jej treść mówiła o tym, że mogę wziąć kabriolet należący do Ericka, bo sam pojechał motorem do pracy. Tak, ma motor, gdyż dostał go na swoją osiemnastkę. Ja też dostałam, ale nie mogłam go wziąć ze sobą do Wenecji, no bo jak. 
W godzinę byłam wyszykowana i w pełni gotowa do wyjścia na zajęcia. Na szczęście dobrze się orientowałam w terenie w Wenecji, co nie tyczyło się Paryża, bo tam mogłam się zgubić w samym centrum handlowym. Ale czy to ważne...
Nim zaszłam na zajęcia zdążyłam poznać bardzo miłego chłopaka o imieniu Gideon. Studiował kompozycję, czyli obracaliśmy się w podobnych kręgach. Nawet mi zaśpiewał, bo chciał mi wynagrodzić fakt, że mnie stratował, choć wcale mi to nie przeszkadzało, gdyż sama jestem fajtłapą jak się patrzy. Ale mówi się trudno. 
Zajęcia minęły mi całkiem szybko i bez większych wrażeń. Nauczanie odbywało się w moim ojczystym języku, więc nie miałam problemów ze zrozumieniem słów wykładowcy. W ekspresowym tempie dotarłam także do domu, gdzie już chłopacy wrócili z pracy, a było to koło 16-tej. Eric właśnie szedł do lodówki po zimne piwo, a tym razem to Alan siedział w kuchni przy garach, oczywiście bez koszulki...
- Alan, nie masz w zanadrzu żadnej koszulki do pożyczenia? 
- Mam jedn... - Uciął, gdy spojrzał mnie. - Carrie, wróciłaś. - Spostrzegł.
- A miałam nie wracać? 
- Myśleliśmy, że będziesz poznawać nowych ludzi i takie tam.
- Nie miałam na dziś tego w planie. 
- A co ty na to żeby zmienić plany? 
- Co proponujesz? 
- Wyskoczyć do jakiegoś klubu i się rozerwać trochę. 
- Oki. To kiedy konkretnie chcecie iść? 
- Wybierzesz się na za dwie godziny? 
- Myślę, że tak, ale nie brałam żadnej dyskotekowej sukienki ani nic.
- Nie szkodzi. Annie ci coś pożyczy, bo zaraz do niej jedziemy. 
- Dłuższe zaraz czy te krótsze? 
- Raczej te krótsze, bo musimy wypić piwo i się w chwile ogarnąć.
- Ok. To ja idę wziąć prysznic, póki mam okazję.
- Idź się szykuj.
Tak więc poszłam szybko na górę i zgarnęłam wszystkie najpotrzebniejsze przybory. W podskokach poleciałam do łazienki pod prysznic i zabrałam się do roboty.
Po trzydziestu minutach byłam gotowa, częściowo. W każdym razie miałam wyszorowane i wypachnione ciało a włosy umyte i wysuszone, które bardzo ładnie się układały.
- Mała, zaaaraaaz poooojeeedzieeemy beeez cieeebieee! - Krzyknął mój kuzynek.
- Już idę! - Odkrzyknęłam. 
Kiedy zeszłam na dół, chłopacy ubierali się w bluzy i poprawiali włosy. Alan jeszcze w między czasie grzebał po kieszeniach w poszukiwaniu kluczyków od range'a. 
- Ja prowadzę. 
- Nie wydaje mi się.
- A mi się wydaje, że tak. Ja tu jako jedyna jestem trzeźwa, więc ta kwestia nie podlega według mnie dyskusji.
- Daj spokój, toż wypiliśmy tylko po jednym piwko. Co się niby może stać? 
- Wypadek, potem  i takie tam. 
- Ona prowadzi.
- I ty Brutusie przeciwko mnie?!
- Daj jej kluczyki. - Nakazał mój kuzyn. 
- Aaaa - Naburmuszył się Alan, ale rzucił mi kluczyki. - No dobra. Jedźmy już, bo nigdy nie dojdziemy do klubu.
Jak powiedział tak się stało, ale za to szybko dotarliśmy do domu Annie, która zaoferowała pożyczenie swoich ciuszków dla mnie. Normalnie dziewczyna anioł. Nie dziwie się, że Eric na nią leci. Pewnie sama bym na nią poleciała, gdybym była facetem, albo bym poleciała na damską wersję Aidena.  O ile by taka istniała. 
- Może ten komplet będzie pasował. - Wyjęła z szafy czarny top sięgający do połowy brzucha, ciemnoszare szorty i ramoneskę, która idealnie komponowała się z resztą stroju. - W łazience możesz zmierzyć. Jak wyjdziesz to pierwsze drzwi po lewej. 
- Dobra, dzięki. - Wzięłam od niej wybrany komplet i poszłam go przymierzyć. Pasował jak ulał i musiałam przyznać, że wyglądałam w nim seksownie.
Wyszłam z łazienki i pokazałam się Annie, która zobaczywszy mnie, obdarzyła mnie twierdzącym spojrzeniem. 
- Jeszcze makijaż! - Krzyknęła podekscytowana i wyjęła z szafy kuferek pełny kosmetyków. Rozkazała mi usiąść i cierpliwie czekać na efekty jej przyszłej pracy. 
Mijały minuty, a ja cierpliwie czekałam na to, żeby zobaczyć to, co mam na twarzy. No i wreszcie się doczekałam. Makijaż był perfekcyjny. W ciemnych kolorach cienie oraz eyeliner dopasowywały się do krwistoczerwonej szminki, którą dzierżyły me usta. Wyglądałam po prostu rewelacyjnie, i nie tylko ja tak twierdziłam... Chłopacy od razu obdarowali mnie aprobującymi spojrzeniami, co znaczyło, że możemy iść już na dyskotekę. 
- Dobra moje panie, jedziemy. 
- Taksówką, moi panowie. - Odrzekła Annie.
- Kolejna się uparła. - Powiedział zażenowany Alan.
- I wiecie, że mamy rację. - Odpowiedziałam z założonymi rękoma.
- Wywalanie kasy w błoto. - Próbował kontratakować.
- Lepiej żebyśmy się rozbili albo auto było skasowane... - Dawała przykłady Annie.
- Wygrałyście. - Poddali się, a my przybiłyśmy sobie piątkę.
Eric zadzwonił po taksówkę i po kwadransie byliśmy w klubie o nazwie Pandemonium. Całkiem ciekawie. Klub też nie był najgorszy. Prawdę mówiąc to jak dla mnie to dla bogaczy. Sala za to była dobrze oświetlona za pomocą czerwonych i niebieskich reflektorów. Muzyka obijała się o ściany, a barman wciąż podawał drinki zza lady, a ja stałam w wejściu, gdy do budynku wlewały się tłumy ludzi. Gdy w końcu ruszyliśmy się z miejsca, udaliśmy się do wolnego stolika. Ja usiadłam między Eric'iem a Alanem, a Annie obok swego chłopaka. Po chwili mój kuzyn zaproponował:
- Przynieść dla was coś do picia?
- Whisky - Odrzekł Alan.
- Margaritę. - Odezwała się Annie.
- A co dla ciebie? - Zostałam zapytana.
- Jak byś mógł, to weź mi martini i będzie ok.
- Nie ma sprawy. - Powiedział i podszedł do lady, by zamówić nam nasze drinki.
Gdy tylko mój kuzyn wrócił, upiłam łyka swego napoju i zostałam wyciągnięta na parkiet przez przystojnego blondyna o niebieskich oczach. Mogłam się założyć, że to Norweg. Nie zostałam obdarzona przez niego tylko pięknym uśmiechem, ale także znakomitym tańcem. Był świetnym partnerem do tańca, a raczej osobą, którą się tańcem uwodziło. Nie moja wina, że na parkiecie czuję się jak gdybym rysowała linie na papierze i uzupełniała kontury barwami. Może jakoś specjalnie cudowna tancerką nie byłam, ale radziłam sobie całkiem nieźle. W sumie to całkiem nieźle to mało powiedziane. Radziłam sobie doskonale jak na osobę z tak małym doświadczeniem.  Ale co tu dużo gadać, taniec jak taniec, a ja znów mogłam poczuć na sobie aprobujący wzrok.
Przetańczyłam z blondaskiem dwie piosenki, a wkrótce o tym poszłam do stolika by łyknąć napoju i wypatrzeć znajomych. Oczywiście Eric wraz ze swoją dziewczyną się obmacywali na środku parkietu, a Alan chyba szukał zwierzyny na podryw o ile jeszcze jej  nie znalazł. Ja zajęłam się natomiast sączeniem alkoholu i obserwowaniem zgromadzonych tutaj ludzi. Większość z nich tańczyła, a nieliczne jednostki, takie jak ja, siedziały przy ladzie czy też w boksach. Wiele ludzi było już po kilku drinkach, a jak nie, to zamierzali do tego doprowadzić. Nie dziwię im się, przecież koniec tygodnia i te sprawy...
- Co ty tu tak siedzisz? - Usłyszałam głos Alana, który wyrwał mnie z moich rozmyśleń.
- Mówiłeś coś? - Zapytałam, bo naprawdę nie wiedziałam, co do mnie powiedział.
- Nie przejmuj się, to nie było nic ważnego. Nad czym tak rozmyślasz?
- Nad tym, jak zapomnieć. - Odpowiedziałam bez zastanowienia i od razu tego pożałowałam.
- A co chcesz zapomnieć?
- Coś czego ci nie powiem, bo wtedy sobie przypomnę. - Odparłam zdecydowanie, próbując go lekko spławić.
- Niech będzie. Ale skoro nie chcesz ze mną gadać, to musisz ze mną zatańczyć.
- Mogę wszystko, nic nie muszę.
- Coś w ten deseń, ale teraz chodź tańczyć, jak już skończyłaś swój wewnętrzny monolog i ie zaczęłaś kolejnego.  Powiedziawszy to, chwycił mą dłoń i pociągnął mnie na parkiet, a po chwili kołysaliśmy się w rytm muzyki.
Reszta wieczoru minęła mi na tańcu z Alanie oraz kilkoma innymi młodymi a także przystojnymi włochami  oraz piciu alkoholu, który wchodził we mnie w ekspresowym tempie. Nie można powiedzieć, że byłam pijana ani tego, że byłam trzeźwa. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się wyszalałam za wszystkie czasy, choć nie mogło przebić to mojej osiemnastki, którą spędziłam z Jenn, Johanem i Aidenem w klubie. Oczywiście mój zazdrośnik nie odstępował mnie na krok, podobnie Johan reagował, gdy tylko jakiś chłopak zbliżał się do mojej przyjaciółki. Ale nie można było się mu dziwić, był w niej zakochany po uszy. Ich miłość przetrwała do dnia dzisiejszego, choć Jenn wciąż bywa oporna na jego wyrazy miłości. No ale Jenn to Jenn, ona się nigdy nie zmieni, po prostu taka jest i nikt jej nie przekabaci, nawet ja a tym bardziej jej chłopak.
Gdy w końcu wróciliśmy taksówką do domu, Annie i Eric wylądowali w jednym łóżku, ja pod prysznicem, a Alan jeszcze szalał z jakąś rudą u siebie. Gdybym nie była napita musiałabym wysłuchiwać ich orgii, ale na szczęście szybko mnie zmuliło i spałam jak trup.