piątek, 12 maja 2017

Epilog

3 lata później, lipiec...

Jenny
-Julie!- Zmęczonym głosem skarciłam moją małą czarnowłosą piękność o dużych niebieskich oczach- Ile razy ci mówiłam, żebyś nie jadła czekolady z rana!- Wzięłam do rąk ścierkę i zaczęłam wycierać Małej buźkę- Johan, miałeś jej pilnować!- Krzyknęłam, a mój mąż stał u podnóży schodów ubrany w ciemno-granatowy garnitur; wyglądał w nim okropnie seksownie, ale w tej chwili nie zwracałam na to uwagi
-Wiązałem krawat.- Wytłumaczył się, biorąc naszą córkę na ręce- Przecież nic sie nie stało.- Wytarł kciukiem ostatnie resztki czekolady z kącika jej ust- Czysta jest. A poza tym nie ubrudziła się.- Julia oplotła szyję Johana swoimi małymi rączkami i parzyła się na mnie.
-Masz szczęście.- Fuknęłam i poszłam szykować się w dalszej części. Zanim urodziła się Julia, zdążyliśmy z Johanem wziąć ślub w maju, a dokładnie trzy lata temu, w lipcu, urodziło się nasze małe szczęście. Po narodzinach Julii, Johan zaczął szukać jakiegoś przytulnego domku niedaleko naszych rodziców i udało mu się. Co prawda mieszkamy w tej samej dzielnicy, lecz kilkanaście domów dalej. Co niedziela odwiedzają nas mój tata oraz rodzice Johana i bawią się z Małą, a my z Johanem mamy czas dla siebie. Dokończyłam studia, a na chwilę obecną znalazłam zatrudnienie jako przedstawiciel międzynarodowy ogromnej firmy kosmetycznej, której właścicielką jest mama mojej najlepszej przyjaciółki. Zarabiam całkiem nieźle, a co najważniejsze mogę pracować w domu. Raz na miesiąc lecę w delegację do Anglii i próbuję namówić różne salony do korzystania z naszych produktów. Johan pozostał przy pracy mechanika oraz pomocnika mojego taty, chociaż czasami mam wrażenie, że to mój tata jest jego pomocnikiem.
Starałam się zrobić idealne kreski eyeliner'em, kiedy usłyszałam krzyk Johana z dołu:
-Jenn! Julia zasnęła!- Westchnęłam załamana; normalnie zrobiłabym face palm'a, ale nie chciałam niszczyć swojej pracy
-Skoro śpi to czego się drzesz?- Na wpół odkrzyknęłam
-Co mam z nią zrobić?- Zapytał stojąc już w drzwiach łazienki; Julia w dalszej części oplatała jego szyję i nic nie wróżyło na to, by ją w najbliższym czasie puściła.
-Daj mi ją.- Odłożyłam eyeliner, a moje lewe oko było w połowie gotowe; Johan zniżył się do mojego wzrostu i starał się przekazać mi nasze dzieciątko. Wzięłam Julię na ręce, ale ona nadal przytulała się do szyi Johana- Delikatnie chwyć ją za rączki i powoli je zdejmuj ze swojej szyi.- Poleciłam szeptem, a on trochę nieudolnie wykonał moje polecenia. Gdy już miałam ją na swoich rękach, poszłam do jej pokoiku i tam ułożyłam ją do snu. Johan zaszył się przy drzwiach i bał się wejść do pokoju Małej. W ogóle obchodził się z nią bardzo delikatnie, już nie mówiąc o tym, kiedy Julia zasypiała w jego ramionach. Jest bardzo podobna do taty. Ma podobne rysy twarzy, iskrzące się niebieskie oczka i gęste czarne włosy do połowy pleców. Oboje z rana oglądają bajki w salonie, a czasami zdarza się, że Julie dorwie się do moich kosmetyków i zacznie malować nimi Johana, kiedy ten drzemie sobie na kanapie. Jest to jeden z głównych powodów, dlaczego staram się nie zostawiać jej z moim mężem. On sobie zasypia, a Mała pozostaje sama sobie...:
-Ułożyłaś ją?- Zapytał szeptem, a ja pokiwałam twierdząco głową, zamykając drzwi jej pokoiku.
-Widzę, że pan Jeager wygląda dziś szykownie.- Stwierdziłam poprawiając jego krawat
-Niestety nie tak bardzo jak jego żona i córka.- Objął mnie w pasie, po czym pochylając się, pocałował mnie w usta, a ja odsunęłam się od niego
-Johan! Cała moja pomadka jest teraz na twoich ustach!- Wyrzuciłam mu spoglądając na jego krwisto-czerwone usta
-No to jeszcze raz.- Zaproponował i znowu mnie pocałował; tym razem pomadka rozmazała się na naszych ustach i musiałam od nowa je malować, a Johan swoje zmyć. Tak też zrobiliśmy, a ja przy okazji dokończyłam rysować kreskę. Po kilku minutach oboje byliśmy gotowi do wyjścia. Pozostało nam tylko poczekać, aż zjawią się moi teściowie i tata, bo to oni mieli pilnować Julie. Pierwszy, oczywiście, zwlókł się mój tata, ale tylko dlatego, ponieważ nudziło mu się samemu w domu. Już kilka razy sugerowałam mu, aby kupił sobie psa albo kota, ale on się wykręca, że w dzień nie ma czasu i w ogóle sobie jakoś radzi...
Po dziesięciu minutach, do naszego gniazdka zawitali również rodzice Johana. Poinformowaliśmy całą trójkę, że Julie najadła się czekolady i teraz śpi. Poinstruowałam, co mają jej dać do jedzenia, o jakiej godzinie, w co przebrać do spania i tym podobne bzdety. Kiwali twierdząco głowami, wyganiając nas z naszego własnego domu i twierdząc, że się spóźnimy. Nie wierzyłam im, dopóki sama nie spojrzałam na zegarek...

Carrie 
W końcu nadszedł ten dzień. Byłam strzępkiem nerwów i nie miałam zielonego pojęcia co ze sobą zrobić, bo w jednym miejscu nie dałam rady usiedzieć. Mój narzeczony,już za niedługo mąż, szykował się do uroczystości w swoim domu, a ja strasznie za nim tęskniłam i nie mogłam doczekać się chwili, w której stanę przy nim przy ołtarzu. Nie widziałam się z nim od tygodnia i wciąż nie mogłam uwierzyć, że za kilka godzin stanę się panią Heavens. Odkąd Aiden oświdczył mi się przy fontannie w świetle lamp i blasku gwiazd z Wenecji, byłam w siódmym niebie. Mój skarb przyjeżdżał wtedy do mnie co drugi weekend i spędzaliśmy cudownie czas w swoim towarzystwie.  Aiden skończył studia, jednakże ja obrałam dwa i wciąż się uczę. Musiałam zacząć studiować handel i zarządzanie, ponieważ ten kierunek odpowiada mojej przyszłej funkcji. Mój przyszły mąż pewnego dnia odziedziczy fotel po ojcu, a ja po mojej mamie, ale jak na razie nie śpieszy mi się do głównego prezesowania. W prawdzie mój narzeczony zajmuje już fotel prezesa w jednej z filii, a ja za to odbywam praktyki w firmie mamy i maluję. Jedno nie wyklucza drugiego. Miałam się wkrótce przeprowadzić do naszego wspólnwgo domu, który dostaliśmy jako prezent ślubny od naszych rodzicieli na dobry początek. Już nie mogłam się doczekać czasu, w którym co noc będę zasypiała w ramionach ukochanego. 
- Chodź szybko, bo spóźnimy się do salonu. - Usłyszałam wołający głos mamy, która niecierpliwiła się tak jak ja albo jeszcze bardziej. Chwilami zastanawiałam się, kto tu bierze śłub: ona czy ja. 
- Już idę. - Odrzekłam i szybko zgarnęłam torebkę, a następnie pognałam do samochodu. 
W piętnaście minut dotarłyśmy do salonuz gdzie miałyśmy zostać wyszykowane na ceremonię, która miała się zacząć o czternastej. 
- No to do roboty moje panie. - Powiedziała właścicielka do pracownic, które były najlepsze w swoim fachu. 
Po dwóch i pół godziny miałyśmy wykonane wszystkie zaplanowane zabiegi i na obecną chwilę zostało uczesanie i wykonanie makijażu. Czułam się kompletnie odnowiona i w duchu miałam nadzieję, że Aiden będzie zadowolony z efektu końcowego. 
Gdy powróciłysmy do domu, czekały na nas już makijażystka i fryzjerka z całym swoim asortymentem. Miałam idealnie dobraną fryzurę i makijaż, które perfekcyjnie komponowały się z suknią, która jeszcze wisi na wieszaku, jednakże wkrótce miało się to zmienić, gdyż zostały jedynie dwie godziny.
Nadeszła w końcu pora na to,abym kroczyła w kierunku cholernie seksownego Aidena ubranego w czarny garnitur. To była niesamowita chwila, gdyż za parę minut miałam stać się żoną, mężczyzny który zdobył me serce cztery lata temu, mimo że uważałam go na początku za kompletnego idiotę, a dzisiaj sądze, że to najlepszy facet pod słońcem i nie mogłam sobie wymarzyć lepszego.  Kiedy padły słowa "możesz pocałować pannę młodą", mój mąż obdarzył mnie pocałunkiem, który wyrażał więcej niż tysiąc słów i posiadał więcej miłości niż fraza " kocham cię".


Jenny
Zwlekliśmy się do kościoła kilka minut przed mszą. Jako, że byłam jedną z druhen, musiałam szybko znaleźć Carrie, aby się nie martwiła czy dojadę. Gdy ją zobaczyłam, wyglądała jak najpiękniejsza panna młoda świata. Pomimo tremy, uśmiechała sie od ucha do ucha i nie mogła się doczekać wesela, kiedy będzie mogła w końcu wytańczyć się po wsze czasy ze swym świeżo upieczonym małżonkiem:
-Carrie!- Zawołałam podbiegając do niej- Wyglądasz olśniewająco!- Pochwaliłam jej wygląd. Biała suknia sięgała aż do samej ziemi, tak samo śnieżnobiały welon. Wokół niej stały Lucy- jej znajoma z siłowni, którą kiedyś mi przedstawiła oraz Annie, żona jej kuzyna z Wenecji, który również się tutaj pojawił. Traf chciał, że Johan się z nim zakumplował i teraz ze sobą rozmawiali, najpewniej o samochodach:
-Trzymaj.- Annie wręczyła mi bukiecik kwiatów, które ona, Lucy i Carrie trzymały w dłoniach
-Dzięki.- Odparłam i razem z druhnami ruszyłyśmy do kościoła, aby zająć nasze miejsca.
Ogółem msza przebiegła bez problemu. Było dużo łez wzruszenia, oklasków i reporterów, którzy co jakiś czas nawijali o ślubie dziedziców dwóch największych firm we Francji...

Carrie 
W końcu stałam się żoną mężczyzny, którego kochałam, a on kochał mnie. Po słowach "tak, chcę", byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie i mogłam umierać, chociaż miałam teraz przed sobą cudowne życie w towarzystwie Aidena. 
Kiedy przyszła pora na wesele, wszyscy goście pojechali do hotelu za naszą limuzyną. W samochodzie  Aiden był czarujący i kochany. Jednym słowem, najlepszy mąż we wszechświecie. Całował mnie, przytulał i patrzył na mnie z tak wielką miłością, że mogłam się rozpłynąć tak, jak lody latem. 
Całe wesele przyrządziły nasze matki, a ja trochę pomagałam. Wiedziałam, że o tym marzą, więc pozwoliłam im robić swoje. Wszystko wyglądało bajecznie, tak jak pragnęłam. Kwiaty jakie chciałam, jedzenie najlepsze jakie jadłam,a muzyka wyśmienita. Wszystkim chyba się podobało i to mnie cieszyło najbardziej. Po prostu, to był najpiękniejszy dzień w moim życiu, a szykowała się jeszcze ciekawsza noc...
W pewnym momencie mój mąż doszedł do głosu i usłyszałam najvudowniejsze słowa wypływające z jego ust: 
- Wzinieśmy toast za Carrie, najcudowniejszą kobietę na świecie, bez której nie wyobrażam sobie życia i dzięki której stałem się lepszym człowiekiem i wiem, że na świecie istnieje coś takiego jak dozgonna miłość. Kocham cię, skarbie i zawsze będę cię kochał...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz