piątek, 12 maja 2017

Epilog

3 lata później, lipiec...

Jenny
-Julie!- Zmęczonym głosem skarciłam moją małą czarnowłosą piękność o dużych niebieskich oczach- Ile razy ci mówiłam, żebyś nie jadła czekolady z rana!- Wzięłam do rąk ścierkę i zaczęłam wycierać Małej buźkę- Johan, miałeś jej pilnować!- Krzyknęłam, a mój mąż stał u podnóży schodów ubrany w ciemno-granatowy garnitur; wyglądał w nim okropnie seksownie, ale w tej chwili nie zwracałam na to uwagi
-Wiązałem krawat.- Wytłumaczył się, biorąc naszą córkę na ręce- Przecież nic sie nie stało.- Wytarł kciukiem ostatnie resztki czekolady z kącika jej ust- Czysta jest. A poza tym nie ubrudziła się.- Julia oplotła szyję Johana swoimi małymi rączkami i parzyła się na mnie.
-Masz szczęście.- Fuknęłam i poszłam szykować się w dalszej części. Zanim urodziła się Julia, zdążyliśmy z Johanem wziąć ślub w maju, a dokładnie trzy lata temu, w lipcu, urodziło się nasze małe szczęście. Po narodzinach Julii, Johan zaczął szukać jakiegoś przytulnego domku niedaleko naszych rodziców i udało mu się. Co prawda mieszkamy w tej samej dzielnicy, lecz kilkanaście domów dalej. Co niedziela odwiedzają nas mój tata oraz rodzice Johana i bawią się z Małą, a my z Johanem mamy czas dla siebie. Dokończyłam studia, a na chwilę obecną znalazłam zatrudnienie jako przedstawiciel międzynarodowy ogromnej firmy kosmetycznej, której właścicielką jest mama mojej najlepszej przyjaciółki. Zarabiam całkiem nieźle, a co najważniejsze mogę pracować w domu. Raz na miesiąc lecę w delegację do Anglii i próbuję namówić różne salony do korzystania z naszych produktów. Johan pozostał przy pracy mechanika oraz pomocnika mojego taty, chociaż czasami mam wrażenie, że to mój tata jest jego pomocnikiem.
Starałam się zrobić idealne kreski eyeliner'em, kiedy usłyszałam krzyk Johana z dołu:
-Jenn! Julia zasnęła!- Westchnęłam załamana; normalnie zrobiłabym face palm'a, ale nie chciałam niszczyć swojej pracy
-Skoro śpi to czego się drzesz?- Na wpół odkrzyknęłam
-Co mam z nią zrobić?- Zapytał stojąc już w drzwiach łazienki; Julia w dalszej części oplatała jego szyję i nic nie wróżyło na to, by ją w najbliższym czasie puściła.
-Daj mi ją.- Odłożyłam eyeliner, a moje lewe oko było w połowie gotowe; Johan zniżył się do mojego wzrostu i starał się przekazać mi nasze dzieciątko. Wzięłam Julię na ręce, ale ona nadal przytulała się do szyi Johana- Delikatnie chwyć ją za rączki i powoli je zdejmuj ze swojej szyi.- Poleciłam szeptem, a on trochę nieudolnie wykonał moje polecenia. Gdy już miałam ją na swoich rękach, poszłam do jej pokoiku i tam ułożyłam ją do snu. Johan zaszył się przy drzwiach i bał się wejść do pokoju Małej. W ogóle obchodził się z nią bardzo delikatnie, już nie mówiąc o tym, kiedy Julia zasypiała w jego ramionach. Jest bardzo podobna do taty. Ma podobne rysy twarzy, iskrzące się niebieskie oczka i gęste czarne włosy do połowy pleców. Oboje z rana oglądają bajki w salonie, a czasami zdarza się, że Julie dorwie się do moich kosmetyków i zacznie malować nimi Johana, kiedy ten drzemie sobie na kanapie. Jest to jeden z głównych powodów, dlaczego staram się nie zostawiać jej z moim mężem. On sobie zasypia, a Mała pozostaje sama sobie...:
-Ułożyłaś ją?- Zapytał szeptem, a ja pokiwałam twierdząco głową, zamykając drzwi jej pokoiku.
-Widzę, że pan Jeager wygląda dziś szykownie.- Stwierdziłam poprawiając jego krawat
-Niestety nie tak bardzo jak jego żona i córka.- Objął mnie w pasie, po czym pochylając się, pocałował mnie w usta, a ja odsunęłam się od niego
-Johan! Cała moja pomadka jest teraz na twoich ustach!- Wyrzuciłam mu spoglądając na jego krwisto-czerwone usta
-No to jeszcze raz.- Zaproponował i znowu mnie pocałował; tym razem pomadka rozmazała się na naszych ustach i musiałam od nowa je malować, a Johan swoje zmyć. Tak też zrobiliśmy, a ja przy okazji dokończyłam rysować kreskę. Po kilku minutach oboje byliśmy gotowi do wyjścia. Pozostało nam tylko poczekać, aż zjawią się moi teściowie i tata, bo to oni mieli pilnować Julie. Pierwszy, oczywiście, zwlókł się mój tata, ale tylko dlatego, ponieważ nudziło mu się samemu w domu. Już kilka razy sugerowałam mu, aby kupił sobie psa albo kota, ale on się wykręca, że w dzień nie ma czasu i w ogóle sobie jakoś radzi...
Po dziesięciu minutach, do naszego gniazdka zawitali również rodzice Johana. Poinformowaliśmy całą trójkę, że Julie najadła się czekolady i teraz śpi. Poinstruowałam, co mają jej dać do jedzenia, o jakiej godzinie, w co przebrać do spania i tym podobne bzdety. Kiwali twierdząco głowami, wyganiając nas z naszego własnego domu i twierdząc, że się spóźnimy. Nie wierzyłam im, dopóki sama nie spojrzałam na zegarek...

Carrie 
W końcu nadszedł ten dzień. Byłam strzępkiem nerwów i nie miałam zielonego pojęcia co ze sobą zrobić, bo w jednym miejscu nie dałam rady usiedzieć. Mój narzeczony,już za niedługo mąż, szykował się do uroczystości w swoim domu, a ja strasznie za nim tęskniłam i nie mogłam doczekać się chwili, w której stanę przy nim przy ołtarzu. Nie widziałam się z nim od tygodnia i wciąż nie mogłam uwierzyć, że za kilka godzin stanę się panią Heavens. Odkąd Aiden oświdczył mi się przy fontannie w świetle lamp i blasku gwiazd z Wenecji, byłam w siódmym niebie. Mój skarb przyjeżdżał wtedy do mnie co drugi weekend i spędzaliśmy cudownie czas w swoim towarzystwie.  Aiden skończył studia, jednakże ja obrałam dwa i wciąż się uczę. Musiałam zacząć studiować handel i zarządzanie, ponieważ ten kierunek odpowiada mojej przyszłej funkcji. Mój przyszły mąż pewnego dnia odziedziczy fotel po ojcu, a ja po mojej mamie, ale jak na razie nie śpieszy mi się do głównego prezesowania. W prawdzie mój narzeczony zajmuje już fotel prezesa w jednej z filii, a ja za to odbywam praktyki w firmie mamy i maluję. Jedno nie wyklucza drugiego. Miałam się wkrótce przeprowadzić do naszego wspólnwgo domu, który dostaliśmy jako prezent ślubny od naszych rodzicieli na dobry początek. Już nie mogłam się doczekać czasu, w którym co noc będę zasypiała w ramionach ukochanego. 
- Chodź szybko, bo spóźnimy się do salonu. - Usłyszałam wołający głos mamy, która niecierpliwiła się tak jak ja albo jeszcze bardziej. Chwilami zastanawiałam się, kto tu bierze śłub: ona czy ja. 
- Już idę. - Odrzekłam i szybko zgarnęłam torebkę, a następnie pognałam do samochodu. 
W piętnaście minut dotarłyśmy do salonuz gdzie miałyśmy zostać wyszykowane na ceremonię, która miała się zacząć o czternastej. 
- No to do roboty moje panie. - Powiedziała właścicielka do pracownic, które były najlepsze w swoim fachu. 
Po dwóch i pół godziny miałyśmy wykonane wszystkie zaplanowane zabiegi i na obecną chwilę zostało uczesanie i wykonanie makijażu. Czułam się kompletnie odnowiona i w duchu miałam nadzieję, że Aiden będzie zadowolony z efektu końcowego. 
Gdy powróciłysmy do domu, czekały na nas już makijażystka i fryzjerka z całym swoim asortymentem. Miałam idealnie dobraną fryzurę i makijaż, które perfekcyjnie komponowały się z suknią, która jeszcze wisi na wieszaku, jednakże wkrótce miało się to zmienić, gdyż zostały jedynie dwie godziny.
Nadeszła w końcu pora na to,abym kroczyła w kierunku cholernie seksownego Aidena ubranego w czarny garnitur. To była niesamowita chwila, gdyż za parę minut miałam stać się żoną, mężczyzny który zdobył me serce cztery lata temu, mimo że uważałam go na początku za kompletnego idiotę, a dzisiaj sądze, że to najlepszy facet pod słońcem i nie mogłam sobie wymarzyć lepszego.  Kiedy padły słowa "możesz pocałować pannę młodą", mój mąż obdarzył mnie pocałunkiem, który wyrażał więcej niż tysiąc słów i posiadał więcej miłości niż fraza " kocham cię".


Jenny
Zwlekliśmy się do kościoła kilka minut przed mszą. Jako, że byłam jedną z druhen, musiałam szybko znaleźć Carrie, aby się nie martwiła czy dojadę. Gdy ją zobaczyłam, wyglądała jak najpiękniejsza panna młoda świata. Pomimo tremy, uśmiechała sie od ucha do ucha i nie mogła się doczekać wesela, kiedy będzie mogła w końcu wytańczyć się po wsze czasy ze swym świeżo upieczonym małżonkiem:
-Carrie!- Zawołałam podbiegając do niej- Wyglądasz olśniewająco!- Pochwaliłam jej wygląd. Biała suknia sięgała aż do samej ziemi, tak samo śnieżnobiały welon. Wokół niej stały Lucy- jej znajoma z siłowni, którą kiedyś mi przedstawiła oraz Annie, żona jej kuzyna z Wenecji, który również się tutaj pojawił. Traf chciał, że Johan się z nim zakumplował i teraz ze sobą rozmawiali, najpewniej o samochodach:
-Trzymaj.- Annie wręczyła mi bukiecik kwiatów, które ona, Lucy i Carrie trzymały w dłoniach
-Dzięki.- Odparłam i razem z druhnami ruszyłyśmy do kościoła, aby zająć nasze miejsca.
Ogółem msza przebiegła bez problemu. Było dużo łez wzruszenia, oklasków i reporterów, którzy co jakiś czas nawijali o ślubie dziedziców dwóch największych firm we Francji...

Carrie 
W końcu stałam się żoną mężczyzny, którego kochałam, a on kochał mnie. Po słowach "tak, chcę", byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie i mogłam umierać, chociaż miałam teraz przed sobą cudowne życie w towarzystwie Aidena. 
Kiedy przyszła pora na wesele, wszyscy goście pojechali do hotelu za naszą limuzyną. W samochodzie  Aiden był czarujący i kochany. Jednym słowem, najlepszy mąż we wszechświecie. Całował mnie, przytulał i patrzył na mnie z tak wielką miłością, że mogłam się rozpłynąć tak, jak lody latem. 
Całe wesele przyrządziły nasze matki, a ja trochę pomagałam. Wiedziałam, że o tym marzą, więc pozwoliłam im robić swoje. Wszystko wyglądało bajecznie, tak jak pragnęłam. Kwiaty jakie chciałam, jedzenie najlepsze jakie jadłam,a muzyka wyśmienita. Wszystkim chyba się podobało i to mnie cieszyło najbardziej. Po prostu, to był najpiękniejszy dzień w moim życiu, a szykowała się jeszcze ciekawsza noc...
W pewnym momencie mój mąż doszedł do głosu i usłyszałam najvudowniejsze słowa wypływające z jego ust: 
- Wzinieśmy toast za Carrie, najcudowniejszą kobietę na świecie, bez której nie wyobrażam sobie życia i dzięki której stałem się lepszym człowiekiem i wiem, że na świecie istnieje coś takiego jak dozgonna miłość. Kocham cię, skarbie i zawsze będę cię kochał...



środa, 10 maja 2017

Rozdział 8

Jenny
Kiedy rano wstałam, oczy mnie okropnie piekły, a poduszka była mokra od łez. Tej nocy śniło mi się, że stoję nad grobem Johana, a grabarz przysypuje wieko trumny piachem. Łzy płynęły z mych oczu strumieniami, a ja nie mogłam nic zrobić. W następnej chwili stałam w jakimś pomieszczeniu z mężczyzną ubranym w żołnierski mundur. Wręczał mi pozostałości po moim ukochanym: nieśmiertelnik, buty, ubranie. Jeszcze mocniej zaczęłam płakać, obraz rozmył mi się na tyle mocno, że aż zaczęłam poznawać swój sufit. Oczywiście wszystko działo się w nocy. Później już nie chciałam zasypiać, aby koszmar nie powrócił. Cała się trzęsłam z emocji i ze strachu. Może zbyt bardzo się przejęłam?
Wstałam z łóżka i spojrzałam na zegarek. Dopiero ósma. Ziewnęłam i zeszłam na dół. Skierowałam swe ociężałe kroki do lodówki, po czym wyjęłam z niej jogurt brzoskwiniowy, który niebawem zniknął z tego świata. Niestety nie wystarczał mi, więc sięgnęłam do szafki po baton czekoladowy. Pochłonęłam go jednym gryzem. Pomyślałam, że jak na razie tyle powinno mi wystarczyć. Jednak, naszła mnie ochota na kiszonego ogórka. Boże, jak go zjem, to zwrócę zarówno batona jak i jogurt. Wstrzymałam się od mieszania smaków i zasiadłam przed telewizorem. Skakałam po programach, nie wiedząc co obejrzeć. Kusząca była bajka ,,Mała syrenka", ale ostatecznie włączyłam jakiś program śniadaniowy, w którym pokazywane było wszystko i nic za razem. Pojawiło się tam kilka słynnych osób oraz pokazano przepisy na dania Wielkanocne. Właśnie, zbliżała się Wielkanoc, a ja nawet tego nie zauważyłam. Dzisiaj są wykłady, które wykraczają poza ogólny materiał, takie jakby dodatkowe wykłady dla zainteresowanych. Biłam się z myślami: iść czy nie iść. Ostatecznie postanowiłam pójść, bo kolejny dzień spędzony w samotności w domu chyba nie zrobiłby mi za dobrze. Dochodziła już w pół do jedenastej, więc postanowiłam powoli wychodzić z domu. Jeżeli chciałam złapać autobus, to to właśnie była odpowiednia pora, aby opuścić swoje lokum i pojawić się na przystanku. Tak też zrobiłam. Czekając na przystaneku natknęłam się na kogoś, kogo nie spodziewałam się, że tutaj, we Francji, zobaczę:
-Jezu, Jenn, to na serio ty?!- Ucieszyła się moja dawna miłość oraz obecna bratnia dusza, która mówiła płynnie po norwesku
-Jezu, Natt, to na serio ja!.- Odparłam i się do niego delikatnie przytuliłam; wydoroślał, a przez wydoroślał mam na myśli, że urósł, a jego rysy twarzy wyostrzyły się na bardziej dojrzałe. Na nosie miał dopasowane okulary, a włosy swobodnie opadały mu na czoło. Również ciało nabrało większej masy niż wcześniej- Co ty tutaj robisz?- Zapytałam nie dowierzając, że go widzę
-Cóż, studiuję. Można by powiedzieć, że jestem studentem z wymiany.- Wyznał- A ty jak widzę...- Popatrzył na mój brzuch najpierw ze zmieszaniem, a później uśmiechnął się pod nosem- Chłopiec czy dziewczynka?
-Dziewczynka.- Odpowiedziałam głaszcząc się po brzuszku
-Heh, może u niej będę miał jakieś szanse.- Zaśmiał się- Szczęściarz z twojego Johana.- Posłał mi uśmiech, który pokazywał jak bardzo cierpi, ale stara się cieszyć moim szczęściem; Chciałam go jakoś pocieszyć, ale mój autobus właśnie zatrzymywał się na przystanku
-Natt, zadzwoń do mnie albo napisz pod wieczór.- Poprosiłam- Muszę jechać.- Wskazałam na pojazd
-W porządku. Zadzwonię.- Obiecał, a ja wsiadłam do autobusu i mu pomachałam; cieszyłam się, że go widzę. Nasz kontakt powili zanikał, ale w jakimś stopniu nadal trwał...
Gdy zajechałam na uczelnię, natknęłam się na najpiękniejszą parę w naszej szkole:
-Witaj przyszła matko tej uroczej Kruszynki.- Ema zniżyła się do poziomu mojego brzucha i zrobiła dzióbek
-Hej Jenn.- Przywitał sie ze mną Noah; tak, Ema i Noah chodzili ze sobą odkąd ich spiknęłam, czyli w sumie można powiedzieć, że ich związek ma tyle samo miesięcy co moje Maleństwo
-Cześć wszystkim.- Odpowiedziałam na ich powitanie, a Ema wyprostowała się i oparła głowę na ramieniu swojego chłopaka
-Jak sie dzisiaj czujesz?- Zapytała moja znajoma
-Jest całkiem znośnie.- Odparłam
-Mała daje sie we znaki?- Zaśmiał się Noah
-I to jeszcze jak.- Wyznałam- Ale da się żyć. Dobrze, że to nie chłopiec.- Uśmiechnęłam się, a oni wybuchnęli śmiechem
-I invite all of you for my lesson.- Minęła nas nauczycielka angielskiego z lekkim uśmiechem, a my zakończyliśmy nasza małą pogadankę i ruszyliśmy za nią...

Carrie 
Obudziłam się zmęczona. Głowa bolała mnie tak, że myślałam iż mam tam jakąś bombę zegarową i na dodatek znów miałam ten koszmar, który od kilku miesięcy nie dawał mi spokoju. Nikt o tym nie wiedział, nawet Alan, z którym spałam w tym samym łóżku, choć nienawidziłam go z nikim dzielić prócz z  dwu metrowym miśkiem, którego dostałam na poprzednie  święta Bożego Narodzenia. To była jedna z najlepszych pamiątek po związku z Lalusiem, prócz naszyjnika ze znakiem nieskończoności, który miał symbolizować, że nasza miłość się nie skończy tak samo, jak moja miłość do matematyki. Niestety, nie wyszło tak jak powinno. Ja nadal kocham matmę, ale mój dawny ukochany już mnie nie kocha. Nie wszystko idzie po naszej myśli. Czasem wszystko się sypie i nie ma już szans aby powrócić do tego, co było. Ja musiałam się podnieść, aby teraz znów stanąć twarzą w twarz z problemem, jakim była moja młodzieńcza miłość. Musiałam się opamiętać, aby nie stać się jedynie cieniem dawnej mnie. Teraz jestem inna, co nie zmienia faktu, że chwilami nie wytrzymuję i zastanawiam się czy  z tym wszystkim skończyć. Nie czuć już więcej tego rozdzierającego mnie na pół bólu, który nie ustępuje. Jednakże opamiętuje się, bo wiem jaki smutek sprawiłabym moim bliskim, a tego nie chciałam.
Umierałam z głodu, a mama była już w pracy, więc nie było komu zrobić mi śniadania. Zostałam sama z tatą, który ślęczał nad swoją nową książką. Nie mogłam na niego liczyć, o ile chodziło o gotowanie, bo ma dwie lewe ręce. Prawie tak jak ja, ale ja jestem mniej niezdarna, choć łamaga  mnie nie mała. Tak więc wzięłam z szafki miskę oraz pomidorową zupkę chińską. Wsypałam przyprawy, ale nie kruszyłam wytworu makarono podobnego, gdyż cały i ciągnący się był najlepszy. Wszyscy mówią mi, że tego typu dania szkodzą memu organizmowi, ale prawdę mówiąc mało mnie to obchodziło. Wolałam być uszkodzona niżeli głodna. Wszystko sprowadzało się do jedzenia, zawsze. Niezdrowe jest najlepsze, tylko nie dla kobiet w ciąży i małych dzieci, a ja jestem pełnoletnia, więc...
Wzięłam tabletkę przeciwbólową i po krótkim czasie nie odczuwałam bólu. Moje jedzonko było już gotowe, więc nie zostało mi nic innego, jak tylko zjeść je ze smakiem i zapomnieć, a potem znów coś w siebie wepchnąć. Na przykład słodycze. Nie no...nie mogę tak postąpić, bo nie po to chodzr czasem na siłownię, aby teraz wepchnąć w siebie kilo węglowodanów, które zaraz mi się odłożą. Na szczęście miałam jeszcze swoją starą kartę stałego klienta, wię mogłam dzisiaj z niej skorzystać. Kiedy jeszcze byłam z Aidenem, wyvraliśmy się trochę poćwiczyć i nauczyć mnie samoobroby, żeby się mi nic nie stało i wykorzystałam swoje zdolności jak umiałam. Teraz potrafiłam na prawdę wiele rzeczy i zastanawiałam się czy chłopak jest mi w ogóle potrzebny do czegoś więcej niż potrzeby fizyczne i emocjonalne. 
Po zjedzeniu, przebrałam się i spakowałam torbę treningową według swoich potrzeb. Powiadomiłam dwego tatę, że idę na siłownię, a ten mnie przestrzegł, abym uważała na siebie i nie wracała zbyt późno, co nie było możliwe. Odpowiedziałam także memu ojcu iż to raczej ten kto mnie spotka powinien uważa, a nie ja, na co się zaśmiał i pożegnał mnie serdecznie.
Podreptałam do garażu i wsiadłam na motocykl, a później założyłam kask i byłam gotowa, aby wyruszyć w drogę. Oczywiście recepcjonistka pamiętała mnie całkiem dobrze, gdyż byłam stałym gościem wraz z Aidenem. 
- Carrie! Wróciłaś! - Ucieszyła się dziewczyna, która wyszła zza lady i mocno mnie uścisnęła. - Dawno żeśmy się nie widziały. - Stwierdziła. 
- To prawda. Chyba całe wieki. - Odpowiedziałam mile zaskoczona tym, że Lucy nadal uważała mnie za swoją przyjaciółkę, mimo że się nie odzywałam, kiedy mnie nie było. 
- Opowiadaj co u ciebie i jak ci się wiedzie z Aidenem? - Zapytała. Dziwiło mnie trochę, gdyż z moim byłym była całkiem blisko. 
- Ech... Co tu dużo gadać. Aiden i ja nie jesteśmy już ze sobą, a ja do tej pory studiuję sztukę w Wenecji.
- Wielka szkoda, że się rozstaliście. Byliście taką piękną parą. 
- Może. Wybacz, ale nie za bardzo chcę romawiać o Aidenie. On to hostoria, a ja próbuję kroczyć w przyszłość. 
- Rozumiem. Na jak długo przyjechałaś? 
- Na tydzień, ewentualnie kilka dni więcej. 
- Może się później spotkamy i wyskoczymy do klubu albo coś? 
- Jasne. Byle nie dzisiaj, bo psychicznie nie jestem gotowa aby tu balować. 
- Nie ma sprawy. Wydaje mi się, że przyszłaś tu poćwiczyć, a nie poplotkować, więc nie będę cię zatrzymywać. - Odparła i ostatni raz przytuliła mnie na pożegnanie. 
- Do później. - Zakończyłyśmy rozmowę, a ja poszłam, aby się przebrać, a następnie wycisnąć siódme poty...


Jenny
Po zakończeniu się wykładów wszyscy udali sie do wyjścia. Odblokowałam blokadę ekranu i zauważyłam z jakieś 10 nieodebranych połączeń od taty i 7 SMSów. Próbowałam odczytać jego wiadomości, jednocześnie wychodząc ze szkoły. Gdy tylko opuściłam budynek i otworzyłam pierwszego SMSa, słońce oświetliło mi ekran, przez co nie mogłam niczego zobaczyć. Fuknęłam i schowałam telefon do kieszeni, zobaczę w autobusie albo na przystanku. Nagle mój wzrok wyłonił sylwetkę żołnierza, który stał nieopodal wyjścia z terenu szkoły. W dłoni trzymał ogromną czarną torbę z logo Nike. Rozglądał sie za kimś. Był wysoki i postawny, automatycznie skojarzył mi się z Johanem. Nie pasowała mi tylko niewielka blizna na lewym policzku oraz przycięte na krótko włosy schowane pod czapką z daszkiem. Przyciągał uwagę wszystkich studentów wychodzących z uczelni, a ja gdy tak co raz bardziej mu sie przyglądałam, widziałam w nim Johana. Nie, pewnie już popadam w paranoję. Położyłam rękę na czole, aby sprawdzić czy nie mam gorączki. Czoło pozostawało bez zmian. Nagle dołączyła do mnie Ema:
-Jenn.- W jej głosie mogłam wyczuć... obawę? Zmieszanie? Ciężko było mi to określić
-Słucham.- Spojrzałam na nią, a ona wskazała na żołnierza
-Czy to nie jest przypadkiem Johan???- Wyglądała jakby widziała widmo, a po chwili ja wyglądałam podobnie... Bo to był Johan! Moje serce zaczęło bić niewiarygodnie szybko, a powietrze uwięzło w płucach- Oddychaj, głupia.- Zganiła mnie delikatnie klepiąc po plecach- No leć do niego.- Nakazała mi, ale moje nogi były jak z waty, nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Ema stała obok mnie i podpierała swoim ramieniem, na którym całkowicie się oparłam. Johan wykonał pierwszy krok w przód, a później rzucił torbę, podbiegł do mnie i pochwycił w swoje ramiona. Oczywiście starał się być ostrożny. Rozpłakałam się niczym mała dziewczynka. Przywarłam do niego niczym magnes. Już nic, ani nikt mi go nie zabierze. Nikt! Należał tylko do mnie. I do Małej. Ściskałam go i nie przestawałam płakać. Wszyscy dookoła zaczęli klaskać, ale mnie to nie obchodziło. Liczył sie tylko on. Liczyło się to, że żyje, że wrócił do mnie mniej więcej cały i zdrowy. Przez jakiś czas trwaliśmy we wzajemnym uścisku, a gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy, popatrzył na mój ciążowy brzuszek, a później na mnie:
-Czy to...?- Jego głos ochrypł ze zdziwienia, a ja pokiwałam twierdząco głową
-To twoja córka.- Przemówiłam starając się stłumić łzy; kucnął i wyciągnął nieśmiało rękę, którą chwyciłam i delikatnie przyłożyłam do brzucha. Akurat tak się złożyło, że Mała kopnęła, a Johan z uśmiechem na ustach spojrzał mi w oczy. Pogłaskałam jego lewy policzek z blizną i zajrzałam mu w oczy. Widziałam w nich nieopisaną radość i ekscytację. Po chwili lekko się podniósł i pocałował mnie w usta. Później wziął swoją oraz moją torbę i wróciliśmy do mnie do domu. Podczas podróży powrotnej nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Oboje się dziwiliśmy dlaczego tak jest, ale nie wnikaliśmy. Cisza i nasz wzajemna obecność nam wystarczały...

Carrie
Wykonywałam różnego rodzaju ćwiczenia, aby wzmocnić nogi, brzuch i bicepsy, które wciąż wyglądały kobieco, pomimo treningów. Nie mogłam się skarżyć na zbyt umięśnioną sylwetkę lub zbyt tłustą, gdyż wuglądała dosyć atrakcyjnie i miałam wszystko na swoim miejscu w odpowiednich proporcjach. Napotkałam wiele wygłodniałych spojrzeń, które sygnalizowały, że ich pociągam, jednakże nie zwracałam na nie uwagi, gdyż już ktoś miał mnie na oku, a ja kogoś. Wyczułam patarzące na mnie niebieskie oczy, które mogłby przypominać głębię oceanu. Istaniała tylko jedna możliwość co do ich posiadacza i nie mogłam się mylić. I rzeczywiście się nie myliłam, bo gdy spojrzałam na ich właściciela, wiedziałam na sto procent, że to ON. To Aiden. Mój Aiden. Po jego czole spływał ppt, a jego włosy były mokre i zmierzwione. Ćwiczył bez koszulki, jak zawsze. Dlatego na prawie każdych lekcjach u niego nie mogłam się skupić. Jego tors był stworzony do rozpraszania kobiet i nastolatek no i tych po środku. Żadna mu się nie oprze, a tym bardziej ja, bo już go dotykałam i znów pragnę przejechać palcami po jego nagiej skórze, która aż się prosi, aby ją wycałować i pokazać do kogo ona należy. Tęskniłam za nim całym, za każdą jego cząstką...
Przez to, że aż tak pochłonęło mnie myślenie o Aidenie, zapomniałam ażeby ćwiczyć, choć i tak już skończyłam. Aiden także już się zbierał powoli. Jak mogłam wcześniej go nie zauważyć? Jak mogłam być tak ślepa?! Ja nie wiem. Ale mam świadomość, że to jest ostatni raz, gdy na niego patrzę i nie mogę tego wytrzymać. Muszę się teraz pożegnać z nim ostatecznie bez słów, bez łez, bez uczuć. Jak ja mam to po raz kolejny przetrwać?
Powoli traciłam siłę na wszystko. Wypadek, rozstanie, koszmary, Aiden, ból po kolejnej stracie... Robiło się tego nazbyt wiele. W jeden rok ile może się wydarzyć, by zwalić człowieka z nóg. Miałam się tu odstresować, a nie przechodzić przez wszystko po raz drugi. Nie po to tu przyjechałam. 
Aiden poszedł do męskiej szatni, a ja do damskiej. Wzięłam lodowaty prysznic na orzeźwienie i wbiłam się ciuchy, w których przyjechałam, na które składała się skórzana kurtka czarny top, rurki i buty motocyklowe. Podeszłam do lady, za którą stała jeszcze Lucy. 
- Już uciekasz? - Wypytywała się. 
- Zaraz będę lecieć, ale wpierw chciałam ci coś zaproponować...
- Co takiego? 
- Pamiętasz jak mówiłaś żebyśmy nadrobiły stracony czas i wybrały się na dyskotekę czy coś, a ja powiedziałam, że lepiej nie dzisiaj? 
- Mhmm. 
- No to zmieniłam zdanie. Masz dzisiaj czas wieczorem? - Zaproponowałam. 
- Jasne! - Ucieszyła się. 
- No to supi. Może być ósma tam gdzie zawsze? 
- No problem. - Odpowiedziała po angielsku, gdyż dorabiała chwilami jako korepetytorka z angielskiego, aby sobie dorobić. 
- No to jesteśmy umówione. - Stwierdziłam po czym się pożegnałam i pojechałam do ulubionej kawiarni, aby wypić swoją upragnioną latte machiato.
Zajęłam swoje ulubione miejsce na dworze i poczekałam, aż kelnerka mnie obsłóży. Kiedy przybyła do mego stolika, zamówiłam kawę i wyczekiwałam chwili, w której moje zamówienie zostanie zrealizowane. Nie trwało to zbyt długo, gdyż po chwili stała przede mną przepyszna kawusia, która korciła mnie. Od razu uregulowałam rachunek i zostało mi cieszyć się pięknym po południem.

Jenny
W międzyczasie sprawdziłam SMSy od taty. Treść każdego z nich informowała mnie o tym, że Johan wrócił, ale to już wiedziałam. Najpierw zaszliśmy do jego rodzinnego domu, aby przywitał się ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Doprawdy, to był cudowny widok wiedzieć ich wszystkich szczęśliwych i w komplecie. Nawet mnie zaprosili do ich grupowego uścisku. Kiedy już wszyscy nacieszyli się uściskiem, Allie zaprosiła nas na obiad, a później zaczęli go wypytywać o przeróżne rzeczy. Johan skąpił słów, co mnie dziwiło. Zawsze był gadatliwy, kiedy rozmawiał z kimś, kogo lubił bądź znał. Czyżby to wszystko w jakimś stopniu go zmieniło? Pewnie tak, no bo nie każdy ma okazję przeżyć pół roku w piekle na ziemi. Miałam nadzieję, że jak będziemy sami u mnie w domu, to się przede mną otworzy.
Po kilku godzinach spędzonych u rodziców Johana, w końcu powędrowaliśmy do mnie. Tata był w pracy, jak zwykle, więc byliśmy tylko my. Kiedy zamykałam drzwi, on rzucił torbę gdzieś na bok, zdjął górę munduru i został tylko w podkoszulku. Oparł ręce o drzwi, a kiedy się odwróciłam zaczął mnie całować. Dłonią pieścił mój policzek, a drugą nadal opierał się o drzwi. Moje ręce powędrowały na jego kark i wtedy to poczułam. Szybko je zabrałam, a on przestał mnie całować i spuścił głowę:
-Jenn...- Zaczął, a ja mu przerwałam
-To jest to miejsce, które cie postrzelili w grudniu?- Zapytałam
-Nie. Bliznę po postrzale z grudnia mam na policzku, a ta na karku...- Wydawał się być dziwnie cichy- Miesiąc temu ktoś strzelił mi w kark i miałem umrzeć, ale zapadłem w śpiączkę. Tydzień temu się obudziłem, a przełożony powiedział mi, że jadę do domu, że już im się nie przydam.- Opowiadał mi, a ja czułam ogromny smutek; przytuliłam się do niego
-Gdzieś jeszcze cię postrzelili?- Udało mi się wydusić
-Nie.- Odpowiedział krótko tuląc mnie do siebie
-Bo jak zobaczę, że masz gdzieś jeszcze bliznę, o której mi nie powiedziałeś, to pożałujesz.- Zagroziłam, a on się uśmiechnął
-Dobrze, złośnico.- Pocałował mnie w czoło- Chodź, usiądź.- Poprowadził mnie do kanapy i usiadł obok mnie- Obejrzyjmy coś.- Poprosił, a ja włączyłam telewizor...
Koło dwudziestej tata wrócił z pracy i przywitał się z Johanem. To znaczy, już wcześniej się widzieli, bo Johan wpierw zaszedł od niego (mówiłam, że woli mojego tate ode mnie...), a później zaszedł pod moją uczelnię i tam na mnie czekał. Co mnie zdziwiło najbardziej: Johan otworzył się przed moim tatą. Rozmawiali jak dwaj przyjaciele znający sie od lat. Mój chłopak opowiadał mojemu tacie wszystko, jak na spowiedzi, dzięki czemu miałam możliwość wysłuchania wszystkiego, co miał do powiedzenia.
Gdy nastała noc, poszliśmy do mojego pokoju i razem się położyliśmy. Jakoś byliśmy milczący, przez cały dzień. Nie wiem czemu, po prostu ciężko mi było z nim rozmawiać, tak jak dawniej. Może to dlatego, ponieważ to wszystko w jakimś stopniu go zmieniło, a ja zbyt bardzo się tym przejmowałam? W każdym razie udało mu się wydobyć z siebie głos:
-Mamy już imię dla Małej?- Zapytał
-Jeszcze nie.- Odparłam leżąc w jego objęciach
-Wiesz co mnie dziwi? Że mi nie napisałaś, że jesteś w ciąży.
-Nie wiedziałam jak cię o tym poinformować...- Westchnęłam
-A może to nie moje...- Nawet nie dokończył, bo dostał z liścia
-Jak możesz?!- Wrzasnęłam ze łzami w oczach- To ja chodzę i płaczę po tobie i jeszcze noszę nasze dziecko, a ty mi tu teraz nagle wracasz i jeszcze podejrzewasz, że to nie twoje dziecko?
-Jenn, nie o to mi chodziło...- Próbował mnie uspokoić- Po prostu... Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem cię w takim... stanie. Nie spodziewałem się, że możesz zajść ze mną w ciążę.- Przeczesał dłonią swoje na krótko ścięte włosy
-Mogłeś się nie spodziewać, ale nie podejrzewać mnie o zdradę.- Po policzkach ciekły mi łzy
-Przepraszam.- Przytulił mnie do siebie- Nie powinienem... - Pocałował mnie w czoło- Może lepiej pomyślmy o imieniu dla niej.-Zaproponował, a ja pokiwałam głową- Jakieś propozycje?
-Może Johanna?- Zaproponowałam
-Mi się podoba Judith.-Wyznał
-A mi nie.- Sprzeciwiłam się; zaczęłam szukać w myślach ładnych imion damskich
-No to... Co powiesz na Julię?- Zapytał; było to zarówno norweskie jak i niemiecki imię
-Brzmi ładnie.- Stwierdziłam po dłuższym zastanowieniu
-Czyli pasuje?
-Pasuje.- Pocałowałam go w usta, a następnie ułożyłam się wygodnie w jego ramionach i zasnęłam... 

Carrie 
Powróciłam do  domu po południu i postanowiłam przed wyjściem wziąć długą odprężającą kąpiel. Moja mama miała za jakąś godzinę wrócić, a tata wciąż pracował w swoim gabinecie. Mam nadzieję, że nie będzie się tam męczył zbyt długo, bo się wykończy. Niestety nie wybrałam się wcześniej na zakupy, co znaczyło, że albo sama coś uszyję ukośnik przerobię albo pożyczę coś od mamy. 
Nie zwlekałam dłużej i wlałam gorącą wodę do wanny, a następnie wsypałan trochę soli do kąpieli i umieściłam trochę olejku o zapachu wanilii oraz kokosa. Uwielbiałam to połączenie i nie miałam wątpliwości, że chłopacy też lubili, gdy tak pachniałam. W każdym razie Alanowi się podobał. Poza tym, wybrałam balsam i perfumy. Ostatecznie weszłam do wanny i wymoczyłam się za wsze czasy. Ciało miałam wyszorowane a włosy umyte i potraktowane odżywką. Nie mogło być lepiej. 
Kiedy wyszłam z łazienki w szlafroku, mama już była w domu i szykowała obiad, a tata w końcu oderwał się od komputera. Zeszłam na dół, aby się przywitać oraz uzyskać potrzebną pomoc. 
- Hej, mamuś. - Podeszłam do mamy i mocno przytuliłam ją od tyłu. 
- Hej, córuś. Coś się stało? - Zapytała. 
- Helpnęłabyś mi, madre? 
- Zależy w czym. W morderstwa się nie plącze. - Zażartowała. 
- Na moje szczęście, w czymś co lubisz. 
- Jak nie powiesz, to nie będę wiedziała jak ci pomóc, aniołku. 
- Ubranie. Potrzebuje ubrania na dyskotekę, a nie mam nic co by się nadawało. Nie myślałam o tym, jak się pakowałam. 
- No to zmiataj na górę, a ja zaraz do ciebie dołączę, tylko skończę smażyć mięso. 
Wysłuchałam się instrukcji mamy i poszłam do swojeho pokoju, gdzie zjawiła się po kilku minutach i to z kilkoma kreacjami. 
- Jest tu kilka moich starych sukienek w twoim rozmairze i myślę, że powinny się nadać nawet do ewentualnej obróbki. 
- Są świetne. Dziękuję. 
- Nie ma za co. Teraz bierzmy się do roboty. Do wieczora zostało mało czasu. 
Jak powiedziała tak się stało. Wybrałyśmy obcisłą czarną sukienkę na ramiączkach, którą lekko pociełyśmy i związałyśmy tak, że powstała całkowicie inna kieca.
- Jest idealna. - Stwierdziłam. - Powinnaś była zostać projektantką a nie właścicielką firmy kosmetycznej. 
- Jasne, jasne. Teraz wkładaj,  potem zrobie ci makijaż. 
- Mamee, mogę sama się pomalować. 
- Wiem,malutka, ale dawno nie widziałam żebyś gdzieś wychodziła, więc daj mamie tą przyjemność i pozwól się umalować. 
- No dobra. - Zgodziłam się, a ta zabrała się do pracy. 
Po kolejnej połowie godziny byłam już gotowa do wyjścia. Zostało mi włożyć szpilki i zamówić taksówkę, która była przed domem po dziesięciu minutach, a do spotkania w klubie zostało trzydzieści, czyli doskonała ilość czasu na to, aby dotrzeć na miejsce i trochę się rozejrzeć. Nie ukrywam, trochę minęło od ostatniego razu kiedy w nim witałam. 
Kiedy dotarłam na miejsce, Lucy już na mnie czekała. 
- No hej, mała. - Przywitała się, po czyn przytuliła mą osobę. 
- Hej, dużutka. Chodźmy się zabawić. - Pociągnęłam za sobą dziewczynę do środka, gdzie ludzie od dawna bawili się na całego.
Zamówiłyśmy drinki i same zaczęłyśmy balować. Zwracałyśmy  na siebie uwagę, co nas bardzo satysfakcjonowało, gdyż taki był plan. Tańczyłyśmy, flirtowałyśmy i nie pozostawałyśmy gorsze niż inne laski, które kleiły się do chłopaków. 
Pochłonięta w wir muzyki zapomniałam o bożym świecie. Wypiłam kilka drinków i wydawało mi się, że widzę chłopaka, którego tak mi brakuje. Wciąż sądziłam, że widzę jego piękne oczy, które wpatrują się we mnie, jak w najdroższy skarb. Tak bardzo za tym tęskniłam. W tych oczach widziałam lepszą wersje siebie i dzięki nim wierxyłam, że mogę taka się stać, bo ON we mnie wierzy, bo dla niego jestem idealna taka jaka jestem i nie ma znaczenia jak bardzo się zmienię, to i tak będzie mnie kochał. Nie wiem czy te oczy są prawdziwe i czy widzę wszystko jak należy, ale nie miało to znaczenia, bo prawda jest taka, że nie potrafię zapomnieć, bo  oczy sprawiają, że moje serce bije na nowo, bawet jeśli nie patrzą na mnie. Me serce skacze z radości a zarazem zwija się bólu, bo pragnie czegoś, czego nie może mieć, ale w tej chwili to się nie liczyło, bo ja nie chciałam już o niczym pamiętać. Chciałam się zatracić, nawet jeśli to miało znaczyć, że będę tego łować do końca życia. 

Aiden 
Widziałem ją. Dziewczynę ze zdjęć. Za nic nie mogłem sobie jej przypomnieć, ale czułem, że jest mi znana. Była piękna jak na fotografiach, albo jeszcze bardziej. Trzeci raz miałem ją przed oczyma, to musiało być przeznaczenie. Stała przede mną i patrzyła na mnie dwoma pięknymi oczami, których tęczówki przybierały kolor szmaragdowy. Ubrana w czarną sukienkę, która seksownie opinała jej ciało, przyprawiała mnie o zachwyt. A jak tańczyła... Mogłem jej się przyglądać do końca świata, chociaż wolałbym teraz ją pocałować niżeli tylko patrzeć. 
Moja piękna nieznajoma umieściła swe ręce na mej szyi i wspięła się na palce pomimo szpilek. Wiedziałem co się szykuje. Zniżyłem swoją twarz i powoli dotknąłem jej zorżarzonych, jak węgle ust. Smakowała przegudownie. Była dla mnie jak narkotyk. Nie liczyło się nic oprócz niej. 
Całowałem się z nią, a w mojej głowie przepływało z miliard obrazów na raz. Wszędzie była ona. Uśmiechała się w tych wspomnieniach wiele razy, ale i też zdarzała zła i naprawdę wkurzona na mnie. Widziałem wiele sytuacji, ale niektóre naprawdę mogły przyprawić człowieka o rumieńce i papilacje serca. Mówiłem jej, że ją kocham i te uczucia były odwzajmenione. Nazywałem ją Carr. Czułem, że w końcu wszystko pamiętam. Sam dźwięk jej imienia sprawiał, że byłem szczęśliwy. 
- Carrie. - Wypowiedziałem jej imię, a ta otworzyła oczy i spojrzała na mnie z zaskoczeniem, a może nawet ze zdziwieniem. Dotknąłej jej policzka i delektowałem się dotykiem jej gładkiej albastrowej cery.
Odsunęła się ode mnie i próbowała wyjść z klubu. Ruszyłem za nią. Musiałem. Nie mogłem znowu jej stracić. 
- Carrie! - Krzyknąłem za nią, a ta odwróciła się co umożliwiło mi do niej dobiec. Chwyciłem ją w końcu w ramiona i nie pozwalałem jej się wyswobodzić do momentu, gdy sama mnie prztuliła. Czułem na bluzce coś mokrego. Łzy. - Nie uciekaj ode mnie więcej, księżniczko. - Po tym jak to powiedziałem, pocałowałem ją delikatnie. 
- Nie potrawię od ciebie uciec. Próbuję, ale nie potrafię. 
- To dobrze, to dobrze. - Odrzekłem i zabrałem ją ze sobą do domu. Musieliśmy nadrobić zaległości...

niedziela, 16 kwietnia 2017

Rozdział 7

Carrie
Kiedy ma przyjaciółka mnie opuściła, poszłam pod prysznic, a potem spać. Nie potrudziłam się nawet, aby zadzwonić do mojego chłopaka i powiedzieć, że wszystko gra. Ten dzień był wspaniały, ale męczący. Kochałam rodzinę i znajomych, jednakże nie jestem fanką spotkań grupowych, bo trzeba mieć bardzo podzielną uwagę.
Obudziłam się następnego dnia. Było wcześnie, ale to naprawdę wcześnie, gdyż koło szóstej. Zwykle nie wstawałam o tej porze, ale nie dałam rady po raz drugi zasnąć. Zostało mi jedynie ogarnąć się trochę i rozpocząć z uśmiechem nowy dzień, co mogło być trudne, gdyż z natury jestem pesymistką i nie umiem przyjmować szczęścia i faktu bycia kochaną. 
Zeszłam do kuchni i nasypałam sobie płatków do miski, a następnie wlałam trochę zimnego mleka. Wzięłam łyżkę z szuflady i rozsiadłam się na kanapie przed telewizorem. Włączyłam pierwszy lepszy program z bajkami zabrałam się za jedzenie swojego posiłku. Moi rodzice jeszcze spali, więc prawdę mówiąc nie wiele mogłam zrobić w tym wielkim domu. 
Posiedziałam trochę przed telewizorem, a w między czasie się zdrzemnęłam odrobinę. Koło dziesiątej postanowiłam zrobić coś ze swoim życiem, więc wpierw przebrałam się z piżamy i ogarnęłam swoją twarz, a następnie ubrałam skórę na motor, bo zamierzałam przejechać się na swoim Skarbeńku. Moi rodzice niedawno się obudzili, więc zjadłam jeszcze tosty, a później poinformowałam ich, że wychodzę. Udałam się do garażu i przyjrzałam się mojej maszynie. Wiedziałam, że rodzice zatrudnili kogoś, aby zajął się nią, więc swobodnie mogłam udać się na przejażdżkę. Założyłam kask i pognałam w stronę domu przyjaciółki, która niekoniecznie była rannym ptaszkiem. Gdy dojechałam do miejsca docelowego, ona spała, a ja nie chciałam jej przerywać pięknego snu o jej żołnierzu. Tak więc postanowiłam zajrzeć do warsztatu taty Jenn i być może mu pomóc, o ile się zgodzi. 
- Dzień dobry, panu. 
- Ooo, witaj Carrie. Wróciłaś do domu na święta? 
- Zgadza się. A jak pan sobie radzi? 
- Odkąd nie ma Johana jest ciężko, ale radzę sobie.- Westchnął
- A czy mogłabym panu pomóc, póki tutaj jestem? 
- Byłoby wspaniale. 
- No to się bardzo cieszę. - Pokazałam swoje ząbki. 
- Tam jest łazienka. Możesz się tam przebrać. - Powiedział wręczając mi starą przetartą jeansową koszulę i czarne legginsy
Migiem włożyłam otrzymane ubrania i prawdę mówiąc prezentowałam się całkiem dobrze. Do kompletu związałam włosy w kitkę i byłam gotowa do pracy. 
Gdy tylko wróciłam do pana Hansa, dostałam pierwsze zlecenie. Miałam wymienić świece i podreperować skrzynie biegów wraz z hamulcami, czyli robota na max trzy godziny. Poradziłam sobie z tym zadaniem bezbłędnie, bo wszystko chodziło jak w zegarku.
Dochodziła czternasta, więc przyszedł czas dać znać Jenn, że jestem. W ramach prezentu postanowiłam zrobić u niej gofry, na co pan Hunter zareagował wyśmienicie, gdyż za nimi przepadał. W ten sposób pognałam do łazienki, aby zmienić ubiór na wcześniejszy, a potem podjechałam moim Skarbeńkiem pod dom przyjaciółki. Po drodze wydawało mi się, że widziałam samochód Aidena, no ale na pewno mi się przewidziało, bo nie było możliwości, aby to był on. On sam wszystko robił i naprawiał, więc niepotrzebny był mu mechanik. Wiem co mówię, gdyż sama pomagałam przy tej maszynie nie raz i wiem jaki ma ekstra wyposażony garaż mój eks. 
Jak tylko weszłam do domu, mogłam poznać iż Jenny się obudziła. Dało się poznać, że próbowała zrobić sobie coś do jedzenia, ale ostatecznie się poddała i zgarnęła z lodówki pierwsze lepsze jedzenie, którego kiedyś by nawet palcem nie tknęła. Teraz wylegiwała się na kanapie, a na brzuchu położyła sobie talerz z posiłkiem. W telewizji aktualnie leciał film pod tytułem ,,Szczęściarz", więc dziwiłam się, że ma przyjaciółka jeszcze nie ryczała ze wzruszenia. 
- Tylko mi się nie rozklej, Twardzielko. - W ten sposób powitałam swoją dawną obrończynię, która by stanęła murem za swoimi bliskimi, aby ich ochronić. 
- Carrie! - Wrzasnęła i momentalnie odłożyła talerz na stolik, by do mnie podbiec i przytulić za trzech. - Jak dobrze ciebie widzieć. Dzwoniłam do ciebie, ale miałaś wyłączoną komórkę. Stało się coś? - Zmartwiła się, bidulka. 
- Niee, wszystko w porządku. Po prostu pomagałam twemu tacie w warsztacie i wyłączyłam telefon, żeby się nie rozpraszać. 
- Pomagałaś mojemu tacie? - Zdziwiła się wpierw, ale potem powróciła do pierwotnego stanu niewzruszenia. 
- Mhmm. Byłam u ciebie, ale spałaś, więc pomyślałam, że odciążę trochę twego tatę, bo i tak ma od groma do roboty. 
- Dzięki, kochana, to wiele dla mnie znaczy.
- Tylko mi się tu nie rozklejaj. - Poprosiłam, a ta znów mnie przytuliła. - Może na dokładkę zrobić ci gofry? - Zaproponowałam usiłując znaleźć oddech. 
- Byłoby wspaniale. 
- Ty idź się połóż, a ja się wszystkim zajmę. 
- Dzięki. Dobrze mieć taką przyjaciółkę jak ty. 
- Nie, dobrze mieć taką jak ty. A teraz koniec czułości, bo w kuchni co za wiele to niezdrowo. - Zaśmiałam się.
- Dobrze. - Zgodziła się i usłuchała mego polecenia, na co ja zabrałam się za ciasto gofrowe, które nie wymagało ode mnie zbyt wiele wysiłku. 
Po piętnastu minutach ciasto było gotowe i nadawało się do wlewania na gofrownicę, którą wpierw musiałam nagrzać i posmarować lekko olejem, by nie przystawały gofry. Ostatecznie wyszło mi czternaście gofrów, które w późniejszym czasie należało spożyć z bitą śmietaną lub jakimkolwiek innym dodatkiem.
Zaniosłam talerz z jedzeniem dla Jenn, a chwilę później obie objadałyśmy się goframi i oglądałyśmy banalne komedie.


Jenny
Rano czułam się, jakby ktoś zabił mnie z sześć razy. Ledwo poruszałam się o własnych nogach, a plecy bolały mnie niemiłosiernie. Nienawidziłam spać na plecach, a z racji ciąży, byłam skazana jedynie na tą pozycję. Przeszłam do łazienki, w której przebrałam się w luźne ubrania oraz przemyłam twarz ciepłą wodą. Nim zeszłam na dół, chwyciłam w dłoń swój telefon. Udało mi się nie spaść ze schodów i dotrzeć do kanapy w salonie. Wyłożyłam się na niej i odblokowałam blokadę ekranu. 2 nieodebrane połączenia i 3 nieprzeczytane SMSy od taty. Oczywiście pytał się czy ze mną wszystko w porządku, czy się dobrze czuję i żebym do niego zadzwoniła jak wstanę. Szczerze nie chciało mi się z nikim rozmawiać o poranku, czyli o jedenastej w dzień, więc tylko mu odpisałam, że już wstałam i mam się dobrze oraz by nie dzwonił. W dalszym ciągu wylegiwałam się na kanapie, nawet na chwilę się zdrzemnęłam, czego oczywiście normalnie nie robię. Gdy się przebudziłam, poczułam niemalże wilczy głód. Podeszłam do lodówki i zaczęłam w niej buszować, ale niczego nie znalazłam. Przez głowę przeszedł mi pomysł, by zrobić naleśniki, bo to było jedyne danie, które potrafiłam zrobić bez większego uszczerbku na zdrowiu oraz bałaganu. W połowie procesu gotowania zrezygnowałam, ponieważ w masie ciągle pływały drobinki jajka oraz grudy mąki. Prawie zwymiotowałam. Nienawidziłam widoku surowych jajek, a tym bardziej jedzenia ich. Odkąd miałam lekcje o tym, jak powstają pisklęta, zrezygnowałam ze spożywania jaj...
Na powrót zajrzałam do lodówki, z nadzieją, że może jednak coś w niej znajdę. I znalazłam. Resztki kurczaka z wczoraj, którego również normalnie nie cierpię. Po jakimś czasie do mego lokum zawitała Carrie i ugotowała mi w końcu coś jadalnego. Napchałyśmy się goframi z bitą śmietaną i dokończyłyśmy oglądać film, który zaczęłam, zanim do mnie wpadła. Posiedziałyśmy razem jeszcze kilka godzin, a następnie opuściła mnie. Dobrze jest mieć taką przyjaciółkę jak ona. Najpewniej nie dożyłabym południa, gdyby nie ona. Noo, w ostateczności pewnie doczłapałabym do drugich dziadków mojego dzieciątka. Allie pewnie ucieszyłaby się i nakarmiła mnie do syta. Może jednak małe odwiedziny byłyby dla mnie dobre? Leniwie podniosłam się z kanapy, chwyciłam pierwszą lepszą kurtkę taty i wyszłam zamykając za sobą drzwi na klucz. Była niedziela, więc pewnie u Jagerów była kiełbasa, jak to w tradycyjnym niemieckim domu. Naszła mnie ochota na kiełbasę, kiedy tylko o niej pomyślałam. Zapukałam do ich drzwi, które otworzyły się przede mną otworem:
-Witaj Jenn.- Przywitał się ze mną pan Bruno, ojciec Johana
-Dzień dobry.- Odpowiedziałam na powitanie, a on wpuścił mnie do środka
-Jak na razie Allie jest jeszcze w pracy, a Greta wyszła gdzieś na miasto. Jesteśmy tylko ja i Joachim.- Poinformował mnie; Greta jest młodszą siostrą Johana, w sumie tak samo jak Joachim młodszym bratem.
-W porządku. Trochę nudziło mi się w domu, więc pomyślałam, że przyjdę do was.- Odparłam siadając na ich skórzanej kanapie
-Miło z twojej strony.- Posłał mi delikatny uśmiech i usiadł w fotelu obok kanapy- Jak u Hansa?
-Chyba dobrze. Dużo pracuje i rzadko jest w domu.- Pożaliłam się
-To silny człowiek. Da sobie radę.- Pocieszył mnie- Pamiętasz jak się kiedyś kłóciliśmy?- Zaczął się jeszcze szerzej uśmiechać na samo wspomnienie; ja również się uśmiechałam, bo pamiętałam tamte czasy
-Oczywiście. Jakże mogłoby to umknąć mej uwadze.- Zaśmiałam sie, a on razem ze mną
-A właśnie. Jak u was z polowaniem?
-Krucho. Teraz w ogóle nie polujemy. Ja jestem w tym stanie.- Wskazałam swój brzuch- A tata, jak wspomniałam, nie ma czasu.
-Rozumiem.- Odparł i przejechał dłonią po swojej szczęce, na której niezmiennie od sześciu lat widniał tygodniowy zarost. Ciekawa byłam jak go hodował. Czy po prostu przycinał go, kiedy włosy stawały sie dłuższe, czy może golił sie co jakiś czas i mu odrastały?

Carrie 
Około dwudziestej wyjechałam z domu Jenny. Słońce pięknie zachodziło i wiał lekki wietrzyk, więc wracało się całkiem przyjemnie. Nie chciało mi się wracać do domu. Wcale. Nie do końca wiedziałam, gdzie chcę jechać, ale nie miało to znaczenia. Chciałam cieszyć się chwilą i zapomnieć o wszystkim. O tym co wydarzyło się w tym mieście i o tym co było w Wenecji, nawet jeśli to rzeczy dobre, choć złymi me życie nie gardziło. Po prostu zwyczajnie nie chciałam o czymkolwiek myśleć, pragnęłam spokoju i czystych myśli. Chciałam mieć pustkę w głowie i nie martwić się nikim i niczym. Szczególnie NIM. Już sam widok jego samochodu przywołał bolesne wspomnienia. Nawet fakt, że go kochałam nie pomagał w wytrzymaniu jego widoku. Jestem szczęśliwa, że nie widziałam jego cizi, bo wyrwałabym jej wszystkie włosy z głowy, mimo że on nie jest mój, że nie należy do mnie, że mnie nie kocha, że nie chce mnie znać... 
Minęło już tyle miesięcy, ale ja wciąż nie umiałam zapomnieć, choćbym nie wiem jak się starała, nie potrafię. A może i nie chcę. Nie wiem. Jest zbyt wiele spraw, w których nie rozumiem swego zachowania i podejścia własnego serca. Oczywiście kocham Alana, ale czy wyzbyłam się wszelkich resztek Aidena ze swego serca? Nie jestem tego taka pewna. Już od bardzo dawna nie jestem niczego pewna. Nawet tego czego chcę od życia. Wiem to, co mam w głowie, ale kto powie mi co kryje serce. 
Dojechałam do wieży Eiffla i zaparkowałam swój pojazd. Mimo lęku wysokości wjechałam na najwyższy poziom i podziwiałam widok, który miałam przed sobą. Było niesamowicie. 
Słonce. Miasto. Cisza. To jest to. 
Myślałam, że jestem sama, ale tak nie było...
No i o wilku mowa... Aiden. Robił dokładnie to samo co ja. Patrzył, obserwował, zachwycał się. W sumie nie dziwiłam się mu, bo to piękny widok. Ale dlaczego on?! Nie mógł to być ktoś nieznany albo przeze mnie lubiany, tylko ON. Moja stara miłość, na szczęście bez lafiryndy.
Nie odzywał się. Ja także. Trwaliśmy w ciszy. Nawet nie wiem, czy mnie zauważył, ale jeśli tak to chyba nie zamierzał wywrzeszczeć mi jak to mnie nienawidzi i że to przeze mnie był ten cholerny wypadek. Nie działo się nic, czego mogłabym się spodziewać. NIC. Cisza. Mogłabym być wdzięczna za to niebiosom, ale chyba wolałam żeby się na mnie darł niżeli nic nie mówił. To przerażające, szczególnie gdy chodzi o niego. Tego właśnie Niego, przez którego spać nie mogłam i wylałam litry łez. Tego, który wciąż tkwił w moich wspomnieniach i nie dawał mi spokoju w moich koszmarach sennych, bo wciąż wyobrażałam sobie to, co się mu przytrafiło. 
Długo tak staliśmy i nic się nie wydarzyło. W końcu doszłam do wniosku, że wystarczy tej katorgi i najlepiej będzie, jak wrócę do domu, wezmę prysznic i uspokoję swoje serce, które i mało nie wyrwało mi się z piersi, gdy tak stałam przy Aidenie, który wciąż przypominał tego bad boya z liceum, w którym jakimś cudem się zakochałam. Jednakże to było bez znaczenia, gdyż nie była przeznaczona nam miłość ani nic więcej. Tylko PUSTKA.

Jenny
Jeszcze z nim posiedziałam kilka minut, a później pojawiła się Allie z jedzonkiem. Nie żebym przyszła do nich tylko dla jedzenia... No dobra, tylko dla jedzenia... Ale lubiłam moich sąsiadów! Byli bardzo mili i pomagali nam przy każdej natrafiającej się okazji. Co rok przynosili nam na święta ich tradycyjne potrawy oraz trunki, których oczywiście nie mogłam jak na razie spożywać.
Dochodziła osiemnasta, a ja pomyślałam, że chyba na mnie już czas:
-Ależ zostań! Posiedź jeszcze z nami. Co będziesz robiła tak sama w domu?- Zachęcała mnie Allie
-Hans jeszcze pewnie siedzi w warsztacie i dłubie przy samochodach.- Dołączył się pan Bruno
-Nie, spokojnie. Poradzę sobie.- Zapewniłam ich i opuściłam dom Johana.
Gdy siedziałam już u siebie w swoim pokoju, wyjęłam z szafy pudełko na buty, w którym trzymałam listy od Johana. Wzięłam jeden w swoje dłonie i zaczęłam czytać:
,,Jenn,
W sumie nie mam bladego pojęcia, co mogę ci napisać. Pisanie listu jest o wiele trudniejsze niż SMSa. W każdym razie dojechałem na miejsce i przeszedłem pierwsze szkolenie. Nie było aż tak trudno, jak na początku zakładałem. Byli zdziwieni moimi zdolnościami strzeleckimi, więc dali mnie na pozycję snajpera. Czasami pomagam jako sanitariusz, z uwagi na swoją siłę (nie żebym się przechwalał, chociaż ty dobrze o tym wiesz). To dopiero pierwszy tydzień, a ja okropnie za tobą tęsknię. Ciągle myślę o naszej ostatniej nocy i nie mogę o niej zapomnieć. Zdziwiła mnie twoja postawa, ale nie rozczarowała. Nigdy nie pomyślałbym, że zdołałbym się z tobą przespać przed ślubem. Tylko się nie obrażaj! Bo chyba nie wytrzymam, jeżeli nie dostanę od ciebie odpowiedzi. Jak radzi sobie twój tata beze mnie? Mam nadzieję, że wszystko u niego w porządku (...)"

Przeczytałam cały list i doszłam do wniosku, że przez pół listu pisał o moim tacie. Uśmiechnęłam się. Johan miał dobry kontakt z moim tatą i się nieźle dogadywali. Pamiętam, że w odpowiedzi nawyrzucałam mu, że bardziej zależy mu na moim tacie, niż na mnie. Napisałam również, że u taty wszystko w porządku, tak samo u mnie oraz, że jestem z niego dumna.
I tak wymienialiśmy się co jakiś czas listami, w których pisaliśmy głównie o tym, jak do siebie tęsknimy i jak wygląda nasze życie codzienne. Pewnego razu, gdzieś w okolicy świąt Bożego Narodzenia napisał, że został postrzelony. Przeraziłam się. Na szczęście to nie było nic poważnego, ale blizna miała mu pozostać na całe życie. Tłumaczył, że to przez jego nieuwagę, więcej informacji od niego nie dostałam. Oczywiście w dalszych listach wspominał jak ciężkie jest życie żołnierza i jak okropna może być wojna...
Nagle przypomniało mi się coś. Już minęło półtora miesiąca od ostatniego listu. Po plecach przeszedł mi dreszcz, a serce zaczęło walić niemiłosiernie. Zasłoniłam dłonią usta, by powstrzymać się od gwałtownego oddychania. Starałam się wdychać i wydychać powietrze w miarę rytmicznie, aż w końcu uspokoiłam oddech. Gdyby nie żył, to bym dostała list z kondolencjami, pomyślałam dodając sobie otuchy. Tak, na pewno żyje, tylko nie ma czasu, albo kurier pomylił adresy, albo list się zgubił podczas przewozu. Było milion innych powodów niedotarcia do mnie jego listu, niż sama śmierć Johana.
Postanowiłam oderwać się od myśli na ten temat i spakować się do szkoły. Już od czwartego miesiąca nosiłam tylko zeszyty i długopis. Lekarz radził mi, abym nie przeciążała zbytnio pleców, więc starałam się dostosować do jego rad. Kiedy już wsadziłam do torby wszystkie potrzebne mi zeszyty, położyłam się na swoim łóżku, które zaledwie pół roku temu dzieliłam z Johanem. Było mi okropnie smutno, aż się rozpłakałam. Mała delikatnie mnie kopnęła na znak, żebym się ogarnęła, bo przeze mnie i ona będzie się źle czuła. Starałam się uspokoić, więc założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Aby się rozchmurzyć słuchałam takich utworów jak ,,All star'' Smash Mouth lub ,,Believer" tego samego zespołu. Były to piosenki mojego dzieciństwa, które zawsze sprawiały, że się uśmiechałam i chętnie do nich tańczyłam, kiedy tylko słyszałam je w radiu. Niebawem zasnęłam, nawet nie wiedząc, kiedy nadszedł sen, ale zanim to zasnęłam, udało mi się nastawić budzik na dziewiątą, gdyż o jedenastej miałam wykłady...

sobota, 15 kwietnia 2017

Rozdział 6

Kwiecień

Carrie
Nadszedł czas ferii wiosennych, za co byłam wdzięczna niebiosom. Na studiach aż tak strasznie nie było, ale przyda mi się chwila, żeby odsapnąć no i odwiedzić Paryż. Tęsknię za Jenn, za rodzicami, za moimi znajomymi, za miejscami, no i... Nieważne. W każdym razie cieszę się, że czas świętego spokoju wreszcie nadszedł.
Obudziłam się na moim chłopaku, który wyglądał  niemal jak młody heros. Wstałam cichaczem i szybko pognałam do łazienki, aby nie spóźnić się na samolot, który odlatywał o ósmej nad ranem. Odbyłam poranną toaletę i spakowałam kosmetyki do kosmetyczki. Szybko ją zgarnęłam i upchałam ją do walizki, która była wypełniona ciuchami i upominkami dla moich bliskich. Niewiele czasu zostało mi na pożegnanie się z chłopakami, niestety. Zeszłam sprintem na dół, gdzie czekała mnie bardzo miła niespodzianka. Alan niemal nagi poruszał się po kuchni tak samo, jak po warsztacie i i pichcił mi właśnie omlet. Do tego zrobił mi kawę i oczywiście mały deser, bez którego by się nie obeszło.
- Wcześnie wstałaś, Słońce. - Zauważył przy czym pocałował mnie delikatnie w usta.
- Ja to ja, ale ty, Wielkoludzie. - Przytuliłam, a następnie usiadłam przy wyspie z nogą podłożoną pod drugą.
- Oto twoje śniadanie, księżniczko. - Zasalutował wraz z jedzeniem .
- Dziękuję, mój książę. - Podziękowałam z szerokim uśmiechem na ustach.
- Masz jeszcze pół godziny do wyjścia, więc wcinaj ile wlezie, abyś miała na później siły, skarbie.
- Dziękuję, że się o mnie tak martwisz, ale wpierw sam zjedz, żebyś mi nie padł potem.
- Ja już jadłem, jak się szykowałaś.
- Nie wkręcaj mnie, bo wiesz jak skończysz. - Zagroziłam żartobliwie.
- Już się ciebie boje, Maleństwo.
- A powinieneś. - Ostrzegłam i usiadłam na jego kolanach, aby go obdarzyć pełnym namiętności pocałunkiem.
- Wciąż mnie zadziwiasz. - Wypowiedział te słowa w me usta i obdarował mnie swymi wargami, które teraz wyznaczały drogę na mojej szyi...

Jenny
Ciągle nawiedza mnie to w snach. Moment wyjazdu Johana na front był dla mnie dosłownie szokiem. Teraz jakoś próbuję żyć ze świadomością, że nie ma go obok mnie. Na szczęści utrzymujemy kontakt poprzez korespondencję, ponieważ zabronili mu zabierać ze sobą telefon. Szczerze to podoba mi się to całe pisanie listów. Jest tylko jedna wada: czasami listonosz się spóźnia, a to przyprawia mnie wariacje i przeróżne spekulacje, a to dla mnie niezdrowe. Tak, jestem w szóstym miesiącu ciąży i jestem dumna ze swojej decyzji. Co prawda tata na początku odnosił się do tego sceptycznie, ale ostatecznie ucieszył się na wiadomość, że zostanie dziadkiem, tak samo jak nasi sąsiedzi, czyli rodzina Johana. Carrie była na początku zdziwiona, ale ostatecznie cieszyła się razem ze mną i moją rodziną. Jednak największym problemem okazało się chodzenie na uczelnie. Przez jakiś czas ludzie wytykali mnie palcami, że się puściłam i wpadłam, ale to nieprawda. Nauczyciele oraz moi najbliżsi znajomi znają okoliczności, które towarzyszyły podjętej przeze mnie decyzji. Reszta uczelni mnie nie obchodzi, niech sobie mówią o mnie co chcą. Co miesiąc chodzę z Małą na wizyty kontrolne i jak na razie jest wszystko w porządku.
Jeszcze nie mówiłam Johanowi o ciąży. Zawsze kiedy piszę do niego list, nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, które opisałyby moje szczęście i w ogóle całą radość. Jeszcze nie wiedziałam jakie imię jej nadamy, ale gdzieś w głębi siebie miałam nadzieję, że Johan wróci i będziemy mogli oboje razem coś wymyślić. Jak na razie razem z tatą i z delikatną pomocą finansową oraz fizyczną ze strony Jeagerów udało nam się kupić i złożyć łóżeczko dla Małej, które teraz stoi w moim pokoju. Allie zadbała o zakup butelek do picia i smoczków, a Greta pomagała mi w wyborze śpioszków i ubranek. To był dopiero szósty miesiąc, a ja byłam zaopatrzona we wszystko, co było mi potrzebne. Tylko brakowało ojca dziecka...
Mała co raz to żwawiej poruszała się w moim brzuchu, który niemiłosiernie urósł i stał się bardziej okrągły. Osobiście przyznaję: pierwsze dwa miesiące były najgorsze. Co kilka godzin biegałam do łazienki, z lodówką nie rozstawałam się ani na sekundę, a moje wymagania kulinarne stawały się dosłownie nie do pomyślenia, aż sama sobie się dziwiłam. Mniej więcej w czwartym miesiącu doszedł ból pleców, ale i poczułam jej pierwszy ruch. Doprawdy, ciąża jest czymś niezwykłym w życiu kobiety. Od niedawna zaczęłam sprawdzać jaki gatunek muzyczny pasuje mojej Malutkiej. Z moich badań wynika, że nie lubi jazu, popu i muzyki klasycznej, a wręcz uwielbia Nickelback- ulubiony zespół Johana. Zawsze przy dźwiękach tej rockowej kapeli delikatnie się porusza w rytm muzyki, co czasami sprawia mi łaskotki.
Moi wykładowcy powiedzieli, żebym w dziewiątym miesiącu już nie przychodziła na uczelnię, tylko przygotowywała się do porodu. W wakacje obiecali, że nadrobią ze mną materiał.
No, ale już mniejsza o mnie. Jest jeszcze jeden powód, który sprawia, że potrafię skakać po pokoju jak mała dziewczynka: Carrie wraca do Paryża na Wielkanoc, a co za tym idzie, będę mogła się z nią w końcu spotkać. Okropnie długo się nie widziałyśmy. Co prawda, gadałyśmy co jakiś czas przez skype'a albo pisałyśmy na fb, ale to nie to samo, co się spotkać i razem powygłupiać, jak w czasach liceum lub gimnazjum. Mamy wiele sobie do opowiadania. Najbardziej jestem ciekawa tego, co mi opowie nowego o swoim chłopaku- Alanie. Z jej opisu wynika, że jest bardzo wysoki i przystojny, ale osobiście uważam, że jest mało osób, które byłyby wyższe lub na równi wzrostem z Johanem. Mówiła, że jest spełnieniem jej marzeń: dba o nią, całuje, przytula, gotuje, podwozi na uczelnie. Jednym słowem ideał. Cieszyłam się, że w końcu zapomniała o kimś, kto zapomniał o niej, i wreszcie znalazła sobie odpowiedniego faceta...

Carrie 
Leciałam do domu dobre sześć godzin, a w tym czasie zdążyłam się wyspać, zjeść i jeszcze poczytać książkę w pakiecie ze słuchaniem muzyki. Ciężko było mi usiedzieć w miejscu, bo już nie mogłam doczekać się, aby zobaczyć bliskich, a szczególnie Jenn z brzuszkiem, którego będę chrzestną matką. Wieść o ciąży przyjaciółki na początku mnie zmartwiła, bo przecież jest bardzo młoda a Johana nie ma, ale nie mam wątpliwości, że będzie świetną matką, byle tej kruszynki nie za mocno rozpieszczała, gdy się urodzi. Co prawda zostały jej trzy miesiące do porodu, ale powinna nadal na siebie bardzo uważać i najlepiej w ogóle się nie stresować, no ale jak ma się nie martwić, gdy jej ukochany a zarazem ojciec dziecka jest na misji. 
Moi rodzice nic nie wiedzieli o moim tygodniowym powrocie, gdyż postanowiłam ich zaskoczyć i zrobić niespodziankę, z której, mam nadzieje się ucieszą. Trzymam kciuki za tym, aby nigdzie nie wyjeżdżali, chociaż najprawdopodobniej bym o tym wiedziała pierwsza. 
Podróż taksówką nie trwała więcej niż pół godziny, więc byłam pod domem wpół do piętnastej. Samochody stały na podjeździe, więc miałam duże szanse na to, że na nich trafię. Drzwi były otwarte, co świadczyło o obecności moich rodzicieli w ich opactwie. Zostałam niezauważona do chwili, gdy po cichaczu przytuliłam się do rodziców, którzy akurat oglądali telewizję. 
- Niespodzianka! - Odparłam i ucałowałam oboje w policzki. 
- Carrie! - Wyglądali na szczęśliwych z powodu mego powrotu. - Jak miło, że nas odwiedziłaś, myszko. - Wzruszyła się mama. 
- Aniołku, jak cudownie, że z nami jesteś, mama zaczynała powoli wariować. - Poskarżył się tata z nutą żartu w głosie. 
- Nie prawda! - Oburzyła się mama i pacnęła tatę w bicka, który powrócił do niego po latach. 
- Pójdę na trochę do siebie, a potem do was zejdę. Dobrze? - Zaproponowałam na co rodzice przystali. 
- Idź się rozpakuj i odśwież, na pewno jesteś zmęczona podróżą. 
Tata wciągnął moją ciężką walizę na górę, a następnie przytulił mnie i odszedł na dół, za to ja rozglądałam się po moim pokoju, w którym nie byłam od czasów wakacji. Nic się tu nie zmieniło, wszystko było po staremu poza faktem, że ja tu się zmieniłam. Nie jestem taka jak dawniej i moje życie nie jest takie jakie było zanim doszło do nieszczęsnego wypadku Aidena i naszego zerwania, o którym się dowiedziałam od swojej następczyni, nowej narzeczonej mego ukochanego. Może teraz są małżeństwem, nie wiem. Jestem świadoma tego, że nie powinnam w ogóle o tym myśleć, gdy mam tak wspaniałego i kochającego chłopaka jak Alan. 
Rozpakowałam soje graty i wykończona położyłam się na łóżko. Cudownie było wrócić tam, gdzie się zaczynało, a szczególnie wspaniale było wrócić do tego łóżka, które kochałam nad życie. Tęskniłam za nim i za tą miękkością oraz wygodą w trakcie spania. Powinnam jeszcze zadzwonić do Jenn, aby jeszcze i o mnie się nie martwiła, ale jak na razie nie miałam siły i chciałam posiedzieć sama w swojej samotni, mimo że na dole siedzą moi rodzice i najprawdopodobniej się teraz miziają. Zdobyłam się jednakże na wystukanie SMS-a, gdzie zwarłam fakt że już jestem w domu i że zadzwonię do niej później.
Obudziłam się koło szóstej po południu, gdy poczułam zapach jakiegoś smakowitego jedzenia, które przyrządzała moja mama. Z dołu mogłam usłyszeć różne glosy, które nie tylko należą do moich rodziców. Rozpoznałam głos Jenn oraz kilku innych moich znajomych. W gronie gości był też na pewno pan Julian oraz jego małżonka, z którą chyba się zszedł, bo wyłapałam słowo na "k" i to na pewno nie te wulgarne, a romantyczne. Nie pochodziło ono z ust ani mych rodziców ani mych znajomych, więc pozostawała tylko jedna opcja. 
Ogarnęłam trochę swój wygląd i truchtem zeszłam na dół, gdzie wszyscy krzątali się po kuchni i pomagali mojej mamie w robieniu jedzenia, nawet Jenn, która za Chiny nie umie gotować. Zawsze albo coś spali albo coś nie dogotuje, w przeciwieństwie do jej chłopaka.

Jenny
Po dowiedzeniu się, że Carrie już wylądowała, postanowiłam złożyć jej małą wizytę. No dobra, my, bo jeszcze moje Maleństwo. Gdy przybyłam na miejsce, drzwi wejściowe otworzyła mi mama Carrie, mówiąc, że przybyłam jako pierwsza. Postanowiłam odrobinę jej pomóc w niektórych pracach. Niebawem dołączyli do nas inni znajomi Carrie, których większość znałam. Kiedy nasza gwiazda wieczoru w końcu zeszła na dół, powitaliśmy ją radośnie, a następnie przystąpiliśmy do jedzenia obiado-kolacji. Wszystko zjadłam, a pani Swan jeszcze wciskała mi dokładkę mówiąc, że to ,,dla dziecka", ale nie dałam się namówić. Kiedy zakończyła się oficjalna część wieczoru, większość ludzi się ulotniło, lecz ja pozostałam, aby z nią chociaż przez chwilę pogadać na osobności. Miałam jej tyle rzeczy do powiedzenia, że już dłużej nie potrafiłam wytrzymać. Na deser podano ciasto czekoladowe, które o dziwo nie smakowało mi... Moje ulubione ciasto pierwszy raz w życiu mi nie smakowało... Tak, to się nazywają uroki ciąży. Zdarza się, że czasami jem coś, co przenigdy w życiu bym nie zjadła, a czasami sama myśl o np. pizzy sprawia, że mam ochotę zwymiotować.
W końcu wszyscy porozchodzili się do swoich domów, tylko ja zostałam. Carrie sprawiała wrażenie jeszcze bardziej zmęczonej niż po przylocie. Gdybym jej nie znała, powiedziałabym, że po prostu źle się czuje, ale wiedziałam, że tak na prawdę nie znosiła zbyt tłumnych i oficjalnych spotkań towarzyskich. Prócz dyskotek i potańcówek szkolnych oczywiście.
Nareszcie miałyśmy chwilkę dla siebie:
-No to opowiadaj, jak było we Włoszech?- Zapytałam ciężko siadając na łóżku mej przyjaciółki
- No a co tu dużo gadać. Sama wiesz... - Odpowiedziała siadając obok mnie.
-Już ty dobrze wiesz co.- Zaśmiałam się- Jak tam u pana idealnego?
- Wciąż jest idealny. Czasem aż za bardzo. Myślę, że on nie ma żadnych wad, co jest przerażające chwilami.
- Na pewno ma jakieś wady.- Upierałam się.- Tylko je dobrze ukrywa.
-Wydaje mi się, że to niemożliwe. Jest po prostu idealny w każdym calu. Jakbyś go spotkała, pewnie byś go nie rozgryzła.- Odparła
-Możliwe. Ale nie wierzę, że po pijaku zachowuje się jak aniołek.- Wyszczerzyłam się w głupkowatym uśmiechu
-Zdziwiłabyś się. No, ale już mniej o nim. Jak tam moja chrześnica?
-Wszystko u niej dobrze.- Pogłaskałam się po brzuszku- Od czasu do czasu kopie, co oznacza, że aż ją świerzbią nóżki, żeby wyjść i pobiegać.
-A ty byś biegła za nią.- Zaśmiała sie, a ja razem z nią.
-Prawda.- Zgodziłam się- A ty byś za swoim dzieckiem nie biegała?- Odparłam
-Ja nie będę miała dzieci.- Odpowiedziała niemal mechanicznie
-Akurat! Prędzej czy później będziesz miała dzieci.
-Albo dziecko. Ale to mało prawdopodobne.- Nadal się broniła
-Nie rozumiem cię.- Skrzyżowałam ręce na piersi
-Bo jesteś w ciąży. A ciąża to stan umysłu i ty już dobrze o tym wiesz.- Wybuchnęłyśmy obie śmiechem.
Jeszcze przez chwilę pogadałyśmy o mojej ciąży, życiu i odrobinę się pośmiałyśmy. Tata Carrie zaproponował, że mnie odwiezie do domu, z racji na to, że jestem brzemienna, a cały ród Swan nie chce mieć na sumieniu martwej przyjaciółki oraz jej nienarodzonej córki.
Wróciłam do pustego domu, ponieważ tata nadal siedział w warsztacie i dorabiał. Odkąd Johan wyjechał, ja straciłam osobę, którą kocham, a mój tata swojego pomocnika. Teraz miał więcej na głowie, przez co dłużej pracował. Zamknęłam drzwi wejściowe na klucz i zaszyłam się w swoim pokoju. Pomimo zaproszeń rodziców Johana, nadal pozostawałam u siebie w domu. Jakoś nie miałam ani ochoty, ani siły na odwiedziny. Wolałam sama poleżeć w swojej samotni i zastanowić się nad swoim życiem.  Nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam, a śnił mi się ON.

piątek, 14 kwietnia 2017

Rozdział 5

Carrie
Nastał kolejny dzień, który miałam niemal zapakowany różnego typu zajęciami. Nie było tak strasznie, ale najlepiej też nie było, ale wciąż miałam zapał i energię z wczorajszego dnia. Czułam się wspaniale i mimo, że późno miałam wrócić, nie załamywałam się tym, bo pocieszała mnie myśl, że jak wrócę, spędzę wspaniale czas z chłopakiem, któremu na mnie zależy, i który o mnie dba. Jednym słowem: chłopak ideał. Lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć.
W sumie każda by takiego chciała, z którym może o wszystkim pogadać i swobodnie się przy nim czuć. On jest wspaniały, a ja na niego nie zasługuję, ale jestem wdzięczna losowi za to, że go poznałam .
Szybko wyrobiłam się do wyjścia i postanowiłam zrezygnować ze środka transportu. Miałam jeszcze godzinę do zajęć, więc bez problemu mogłam się wyrobić pieszo i to jeszcze spacerkiem. Wsadziłam słuchawki do uszu i włączyłam najnowszą piosenkę Ed'a pod tytułem Shape Of You i ustawiłam zaokrąglanie.
Na swojej drodze napotkałam mego przyjaciela, który był cały w skowronkach.
- Hej, Szopenie. Jak wczorajsze ran de wu? - Zapytałam się.
- Hej, Picasso. Powiem ci, że było całkiem nieźle.
- Nie owijaj w bawełne.
- No a co ja będę ci mówił, skoro ty i tak już wiesz.
- Ja wiem swoje, ale chcę wiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło.
- Kobieto, wydarzyło się to, co sądzisz, że się wydarzyło.
- A ić ty. Nie ma z tobą zabawy. - Stwierdziłam i się zaśmiałam.
Maszerowaliśmy resztę drogi wspólnie i gadaliśmy o przeróżnych głupotach. Gdy doszliśmy na miejsce, pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoje strony.

Jenny
Rano zaspałam na wykład, a na domiar złego Johan okropnie się czuł i od rana, zrezygnowawszy z pójścia do szkoły, skakałam nad nim, aby mu pomóc we wszelkich czynnościach. Miał podwyższoną temperaturę i był strasznie rozpalony. Robiłam mu chłodne okłady, a nawet pobiegłam do apteki po leki. Pominę już fakt, że wydałam na nie fortunę... Mój chłopak leżał u mnie w łóżku i mamrotał coś pod nosem. Oczywiście tata miał niemałe obawy przed zostawieniem nas samych, ale zapewniłam go, że wszystko będzie w porządku, a poza tym jesteśmy dorośli:
-Jenn.- Zawołał mnie Johan
-Słucham?
-Gorąco.- Mruknął i kopnął kołdrę, która spadła na podłogę; zrezygnowana podniosłam ją z ziemi i rzuciłam obok niego na łóżko
-I co ja mam z tobą teraz zrobić?- Zapytałam załamującym się głosem; próbowałam niemalże wszystkiego, aby zbić temperaturę, ale nic z tego. Padałam z nóg. Była już dwunasta, a ja teoretycznie nie zrobiłam niczego pożytecznego. Pozostało mi jedynie liczyć na ostateczność. Wyjęłam z kiszeni spodni telefon i wybrałam numer:
-Halo?- Odpowiedział mi głos po drugiej stronie
-Cześć Allie, masz chwilkę?
-Och, Jenn. Oczywiście, coś się stało?
-Johan źle się czuje i nie wiem co mam z nim zrobić.- Poskarżyłam się matce Johana
-Poczekaj na mnie. Za kilka minut będę.
-Drzwi są otwarte i dziękuję.- Odparłam. 
I faktycznie po kilku chwilach Allie, we własnej nieustraszonej osobie, stała obok mnie i z politowaniem patrzyła na starszego syna:
-Aj, Johan. Es sieht nicht gut.- Powiedziała kręcąc głową- I mówisz, że wypił butelkę wódki?- Zwróciła się do mnie
-Noo, nie jestem pewna, ale jedną to na pewno wypił.- Zapewniłam i w tym samym czasie zabrzmiał dzwonek do drzwi- Otworzę.- Odparłam i ruszyłam na dół.
Ktoś starał sie jak najszybciej dostać do drzwi, ponieważ tak rozpaczliwie walił, aż myślałam, że moje drzwi tego nie wytrzymają:
-Tak?- Otworzyłam je, a wtedy na moją szyję rzuciła się Ema
-Dziękuję!!!- Krzyczała
-Eem, za co?- Zapytałam lekko zbita z tropu
-Noah...- Zaczęła-... I ja... Jesteśmy ze sobą.- Wykrztusiła tuląc się do mnie
-Wow, to fajnie.- Odparłam nie wiedząc co robić. Nagle w drzwiach pojawił się zupełnie obcy mi mężczyzna. Zamarłam. Był on ubrany w mundur wojskowy, a w dłoniach trzymał list...:
-Ekhem.- Chrząknął, a Ema odskoczyła ode mnie
-Słucham.- Zebrałam się w sobie i odezwałam się
-Czy zastałem Dżohana Dżagera?- Miał problemy z przeczytaniem imienia i nazwiska mojego chłopaka; poczułam, że moje obawy zaczynają być rzeczywiste. Chłopak, który stał przede mną mógł mieć około dwudziestu pięciu lat. Jego jasne włosy były krótko ostrzyżone, a w błękitnych oczach widziałam zmieszanie. Już chciałam odpowiedzieć, że nie, ale moja wewnętrzna uczciwość nie pozwoliła mi na to:
-Tak, ale nie czuje się dobrze.- Odpowiedziałam uprzejmie
-W takim razie mogłabyś mu to przekazać?- Zapytał podając mi kopertę- Byłem w domu na przeciwko, ale odprawiono mnie tutaj.
-Rozumiem.- Spojrzałam na to, co trzymałam w dłoniach, a moja twarz sposępniała
-Nie martw się.- Pocieszył mnie chłopak- Na pewno do ciebie wróci.- Posłał mi ciepły uśmiech i zniknął...

Carrie
Zajęcia zakończyłam dosyć późno, więc postanowiłam zamówić sobie taksówkę. Nie uśmiechalo mi się iście pieszo o takiej porze, mimo że Wenecja to piękne i wspaniałe miasto. Nie wiadomo jakie niebezpieczeństwa czekają na ulicy samotną dziewczynę. W każdym razie miałam już w głowie przestrogi taty i mamy. O świętości, jak ja za nimi tęskniłam. Za jedzeniem przyrządzanym przez mamę, za niezdarnością taty i tych ich mizianiach na kanapie i nie tylko. Czasem żałuję, że ich opuściłam wyjeżdżając na studia, ale wiem, że dobrze zrobiłam. Teraz, mimo że nie widuję ich codziennie, mogę z nimi rozmawiać przez skype'a oraz telefon, no i zawsze będę mogła ich odwiedzić we Francji.
Kiedy dojechałam na miejsce, mogłam usłyszeć muzykę oraz tłum ludzi w gratisie ze światłami. Ktoś tu miał dobrą zabawę, no nie powiem, że nie. Jak tylko weszłam, poczułam zapach alkoholu i skrętów. Cała masa ludzi tańczyła,  a jakaś część całej zbiorowości obściskiwała się pod ścianami i najprawdopodobniej w pokojach.
- Wróciłaś, Malutka. - Poczułam dłonie na swoim brzuchu i szmer powietrza wypuszczanego przy moim uchu.
- Wróciłam, Wielkoludzie. - Odwróciłam się i ucałowałam usta chłopaka.
- Jak widzisz mamy tu małą imprezę i może chciałabyś się przyłączyć do nas? - Zaproponował swoim seksownym głosem przygryzając lekko płatek mego prawego ucha.
- Mmm, zastanowię się. - Odpowiedziałam, na co dostałam odpowiedź nie do odrzucenia, gdyż zostałam obdarzona namiętnym pocałunkiem. - Zastanowiłam się i się zgadzam.
- No to miodzio.- Powiedział i pociągnął mnie za sobą w wir roztańczonych par i ocierających się o siebie studentów. 
Tańczyłam z nim do upadłego, piłam alkohol, ale nie paliłam, a mimo to zabawa była świetna. Od dawna tak wspaniale się nie czułam z chłopakiem. Potrafił mnie rozśmieszyć i wzruszyć,ale mam nadzieję, że nie potrafi mnie doprowadzić do łez, bo już zbyt wiele wylałam ich z powodu chłopaka. Aż nazbyt wiele. Ciekawa jestem ilu chłopaków płakało kiedykolwiek z powodu dziewczyn...


Jenny
Kiedy chłopak zniknął, osunęłam się na podłogę i gniotąc list zaczęłam płakać. Johan miał wezwanie do wojska i to stało się faktem. Francja, co jest bardzo dziwne, wspiera armię USA w Afganistanie i teraz brakuje im zdolnych fizycznie mężczyzn. Łzy leciały mi strumieniami. Ema nie wiedziała co ze mną zrobić, w ogóle nie rozumiała co się przed chwilą stało i mogła tylko stać nade mną. Po kilku sekundach Allie zawitała na dole:
-Boże, Jenny. Was ist passiert?- Zapytała przytulając mnie do siebie
-Oni chcą go zabrać.- Z mojego gardła potrafiłam wydobyć jedynie ochrypły szept
-Kto chce kogo zabrać?- Padło kolejne pytanie
-Johan...- Słowa same więzły mi w gardle- Johan idzie na front.- Jeszcze bardziej się rozpłakałam, a ona dostrzegła w moich dłoniach pogniecioną kopertę. Ze spokojem ją otworzyła i przeczytała zawartość. Miałam rację. Francuskie wojska potrzebują wsparcia i wzywają Johana Jeagera do obowiązkowej służby wojskowej w Afganistanie. Po twarzy Allie pociekły łzy, a ja jak przez mgłę zauważyłam, że Ema zniknęła. W sumie cieszyłam się z tego, że poszła. Nie potrafiłam cieszyć się jej szczęściem, kiedy moje szczęście właśnie otrzymało darmowy bilet w jedną stronę...
Po jakichś kilku godzinach rozmowy ze sobą, wdrapałyśmy się z mamą Johana na samą górę i zajrzałyśmy do niego. Spał. Allie szepnęła do mnie, że udało jej się zbić temperaturę i teraz powinien się lepiej czuć. Miałam taką nadzieję, ponieważ bolało mnie samo patrzenie jak się z tym męczył. Położyłam się obok Johana i się do niego przytuliłam. Było mi okropnie smutno. Nie wiedziałam, że on może dla mnie AŻ tyle znaczyć. Był całym moim życiem, jedynym powodem, dla którego miałam ochotę wstać z łóżka lub wrócić do domu. Teraz mogłam ten powód stracić, a właściwie to już straciłam. Co prawda chłopak dający mi wezwanie był dosyć przekonujący, ale ja wiedziałam, że to jest jedynie pusta obietnica, coś co chciałabym, by było rzeczywistością. Leżałam wpatrując się w jego spokojną twarz. Była piękna. Wszystko w niej było idealne. Usta, nos, brwi, rozmieszczenie oczu, jego ciemne rzęsy. Pogłaskałam dłonią jego policzek. Był ciepły, ale nie rozpalony, i przyjemny w dotyku. Zapragnęłam mieć go na wieki. Aby na zawsze był ze mną i tylko ze mną. Może i jest to samolubne z mojej strony, ale zbyt bardzo go kocham, aby pozwolić mu tak po prostu odejść. Tak, kocham go i się tego nie wstydzę.
Nagle Johan otworzył swoje niebieskie oczy, którym mogłam się dokładnie przyjrzeć z bliska. Zazwyczaj tego nie robię, bo po prostu jestem za niska i jestem jedynie w stanie dojrzeć, w która stronę spogląda:
-Coś się stało?- Zapytał sennym głosem i mnie objął
-Nie, nic. Śpij.- Znów pogłaskałam jego policzek
-Płaczesz.- Stwierdził, a ja odwróciłam wzrok- Jenn, powiedz mi, co się dzieje?
-Powiedziałam, że to nic.- Wytarłam łzy- Przepraszam, że cię obudziłam.
-Nic się nie stało. A teraz mówię poważnie: Jennifer, masz mi powiedzieć, dlaczego płaczesz.- Nakazał podnosząc się do pozycji siedzącej
-Zejdź na dół.- W moich oczach znów pojawiły się łzy, a Johan zerwał się z łóżka i ruszył na dół po schodach.
Po kilku chwilach również schodziłam po schodach mało co z nich nie spadając. Całe pole widzenia miałam rozmazane, a oczy piekły mnie niemiłosiernie. Zajrzałam do kuchni. Allie siedziała przy stole, a Johan opierał się o blat kuchenny, na którym spoczywało wezwanie. Oparłam się o ścianę i patrzyłam na niego. Jaka będzie jego reakcja? Co zrobi? Nie spodziewałam się tego ani ja, ani Allie. Johan po prostu wyprostował się i opatrzył na nas obie. Spojrzał każdej z nas w oczy i na swój sposób powiedział ,,będzie dobrze, nie musicie się o mnie martwić". Ale ja wiedziałam, że będę umierać nie tyle z tęsknoty, co ze strachu przed jego utratą.
Najpierw podszedł do Allie i ją przytulił. Wymienili między sobą szepty, a ona wspięła się na palce i ucałowała jego czoło:
-Przyjdź jutro do domu.- Poprosiła odchodząc
-Przyjdę.- Obiecał z delikatnym uśmiechem, który miał podnieść ją na duchu.
Gdy zostaliśmy sami w domu, Johan nie wytrzymał i niemalże podbiegł do mnie i pochwycił w swoje ramiona, jakby to mnie wysyłali na front, a nie jego. Objęłam go najmocniej jak tylko potrafiłam i zaczęłam szlochać. Głaskał moje plecy i całował po szyi, aby mnie uspokoić. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się w moim pokoju, a ja leżałam na łóżku. On stał nade mną i wpatrywał się we mnie nie wiedząc, co ma zrobić. Pociągnęłam nosem, a następnie pozbyłam się bluzki, potem spodni, aż w końcu zostałam z bieliźnie. Spojrzałam na niego błagalnie, a on już wiedział o co mi chodzi. Również się rozebrał i położył obok mnie. Wpatrywaliśmy się w siebie tak długo, że nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się całować. Były to namiętne i głębokie pocałunki, które sprawiły, że z każdą sekundą byliśmy co raz bardziej rozpaleni. Poczułam, że jestem gotowa to zrobić, więc obdarowałam go delikatnym pocałunkiem, a on przeszedł do działania. Robił to powoli, ostrożnie, tak, żeby mnie nie bolało. Bardzo się starał, czułam to. Oboje oddychaliśmy ciężko, niepewni, czy to co robimy, jest słuszne, ale ja wiedziałam, że pewnej części jego nie mogę stracić. Po prostu nie potrafię...

Carrie
Zabawa trwała na całego do później nocy, a bynajmniej nikt się nie skarżył na jakieś niedogodności. Prawie nikt, no bo któż mógłby mieć pretensje poza mną, gdy ktoś zalicza numerek w moim pokoju na moim łóżku i wydaje takie odgłosy, jak chóry anielskie podczas orgii. Tak, wiem, że to dziwnie brzmi, ale dla mnie akurat idealnie wpasowuje się w sytuację. Jedyna wolna sypialnia należała do Alana, ponieważ tylko jego była zamknięta na klucz, a klucz był przechowywany u najlepszego strażnika, czyli u niego samego. Byłam zmęczona pobłażliwie mówiąc, bo tak naprawdę padałam na twarz, a głowa mnie tak bolała, że myślałam iż mam bombę zegarową zamiast mózgu, tylko że w formie papki, a nie ciała stałego. 
Wyruszyłam na poszukiwania mego chłopaka, bo chyba mogę go tak nazwać zważając na kilka faktów. Po pierwsze, całowaliśmy się, po drugie, powiedział, że mnie pragnie, a po trzecie, spaliśmy ze sobą. I to naprawdę SPALIŚMY, obyło się bez miziania, chociaż i tak pod kołdrą miałam dostęp do jego kaloryfera, który polecam pomacać, bo jest co. 
- Alan! - Krzyknęłam do chłopaka, gdy go w końcu znalazłam. 
- Coś się stało, Malutka? - Zapytał się zmartwiony patrząc na mą twarz, która już pewnie wyglądała okropnie no i na pewno miałam rozmazany makijaż, co było masakryczne w każdym calu. 
- Jestem padnięta, nie mam siły, a w moim pokoju ktoś się pie***y. - Pożaliłam się. 
- Jak chcesz to możesz się u mnie dzisiaj przespać. Będę grzeczny. - Obiecał, dając przy tym kuszącą propozycję odpoczynku może i nawet w jego ramionach. - Jak chcesz to mogę się przespać na podłodze. - Kontunuował. 
- Nie, nie, nie. Nie będziesz spał mi tu na podłodze. Jak coś to albo ze mną na łóżku, albo wcale. 
- Mmm, kusząca propozycja. Czyli się zgadzasz? 
- No jasne, przecież po to do ciebie przyszłam, Głuptasie. - Ucałowałam jego usta i odebrawszy od niego klucz, popędziłam do pokoju chłopaka,  gdzie zamierzałam się w końcu przespać w jednej z jego ogromnych bluzek. 
Impreza trwała jeszcze koło dwóch godzin, a ja w tym czasie usiłowałam zasnąć, ale niestety kiepsko mi to wychodziło. Dopiero jak poczułam gorące ciało Alana, poczułam się bezpiecznie i przytulona do niego odpłynęłam w objęcia Morfeusza...

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Rozdział 4

Jenny
Nadszedł poniedziałek, co oznaczało, że wykłady mam dopiero od 11:00. Właśnie się przebudziłam, bo coś, a raczej ktoś przygniatał mnie swoim sadłem do łóżka, tym samym odcinając dostęp do tlenu:
-Johan, grubasie, złaź ze mnie.- Wychrypiałam; cholera, znowu zbliża się jesień, a mój głos w tym czasie przeżywa rewolucję...
-Daj mi jeszcze chwilkę.- Zamruczał; ja leżałam na plecach i w dodatku na samym dole, a on twarzą do mnie i jeszcze do tego był na górze. Cóż, jedyne co mogę powiedzieć to to, że ta sytuacja nie dzieje się po raz pierwszy i już wiem jak sobie z tym radzić:
-Johan, kochanie.- Zagruchałam słodkim głosikiem, może nawet aż za słodkim, a on otworzył oczy i zaczął się we mnie wpatrywać, co oznaczało, że złapał przynętę
-Dobrze się czujesz?- Zapytał patrząc podejrzliwie
-Nie wiem, chyba od braku tlenu troche pomieszało mi się w głowie.- Posłałam mu szeroki uśmiech i się delikatnie uniosłam, aby go pocałować, a on prawie że zeskoczył ze mnie i wylądował na podłodze; zaczęłam się zanosić zaraźliwym śmiechem:
-Zawsze działa.- Śmiałam się dalej, a on w tym czasie znów wrócił na swoje miejsce, lecz tym razem się nie kładł, a oparł się na łokciach tak, że jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej:
-Jesteś okrutna.- Oznajmił z udawanym smutkiem
-Nie aż tak jak ty.- Skrzyżowałam ręce na piersi- Ja ciebie nie przygniatałam do łóżka przez całą noc.- Prychnęłam
-To już wiesz jak ja sie czuję, kiedy ty śpisz na górze.- Wyszczerzył się
-O ty chamie!- Stuknęłam go pięścią w pierś, a on się tylko zaśmiał- Nie ważę tyle ton co ty!
-Ale jesz tyle co ja.- Cmoknął mnie w usta
-Kłamca.- Oddałam mu całusa, chociaż wcale na niego nie zasługiwał
-Moja złośnica.- Wsunął swoją rękę pod moje plecy, po czym podniósł mnie z łóżka, przycisnął do siebie i sam się położył na moim miejscu. W końcu byłam na górze, a on na dole. Co za ulga...
-O wiele lepiej.- Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i wzięłam duży chust powietrza
-Och, Jenn, przygniatasz mnie.- Sparodiował mój głos
-Idiota.- Wysyczałam mu w twarz i spróbowałam się wyrwać
-Ej, ej. Gdzie ty mi tu uciekasz? Poranek się dopiero zaczął.- Wzmocnił swój uścisk
-Odwal się. Nie rozmawiam z tobą.- Udałam obrażoną
-Oj kochaaanie...
-Powtórz to, a więcej tutaj nie wrócisz.- Zagroziłam, a mój głos przybrał bardziej poważny ton
-No nie mów, że nadal cię to irytuje.- Był rozbawiony
-Możliwe.
-Możliwe jest to, że na wakacje zabiorę cię do Niemiec.- Uśmiechnął się tak uroczo, że oddałabym wszystko, żeby mu teraz zrobić zdjęcie i ustawić je sobie na tapecie w telefonie
-Pewnie tęsknisz za Niemcami?- Zgadywałam
-Nie aż tak, jak ty za Norwegią.- Zaśmiał się- Po prostu chciałbym zobaczyć kilka miejsc i odwiedzić paru dawnych znajomych.
-Rozumiem.- Odparłam; na serio wiedziałam co czuje- No, trzeba już wstawać.- Przerwałam ten temat- Założę się o swoje śniadanie, że jest już po jedenastej.
-A co jeżeli nie masz racji?
-Wtedy zjem twoje śniadanie.- Wyszczerzyłam się, a on przycisnął mnie do siebie i zaczął intensywnie całować, przez co spowodował u mnie salwy radosnego krzyku, które zwabiły mojego tatę:
-Ej, dzieciarnia! Ciszej tam!- Zajrzał do pokoju, lecz kiedy żadne z nas nie zareagowało na jego widok, postanowił nie wytrącać się do naszych ,,zabaw"...

Carrie
 Gdy się obudziłam, nie byłam już przykryta kołdrą a męskim ciałem ,które należało do jednego z moich współlokatorów, czy Alana, który nic sobie nie robił z tego, że dzisiaj jest poniedziałek. Miał szczęście, że dopiero zaczynałam o trzynastej a kończyłam półtorej godziny później. Jakoś tak wyszło, że poniedziałek był moim niemal najlżejszym dniem w tygodniu biorąc pod uwagę weekendy, choć teraz dorabiałam czasem jako barmanka w sobotnie wieczory, bo dzięki temu miałam darmowe wejściówki no i oczywiście przybywało trochę kaski na koncie na większe szaleństwa typu nowy laptop, bo aktualny zaczyna mi się strasznie ciąć, co denerwuje mnie jak nie wiem. Oczywiście znalazłoby się parę rzeczy, które chciałabym sobie kupić,ale nie lubię wydawać pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. Nigdy nie wiadomo kiedy pieniądze się przydadzą. Gdybym miała na przykład chłopaka w Anglii to mogłabym mu zrobić niespodziankę i polecieć do niego...
Na samo wspomnienie Aidena łza zakręciła mi się w oku. Strasznie za nim tęskniła. Brakowało mi go cały czas we wszystkim co robię, ciężko jest żyć wiedząc, że miłość twego życia nie chce cię znać i znalazła sobie inną w trakcie tygodniowego wyjazdu za granicę. To straszne, że to teraz ja cierpię, a nie on. To on powinien rozpaczać, że mnie stracił, a ja powinnam się cieszyć, że mogę sobie znaleźć nowego i lepszego chłopaka, który prawdziwie mnie pokocha i nie będzie ze mną tylko dlatego, że będzie chciał mnie przelecieć. Powinnam latać po klubach jak szalona i cieszyć wolnością,a le tak nie jest. To ja cierpię a on jest szczęśliwy, to ja tęsknie, a on ma nową dziewczynę, to ja wypłakuje oczy a on się śmieję, to ja oddałabym życie żeby znowu z nim być, a on...  a on ma to gdzieś.
Obtarłam łzy zanim ktokolwiek mógłby zauważyć, że wypłakuje oczy myśląc o swojej przeszłości, która potrafi dobić człowiek ana cały dzień. Żeby sobie go nie psuć wstałam, związałam włosy w jako taki kok i pomknęłam do łazienki, w której stała wanna, oczywiście wraz z smartfonem, no bo jak tu brać kąpiel bez muzyki. Wzięłam ręcznik z bieliźniarki położyłam go na poręczy wanny tam, gdzie zamierzałam później ułożyć głowę. Nalałam gorącej wody i wsypałam kokosowe sole do kąpieli, po czym mój raj był gotowy...       


Jenny
Dalsza część dnia minęła strasznie szybko. Koło wpół do jedenastej zaczęłam się zbierać, po czym żegnając się z tatą i Johanem ruszyłam na przystanek autobusowy. Kiedy zawitałam na uczelni natknęłam się na Emę i Noah'a. Oboje siedzieli na ławce przed salą i o czymś dyskutowali. Już miałam zejść z ich pola widzenia, lecz Noah mnie dostrzegł:
-Jenn!- Krzyknął rozentuzjazmowany
-Noah!- Udałam, że się cieszę- Jak tam?- Podszedł do mnie
-Wszystko w porządku. Masz może czas po szkole?- Zapytał bez ogródek, a ja niemalże straciłam grunt pod nogami
-Um.. Nie wydaje mi się, wybacz..- Starałam się go w jakiś sposób spławić
-No to jutro.- Nie dawał za wygraną
-Jutro też nie mogę, ale za to Ema pewnie ma czas.- Puściłam do niej oczko, a ona się zarumieniła; Noah spojrzał na moją znajomą i zaczął ją oceniać wzrokiem
-Ema...- Zwrócił sie do niej, lecz urwał i, co mnie zdziwiło, zarumienił się- Masz dzisiaj czas po szkole?
-Ra-raczej tak.- Zająknęła się
-No to fajnie.- Stwierdził, po czym tak po prostu poszedł gdzieś
-Może chociaż ,,dziękuję"?- Zapytałam z rozbawieniem
-Jeszcze nie mam ci za co dziękować.- Odparła jakby z pretensją w głosie i skrzyżowała ręce na piersi
-O co ci chodzi?
-Już ty dobrze wiesz o co!- Naburmuszyła się
-Jeju, to nie moja wina, że...- Przerwała mi
-Że jesteś ode mnie ładniejsza? Że jesteś bardziej inteligentna i w jego typie?!- W jej oczach widziałam rządzę mordu
-Hej, Ema, uspokój się. Przecież was spiknęłam, więc czego ty ode mnie oczekujesz?
-Że mu w końcu powiesz, że masz już chłopaka! Nie wydaje mi się, że Johan będzie szczęśliwy, kiedy dowie się, że flirtujesz ze Szwedem!
-Nie... Chyba ty mu nie powiesz...- Przeraziłam się
-To odpuść go sobie.
-Ja nawet do niego nie zarywam. To tylko mój znajomy...
Dalej było tylko gorzej. Ema unikała mnie jak ognia, a Noah zrobił się jakiś dziwny. Na dodatek, kiedy wróciłam do domu, a miało to miejsce koło dwudziestej, tata oznajmił, że Johan wyszedł ,,do baru na piwo z kolegami":
-Po pierwsze: on nie chodzi do baru. Po drugie: on nie pije piwa. A po trzecie: on nie ma żadnych kolegów, poza mną i tobą.- Tłumaczyłam mojemu tacie
-Jenn, ja tam nie wnikam. Dzisiaj miał ciężki dzień w pracy. Był trudny klient i akurat zaatakował on Johana. Zaatakował słownie.- Sprostował
-Przecież Johan ma twardą psychike.- Odparłam
-Ma, ale gość potraktował go dosłownie jak śmiecia. Aż mi sie żal go zrobiło, więc wypuściłem go wcześniej...
-Boże, tatoo...- Szybko chwyciłam bluzę wiszącą na wieszaku i wyszłam z domu
-A ty gdzie?- Zawołał za mną tata
-Po tą zdradziecką żmije.- Krzyknęłam idąc w miejsce, do którego Johan zawsze chodzi, kiedy ma gorszy dzień i zwalony humor...


Carrie 
 Jak tylko wylazłam z wanny, było wpół do dwunastej, co znaczyło, że muszę powoli szykować się do wyjścia na uczelnię. Był dzisiaj upalny dzień, więc zdecydowałam się na krótkie szare szorty i biały top bez ramiączek, a do tego złoty łańcuszek ze znaczkiem nieskończoności. Był moim prezentem urodzinowym od mojego byłego, le za bardzo go kochałam wisiorek, żeby go wyrzucać a poza tym pasował niemal do wszystkiego. Nie wyrzuca się tak cennych rzeczy, dzięki którym stylizacja jest idealna. Z resztą nienawidziłam wyrzucać rzeczy, które nie są zniszczone, bo to marnotractwo pieniędzy, a ze mnie oszczędna dziewczyna, no chyba że chodzi o wodę do długich kapieli.
Zeszłam na dół, gdzie zastałam kartkę od Ericka, która głosiła, że dzisiaj ja robię obiad i że mam śniadanie w lodówce, które składało się z tortilli i skrzydełek z KFC, które kupił rano. robiłam sobie herbatę i zabrałam się za pałaszowanie mego posiłku. Gdy skończyłam jesć musiałam wychodzić, żeby zdążyć na zajęcia, a wtedy usłyszałam głos:
- Podwieźć cię? - Padło pytanie ze stony Alana.
- A mógłbyś?
- Dla mnie bez różnicy, o i tak będę przejeżdżał obok twej uczelni, ale tobie to raczej zrobi różnicę, więc jeszcze masz trzydzieści minut do wyjścia.
- Dzięki.
- A, miękka jesteś jak na poduszkę. -Odwrócił się do mnie w połowie drogi do łazienki i wypowiedział te słowa.
- To komplement? - Zapytałam się z uśmiechem na ustach.
- Oczywiście, Podusio. - Odrzekł i wszedł do pomieszczenia zwanego potocznie toaletą. 
Poszłam na chwilę do swojego pokoju po torbę i zgarnęłam przy okazji okulary przeciwsłoneczne, które miały uchronić mojej oczy przed promieniowaniem ultrafioletowym i posmarowałam ręce, dekolt i nogi kremem z filtrem, bo nie uśmiechało mi się łazić potem z oparzeniami słonecznymi. Przypomniało mi się jeszcze, że mam spotkanie z kolega z uczelni, więc na rękę było mi branie portfela, bo nieuniknione było to, że będę umierała z głodu, jak tylko skończą się zajęcia.
- Podusio, zaraz jedziemy. - Odezwał się z dołu Alan. 
- Już idę, Wielkoludzie. - Odpowiedziałam schodząc po schodach.
- Jaki ze mnie Wielkolud, kiedy to ty jesteś małym słodkim Krasnoludkiem. - Powiedział robiąc mi puci puci za poliki.
- Bardzo śmieszne. - Z trudem odpowiedziałam, bo ciężko było mówić, gdy ktoś trzyma cię za policzki.
- Ja tylko stwierdzam fakty. - Odparł i zabrał kluczyki z szafki. 
Po dwudziestu minutach byłam na miejscu, czyli że zostało mi koło dziesięciu minut aby dotrzeć do sali i zająć jakieś dobre miejsce nim wszyscy zgarnął co najlepsze.
- Dzięki za podwózkę. Do zobaczenia wieczorem. - Pożegnałam się i pognałam na zajęcia. 
Po drodze spotkałam jeszcze chłopaka, z którym miałam się dzisiaj spotkać i tak akurat wyszło, że zaliczyliśmy zderzenie. Na szczęście obyło się bez zbędnych ofiar, chyba ze ofiarą można nazwać moją torebkę, z której wysypała się połowa zawartości. Szybko ją pozbierałam i ruszyłam w dalszą drogę.  Nie rozmawialiśmy nawet, bo każde z nas śpieszyło się niemiłosiernie. 
Szczęśliwie dotarłam jako trzecia osoba, więc zajęłam bardzo fajne miejsce, które umożliwiało mi dzisiaj efektywną pracę. Mieliśmy dzisiaj szkicować martwą naturę, więc zadanie nie bylo zbyt trudne i nie było na czym się przejechać, przynajmniej dla mnie, chociaż wolałam rysować ludzi niżeli przedmioty, bo one nie mają uczuć i sie nie zmieniają na przestrzeni czasu, a ludzie tak.     

       
Jenny
Szłam, a uliczne latarnie oświetlały mi drogę. Robiło się co raz chłodniej, a ja żałowałam, że chwyciłam akurat letnią bluzę, która nie dawała mi wystarczająco dużo ciepła ile powinna. W końcu doszłam do miejsca, które ludzie zwą potocznie boiskiem do gry w koszykówkę. Johan lubił tu przychodzić, ponieważ lubił grać w kosza, a do tego był wystarczająco wysoki. Jakie było moje zdziwienie, kiedy ujrzałam go na drugim końcu boiska, siedzącego pod siatką, która odgradzała boisko od ulicy, z piłką obok siebie:
-Nie za gorąco ci?- Zapytałam lekko zgryźliwie widząc, że jest tylko w spodenkach i krótkim rękawie
-Nie.- Jego głos wydawał sie lekko przygaszony; podeszłam do niego i zapytałam:
-Wolne?
-Siadaj.- I siedzieliśmy tak w ciszy; w tym czasie zaczął powoli kropić deszcz, ale nas to nie zraziło i dalej tak trwaliśmy.
-Chciałbyś o czymś ze mną poga...- Nie zdążyłam dokończyć zdania, bo on zamknął mnie w swoim uścisku. Jego mięśnie ramion były wręcz ekstremalnie naprężone. Delikatnie pogłaskałam go po głowie i się bardziej wtuliłam. Teraz nie przypominał tego pewnego siebie Johana, któremu nikt nie mógł podskoczyć. Był zwykłym kruchym człowiekiem, takim jak każdy z nas. Takim, który ma swoje słabości, wady, lęki i obawy.
Deszcz moczył nasze ubrania, włosy i wszystko dookoła. Liczyła się teraz tylko ta chwila i nic innego. Jednak coś przykuło moją uwagę... Pewien charakterystyczny zapach, a raczej odór. Johan capił alkoholem i tego nawet deszcz nie dał radę zamaskować. Zaczęłam się wyrywać z jego objęć, lecz na próżno. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby Johan sięgał po alkohol, więc miałam pewne obawy co do tego, jak może sie zachowywać. Jedni są bardziej agresywni, jak mój wujek (tata Jessici), a inni wręcz zataczają się ze śmiechu i są skłonni to żartów, tak jak wujek Mattias. Nie wiedziałam do czego skłonny mógł być Johan. Z jednej strony wiedziałam, że świadomie by mnie nie skrzywdził, jednak teraz, kiedy ledwo mógł mówić wątpiłam w to:
-Puść mnie.- To krótkie zdanie zabrzmiało jak rozkaz, który z ociąganiem wykonał- Chodź, pójdziemy do domu.- Wstałam i podałam mu rękę, aby również wstał, lecz nie przyjął jej i sam się podniósł. Ruszył przed siebie i nie obchodziło go to, że zostawia na boisku mnie i swoją piłkę do gry w kosza. Szybko podniosłam ją z ziemi i dogoniłam Johana:
-Gorszy dzień w pracy?- Zapytałam, nawet nie licząc na odpowiedź; on po prostu szedł i nie zwracał na mnie większej uwagi. Może to jednak dobrze, pomyślałam i dalej mu towarzyszyłam. Po kilku minutach weszliśmy do domu:
-Znalazłaś go?- Tata zajrzał do przedpokoju
-Tak.- Postawiłam piłkę obok drzwi, po czym ściągnęłam z siebie przemoczoną bluzę i rzuciłam tacie- Powieś gdzieś na kaloryfer.- Poleciłam i pokierowałam Johana na górę
-Jesteś pewna, że sobie poradzisz?- Szepnął do mnie tata zatroskanym głosem
-Tak. W razie czego będę krzyczeć.- Zapewniłam go i szybko wdrapałam się na górę. Johan już zamierzał, ku mojemu zdziwieniu, wejść na strych, tam gdzie oficjalnie miał swoje lokum:
-O nie mój drogi, w tej chwili do kąpieli!- Wskazałam palcem łazienkę, a on popatrzył na mnie wzrokiem, który mówił ,,czemu mnie jeszcze męczysz?", ale się posłuchał- Nie mam zamiaru ani prać twojej pościeli, ani się tobą opiekować, kiedy będziesz przeziębiony.- Zagroziłam wchodząc za nim do łazienki- Rozbieraj się.- Nakazałam stojąc w zamkniętych drzwiach ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. Znów posłusznie wykonał polecenie; w jednej chwili zrzucił z siebie spodenki, bluzkę, bokserki i ściągnął skarpety. Przegryzłam dolną wargę i ostro się zarumieniłam. Mój wzrok powędrował gdzieś w bok, lecz znów powrócił do hipnotyzujących pleców chłopaka. Oddychałam głęboko, aby nie zemdleć. W końcu jakoś wszedł do wanny i już w niej tam został:
-Masz pięć minut.- Oznajmiłam i wyszłam. Gdybym zostałam tam kilka minut dłużej, to dostałabym ogromnego krwotoku z nosa. Co prawda widywałam go w samych bokserkach, ale nie BEZ! Serce tłukło się w mojej piersi jak szalone, a ja oparłam się o drzwi, za którymi mój pijany chłopak brał sobie kąpiel...

Carrie
Po zakończonych zajęciach miałam jeszcze chwilę czasu, aby zajść do łazienki się odświeżyć przed czekajácym mnie spotkaniem z młodym muzykiem o niebiańskim głosie. Gideon był bardzo miłym chłopakiem i wspaniałym przyjacielem, który umiał prawdziwie słuchać i poradzić. Gdyby nie on to pewnie bym się nie zdecydowała na danie szansy Alanowi, mimo że gadałam z Gideonem w czasie przerw między lekcjami, jeśli można  tak nazwać czas, który spędzamy na uczelni.
Z mego wew ętrznego monologu wyrwał mnie dźwęk dzwoniącego telefonu. Na wyświetlaczu pojawiło się imię chłopaka, z którym miałam umówione spotkanie. 
- Hej, Carr. - Przywitał się używając tej formy imienia, którą się posługiwał Aiden. 
- No cześć, Gid. Pamiętasz o naszym spotkaniu? - Przypomniałam . 
- No ja dzwonię właśnie apropo tego spotkania... 
- Coś się stało? 
- Wiesz... Dziewczyna, z którą od dawna się chciałem umówić, zaproponowała wyjście na kawę i nie potrafiłem jej odmówić. Czy moglibyśmy przełożyć nasze spotkanie na jakiś inny dzień? 
- Nie ma sprawy. To za tydzień? 
- Za tydzień. 
- No to jesteśmy umówieni. Wiesz, ja muszę kończyć, bo może uda mi się załatwić podwózkę. 
- Jasne. No to na razie. 
- No pa pa. - Pożegnałam się, a następnue rozłączyłam i wybrałam numer mojego potencjalnego kandydata na chłopaka, który po dwóch sygnałach odebrał.
- Hej, Maleńka. Coś się stało?
- Hej, Al. Mógłbyś mnie odebrać spod uczelni? 
- A nie miałaś dzisiaj spotkania z tym od muzyki, jak mu tam, Gideonem? 
- Coś mu wypadło i przełożyliśmy. To jak będzie? 
-  Za dziesięć minut będę. - Odrzekł i zakończył połączenie. 
Jak powiedział, tak się stało. Samochód mego współlokatora stał przed uczelnią punktualnie po dziesięciu minutach. 
- Hejka naklejka. - Przywitałam się wsiadając i zajmując miejsce  pasażera przy kierowcy.
- Hej, maleństwo. Gotowa na  powrót do domu? 
- Gotowa jeśli ty jesteś gotów. - I w ten sposób ruszyliśmy. 
W drodze powrotnej nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Głównie słuchaliśmy muzyki lecącej w radiu i stukaliśmy to ob kierownice to ob drzwi samochodu w rytm. W trakcie jazdy zatrzymaliśmy się w jedym miejscu, a tym miejscem był warsztat samochodowy, w którym pracuje Eric i Alan. Mą uwagę przyciągnęło szczególnie jedno auto. Była to Mazda FD  RX-7. Niesamowite połączenie żółci i czerni pięknie się komponowało. Miękły mi kolana na jej widok. Jeśli uslyszę dźwięk silniku na maksa dostanę orgazmu i to większego niżeli jakikolwiek chłopak mógłby mi dać. 
- Podoba ci się? - Pytał się Alan patrząc na wyraz mej twarzy. 
- Żartujesz sobie ze mnie?! Jest absolutnie przepiękny. 
- Chcesz się przejechać? 
- A czy tak można? 
- Tak się składa, że można, bo istnieje coś takiego jak jazda próbna. - Powiedział i rzucił mi kluczyki. - Prowadzisz. 
- Aaa!!! - Krzyknęłam ze szczęścia i popęd,iłam do samochodu, gdzie usiadłam na miejscu przeznaczonym dla kierowcy. 
- Hahaha. - Aż się zaśmiał. - Jedź tak jak GPS ci wzkazuje. - Pokierował. 
No i jechałam. Jechało się gładko, jak po maśle. Dawno tak cudownie nie jechało mi się samochodem i w dodatku w tak cudowne miejsce. Punktem doeclowym było wyspoko położone  wzgórze z rozłożystym drzewem, a pod nim był rozłożony koc piknikowy. Na kocu stał także duży kosz piknikowy, w którym mogłam dostrzec wino i dwie lampki. Obok kosza stały dwie lampy. Na materiale leżały także poduszki, na których najprawdopodobniej mieliśmy się rozłożyć. 
- Jak tu pięknie. - Stałam niemal onimiała z zachytu. 
- Podoba ci się? 
- Oczywiście. Jest niesamowicie. - Odwróciłam się twarzą do niego i ucałowałam jego wargi. 
Nie musiałam długo czekać na jego reakcję, bo idwzajemnil pocałunek przyprawiając mnie przy tym o zawroty głowy, a później rzekł: 
- Nie śpieszmy się, mamy dużo czasu. Chodź. - Pociągnął mnie za sobą na koc, na którym wygodnie sieę ułożyliśmy i oglądaliśmy zachód słońca, który pochłaniała woda. 
- Dziękuje za wszystko. - Pocałowałam go i mocno się w niego wtuliłam . 
- Nie ma za co, Malutka. - A ten ucałował mnie w czoło i jeszcze mocniej mnie uściskał, że mogłam zapomnieć o całym świecie, bo istniała tylko ta chwila...
Siedzieliśmy tam długo i rozmawialiśmy niemal o wszystkim. Dowiedział się rzeczy, których nie chciałam żeby wiedział, ale i ja poznałam jego sekrety i mimo że znaliśmy się mało su, nie przeszkadzało mi to, bo byłam świadoma tego, iż mogę mu bezinteresownie zaufać. 
Gdy zrobiło się zimno, zostałam okryta bluzą, która jeszcze pachniała perfumami mego towarzysza. Kiedy wróciliśmy do domu, ale atmosfera między nami się nie zmieniła. Wciąż było magicznie i chciałam, żeby tak pozostało.


Jenny
Zgodnie z zapowiedzią, po pięciu minutach zajrzałam do Johana, aby upewnić się, że jeszcze żyje. Żył, a nawet zdołała się umyć i teraz stał przede mną z ręcznikiem owiniętym wokół bioder:
-Jeeeenn.-  Zachrypiał i wyciągnął przed siebie ręce niczym mały chłopiec proszący matkę, aby go wzięła na ręce
-Nie, masz się ubrać.- Zdziwiona byłam stanowczością własnego głosu, w którym nie było ani jednej nuty wahania lub niepewności
-Chyba nie mam w co.- Odparł, a ja zauważyłam, że na serio nie ma niczego na zmianę
-Poczekaj tu. Zaraz ci coś przyniosę.- Szybko pomknęłam do swojego pokoju i pogrzebałam po dnie swojej szafy. Tak, posiadałam tam ubrania, które należały do Johana, a właściwie nieświadomie je kolekcjonowałam. Pożyczałam i już nigdy nie oddawałam, ale teraz nadszedł właśnie ten czas, aby zwrócić pewne części garderoby. Jednak, jednej, jedynej części nie posiadałam, bo w sumie nie była mi potrzebna. Stałam przed otwartą szafą i zastanawiałam się co zrobić: czy pożyczyć gacie od taty, czy może szybko wstąpić do jego domu i stamtąd wziąć kilka rzeczy? A może na strychu coś posiadał? Moje przemyślenia szybko się rozwiały, kiedy poczułam, jak czyjeś silne ręce obejmują mnie całą:
-Johan!- Mój głos załamywał się i już nie był taki pewny, ponieważ za mną stał prawie dwumetrowy dwudziestojednoletni chłopak o sile dwóch rosłych mężczyzn, a w dodatku był dosłownie nagi. Moje serce zaczęło bić tak nienaturalnie szybko, że chyba z wrażenia dostałam arytmii serca. Oddech był urywany i dosyć szybki.
-Kocham cię Jenn.- Wyznał mi, tuląc się do mnie- Wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził, nawet w tym stanie.- Zapewniał, a ja... wierzyłam mu. Na serio. Może i był pijany, ale pokornie wykonywał moje polecenia i bynajmniej nie zamierzał robić mi czegoś, czego bym sobie nie życzyła- Chodźmy spać.- Znowu się odezwał
-Pójdziemy, ale najpierw znajdźmy ci jakąś bieliznę.- Udało mi się w końcu odezwać. Johan przytaknął i mnie puścił- Usiądź na łóżku i poczekaj na mnie, ale tym razem na serio.- Nawet się do niego nie odwracałam tylko poszłam na strych, czyli prowizorycznego pokoju Johana. Jak sie okazało posiadał tam kilka par gaci, więc wzięłam jedne i wrzuciłam do swojego pokoju, nawet tam nie wchodząc:
-Ubierz się.- Poleciłam i po odliczeniu trzydziestu sekund weszłam do pomieszczenia. Leżał na moim łóżku już ubrany, co mnie cieszyło. Nieśmiało podeszłam do niego, aby sprawdzić czy śpi, ale w tym samym czasie delikatnie uchylił powieki i popatrzył na mnie:
-Dziękuję.- Posłał mi delikatny i za razem uroczy uśmiech, który sprawił, że ten wieczór stał się piękniejszy. Szybko przebrałam się w swoją piżamę i dołączyłam do niego. Spaliśmy w swoich objęciach, a ja czułam się bezpieczna w jego ramionach. Już wiedziałam, że nie muszę się go bać w tym stanie. Cieszyłam się, że mam takiego wspaniałego chłopaka jak on.