piątek, 7 kwietnia 2017

Rozdział 1

Październik

Jenny
Boże, spóźnię się dzisiaj! Wczoraj zapomniałam nastawić budzik, a teraz jeszcze odkryłam, bateria w telefonie jest równa zero. Cholera! W pół do ósmej, a ja po drugiej stronie Paryża i w dodatku jeszcze w piżamie! Nie zdążę, za Chiny nie zdążę! Wpadłam do łazienki, capnęłam grzebień i wrzuciłam go do mojej torby razem z książkami. Szybko zdjęłam spodenki, które służyły mi za dolną część piżamy i na nogi naciągnęłam czarne leginsy. Na czarną podkoszulkę od piżamy, którą na sobie zostawiłam, nałożyłam czarny wełniany sweter z głową pandy i pognałam na dół. I wtedy przypomniałam sobie o czymś ważnym... Torba! Wbiegłam z powrotem na górę, chwyciłam to, co miałam zabrać i ponownie zbiegłam na dół. Tata od szóstej był w pracy, a co za tym idzie, Johan również, więc musiałam odpalić stojący w garażu granatowy skuter. Szybkim ruchem wsiadłam na pojazd, odpaliłam go, zapięłam kask i opuściłam garaż przy okazji zatrzymując się na podjeździe i zamykając drzwi garażowe. Te frontowe były zamknięte tylko na górę, ponieważ tata zawsze zamykał drzwi kiedy wychodził i miałam nadzieję, że i dzisiaj tak zrobił. Mknęłam skuterem przez zatłoczone centrum Paryża i starałam się w nikogo nie uderzyć, ani nie porysować skutera, gdyż należał on do mnie i był prezentem od taty na moje osiemnaste urodziny. Do szkoły dotarłam kilka minut po ósmej, ale na szczęście wykład jeszcze nie zaczął się na dobre. Jak się okazało nauczycielka nie mogła znaleźć klucza od sali, więc troche im zleciało. Kiedy wszyscy wyjmowali książki i zeszyty, ja czesałam włosy:
-Miss Hunter.- Dosłyszałam głos nauczycielki, w którym pobrzmiewał angielski akcent
-Yes?- Zapytałam chowając do plecaka grzebień
-What are you doing? It's not a hair salon.- Na szczęście nauczycielka miała poczucie humoru, więc nie oberwało mi się za tą wpadkę.
Ema wyjęła moje książki i pożyczyła mi swój długopis, ponieważ w pośpiechu zapomniałam piórnika. W ogóle dzisiejszy dzień był strasznie zabiegany, co mi się nie podobało. Prócz spóźnienia się na zajęcia w opłakanym stanie i zapomnienia piórnika zdążyłam na wuefie złamać trzy paznokcie i prawie złamać rękę. Nie, wolę nawet nie mówić jak to sie stało... Później nauczycielka zapytała mnie z ostatniej lekcji, a ja oczywiście niczego nie wiedziałam i dodatkowo, kiedy opuściłam szkołę zauważyłam, że ktoś pomazał czarnym markerem mój skuter. Gdyby nie Ema rozpłakałabym się. Jeszcze na domiar złego podszedł do nas Noah, chłopak, który był obiektem westchnień mojej znajomej:
-Hej, stało się coś?- Zapytał, gdy tylko zobaczył moją minę; Noah jest średniej wysokości Szwedem o blond włosach i również blond koziej bródce. Doszedł do naszej klasy tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego. Z natury jest dosyć cichy i spokojny. Aż trudno uwierzyć, że gra na gitarze w kapeli rock'owej.
-Tak, ktoś pomazał skuter Jenn.- Poskarżyła się Ema
-Może da się to jakoś zmyć?- Wsadził palec do buzi, po czym wyjął go i próbował zmyć marker, który ku mojemu zdziwieniu zadziwiająco szybko schodził
-Ty, co ty masz w tej ślinie?- Zaciekawiła sie Ema, która spróbowała zrobić to samo co Noah, ale jej nie wychodziło
-Nic.- Odparł zbity z tropu i ścierał dalej
-Ej, dobra, już zostawcie. Jak wrócę do domu to postaram się to jakoś pościerać. Dzięki.- Uścisnęłam ich oboje, po czym odpaliłam skuter, założyłam kask i odjechałam. Chyba nie muszę dodawać, że ludzie lampili się na mnie jak na idiotkę i wandala.
Postanowiłam od razu pojechać do domu. Nie chciałam martwić tatę i Johana, bo zaraz by zaczęli panikować i dochodzić kto pomazał mi skuter. Gdy tylko znalazłam się na podjeździe podbiegła do mnie Greta, młodsza siostra Johana:
-Jenn!- W jej głosie było słychać zakłopotanie i rozpacz
-Tak?- Rzuciłam zdejmując kask
-Ojej, co ci się stało ze skuterem?- Zainteresowała się
-Nic.- Warknęłam i poczułam wyrzuty sumienia; przecież Greta nie była winna tego, że mam zły dzień- Co chciałaś?- Wysiliłam się na bardziej uprzejmy ton
-Ah, no bo wiesz, pokłóciłam się ze swoim chłopakiem i...- Myślałam, że się załame, nie dość, że miałam własne problemy, to musiałam jeszcze wysłuchiwać młodzieńcze zawirowania młodszej siostry mojego chłopaka
-No i co?- Udawałam zainteresowanie
-No i nie wiem jak się z nim pogodzić, bo pokłóciliśmy się z mojej winy.- Westchnęła
-Poczekaj chwilę, tylko otworzę garaż.- Odparłam otwierając drzwi wejściowe i na chwile znikając w domu. Po chwili otworzyłam również drzwi garażowe i zaopatrzona w wiadro z wodą i płynem do naczyń oraz gąbką zaczęłam szorować skuter- Możesz już kontynuować.- Zwróciłam sie do Grety- O co się pokłóciliście?
-Bo chciałam, żeby się dzisiaj ze mną spotkał, ale powiedział, że nie może, bo ma dodatkowe zajęcia i się nie wyrobi. No i nawyrzucałam mu, że mnie unika i woli jakieś zajęcia ode mnie.- Jej blada twarz lekko się zarumieniła.
-Wiesz co?- Odezwałam się kończąc szorować jeden bok- Ja bym poczekała dzień, może nawet dwa, a później przeprosiła.- Odparłam jakby to była najprostsza rzecz na świecie
-Jak to?- Zdziwiła się
-No, normalnie. Miałby czas na przemyślenie twoich słów i uświadomienie sobie, że faktycznie cie zaniedbuje. Jeżeli się do wieczora nie odezwie to poczekaj do rana, a jak rano się nie odezwie, to przeczekaj cały dzień i pod wieczór go przeproś. Nie będzie cię atakował, a przy odrobinie szczęścia przyzna ci racje.- Skończyłam szorowanie, zostało już tylko płukanie
-Mówisz tak, bo to już przerabiałaś z moim bratem?- W jej głosie wyczułam rozbawienie
-Dokładnie.- Potwierdziłam targając wąż ogrodowy- Uważaj, bo może pryskać.- Ostrzegłam, a ona się odsunęła. Po spłukaniu mój skuter wyglądał jakby był prosto z salonu.
-Dzięki!- Usłyszałam jej uradowany głos i jedyne co zobaczyłam, to zamykające się drzwi domu sąsiadów
-Nie ma za co.- Odparłam sama do siebie; stałam i otępiale patrzyłam się w skuter przy okazji przypominając sobie co tak dokładniej jej powiedziałam, ale machnęłam na to ręką i wprowadziłam pojazd do garażu.
Gdy w końcu pojawiłam się w swoim pokoju przypomniałam sobie o złamanych paznokciach i bolącej ręce. Przeszłam do łazienki, gdzie pilnikiem wyrównałam złamane paznokcie, a bolącą rękę zaczęłam uważnie oglądać. Nie wyglądała tak źle, ale co było niezaprzeczalnym faktem- bolała. Szczęście, że to była akurat lewa, a nie prawa. Cóż, pomimo wyraźnie widocznego i odczuwalnego dzisiaj pecha, zdarzyło mi się kilka dosyć dobrych rzeczy: nie spóźniłam się na lekcje, nie porysowałam skutera (co prawda został pomazany, ale na szczęście udało mi się to zmyć), jakoś udało mi się zrobić notatki pomimo braku własnego długopisu. Na wuefie niczego, prócz paznokci, nie złamałam, ale to szybko dało się naprawić, a boląca ręka okazała sie być tą lewą i w dodatku podczas drogi powrotnej i wykładów nie dawała sie we znaki. Miałam dzisiaj wręcz bogaty we wrażenia dzień. Ale na tym nie koniec.
Tata wrócił do domu koło dwudziestej i przyprowadził ze sobą Johana. Zeszłam powoli po schodach, gdyż nie chciałam zakończyć tego dnia swoją śmiercią lub połamanymi nogami, po czym przywitałam się najpierw se swoim tatą, a później z Johanem. Nie wiem co jest gorsze: kiedy twój tata nienawidzi twojego chłopaka, czy kiedy traktuje go jak przyjaciela. Stanowczo Johan za często przebywał w naszym domu, może nawet częściej niż w swoim własnym. Miał u nas swój własny prywatny pokoik na górze, zwany potocznie strychem, ale jemu to nie przeszkadzało, bo i tak w nocy przyłaził do mnie. Coś czułam, że i dzisiaj u nas zostanie. Nie żeby mi się nie podobało spanie z nim, bo wiedziałam, że się nie posunie dalej niż mu na to pozwolę. Po prostu czasami, tak jak akurat dzisiaj, chciałam pospać SAMA. No, ale co miałam zrobić? Wygonić go do mojego ojca? W sumie całkiem ciekawy pomysł, ale boję się, że jeszcze mi jutro oznajmią, że Johan zostanie moją macochą, a tego nie chciałam.
No i ostatecznie stało się tak, jak przewidywałam. Kiedy już prawie spałam dosłyszałam ciche pukanie do drzwi. Równie dobrze mogłam je zignorować, ale że już ledwo kontaktowałam i chciałam iść spać, wiec wysiliłam się na wysapanie ,,Wejść" i kilka sekund później Johan leżał obok mnie:
-Jak ci miną dzień?- Właśnie dlatego nie cierpiałam z nim spać w takie dni jak ten
-Może być.- Chciałam go jakoś zbyć
-Nie kłam. Słyszę to po twoim tonie.- Już całkiem nieźle mnie znał
-Jeżeli informacja, że zaspałam do szkoły cię zadowoli...- Zatkał mi usta swoją dużą łapą
-Cicho, już się nie nakręcaj. Ta informacja mi wystarczy. I to dlatego jesteś nadąsana?- Zapytał próbując w ciemności patrzeć mi w oczy
-Połamałam paznokcie.- Poskarżyłam się; za nic mu nie powiem o skuterze
-Mhm, to wszystko wyjaśnia.- Przesłuchanie oficjalnie uważam za zamknięte, przemknęło mi przez głowę; w międzyczasie objął mnie jedną ręką w pasie i przyciągnął do siebie, a później drugą umocnił swój uścisk. Miałam ochotę kopnąć go i wyrwać się, ale zwalczyłam tą chęć i posłusznie leżałam w jego ramionach. On już tak miał. W dzień groźny tygrys, w nocy bezbronny kotek łaknący miłości i przytulenia. Cały Johan. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam...


Carrie 
Mój budzik zadzwonił punkt siódma i miałam półtorej godziny na wyszykowanie się na zajęcia. Nie słyszałam ażeby ktoś się krzątał po domu, więc byłam sama. Postanowiłam, że zrobię sobie poranną kawę i śniadanie, a potem się zastanowię nad środkiem lokomocji. 
Zeszłam na dół po chodach jeszcze w piżamie i wstawiłam wodę na moją kawusię. Krzątając się wśród szafek zauważyłam karteczkę leżącą na stole. Jej treść mówiła o tym, że mogę wziąć kabriolet należący do Ericka, bo sam pojechał motorem do pracy. Tak, ma motor, gdyż dostał go na swoją osiemnastkę. Ja też dostałam, ale nie mogłam go wziąć ze sobą do Wenecji, no bo jak. 
W godzinę byłam wyszykowana i w pełni gotowa do wyjścia na zajęcia. Na szczęście dobrze się orientowałam w terenie w Wenecji, co nie tyczyło się Paryża, bo tam mogłam się zgubić w samym centrum handlowym. Ale czy to ważne...
Nim zaszłam na zajęcia zdążyłam poznać bardzo miłego chłopaka o imieniu Gideon. Studiował kompozycję, czyli obracaliśmy się w podobnych kręgach. Nawet mi zaśpiewał, bo chciał mi wynagrodzić fakt, że mnie stratował, choć wcale mi to nie przeszkadzało, gdyż sama jestem fajtłapą jak się patrzy. Ale mówi się trudno. 
Zajęcia minęły mi całkiem szybko i bez większych wrażeń. Nauczanie odbywało się w moim ojczystym języku, więc nie miałam problemów ze zrozumieniem słów wykładowcy. W ekspresowym tempie dotarłam także do domu, gdzie już chłopacy wrócili z pracy, a było to koło 16-tej. Eric właśnie szedł do lodówki po zimne piwo, a tym razem to Alan siedział w kuchni przy garach, oczywiście bez koszulki...
- Alan, nie masz w zanadrzu żadnej koszulki do pożyczenia? 
- Mam jedn... - Uciął, gdy spojrzał mnie. - Carrie, wróciłaś. - Spostrzegł.
- A miałam nie wracać? 
- Myśleliśmy, że będziesz poznawać nowych ludzi i takie tam.
- Nie miałam na dziś tego w planie. 
- A co ty na to żeby zmienić plany? 
- Co proponujesz? 
- Wyskoczyć do jakiegoś klubu i się rozerwać trochę. 
- Oki. To kiedy konkretnie chcecie iść? 
- Wybierzesz się na za dwie godziny? 
- Myślę, że tak, ale nie brałam żadnej dyskotekowej sukienki ani nic.
- Nie szkodzi. Annie ci coś pożyczy, bo zaraz do niej jedziemy. 
- Dłuższe zaraz czy te krótsze? 
- Raczej te krótsze, bo musimy wypić piwo i się w chwile ogarnąć.
- Ok. To ja idę wziąć prysznic, póki mam okazję.
- Idź się szykuj.
Tak więc poszłam szybko na górę i zgarnęłam wszystkie najpotrzebniejsze przybory. W podskokach poleciałam do łazienki pod prysznic i zabrałam się do roboty.
Po trzydziestu minutach byłam gotowa, częściowo. W każdym razie miałam wyszorowane i wypachnione ciało a włosy umyte i wysuszone, które bardzo ładnie się układały.
- Mała, zaaaraaaz poooojeeedzieeemy beeez cieeebieee! - Krzyknął mój kuzynek.
- Już idę! - Odkrzyknęłam. 
Kiedy zeszłam na dół, chłopacy ubierali się w bluzy i poprawiali włosy. Alan jeszcze w między czasie grzebał po kieszeniach w poszukiwaniu kluczyków od range'a. 
- Ja prowadzę. 
- Nie wydaje mi się.
- A mi się wydaje, że tak. Ja tu jako jedyna jestem trzeźwa, więc ta kwestia nie podlega według mnie dyskusji.
- Daj spokój, toż wypiliśmy tylko po jednym piwko. Co się niby może stać? 
- Wypadek, potem  i takie tam. 
- Ona prowadzi.
- I ty Brutusie przeciwko mnie?!
- Daj jej kluczyki. - Nakazał mój kuzyn. 
- Aaaa - Naburmuszył się Alan, ale rzucił mi kluczyki. - No dobra. Jedźmy już, bo nigdy nie dojdziemy do klubu.
Jak powiedział tak się stało, ale za to szybko dotarliśmy do domu Annie, która zaoferowała pożyczenie swoich ciuszków dla mnie. Normalnie dziewczyna anioł. Nie dziwie się, że Eric na nią leci. Pewnie sama bym na nią poleciała, gdybym była facetem, albo bym poleciała na damską wersję Aidena.  O ile by taka istniała. 
- Może ten komplet będzie pasował. - Wyjęła z szafy czarny top sięgający do połowy brzucha, ciemnoszare szorty i ramoneskę, która idealnie komponowała się z resztą stroju. - W łazience możesz zmierzyć. Jak wyjdziesz to pierwsze drzwi po lewej. 
- Dobra, dzięki. - Wzięłam od niej wybrany komplet i poszłam go przymierzyć. Pasował jak ulał i musiałam przyznać, że wyglądałam w nim seksownie.
Wyszłam z łazienki i pokazałam się Annie, która zobaczywszy mnie, obdarzyła mnie twierdzącym spojrzeniem. 
- Jeszcze makijaż! - Krzyknęła podekscytowana i wyjęła z szafy kuferek pełny kosmetyków. Rozkazała mi usiąść i cierpliwie czekać na efekty jej przyszłej pracy. 
Mijały minuty, a ja cierpliwie czekałam na to, żeby zobaczyć to, co mam na twarzy. No i wreszcie się doczekałam. Makijaż był perfekcyjny. W ciemnych kolorach cienie oraz eyeliner dopasowywały się do krwistoczerwonej szminki, którą dzierżyły me usta. Wyglądałam po prostu rewelacyjnie, i nie tylko ja tak twierdziłam... Chłopacy od razu obdarowali mnie aprobującymi spojrzeniami, co znaczyło, że możemy iść już na dyskotekę. 
- Dobra moje panie, jedziemy. 
- Taksówką, moi panowie. - Odrzekła Annie.
- Kolejna się uparła. - Powiedział zażenowany Alan.
- I wiecie, że mamy rację. - Odpowiedziałam z założonymi rękoma.
- Wywalanie kasy w błoto. - Próbował kontratakować.
- Lepiej żebyśmy się rozbili albo auto było skasowane... - Dawała przykłady Annie.
- Wygrałyście. - Poddali się, a my przybiłyśmy sobie piątkę.
Eric zadzwonił po taksówkę i po kwadransie byliśmy w klubie o nazwie Pandemonium. Całkiem ciekawie. Klub też nie był najgorszy. Prawdę mówiąc to jak dla mnie to dla bogaczy. Sala za to była dobrze oświetlona za pomocą czerwonych i niebieskich reflektorów. Muzyka obijała się o ściany, a barman wciąż podawał drinki zza lady, a ja stałam w wejściu, gdy do budynku wlewały się tłumy ludzi. Gdy w końcu ruszyliśmy się z miejsca, udaliśmy się do wolnego stolika. Ja usiadłam między Eric'iem a Alanem, a Annie obok swego chłopaka. Po chwili mój kuzyn zaproponował:
- Przynieść dla was coś do picia?
- Whisky - Odrzekł Alan.
- Margaritę. - Odezwała się Annie.
- A co dla ciebie? - Zostałam zapytana.
- Jak byś mógł, to weź mi martini i będzie ok.
- Nie ma sprawy. - Powiedział i podszedł do lady, by zamówić nam nasze drinki.
Gdy tylko mój kuzyn wrócił, upiłam łyka swego napoju i zostałam wyciągnięta na parkiet przez przystojnego blondyna o niebieskich oczach. Mogłam się założyć, że to Norweg. Nie zostałam obdarzona przez niego tylko pięknym uśmiechem, ale także znakomitym tańcem. Był świetnym partnerem do tańca, a raczej osobą, którą się tańcem uwodziło. Nie moja wina, że na parkiecie czuję się jak gdybym rysowała linie na papierze i uzupełniała kontury barwami. Może jakoś specjalnie cudowna tancerką nie byłam, ale radziłam sobie całkiem nieźle. W sumie to całkiem nieźle to mało powiedziane. Radziłam sobie doskonale jak na osobę z tak małym doświadczeniem.  Ale co tu dużo gadać, taniec jak taniec, a ja znów mogłam poczuć na sobie aprobujący wzrok.
Przetańczyłam z blondaskiem dwie piosenki, a wkrótce o tym poszłam do stolika by łyknąć napoju i wypatrzeć znajomych. Oczywiście Eric wraz ze swoją dziewczyną się obmacywali na środku parkietu, a Alan chyba szukał zwierzyny na podryw o ile jeszcze jej  nie znalazł. Ja zajęłam się natomiast sączeniem alkoholu i obserwowaniem zgromadzonych tutaj ludzi. Większość z nich tańczyła, a nieliczne jednostki, takie jak ja, siedziały przy ladzie czy też w boksach. Wiele ludzi było już po kilku drinkach, a jak nie, to zamierzali do tego doprowadzić. Nie dziwię im się, przecież koniec tygodnia i te sprawy...
- Co ty tu tak siedzisz? - Usłyszałam głos Alana, który wyrwał mnie z moich rozmyśleń.
- Mówiłeś coś? - Zapytałam, bo naprawdę nie wiedziałam, co do mnie powiedział.
- Nie przejmuj się, to nie było nic ważnego. Nad czym tak rozmyślasz?
- Nad tym, jak zapomnieć. - Odpowiedziałam bez zastanowienia i od razu tego pożałowałam.
- A co chcesz zapomnieć?
- Coś czego ci nie powiem, bo wtedy sobie przypomnę. - Odparłam zdecydowanie, próbując go lekko spławić.
- Niech będzie. Ale skoro nie chcesz ze mną gadać, to musisz ze mną zatańczyć.
- Mogę wszystko, nic nie muszę.
- Coś w ten deseń, ale teraz chodź tańczyć, jak już skończyłaś swój wewnętrzny monolog i ie zaczęłaś kolejnego.  Powiedziawszy to, chwycił mą dłoń i pociągnął mnie na parkiet, a po chwili kołysaliśmy się w rytm muzyki.
Reszta wieczoru minęła mi na tańcu z Alanie oraz kilkoma innymi młodymi a także przystojnymi włochami  oraz piciu alkoholu, który wchodził we mnie w ekspresowym tempie. Nie można powiedzieć, że byłam pijana ani tego, że byłam trzeźwa. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się wyszalałam za wszystkie czasy, choć nie mogło przebić to mojej osiemnastki, którą spędziłam z Jenn, Johanem i Aidenem w klubie. Oczywiście mój zazdrośnik nie odstępował mnie na krok, podobnie Johan reagował, gdy tylko jakiś chłopak zbliżał się do mojej przyjaciółki. Ale nie można było się mu dziwić, był w niej zakochany po uszy. Ich miłość przetrwała do dnia dzisiejszego, choć Jenn wciąż bywa oporna na jego wyrazy miłości. No ale Jenn to Jenn, ona się nigdy nie zmieni, po prostu taka jest i nikt jej nie przekabaci, nawet ja a tym bardziej jej chłopak.
Gdy w końcu wróciliśmy taksówką do domu, Annie i Eric wylądowali w jednym łóżku, ja pod prysznicem, a Alan jeszcze szalał z jakąś rudą u siebie. Gdybym nie była napita musiałabym wysłuchiwać ich orgii, ale na szczęście szybko mnie zmuliło i spałam jak trup. 

czwartek, 2 lutego 2017

Prolog

wrzesień

Carrie
Była trzecia nad ranem, a ja wciąż nie mogłam zasnąć ani przeboleć. Chciało mi się płakać, ale wiedziałam, że muszę być silna. Bo jak nie ja to kto? A poza tym, chciałam uniknąć tych wszystkich współczujących twarzy i słów pocieszenia. Mimo że strata Aidena  boli jak cholera, nie mogę pozwolić na to, że przestanę w ogóle istnieć i moja sztuka. Bo przecież lecę do Wenecji, po to by studiować sztukę i znaleźć ukojenie, a nie po to żeby się załamywać i siedzieć cały czas w domu świętej pamięci babci. 
Ale co ja gadam, przecież jest trzecia, a za dwie godziny lądujemy. Nie mogłam się doczekać spotkania z Eric'iem, bo tak miał na imię mój kuzyn, u którego nauczyłam się wszystkiego co wiem o samochodach. No, prawie, bo jeszcze był internet, ale co tu dużo gadać, zawdzięczałam mu wiele. Może nawet nazbyt wiele, ale od czego są kuzyni. 
Fakt, że nie mogłam zasnąć ani zapomnieć, bo picie alkoholu w dużych ilościach jest na pokładzie samolotu surowo zabronione. Wyjęłam z kieszeni szortów moje różowe słuchawki, które dostałam od Aidena, i telefon, z którego po chwili puściłam piosenkę zespołu Ashes Remain "On my own" i zaczęłam przeglądać galerię. Miałam w niej pełno zdjęć jakichś cytatów, ale nie brakowało w niej zdjęć moich i Aidena, mojej najprawdopodobniej jedynej miłości bez której umrę niechybnie. Tylko te zdjęcia przypominały mi o wspólnie spędzonych chwilach, choć wiele z nich utkwiło w mej pamięci. Nigdy nie zapomnę wieczora, w czasie którego po raz pierwszy się kochaliśmy. Była wtedy wiosna, kwiaty samo co kwitły a ptaki powracały z ciepłych krajów. Wydarzyło się to w wiejskim domku pod Paryżem przy jeziorze.  Było magicznie. Nigdy nie zapomnę jego ramion które tuliły mnie i dzięki którym czułam się bezpieczna, ani ust które tak cudownie smakowały i dzięki który zapominałam o wszystkim, nie zapomnę jego oczu które przypominały błękit morza ani słów dzięki którym czułam się naprawdę wyjątkowa. Nie zapomnę... Nie zapomnę tak jak on, choć wiem, że to nie jego wina To wina tego nieszczęsnego wypadku... To przez ten wypadek on nie pamięta  naszej miłości, naszego związku, bo zaślepia go złość i niepamięć, ltórą przeklinam. No ale się dowiedziałam, że mnie zdradzał z blond lafiryndą i to ją uważa teraz za swoją dziewczynę, a nie, przepraszam, narzeczoną. 
- Proszę zapiąć pasy, wkrótce lądujemy. - Usłyszałam z głośników samolotowych.
Musiałam przysnąć, w końcu. Tak więc zastosowałam się do zaleceń stewardessy i zapięłam pas bezpieczeństwa, a następnie odsłoniłam roletę. Za oknem było widać piękny widok, ale fakt, że lądowaliśmy nie był tak piękny, bo to oznaczało zbliżenie się do ziemi co trochę przypominało mi spadanie, a że mam lęk wysokości, to było masakryczne. 
W ostateczności wylądowaliśmy na lotnisku, a ja szybko wzięłam swój bagaż i zaczęłam wypatrywać kuzyna. Ostatecznie wypatrzyłam go w tłumie oczekujących. Miał śniadą karnację i brązowe włosy trochę dłuższe niż przy naszym ostatnim spotkaniu. Wyhodował lekki zrost, który mu niezmiernie pasował. Był ubrany w czarny t-shirt i spodenki w kolorze khaki,a do tego miał dopasowane czarne vansy. 
- Carrie! - Krzyknął, by zwrócić na siebie moją uwagę. 
- Eric! Jak dobrze cie znowu widzieć. - Skoczyłam na niego i niemal go udusiłam, ja tak się przytulałam. Widziałam masę zazdrosnych spojrzeń ze strony kobiet. Musiały mnie teraz nienawidzić. Szkoda, że nie wiedzą co tak na prawdę między nami jest...
- Nie zaprzeczę Jak miną lot?
- Zwyczajnie, chyba, ale jestem lekko zmęczona, bo przez pawie całą drogę nie mogłam zasnąć.
- Koszmary? - Zapytał się pół żartem pół serio.
- Nie powiedziałabym. Raczej wspomnienia. - Odpowiedziałam mu trochę zakłopotana, bo nie chciałam słyszeć pytań o to co mnie męczy.
- Ach.. no tak, wybacz. Zapomniałem na chwilę, że....
- Proszę, nie wracajmy do tego. To są świeże rany i nie chcę ich rozdrapywać. - Urwałam jego wypowiedź, bo już nie chciałam ani na chwilę wtrącać do tego, co się stało w Anglii.
- Jasne, rozumiem.Czyli zero gadania o Panu Zapominalskim? - Dopytywał się mój kuzynek.
- Dokładnie tak. - Powiedziałam z ulgą głosie.
- Oki, niech ci będzie. Ale wiesz, jak coś, to zawsze możesz ze mną o wszystkim pogadać.
- Zaczynasz mówić jak moja mama. - Stwierdziłam bez ogródek.
- Wiem, taka moja rola.  - Wyszczeżył te swoje śnieżnobiałe ząbki przez które tabuny Włoszek chcą wskoczyć mu do łóżka.
Z lotniska pojechaliśmy czerwonym kabrio Erica na jakieś szamanko, które było całkiem niezłe, a potem do domu, w którym aktualnie mieszka Eric i jego współlokator i teraz jeszcze ja. Moja babcia miała całkiem spory dom, więc nie było problemu z pomieszczeniem nas wszystkich. Zostawały nawet wolne pokoje i to z łazienkami. Jak na staruszkę to miała całkiem dobrze wyposażony budynek, w każdym razie nikt nie narzekał i ja także nie zamierzałam.
Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, na parkingu stał czarny range rover, Ciekawa byłam do kogo należał, bo przecież Erica nie było stać na drugi samochód, bo zbierał kasę na pierścionek i wesele. Tak, Eric ma dziewczynę i chce się z nią hajtać przyszłego lata o ile się zgodzi.
- Jest ktoś u ciebie?
- W pewnym sensie... Mam współlokatora i no, to jest mój kumpel i tak do kitu byłoby go wyrzucać.
- Yhyym.
- Może zostać?
- Mhmm.
- Jesteś wielka. - Rzekł i mocno mnie przytulił.
- Wiem, taka moja rola. - Przedrzeźniałam go i zaczęłam się śmiać, a po sekundzie on dołączył do mnie.
I tak sobie chichotaliśmy do chwili, w której przyszło się wyjmować bagaż z bagażnika i tylnych siedzeń samochodu.
- Pomóc? - Zza drzwi frontowych wyłoniła się postać bardzo przystojnego chłopaka o kruczo czarnych włosach i dosyć jasnej cerze. Od razu można było stwierdzić, że nie jest miejscowy. Był bez koszulki, co umożliwiło mi podziwianie bardzo ładngo widoku. Był nieziemsko wyrzeźbiony i zapewne wszystkie laski na niego leciały, a zwłaszcza, że do mojego kuzyna żadna prócz mnie i rodziny nie mogła się zbliżać bardziej niż metr, bo jego dziewczyna wpadała lekko w szał, choć była podobno naprawdę fajna. W każdym razie chłopak był na maksa przystojny i choćby samo patrzenie na niego daje mi kopa do rysowania.
- Jasne. Bierz te z bagażnika, a ja się zajmę tymi z siedzeń.
- Dasz sobie radę?
- Nie żartuj sobie ze mnie.
- Tak tylko się pytam.
- A może chcesz się pochwalić bickiem przed moją kuzynką, co? - Zaczął  lekko się śmiać.
- A właśnie. Jestem Alan. - Jakby się trochę speszył, ale po chwili znów zachowywał się jak zanim gdy mu o mnie przypomniano.
- Carrie, miło mi. - Podałam mu dłoń.
Po chwili moje bagaże były wniesione do domu, a dokładniej mówiąc do mojego nowego pokoju, który był równie imponujący jak ten w Paryżu. Jego ściany pokrywała szara i miętowa farba, a łóżko było zasłane miętową pościelą. Przy nim stała szafka nocna, a niedaleko okna i wyjścia na balkon stało biurko. Niedaleko niego półka na książki. W tym pokoju mogłam czuć się jak w domku.
Po chwili w końcu zauważyłam garderobę, gdzie mogłam wsadzić przywiezione ciuszki, choć znając życie i tak jeszcze pójdę na zakupy i coś dokupię do mej pięknej kolekcji. Tak więc rozpakowałam całą swoją należność i poszłam wziąć długą odprężającą kąpiel, a że wanna jest tylko jedna, musiałam zejść na dół. Po drodze zauważyłam jak Eric krząta się po kuchni w fartuszku i coś gotuje. Nie chciałam mu przeszkadzać, więc od razu pognałam do łazienki i odkręciłam gorącą wodę a także wsypałam różane sole do kąpieli. Znalazłam ręcznik i położyłam go u podnóży wanny. Spięłam włosy w kok i weszłam do napełnionej wanny wodą. Woda była ciepła i cudowna w dotyku. Mogłabym siedzieć w tej wannie cały dzień...
Chłodne powietrze? - Pomyślałam.
Obróciłam twarz i zobaczyłam Alana, który gapił się, jakby zobaczył jakieś widmo. Jego oczy lekko wytrzeszczone i kopara opadnięta. W sumie to trochę by mi to pochlebiało, gdyby nie to, że jestem całkowicie naga i ledwo piana zakrywa niektóre części mego ciała.
- Przepraszam. - Wypalił i szybko się obrócił do wyjścia.
- Czekaj. - Poprosiłam. - Rzucisz mi drugi ręcznik?
- Nie ma sprawy. Sorry, jeszcze raz. - Podał mi ręcznik starając się nie patrzeć i wyszedł, choć wiem że jego spojrzenie poleciało tu i ówdzie.
Gdy tylko Alan opuścił łazienkę, wyszłam z wanny i zajęłam się wcieraniem balsamu w ciało,a następnie włożeniem świeżych ubrań. Ubrałam bieliznę, a na nią zwiewny top i czarne szorty. Rozczesałam także włosy i związałam je w dwie luźne kitki. Wyglądałam dobrze, ale bez przesady.
Wyszłam z łazienki i natknęłam się na niesamowity zapach jedzenia... Aaaa, orgazm.
- Co tam pichcicie? - Zapytałam swoich współlokatorów.
- Coś dobrego.
- Do tego to ja sama doszłam. - Podeszłam do kuchni indukcyjnej i dziabnłam palcem zawartość patelni. 
-Mmm. Pychotaaa. 
- Zobaczymy, co powiesz, jak spróbujesz reszty. 
- Mam nadzieję, że reszta będzie równie smaczna.
Wkrótce po mej degustacji zjedliśmy posiłek przy włączonym telewizorze. Posiedzieliśmy trochę i pogadaliśmy, ale chłopcy byli umówieni na mieście, a ja nie chciałam wcinać się w ich paczkę, więc zostałam sama w domu z moją playlistą...


   
Jenny
Poranek był dosyć orzeźwiający. Promienie słońca przebijały się przez zasłony i delikatnie grzały mój policzek. Leniwie się przeciągnęłam w łóżku, po czym podniosłam się do pozycji siedzącej i wyłączyłam budzik w telefonie, do którego miałam jeszcze dwadzieścia minut. Przyzwyczaiłam się do wczesnego wstawania, ale tylko dlatego, że widziałam, iż niebawem Johan wyprzedzi mój budzik o minutę i pierwszy mnie obudzi. Jako, że niczego nie straciłam ze swojej zołzowatości wyciszyłam telefon, ubrałam się w czarną koszulę w czerwoną kratę, czarne rurki oraz czarne trampki do kostek i poszłam do łazienki się ogarnąć. Będąc dziewiętnastolatką już nie potrzebowałam jakoś wymyślnie się stroić, chyba że chodziło o wzbudzenie zazdrości Johana, a czasami po prostu tego potrzebowałam- jego uwagi. Przez te trzy lata zdołałam sie z nim pokłócić, ale tak na poważnie, z dziesięć razy, lecz ostatecznie wracał do mnie z podkulonym ogonem i przepraszał. Wiedział, że nie przeproszę pierwsza, dlatego to ja zawsze czekałam aż zapuka do drzwi mojego domu, po czym przytuli się do mnie i wyszepcze przeprosiny. No, ale mniejsza o kłótnie. Nałożyłam na swe usta cielistą szminkę, a na rzęsy czarny tusz. Kiedy już to zrobiłam spryskałam się perfumami i zeszłam na dół do kuchni. Mój tata już tam siedział i siorbał poranną kawę:
-Ocho, już wstałaś?- Zapytał patrząc na mnie
-Tak.- Westchnęłam; to był mój czwarty dzień studiów, a ja kolejny dzień z rzędu wstałam przed budzikiem
-Chcesz grzankę?- Zaproponował mi podsuwając talerz ze spieczonym chlebem
-Chętnie.- Wzięłam jedną i od razu zjadłam
-Ej, no co ty?- Oburzył się- Tak bez niczego?
-Mhm. Lepiej smakują.- Odparłam biorąc kolejną
-Jenn, weź chociaż dżem z lodówki.- Poprosił
-No dobraa.- Nadal byłam ,,córeczką tatusia", więc się go posłuchałam.
Po zjedzeniu śniadania miałam jeszcze piętnaście minut wolnego. W międzyczasie zaszedł do nas Johan, który od roku był pomocnikiem mojego taty w pracy:
-Dzień dobry.- Przywitał się; jeszcze nie miał odwagi mówić do niego ,,tato"
-Cześć. Jenn jest w salonie.- Poinformował go wpuszczając do domu, a on zakradł się do mnie od tyłu i skradł mi pocałunek
-Czemu nie odbierasz?- Wyszeptał mi prosto do ucha
-Bo mi sie nie chce.- Odparłam zadowolonym głosem tarmosząc mu czarne włosy; uwielbiałam, kiedy całował mnie znienacka
-Zawieźć cie na uczelnie?- Zaproponował
-Możesz, ale później też będziesz musiał mnie odebrać.- Uprzedziłam go
-Z przyjemnością, o ile szef mnie puści.- Spojrzał w stronę mojego taty
-Puści, puści, o ile ją odbierzesz, przewieziesz do domu i wrócisz z powrotem do pracy.- Odparł tata nadal siorbiąc swoją kawę i udając, że to, o czym rozmawiamy zupełnie go nie interesuje
-No i mamy ustalone.- Pocałowałam Johana w policzek; przez trzy lata niewiele się zmienił, tylko jego rysy twarzy sie wyostrzyły, wzrok złagodniał, a mięśnie bardziej napęczniały, co dodawało mu seksapilu i męskości. Nadal ubierał się po wojskowemu, ba, nawet był w wojsku! I muszę się pochwalić, że był jednym z najlepszych kadetów.
Podwiózł mnie na uczelnie swoim czarnym terenowym samochodem i na pożegnanie pocałował w usta:
-Będę tutaj na ciebie czekał punktualnie o trzynastej.- Uprzedził, a ja posłałam mu ciepły uśmiech i trzasnęłam drzwiami terenówki, po czym powlokłam się w stronę ogromnego budynku, gdzie miały się odbyć moje zajęcia i między innymi wykłady. Ledwie zdążyłam dojść pod salę, a przywitała mnie moja nowa znajoma:
-No cześć, laleczko.- Przywitała się ze mną dziewczyna o fioletowych włosach, jasnej karnacji i ciemnych oczach; na głowie zawsze nosiła czarną czapkę. Na imię jej było Ema i pochodziła z Serbii:
-Hej.- Przywitałam się z nią dosyć nieśmiało jak na mnie, w ogóle do kiedy skończyłam liceum stałam się bardziej skryta i spokojna, a mój wyzywający styl przygasł
-Gotowa na kolejną porcję angielskiego?- Zapytała z zapałem w głosie; Ema była pierwszą osobą w klasie, która do mnie podeszła i nawiązała ze mną znajomość, taką zupełnie bezinteresowną rozmową.
-Oczywiście.- Odparłam; wiedziałam, że za tydzień po prostu będę rzygała angielskim
-Całkiem fajnie, że uczy nas Anglik. Lepiej można sie nauczyć, kiedy cały czas mówisz po angielsku, a nie tylko przerabiasz ćwiczenia i tym podobne.- Podzieliła się ze mną swoimi spostrzeżeniami Ema
-Też tak myślę.- Zgodziłam się z nią
-Co dzisiaj robisz po lekcjach?- Zapytała zniecnacka
-W sumie to nic, ale po szkole odbiera mnie Johan.- Odparłam- A co?
-Nic, nic. Myślałam, że może wyszłybyśmy po jakieś repetytoria albo dodatkowe książki do ćwiczeń angielskiego?- Zaproponowała
-Hm. Wiesz, że to dobry pomysł? Poproszę go, aby nas podwiózł do księgarni.- Postanowiłam
-Fajnie. A kim tak właściwie jest ten no... Na J...- Była zakłopotana, że nie zapamiętała imienia Johana
-Johan? To mój chłopak.- Wytłumaczyłam najprościej jak potrafiłam
-Och, masz już chłopaka?- Wydawała się lekko speszona, lecz zaraz zdecydowanie powróciło na jej twarz- Miło mi będzie go poznać.- Uśmiechnęła się, a ja wiedziałam, że Johanowi spodoba się moja koleżanka, stylem bardzo przypominała mnie za czasów liceum, a to przyciągało jego uwagę...