piątek, 12 maja 2017

Epilog

3 lata później, lipiec...

Jenny
-Julie!- Zmęczonym głosem skarciłam moją małą czarnowłosą piękność o dużych niebieskich oczach- Ile razy ci mówiłam, żebyś nie jadła czekolady z rana!- Wzięłam do rąk ścierkę i zaczęłam wycierać Małej buźkę- Johan, miałeś jej pilnować!- Krzyknęłam, a mój mąż stał u podnóży schodów ubrany w ciemno-granatowy garnitur; wyglądał w nim okropnie seksownie, ale w tej chwili nie zwracałam na to uwagi
-Wiązałem krawat.- Wytłumaczył się, biorąc naszą córkę na ręce- Przecież nic sie nie stało.- Wytarł kciukiem ostatnie resztki czekolady z kącika jej ust- Czysta jest. A poza tym nie ubrudziła się.- Julia oplotła szyję Johana swoimi małymi rączkami i parzyła się na mnie.
-Masz szczęście.- Fuknęłam i poszłam szykować się w dalszej części. Zanim urodziła się Julia, zdążyliśmy z Johanem wziąć ślub w maju, a dokładnie trzy lata temu, w lipcu, urodziło się nasze małe szczęście. Po narodzinach Julii, Johan zaczął szukać jakiegoś przytulnego domku niedaleko naszych rodziców i udało mu się. Co prawda mieszkamy w tej samej dzielnicy, lecz kilkanaście domów dalej. Co niedziela odwiedzają nas mój tata oraz rodzice Johana i bawią się z Małą, a my z Johanem mamy czas dla siebie. Dokończyłam studia, a na chwilę obecną znalazłam zatrudnienie jako przedstawiciel międzynarodowy ogromnej firmy kosmetycznej, której właścicielką jest mama mojej najlepszej przyjaciółki. Zarabiam całkiem nieźle, a co najważniejsze mogę pracować w domu. Raz na miesiąc lecę w delegację do Anglii i próbuję namówić różne salony do korzystania z naszych produktów. Johan pozostał przy pracy mechanika oraz pomocnika mojego taty, chociaż czasami mam wrażenie, że to mój tata jest jego pomocnikiem.
Starałam się zrobić idealne kreski eyeliner'em, kiedy usłyszałam krzyk Johana z dołu:
-Jenn! Julia zasnęła!- Westchnęłam załamana; normalnie zrobiłabym face palm'a, ale nie chciałam niszczyć swojej pracy
-Skoro śpi to czego się drzesz?- Na wpół odkrzyknęłam
-Co mam z nią zrobić?- Zapytał stojąc już w drzwiach łazienki; Julia w dalszej części oplatała jego szyję i nic nie wróżyło na to, by ją w najbliższym czasie puściła.
-Daj mi ją.- Odłożyłam eyeliner, a moje lewe oko było w połowie gotowe; Johan zniżył się do mojego wzrostu i starał się przekazać mi nasze dzieciątko. Wzięłam Julię na ręce, ale ona nadal przytulała się do szyi Johana- Delikatnie chwyć ją za rączki i powoli je zdejmuj ze swojej szyi.- Poleciłam szeptem, a on trochę nieudolnie wykonał moje polecenia. Gdy już miałam ją na swoich rękach, poszłam do jej pokoiku i tam ułożyłam ją do snu. Johan zaszył się przy drzwiach i bał się wejść do pokoju Małej. W ogóle obchodził się z nią bardzo delikatnie, już nie mówiąc o tym, kiedy Julia zasypiała w jego ramionach. Jest bardzo podobna do taty. Ma podobne rysy twarzy, iskrzące się niebieskie oczka i gęste czarne włosy do połowy pleców. Oboje z rana oglądają bajki w salonie, a czasami zdarza się, że Julie dorwie się do moich kosmetyków i zacznie malować nimi Johana, kiedy ten drzemie sobie na kanapie. Jest to jeden z głównych powodów, dlaczego staram się nie zostawiać jej z moim mężem. On sobie zasypia, a Mała pozostaje sama sobie...:
-Ułożyłaś ją?- Zapytał szeptem, a ja pokiwałam twierdząco głową, zamykając drzwi jej pokoiku.
-Widzę, że pan Jeager wygląda dziś szykownie.- Stwierdziłam poprawiając jego krawat
-Niestety nie tak bardzo jak jego żona i córka.- Objął mnie w pasie, po czym pochylając się, pocałował mnie w usta, a ja odsunęłam się od niego
-Johan! Cała moja pomadka jest teraz na twoich ustach!- Wyrzuciłam mu spoglądając na jego krwisto-czerwone usta
-No to jeszcze raz.- Zaproponował i znowu mnie pocałował; tym razem pomadka rozmazała się na naszych ustach i musiałam od nowa je malować, a Johan swoje zmyć. Tak też zrobiliśmy, a ja przy okazji dokończyłam rysować kreskę. Po kilku minutach oboje byliśmy gotowi do wyjścia. Pozostało nam tylko poczekać, aż zjawią się moi teściowie i tata, bo to oni mieli pilnować Julie. Pierwszy, oczywiście, zwlókł się mój tata, ale tylko dlatego, ponieważ nudziło mu się samemu w domu. Już kilka razy sugerowałam mu, aby kupił sobie psa albo kota, ale on się wykręca, że w dzień nie ma czasu i w ogóle sobie jakoś radzi...
Po dziesięciu minutach, do naszego gniazdka zawitali również rodzice Johana. Poinformowaliśmy całą trójkę, że Julie najadła się czekolady i teraz śpi. Poinstruowałam, co mają jej dać do jedzenia, o jakiej godzinie, w co przebrać do spania i tym podobne bzdety. Kiwali twierdząco głowami, wyganiając nas z naszego własnego domu i twierdząc, że się spóźnimy. Nie wierzyłam im, dopóki sama nie spojrzałam na zegarek...

Carrie 
W końcu nadszedł ten dzień. Byłam strzępkiem nerwów i nie miałam zielonego pojęcia co ze sobą zrobić, bo w jednym miejscu nie dałam rady usiedzieć. Mój narzeczony,już za niedługo mąż, szykował się do uroczystości w swoim domu, a ja strasznie za nim tęskniłam i nie mogłam doczekać się chwili, w której stanę przy nim przy ołtarzu. Nie widziałam się z nim od tygodnia i wciąż nie mogłam uwierzyć, że za kilka godzin stanę się panią Heavens. Odkąd Aiden oświdczył mi się przy fontannie w świetle lamp i blasku gwiazd z Wenecji, byłam w siódmym niebie. Mój skarb przyjeżdżał wtedy do mnie co drugi weekend i spędzaliśmy cudownie czas w swoim towarzystwie.  Aiden skończył studia, jednakże ja obrałam dwa i wciąż się uczę. Musiałam zacząć studiować handel i zarządzanie, ponieważ ten kierunek odpowiada mojej przyszłej funkcji. Mój przyszły mąż pewnego dnia odziedziczy fotel po ojcu, a ja po mojej mamie, ale jak na razie nie śpieszy mi się do głównego prezesowania. W prawdzie mój narzeczony zajmuje już fotel prezesa w jednej z filii, a ja za to odbywam praktyki w firmie mamy i maluję. Jedno nie wyklucza drugiego. Miałam się wkrótce przeprowadzić do naszego wspólnwgo domu, który dostaliśmy jako prezent ślubny od naszych rodzicieli na dobry początek. Już nie mogłam się doczekać czasu, w którym co noc będę zasypiała w ramionach ukochanego. 
- Chodź szybko, bo spóźnimy się do salonu. - Usłyszałam wołający głos mamy, która niecierpliwiła się tak jak ja albo jeszcze bardziej. Chwilami zastanawiałam się, kto tu bierze śłub: ona czy ja. 
- Już idę. - Odrzekłam i szybko zgarnęłam torebkę, a następnie pognałam do samochodu. 
W piętnaście minut dotarłyśmy do salonuz gdzie miałyśmy zostać wyszykowane na ceremonię, która miała się zacząć o czternastej. 
- No to do roboty moje panie. - Powiedziała właścicielka do pracownic, które były najlepsze w swoim fachu. 
Po dwóch i pół godziny miałyśmy wykonane wszystkie zaplanowane zabiegi i na obecną chwilę zostało uczesanie i wykonanie makijażu. Czułam się kompletnie odnowiona i w duchu miałam nadzieję, że Aiden będzie zadowolony z efektu końcowego. 
Gdy powróciłysmy do domu, czekały na nas już makijażystka i fryzjerka z całym swoim asortymentem. Miałam idealnie dobraną fryzurę i makijaż, które perfekcyjnie komponowały się z suknią, która jeszcze wisi na wieszaku, jednakże wkrótce miało się to zmienić, gdyż zostały jedynie dwie godziny.
Nadeszła w końcu pora na to,abym kroczyła w kierunku cholernie seksownego Aidena ubranego w czarny garnitur. To była niesamowita chwila, gdyż za parę minut miałam stać się żoną, mężczyzny który zdobył me serce cztery lata temu, mimo że uważałam go na początku za kompletnego idiotę, a dzisiaj sądze, że to najlepszy facet pod słońcem i nie mogłam sobie wymarzyć lepszego.  Kiedy padły słowa "możesz pocałować pannę młodą", mój mąż obdarzył mnie pocałunkiem, który wyrażał więcej niż tysiąc słów i posiadał więcej miłości niż fraza " kocham cię".


Jenny
Zwlekliśmy się do kościoła kilka minut przed mszą. Jako, że byłam jedną z druhen, musiałam szybko znaleźć Carrie, aby się nie martwiła czy dojadę. Gdy ją zobaczyłam, wyglądała jak najpiękniejsza panna młoda świata. Pomimo tremy, uśmiechała sie od ucha do ucha i nie mogła się doczekać wesela, kiedy będzie mogła w końcu wytańczyć się po wsze czasy ze swym świeżo upieczonym małżonkiem:
-Carrie!- Zawołałam podbiegając do niej- Wyglądasz olśniewająco!- Pochwaliłam jej wygląd. Biała suknia sięgała aż do samej ziemi, tak samo śnieżnobiały welon. Wokół niej stały Lucy- jej znajoma z siłowni, którą kiedyś mi przedstawiła oraz Annie, żona jej kuzyna z Wenecji, który również się tutaj pojawił. Traf chciał, że Johan się z nim zakumplował i teraz ze sobą rozmawiali, najpewniej o samochodach:
-Trzymaj.- Annie wręczyła mi bukiecik kwiatów, które ona, Lucy i Carrie trzymały w dłoniach
-Dzięki.- Odparłam i razem z druhnami ruszyłyśmy do kościoła, aby zająć nasze miejsca.
Ogółem msza przebiegła bez problemu. Było dużo łez wzruszenia, oklasków i reporterów, którzy co jakiś czas nawijali o ślubie dziedziców dwóch największych firm we Francji...

Carrie 
W końcu stałam się żoną mężczyzny, którego kochałam, a on kochał mnie. Po słowach "tak, chcę", byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie i mogłam umierać, chociaż miałam teraz przed sobą cudowne życie w towarzystwie Aidena. 
Kiedy przyszła pora na wesele, wszyscy goście pojechali do hotelu za naszą limuzyną. W samochodzie  Aiden był czarujący i kochany. Jednym słowem, najlepszy mąż we wszechświecie. Całował mnie, przytulał i patrzył na mnie z tak wielką miłością, że mogłam się rozpłynąć tak, jak lody latem. 
Całe wesele przyrządziły nasze matki, a ja trochę pomagałam. Wiedziałam, że o tym marzą, więc pozwoliłam im robić swoje. Wszystko wyglądało bajecznie, tak jak pragnęłam. Kwiaty jakie chciałam, jedzenie najlepsze jakie jadłam,a muzyka wyśmienita. Wszystkim chyba się podobało i to mnie cieszyło najbardziej. Po prostu, to był najpiękniejszy dzień w moim życiu, a szykowała się jeszcze ciekawsza noc...
W pewnym momencie mój mąż doszedł do głosu i usłyszałam najvudowniejsze słowa wypływające z jego ust: 
- Wzinieśmy toast za Carrie, najcudowniejszą kobietę na świecie, bez której nie wyobrażam sobie życia i dzięki której stałem się lepszym człowiekiem i wiem, że na świecie istnieje coś takiego jak dozgonna miłość. Kocham cię, skarbie i zawsze będę cię kochał...



środa, 10 maja 2017

Rozdział 8

Jenny
Kiedy rano wstałam, oczy mnie okropnie piekły, a poduszka była mokra od łez. Tej nocy śniło mi się, że stoję nad grobem Johana, a grabarz przysypuje wieko trumny piachem. Łzy płynęły z mych oczu strumieniami, a ja nie mogłam nic zrobić. W następnej chwili stałam w jakimś pomieszczeniu z mężczyzną ubranym w żołnierski mundur. Wręczał mi pozostałości po moim ukochanym: nieśmiertelnik, buty, ubranie. Jeszcze mocniej zaczęłam płakać, obraz rozmył mi się na tyle mocno, że aż zaczęłam poznawać swój sufit. Oczywiście wszystko działo się w nocy. Później już nie chciałam zasypiać, aby koszmar nie powrócił. Cała się trzęsłam z emocji i ze strachu. Może zbyt bardzo się przejęłam?
Wstałam z łóżka i spojrzałam na zegarek. Dopiero ósma. Ziewnęłam i zeszłam na dół. Skierowałam swe ociężałe kroki do lodówki, po czym wyjęłam z niej jogurt brzoskwiniowy, który niebawem zniknął z tego świata. Niestety nie wystarczał mi, więc sięgnęłam do szafki po baton czekoladowy. Pochłonęłam go jednym gryzem. Pomyślałam, że jak na razie tyle powinno mi wystarczyć. Jednak, naszła mnie ochota na kiszonego ogórka. Boże, jak go zjem, to zwrócę zarówno batona jak i jogurt. Wstrzymałam się od mieszania smaków i zasiadłam przed telewizorem. Skakałam po programach, nie wiedząc co obejrzeć. Kusząca była bajka ,,Mała syrenka", ale ostatecznie włączyłam jakiś program śniadaniowy, w którym pokazywane było wszystko i nic za razem. Pojawiło się tam kilka słynnych osób oraz pokazano przepisy na dania Wielkanocne. Właśnie, zbliżała się Wielkanoc, a ja nawet tego nie zauważyłam. Dzisiaj są wykłady, które wykraczają poza ogólny materiał, takie jakby dodatkowe wykłady dla zainteresowanych. Biłam się z myślami: iść czy nie iść. Ostatecznie postanowiłam pójść, bo kolejny dzień spędzony w samotności w domu chyba nie zrobiłby mi za dobrze. Dochodziła już w pół do jedenastej, więc postanowiłam powoli wychodzić z domu. Jeżeli chciałam złapać autobus, to to właśnie była odpowiednia pora, aby opuścić swoje lokum i pojawić się na przystanku. Tak też zrobiłam. Czekając na przystaneku natknęłam się na kogoś, kogo nie spodziewałam się, że tutaj, we Francji, zobaczę:
-Jezu, Jenn, to na serio ty?!- Ucieszyła się moja dawna miłość oraz obecna bratnia dusza, która mówiła płynnie po norwesku
-Jezu, Natt, to na serio ja!.- Odparłam i się do niego delikatnie przytuliłam; wydoroślał, a przez wydoroślał mam na myśli, że urósł, a jego rysy twarzy wyostrzyły się na bardziej dojrzałe. Na nosie miał dopasowane okulary, a włosy swobodnie opadały mu na czoło. Również ciało nabrało większej masy niż wcześniej- Co ty tutaj robisz?- Zapytałam nie dowierzając, że go widzę
-Cóż, studiuję. Można by powiedzieć, że jestem studentem z wymiany.- Wyznał- A ty jak widzę...- Popatrzył na mój brzuch najpierw ze zmieszaniem, a później uśmiechnął się pod nosem- Chłopiec czy dziewczynka?
-Dziewczynka.- Odpowiedziałam głaszcząc się po brzuszku
-Heh, może u niej będę miał jakieś szanse.- Zaśmiał się- Szczęściarz z twojego Johana.- Posłał mi uśmiech, który pokazywał jak bardzo cierpi, ale stara się cieszyć moim szczęściem; Chciałam go jakoś pocieszyć, ale mój autobus właśnie zatrzymywał się na przystanku
-Natt, zadzwoń do mnie albo napisz pod wieczór.- Poprosiłam- Muszę jechać.- Wskazałam na pojazd
-W porządku. Zadzwonię.- Obiecał, a ja wsiadłam do autobusu i mu pomachałam; cieszyłam się, że go widzę. Nasz kontakt powili zanikał, ale w jakimś stopniu nadal trwał...
Gdy zajechałam na uczelnię, natknęłam się na najpiękniejszą parę w naszej szkole:
-Witaj przyszła matko tej uroczej Kruszynki.- Ema zniżyła się do poziomu mojego brzucha i zrobiła dzióbek
-Hej Jenn.- Przywitał sie ze mną Noah; tak, Ema i Noah chodzili ze sobą odkąd ich spiknęłam, czyli w sumie można powiedzieć, że ich związek ma tyle samo miesięcy co moje Maleństwo
-Cześć wszystkim.- Odpowiedziałam na ich powitanie, a Ema wyprostowała się i oparła głowę na ramieniu swojego chłopaka
-Jak sie dzisiaj czujesz?- Zapytała moja znajoma
-Jest całkiem znośnie.- Odparłam
-Mała daje sie we znaki?- Zaśmiał się Noah
-I to jeszcze jak.- Wyznałam- Ale da się żyć. Dobrze, że to nie chłopiec.- Uśmiechnęłam się, a oni wybuchnęli śmiechem
-I invite all of you for my lesson.- Minęła nas nauczycielka angielskiego z lekkim uśmiechem, a my zakończyliśmy nasza małą pogadankę i ruszyliśmy za nią...

Carrie 
Obudziłam się zmęczona. Głowa bolała mnie tak, że myślałam iż mam tam jakąś bombę zegarową i na dodatek znów miałam ten koszmar, który od kilku miesięcy nie dawał mi spokoju. Nikt o tym nie wiedział, nawet Alan, z którym spałam w tym samym łóżku, choć nienawidziłam go z nikim dzielić prócz z  dwu metrowym miśkiem, którego dostałam na poprzednie  święta Bożego Narodzenia. To była jedna z najlepszych pamiątek po związku z Lalusiem, prócz naszyjnika ze znakiem nieskończoności, który miał symbolizować, że nasza miłość się nie skończy tak samo, jak moja miłość do matematyki. Niestety, nie wyszło tak jak powinno. Ja nadal kocham matmę, ale mój dawny ukochany już mnie nie kocha. Nie wszystko idzie po naszej myśli. Czasem wszystko się sypie i nie ma już szans aby powrócić do tego, co było. Ja musiałam się podnieść, aby teraz znów stanąć twarzą w twarz z problemem, jakim była moja młodzieńcza miłość. Musiałam się opamiętać, aby nie stać się jedynie cieniem dawnej mnie. Teraz jestem inna, co nie zmienia faktu, że chwilami nie wytrzymuję i zastanawiam się czy  z tym wszystkim skończyć. Nie czuć już więcej tego rozdzierającego mnie na pół bólu, który nie ustępuje. Jednakże opamiętuje się, bo wiem jaki smutek sprawiłabym moim bliskim, a tego nie chciałam.
Umierałam z głodu, a mama była już w pracy, więc nie było komu zrobić mi śniadania. Zostałam sama z tatą, który ślęczał nad swoją nową książką. Nie mogłam na niego liczyć, o ile chodziło o gotowanie, bo ma dwie lewe ręce. Prawie tak jak ja, ale ja jestem mniej niezdarna, choć łamaga  mnie nie mała. Tak więc wzięłam z szafki miskę oraz pomidorową zupkę chińską. Wsypałam przyprawy, ale nie kruszyłam wytworu makarono podobnego, gdyż cały i ciągnący się był najlepszy. Wszyscy mówią mi, że tego typu dania szkodzą memu organizmowi, ale prawdę mówiąc mało mnie to obchodziło. Wolałam być uszkodzona niżeli głodna. Wszystko sprowadzało się do jedzenia, zawsze. Niezdrowe jest najlepsze, tylko nie dla kobiet w ciąży i małych dzieci, a ja jestem pełnoletnia, więc...
Wzięłam tabletkę przeciwbólową i po krótkim czasie nie odczuwałam bólu. Moje jedzonko było już gotowe, więc nie zostało mi nic innego, jak tylko zjeść je ze smakiem i zapomnieć, a potem znów coś w siebie wepchnąć. Na przykład słodycze. Nie no...nie mogę tak postąpić, bo nie po to chodzr czasem na siłownię, aby teraz wepchnąć w siebie kilo węglowodanów, które zaraz mi się odłożą. Na szczęście miałam jeszcze swoją starą kartę stałego klienta, wię mogłam dzisiaj z niej skorzystać. Kiedy jeszcze byłam z Aidenem, wyvraliśmy się trochę poćwiczyć i nauczyć mnie samoobroby, żeby się mi nic nie stało i wykorzystałam swoje zdolności jak umiałam. Teraz potrafiłam na prawdę wiele rzeczy i zastanawiałam się czy chłopak jest mi w ogóle potrzebny do czegoś więcej niż potrzeby fizyczne i emocjonalne. 
Po zjedzeniu, przebrałam się i spakowałam torbę treningową według swoich potrzeb. Powiadomiłam dwego tatę, że idę na siłownię, a ten mnie przestrzegł, abym uważała na siebie i nie wracała zbyt późno, co nie było możliwe. Odpowiedziałam także memu ojcu iż to raczej ten kto mnie spotka powinien uważa, a nie ja, na co się zaśmiał i pożegnał mnie serdecznie.
Podreptałam do garażu i wsiadłam na motocykl, a później założyłam kask i byłam gotowa, aby wyruszyć w drogę. Oczywiście recepcjonistka pamiętała mnie całkiem dobrze, gdyż byłam stałym gościem wraz z Aidenem. 
- Carrie! Wróciłaś! - Ucieszyła się dziewczyna, która wyszła zza lady i mocno mnie uścisnęła. - Dawno żeśmy się nie widziały. - Stwierdziła. 
- To prawda. Chyba całe wieki. - Odpowiedziałam mile zaskoczona tym, że Lucy nadal uważała mnie za swoją przyjaciółkę, mimo że się nie odzywałam, kiedy mnie nie było. 
- Opowiadaj co u ciebie i jak ci się wiedzie z Aidenem? - Zapytała. Dziwiło mnie trochę, gdyż z moim byłym była całkiem blisko. 
- Ech... Co tu dużo gadać. Aiden i ja nie jesteśmy już ze sobą, a ja do tej pory studiuję sztukę w Wenecji.
- Wielka szkoda, że się rozstaliście. Byliście taką piękną parą. 
- Może. Wybacz, ale nie za bardzo chcę romawiać o Aidenie. On to hostoria, a ja próbuję kroczyć w przyszłość. 
- Rozumiem. Na jak długo przyjechałaś? 
- Na tydzień, ewentualnie kilka dni więcej. 
- Może się później spotkamy i wyskoczymy do klubu albo coś? 
- Jasne. Byle nie dzisiaj, bo psychicznie nie jestem gotowa aby tu balować. 
- Nie ma sprawy. Wydaje mi się, że przyszłaś tu poćwiczyć, a nie poplotkować, więc nie będę cię zatrzymywać. - Odparła i ostatni raz przytuliła mnie na pożegnanie. 
- Do później. - Zakończyłyśmy rozmowę, a ja poszłam, aby się przebrać, a następnie wycisnąć siódme poty...


Jenny
Po zakończeniu się wykładów wszyscy udali sie do wyjścia. Odblokowałam blokadę ekranu i zauważyłam z jakieś 10 nieodebranych połączeń od taty i 7 SMSów. Próbowałam odczytać jego wiadomości, jednocześnie wychodząc ze szkoły. Gdy tylko opuściłam budynek i otworzyłam pierwszego SMSa, słońce oświetliło mi ekran, przez co nie mogłam niczego zobaczyć. Fuknęłam i schowałam telefon do kieszeni, zobaczę w autobusie albo na przystanku. Nagle mój wzrok wyłonił sylwetkę żołnierza, który stał nieopodal wyjścia z terenu szkoły. W dłoni trzymał ogromną czarną torbę z logo Nike. Rozglądał sie za kimś. Był wysoki i postawny, automatycznie skojarzył mi się z Johanem. Nie pasowała mi tylko niewielka blizna na lewym policzku oraz przycięte na krótko włosy schowane pod czapką z daszkiem. Przyciągał uwagę wszystkich studentów wychodzących z uczelni, a ja gdy tak co raz bardziej mu sie przyglądałam, widziałam w nim Johana. Nie, pewnie już popadam w paranoję. Położyłam rękę na czole, aby sprawdzić czy nie mam gorączki. Czoło pozostawało bez zmian. Nagle dołączyła do mnie Ema:
-Jenn.- W jej głosie mogłam wyczuć... obawę? Zmieszanie? Ciężko było mi to określić
-Słucham.- Spojrzałam na nią, a ona wskazała na żołnierza
-Czy to nie jest przypadkiem Johan???- Wyglądała jakby widziała widmo, a po chwili ja wyglądałam podobnie... Bo to był Johan! Moje serce zaczęło bić niewiarygodnie szybko, a powietrze uwięzło w płucach- Oddychaj, głupia.- Zganiła mnie delikatnie klepiąc po plecach- No leć do niego.- Nakazała mi, ale moje nogi były jak z waty, nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Ema stała obok mnie i podpierała swoim ramieniem, na którym całkowicie się oparłam. Johan wykonał pierwszy krok w przód, a później rzucił torbę, podbiegł do mnie i pochwycił w swoje ramiona. Oczywiście starał się być ostrożny. Rozpłakałam się niczym mała dziewczynka. Przywarłam do niego niczym magnes. Już nic, ani nikt mi go nie zabierze. Nikt! Należał tylko do mnie. I do Małej. Ściskałam go i nie przestawałam płakać. Wszyscy dookoła zaczęli klaskać, ale mnie to nie obchodziło. Liczył sie tylko on. Liczyło się to, że żyje, że wrócił do mnie mniej więcej cały i zdrowy. Przez jakiś czas trwaliśmy we wzajemnym uścisku, a gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy, popatrzył na mój ciążowy brzuszek, a później na mnie:
-Czy to...?- Jego głos ochrypł ze zdziwienia, a ja pokiwałam twierdząco głową
-To twoja córka.- Przemówiłam starając się stłumić łzy; kucnął i wyciągnął nieśmiało rękę, którą chwyciłam i delikatnie przyłożyłam do brzucha. Akurat tak się złożyło, że Mała kopnęła, a Johan z uśmiechem na ustach spojrzał mi w oczy. Pogłaskałam jego lewy policzek z blizną i zajrzałam mu w oczy. Widziałam w nich nieopisaną radość i ekscytację. Po chwili lekko się podniósł i pocałował mnie w usta. Później wziął swoją oraz moją torbę i wróciliśmy do mnie do domu. Podczas podróży powrotnej nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Oboje się dziwiliśmy dlaczego tak jest, ale nie wnikaliśmy. Cisza i nasz wzajemna obecność nam wystarczały...

Carrie
Wykonywałam różnego rodzaju ćwiczenia, aby wzmocnić nogi, brzuch i bicepsy, które wciąż wyglądały kobieco, pomimo treningów. Nie mogłam się skarżyć na zbyt umięśnioną sylwetkę lub zbyt tłustą, gdyż wuglądała dosyć atrakcyjnie i miałam wszystko na swoim miejscu w odpowiednich proporcjach. Napotkałam wiele wygłodniałych spojrzeń, które sygnalizowały, że ich pociągam, jednakże nie zwracałam na nie uwagi, gdyż już ktoś miał mnie na oku, a ja kogoś. Wyczułam patarzące na mnie niebieskie oczy, które mogłby przypominać głębię oceanu. Istaniała tylko jedna możliwość co do ich posiadacza i nie mogłam się mylić. I rzeczywiście się nie myliłam, bo gdy spojrzałam na ich właściciela, wiedziałam na sto procent, że to ON. To Aiden. Mój Aiden. Po jego czole spływał ppt, a jego włosy były mokre i zmierzwione. Ćwiczył bez koszulki, jak zawsze. Dlatego na prawie każdych lekcjach u niego nie mogłam się skupić. Jego tors był stworzony do rozpraszania kobiet i nastolatek no i tych po środku. Żadna mu się nie oprze, a tym bardziej ja, bo już go dotykałam i znów pragnę przejechać palcami po jego nagiej skórze, która aż się prosi, aby ją wycałować i pokazać do kogo ona należy. Tęskniłam za nim całym, za każdą jego cząstką...
Przez to, że aż tak pochłonęło mnie myślenie o Aidenie, zapomniałam ażeby ćwiczyć, choć i tak już skończyłam. Aiden także już się zbierał powoli. Jak mogłam wcześniej go nie zauważyć? Jak mogłam być tak ślepa?! Ja nie wiem. Ale mam świadomość, że to jest ostatni raz, gdy na niego patrzę i nie mogę tego wytrzymać. Muszę się teraz pożegnać z nim ostatecznie bez słów, bez łez, bez uczuć. Jak ja mam to po raz kolejny przetrwać?
Powoli traciłam siłę na wszystko. Wypadek, rozstanie, koszmary, Aiden, ból po kolejnej stracie... Robiło się tego nazbyt wiele. W jeden rok ile może się wydarzyć, by zwalić człowieka z nóg. Miałam się tu odstresować, a nie przechodzić przez wszystko po raz drugi. Nie po to tu przyjechałam. 
Aiden poszedł do męskiej szatni, a ja do damskiej. Wzięłam lodowaty prysznic na orzeźwienie i wbiłam się ciuchy, w których przyjechałam, na które składała się skórzana kurtka czarny top, rurki i buty motocyklowe. Podeszłam do lady, za którą stała jeszcze Lucy. 
- Już uciekasz? - Wypytywała się. 
- Zaraz będę lecieć, ale wpierw chciałam ci coś zaproponować...
- Co takiego? 
- Pamiętasz jak mówiłaś żebyśmy nadrobiły stracony czas i wybrały się na dyskotekę czy coś, a ja powiedziałam, że lepiej nie dzisiaj? 
- Mhmm. 
- No to zmieniłam zdanie. Masz dzisiaj czas wieczorem? - Zaproponowałam. 
- Jasne! - Ucieszyła się. 
- No to supi. Może być ósma tam gdzie zawsze? 
- No problem. - Odpowiedziała po angielsku, gdyż dorabiała chwilami jako korepetytorka z angielskiego, aby sobie dorobić. 
- No to jesteśmy umówione. - Stwierdziłam po czym się pożegnałam i pojechałam do ulubionej kawiarni, aby wypić swoją upragnioną latte machiato.
Zajęłam swoje ulubione miejsce na dworze i poczekałam, aż kelnerka mnie obsłóży. Kiedy przybyła do mego stolika, zamówiłam kawę i wyczekiwałam chwili, w której moje zamówienie zostanie zrealizowane. Nie trwało to zbyt długo, gdyż po chwili stała przede mną przepyszna kawusia, która korciła mnie. Od razu uregulowałam rachunek i zostało mi cieszyć się pięknym po południem.

Jenny
W międzyczasie sprawdziłam SMSy od taty. Treść każdego z nich informowała mnie o tym, że Johan wrócił, ale to już wiedziałam. Najpierw zaszliśmy do jego rodzinnego domu, aby przywitał się ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Doprawdy, to był cudowny widok wiedzieć ich wszystkich szczęśliwych i w komplecie. Nawet mnie zaprosili do ich grupowego uścisku. Kiedy już wszyscy nacieszyli się uściskiem, Allie zaprosiła nas na obiad, a później zaczęli go wypytywać o przeróżne rzeczy. Johan skąpił słów, co mnie dziwiło. Zawsze był gadatliwy, kiedy rozmawiał z kimś, kogo lubił bądź znał. Czyżby to wszystko w jakimś stopniu go zmieniło? Pewnie tak, no bo nie każdy ma okazję przeżyć pół roku w piekle na ziemi. Miałam nadzieję, że jak będziemy sami u mnie w domu, to się przede mną otworzy.
Po kilku godzinach spędzonych u rodziców Johana, w końcu powędrowaliśmy do mnie. Tata był w pracy, jak zwykle, więc byliśmy tylko my. Kiedy zamykałam drzwi, on rzucił torbę gdzieś na bok, zdjął górę munduru i został tylko w podkoszulku. Oparł ręce o drzwi, a kiedy się odwróciłam zaczął mnie całować. Dłonią pieścił mój policzek, a drugą nadal opierał się o drzwi. Moje ręce powędrowały na jego kark i wtedy to poczułam. Szybko je zabrałam, a on przestał mnie całować i spuścił głowę:
-Jenn...- Zaczął, a ja mu przerwałam
-To jest to miejsce, które cie postrzelili w grudniu?- Zapytałam
-Nie. Bliznę po postrzale z grudnia mam na policzku, a ta na karku...- Wydawał się być dziwnie cichy- Miesiąc temu ktoś strzelił mi w kark i miałem umrzeć, ale zapadłem w śpiączkę. Tydzień temu się obudziłem, a przełożony powiedział mi, że jadę do domu, że już im się nie przydam.- Opowiadał mi, a ja czułam ogromny smutek; przytuliłam się do niego
-Gdzieś jeszcze cię postrzelili?- Udało mi się wydusić
-Nie.- Odpowiedział krótko tuląc mnie do siebie
-Bo jak zobaczę, że masz gdzieś jeszcze bliznę, o której mi nie powiedziałeś, to pożałujesz.- Zagroziłam, a on się uśmiechnął
-Dobrze, złośnico.- Pocałował mnie w czoło- Chodź, usiądź.- Poprowadził mnie do kanapy i usiadł obok mnie- Obejrzyjmy coś.- Poprosił, a ja włączyłam telewizor...
Koło dwudziestej tata wrócił z pracy i przywitał się z Johanem. To znaczy, już wcześniej się widzieli, bo Johan wpierw zaszedł od niego (mówiłam, że woli mojego tate ode mnie...), a później zaszedł pod moją uczelnię i tam na mnie czekał. Co mnie zdziwiło najbardziej: Johan otworzył się przed moim tatą. Rozmawiali jak dwaj przyjaciele znający sie od lat. Mój chłopak opowiadał mojemu tacie wszystko, jak na spowiedzi, dzięki czemu miałam możliwość wysłuchania wszystkiego, co miał do powiedzenia.
Gdy nastała noc, poszliśmy do mojego pokoju i razem się położyliśmy. Jakoś byliśmy milczący, przez cały dzień. Nie wiem czemu, po prostu ciężko mi było z nim rozmawiać, tak jak dawniej. Może to dlatego, ponieważ to wszystko w jakimś stopniu go zmieniło, a ja zbyt bardzo się tym przejmowałam? W każdym razie udało mu się wydobyć z siebie głos:
-Mamy już imię dla Małej?- Zapytał
-Jeszcze nie.- Odparłam leżąc w jego objęciach
-Wiesz co mnie dziwi? Że mi nie napisałaś, że jesteś w ciąży.
-Nie wiedziałam jak cię o tym poinformować...- Westchnęłam
-A może to nie moje...- Nawet nie dokończył, bo dostał z liścia
-Jak możesz?!- Wrzasnęłam ze łzami w oczach- To ja chodzę i płaczę po tobie i jeszcze noszę nasze dziecko, a ty mi tu teraz nagle wracasz i jeszcze podejrzewasz, że to nie twoje dziecko?
-Jenn, nie o to mi chodziło...- Próbował mnie uspokoić- Po prostu... Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem cię w takim... stanie. Nie spodziewałem się, że możesz zajść ze mną w ciążę.- Przeczesał dłonią swoje na krótko ścięte włosy
-Mogłeś się nie spodziewać, ale nie podejrzewać mnie o zdradę.- Po policzkach ciekły mi łzy
-Przepraszam.- Przytulił mnie do siebie- Nie powinienem... - Pocałował mnie w czoło- Może lepiej pomyślmy o imieniu dla niej.-Zaproponował, a ja pokiwałam głową- Jakieś propozycje?
-Może Johanna?- Zaproponowałam
-Mi się podoba Judith.-Wyznał
-A mi nie.- Sprzeciwiłam się; zaczęłam szukać w myślach ładnych imion damskich
-No to... Co powiesz na Julię?- Zapytał; było to zarówno norweskie jak i niemiecki imię
-Brzmi ładnie.- Stwierdziłam po dłuższym zastanowieniu
-Czyli pasuje?
-Pasuje.- Pocałowałam go w usta, a następnie ułożyłam się wygodnie w jego ramionach i zasnęłam... 

Carrie 
Powróciłam do  domu po południu i postanowiłam przed wyjściem wziąć długą odprężającą kąpiel. Moja mama miała za jakąś godzinę wrócić, a tata wciąż pracował w swoim gabinecie. Mam nadzieję, że nie będzie się tam męczył zbyt długo, bo się wykończy. Niestety nie wybrałam się wcześniej na zakupy, co znaczyło, że albo sama coś uszyję ukośnik przerobię albo pożyczę coś od mamy. 
Nie zwlekałam dłużej i wlałam gorącą wodę do wanny, a następnie wsypałan trochę soli do kąpieli i umieściłam trochę olejku o zapachu wanilii oraz kokosa. Uwielbiałam to połączenie i nie miałam wątpliwości, że chłopacy też lubili, gdy tak pachniałam. W każdym razie Alanowi się podobał. Poza tym, wybrałam balsam i perfumy. Ostatecznie weszłam do wanny i wymoczyłam się za wsze czasy. Ciało miałam wyszorowane a włosy umyte i potraktowane odżywką. Nie mogło być lepiej. 
Kiedy wyszłam z łazienki w szlafroku, mama już była w domu i szykowała obiad, a tata w końcu oderwał się od komputera. Zeszłam na dół, aby się przywitać oraz uzyskać potrzebną pomoc. 
- Hej, mamuś. - Podeszłam do mamy i mocno przytuliłam ją od tyłu. 
- Hej, córuś. Coś się stało? - Zapytała. 
- Helpnęłabyś mi, madre? 
- Zależy w czym. W morderstwa się nie plącze. - Zażartowała. 
- Na moje szczęście, w czymś co lubisz. 
- Jak nie powiesz, to nie będę wiedziała jak ci pomóc, aniołku. 
- Ubranie. Potrzebuje ubrania na dyskotekę, a nie mam nic co by się nadawało. Nie myślałam o tym, jak się pakowałam. 
- No to zmiataj na górę, a ja zaraz do ciebie dołączę, tylko skończę smażyć mięso. 
Wysłuchałam się instrukcji mamy i poszłam do swojeho pokoju, gdzie zjawiła się po kilku minutach i to z kilkoma kreacjami. 
- Jest tu kilka moich starych sukienek w twoim rozmairze i myślę, że powinny się nadać nawet do ewentualnej obróbki. 
- Są świetne. Dziękuję. 
- Nie ma za co. Teraz bierzmy się do roboty. Do wieczora zostało mało czasu. 
Jak powiedziała tak się stało. Wybrałyśmy obcisłą czarną sukienkę na ramiączkach, którą lekko pociełyśmy i związałyśmy tak, że powstała całkowicie inna kieca.
- Jest idealna. - Stwierdziłam. - Powinnaś była zostać projektantką a nie właścicielką firmy kosmetycznej. 
- Jasne, jasne. Teraz wkładaj,  potem zrobie ci makijaż. 
- Mamee, mogę sama się pomalować. 
- Wiem,malutka, ale dawno nie widziałam żebyś gdzieś wychodziła, więc daj mamie tą przyjemność i pozwól się umalować. 
- No dobra. - Zgodziłam się, a ta zabrała się do pracy. 
Po kolejnej połowie godziny byłam już gotowa do wyjścia. Zostało mi włożyć szpilki i zamówić taksówkę, która była przed domem po dziesięciu minutach, a do spotkania w klubie zostało trzydzieści, czyli doskonała ilość czasu na to, aby dotrzeć na miejsce i trochę się rozejrzeć. Nie ukrywam, trochę minęło od ostatniego razu kiedy w nim witałam. 
Kiedy dotarłam na miejsce, Lucy już na mnie czekała. 
- No hej, mała. - Przywitała się, po czyn przytuliła mą osobę. 
- Hej, dużutka. Chodźmy się zabawić. - Pociągnęłam za sobą dziewczynę do środka, gdzie ludzie od dawna bawili się na całego.
Zamówiłyśmy drinki i same zaczęłyśmy balować. Zwracałyśmy  na siebie uwagę, co nas bardzo satysfakcjonowało, gdyż taki był plan. Tańczyłyśmy, flirtowałyśmy i nie pozostawałyśmy gorsze niż inne laski, które kleiły się do chłopaków. 
Pochłonięta w wir muzyki zapomniałam o bożym świecie. Wypiłam kilka drinków i wydawało mi się, że widzę chłopaka, którego tak mi brakuje. Wciąż sądziłam, że widzę jego piękne oczy, które wpatrują się we mnie, jak w najdroższy skarb. Tak bardzo za tym tęskniłam. W tych oczach widziałam lepszą wersje siebie i dzięki nim wierxyłam, że mogę taka się stać, bo ON we mnie wierzy, bo dla niego jestem idealna taka jaka jestem i nie ma znaczenia jak bardzo się zmienię, to i tak będzie mnie kochał. Nie wiem czy te oczy są prawdziwe i czy widzę wszystko jak należy, ale nie miało to znaczenia, bo prawda jest taka, że nie potrafię zapomnieć, bo  oczy sprawiają, że moje serce bije na nowo, bawet jeśli nie patrzą na mnie. Me serce skacze z radości a zarazem zwija się bólu, bo pragnie czegoś, czego nie może mieć, ale w tej chwili to się nie liczyło, bo ja nie chciałam już o niczym pamiętać. Chciałam się zatracić, nawet jeśli to miało znaczyć, że będę tego łować do końca życia. 

Aiden 
Widziałem ją. Dziewczynę ze zdjęć. Za nic nie mogłem sobie jej przypomnieć, ale czułem, że jest mi znana. Była piękna jak na fotografiach, albo jeszcze bardziej. Trzeci raz miałem ją przed oczyma, to musiało być przeznaczenie. Stała przede mną i patrzyła na mnie dwoma pięknymi oczami, których tęczówki przybierały kolor szmaragdowy. Ubrana w czarną sukienkę, która seksownie opinała jej ciało, przyprawiała mnie o zachwyt. A jak tańczyła... Mogłem jej się przyglądać do końca świata, chociaż wolałbym teraz ją pocałować niżeli tylko patrzeć. 
Moja piękna nieznajoma umieściła swe ręce na mej szyi i wspięła się na palce pomimo szpilek. Wiedziałem co się szykuje. Zniżyłem swoją twarz i powoli dotknąłem jej zorżarzonych, jak węgle ust. Smakowała przegudownie. Była dla mnie jak narkotyk. Nie liczyło się nic oprócz niej. 
Całowałem się z nią, a w mojej głowie przepływało z miliard obrazów na raz. Wszędzie była ona. Uśmiechała się w tych wspomnieniach wiele razy, ale i też zdarzała zła i naprawdę wkurzona na mnie. Widziałem wiele sytuacji, ale niektóre naprawdę mogły przyprawić człowieka o rumieńce i papilacje serca. Mówiłem jej, że ją kocham i te uczucia były odwzajmenione. Nazywałem ją Carr. Czułem, że w końcu wszystko pamiętam. Sam dźwięk jej imienia sprawiał, że byłem szczęśliwy. 
- Carrie. - Wypowiedziałem jej imię, a ta otworzyła oczy i spojrzała na mnie z zaskoczeniem, a może nawet ze zdziwieniem. Dotknąłej jej policzka i delektowałem się dotykiem jej gładkiej albastrowej cery.
Odsunęła się ode mnie i próbowała wyjść z klubu. Ruszyłem za nią. Musiałem. Nie mogłem znowu jej stracić. 
- Carrie! - Krzyknąłem za nią, a ta odwróciła się co umożliwiło mi do niej dobiec. Chwyciłem ją w końcu w ramiona i nie pozwalałem jej się wyswobodzić do momentu, gdy sama mnie prztuliła. Czułem na bluzce coś mokrego. Łzy. - Nie uciekaj ode mnie więcej, księżniczko. - Po tym jak to powiedziałem, pocałowałem ją delikatnie. 
- Nie potrawię od ciebie uciec. Próbuję, ale nie potrafię. 
- To dobrze, to dobrze. - Odrzekłem i zabrałem ją ze sobą do domu. Musieliśmy nadrobić zaległości...